Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Pani Wilków

akina ·

WPROWADZENIE

Na zamku królów zazwyczaj było spokojnie. Do czasu...
Kiedy pojawiła się dwójka roztrzepanych dzieci, ciszę zastąpił wieczny harmider. Władca nigdy nie sprzeciwiał się ich niesamowitym zabawom. Cieszył się, widząc ich uśmiechnięte twarze… Jednak w miarę ich dorastania spokój znów zaczął gościć na zamku. Starszy syn, Boghthan, zaczął pobierać nauki od najlepszych magów i wojowników. Młodsza córka była niepocieszona, ponieważ jej nie pozwalano uczyć się tych sztuk.
-Ojcze ja także chciałabym się uczyć walczyć!- buntowała się często.
-Jesteś dziewczynką. Damom nie przystoi w ręce trzymać miecza- ucinał zawsze rozmowę ojciec. Królewskim córkom nie przystawało walczyć. Był to prastary zwyczaj ich rodu…
Ale zwyczaje często się łamało.


ROZDZIAŁ PIERWSZY

-Matko, kiedy gwiazdy wybiorą następcę?- zapytała szesnastoletnia dziewczyna, spoglądając w niebo. Była piękną, małą, dorastającą kobietą. Miała długie do ramion, czarne jak noc włosy i tajemnicze, fioletowe oczy, płonące nieskazitelnym blaskiem. Jej twarz była delikatna i smukła. Drobne, wąskie usta i lekko zadarty nosek dodawały jej swoistego uroku. Z budowy ciała nie przypominała wizerunku idealnej kobiety. Potrafiła się poruszać z pełną gracją, tuszując zaletami wszelkie wady. Rodziców niepokoiła jej fascynacja walką. Teraz, stojąc u boku matki na urwisku obok pałacu, nie przejawiała żadnych takich oznak. Jej długa, śnieżnobiała suknia tajemniczo powiewała na wietrze, podkreślając niesamowitą urodę. Wydawała się być w innym świecie. Ojciec i syn wchodząc uśmiechnęli się na jej widok.
-Już dzisiaj córko-odpowiedział, po czym wzniósł ręce do góry i krzyknął:
-Gwiazdy!!! Powierzcie nam tajemnice naszego rodu! Kto jest waszym wybrankiem? Kto zasiądzie na tronie?
Nastała chwila ciszy. Nawet wiatr przestał szumieć. Wtem młoda księżniczka uniosła się na wysokość głów rodziców i dało się słyszeć głos dobiegający ze wszystkich stron: „To jest nasza wybranka! Ona posiada w sercu wszystko, co potrzebne przyszłej królowej!”
Głos ucichł, a od dziewczyny począł bić nieziemski blask, który rozprzestrzenił się na całe królestwo, przynosząc ludziom chwilę radości i błogości. Zrozumiano, że na tron została wybrana nowa osoba. Nie zdawali sobie jednak sprawy z tragedii, jaka potem wydarzyła się tam, na górze...

-CO?!- krzyknął jej rozwścieczony brat.- To mi przecież należy się władza! Mi!!! Tylko mi! Przeklinam cię siostro! Nigdy nie zaznasz miłości! Każdego mężczyznę, który się do ciebie zbliży, zabiję! Nikt, nawet ten zapisany ci przez te cholerne gwiazdy nie przeżyje trudności, o jakie się postaram!- pogrążony w dzikim szale zepchnął dziewczynę z urwiska!
-Nieee!- krzyknęła spadając.
-Coś ty zrobił?! Coś ty uczynił!?
Król był w szoku. Boghthan spojrzał na niego dziwnie szklącymi się, czerwonymi oczami i uśmiechnął się paskudnie.
-Akawa ewerba mortus!- wyszeptał wyciągając przed rodziców dłoń. Ich ciała oplotły obślizgłe, czerwone krzewy, które wyrosły nagle z ziemi!- Teraz ja tu będę rządził i niech nikt nie waży się mi w tym przeszkodzić!- wrzasnął do zbierającej się po kątach służby.
Gałęzie szczelnie oplotły rodziców, by nie mogli nic mówić.
- Zabierzcie ich do lochów!


ROZDZIAŁ DRUGI

Bohaterka spadała z coraz większą szybkością w dół. Przebijała się przez szare, ogromne, puszyste, nieraz deszczowe chmury… Niezdolna do wypowiedzenia jakiegokolwiek zaklęcia wpadła z ogromnym hukiem do niewielkiego, lekko zamarzniętego jeziorka, które zaraz potem z powrotem pokryło się cienką warstwą lodu. Dziewczynę pochwyciły czyjeś ręce. Była nieprzytomna…
Gdy bohaterka ocknęła się, zauważyła, że leży na niewielkiej płaszczyźnie, przykryta przeróżnymi skórami. Spoglądała na nią dziewczyna, trochę starsza od niej. Uśmiechnęła się.
-Witaj! Mam na imię Niwa, a ty? Kim jesteś?
-Nieważne. Jak długo spałam?
-Kilka dni. Zapewne jesteś głodna. Chodź, coś przyrządzimy - zaproponowała i wyciągnęła ją z prowizorycznego łóżka, prowadząc do groty obok.- Moja ciocia wkrótce wróci i zajmie się tobą. O nic się nie martw, kimkolwiek jesteś. No, ale jakoś cię muszę nazywać. Wymyśl coś, co?
Dziewczyna gadała jak najęta sporządzając posiłek. W pewnym momencie do groty weszła jakaś starsza kobieta.
- Z ostaw nas, kochanie- poprosiła i usiadła obok bohaterki.
Niwa posłusznie wyszła.
-Wiem, kim jesteś. Nic nie musisz mówić.
-Lecz ja nie wiem, kim jesteś ty, pani.
-Nazywają mnie Panią Jeziora. Nie mogę przetrzymywać cię tu długo. Nauczę cię paru niezbędnych do przeżycia rzeczy i będziesz musiała wyruszyć w świat. Na razie jednak tym się nie przejmuj. Jedz proszę -podsunęła jej talerz przygotowanego przez Niwę mięsa- Opowiem ci tymczasem, co się wydarzyło i proszę, nie przerywaj mi, bardzo tego nie lubię. Żyjemy w czasach magii, ty jesteś tego nieodzownym przykładem. Muszę tylko poznać twoje zdolności. No, ale nie do tego zmierzam. Nasz świat dzieli się na ludzi prostych, tzw. chłopów, lękających się wszystkiego co magiczne. Uważają oni tych, którzy władają jakąkolwiek mocą za swych panów. Dalej są wartowie, magowie i samkaje, do których należysz i ty. Wartownie to rasa ludzi, którzy potrafią walczyć narzędziami zrobionymi przez siebie. Nie boją się niczego co magiczne, niektórzy nawet trochę znają tę sztukę. To taka mieszanina chłopa i maga. Najwięcej jest ich na południu. Magów zapewne znasz. Bywali u ciebie na zamku, nieprawdaż?
-Tak, uczyli tej sztuki mojego brata.
-Tak? To źle. To bardzo źle. No, ale wróćmy do tematu -otrząsnęła się.- Zostali nam jeszcze samkaje. Są to ludzie tacy jak ty czy ja, potrafiący posługiwać się magią i mieczem. To także takie zmieszanie magów z watkami. Jest to jeden z najliczniejszych rodów. Każdy, nawet zwykły chłop może zostać samkajem. Musi mieć jedynie predyspozycje i to coś. Widzisz, my nie czerpiemy mocy jedynie z samych siebie, ale też z rzeczy, które później stają się naszym znakiem rozpoznawczym. Ja na przykład czerpię moc z jeziora, w którym się teraz znajdujemy.-Bohaterka chciała ją o coś zapytać, lecz ta uciszyła ją ruchem ręki.- Tak moje drogie dziecko, znajdujemy się pod powierzchnią jeziora, dokładniej w jego ukrytej grocie. Utrzymuję tu dostęp tlenu pewnymi sztuczkami. Zapamiętaj sobie jedno: Wszystko, powtarzam, wszystko co nas otacza, ma swa ukrytą moc. Czasem małą, a niekiedy tysiąckroć od reszty większą. To te rzeczy: kamienie, rośliny, zwierzęta wybierają sobie pośredników. Tak, jesteśmy ich pośrednikami z resztą świata. Razem tworzymy jedną całość. Taki związek może uczynić wiele. Pamiętaj, by to było dobre, bo wszystko co złe, obróci się przeciwko tobie. Musisz także znać granice. Utrzymanie magii wymaga dużej energii. Wielu było takich, którzy o tym zapomnieli. Powtarzam, trzeba znać granice! Każde użycie magii osłabi cię. Z czasem, kiedy nauczysz się nią odpowiednio posługiwać, będzie ci łatwiej. Na razie jednak powinnaś się nauczyć dysponować mieczem, łukiem i umysłem. Na magie przyjdzie jeszcze czas. No, to tyle na dzisiaj -skończyła nagle.- Zanim odejdę musisz przybrać jakieś tymczasowe imię. Nie to, które nadali ci rodzice, ani nie to, mówiące o twoim wnętrzu, wybrane przez Gwiazdy. Potrzebujesz jakiegoś całkiem zwykłego imienia. Co powiesz na Mirrami? – zapytała znów zupełnie niespodziewanie.
-Może po prostu Mir?
-Oczywiście. Tyle na dziś. Zrobiło się już późno. Prześpij się. Jutro znów porozmawiamy- zakończyła rozmowę i wyszła, zostawiając bohaterkę z nawałem wrażeń i wiadomości… Ale chwila, moment…- pomyślała- Przecież ja się o tym uczyłam w zamku! Dlaczego nic nie pamiętam?! Tylko te ciemne chmury…”-tak rozmyślając wróciła na swoje posłanie i zadziwiająco szybko zasnęła…


ROZDZIAŁ TRZECI

Mir codziennie rozmawiała z Panią Jeziora. Uczyła się wszystkiego na nowo. Chciała znać każdy szczegół życia na ziemi. Najlepiej opanowywała jednak sztuki walk, jakby przeczuwała, że będą jej niedługo bardzo potrzebne. Pani Jeziora musiała przyznać, że Mir była bardzo zdolna, choć ona nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo…
Pewnego dnia opiekunka Mir znów zaciągnęła ją na rozmowę. Lekcja dotyczyła więzów telepatycznych, łączących ludzkie umysły i szczególnych powiązań samkajów z ich źródłem mocy.
-Wszystko posiada moc, pewną szczególną, emanowaną przez siebie energie. Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani nićmi telepatycznymi. Jest to zarówno dar jak i przekleństwo. Musisz nauczyć się z tego korzystać.
-Jak?
-Spokojnie Mir. Nie bądź taka niecierpliwa. Póki tu jesteś, twój brat nie wniknie do twojego umysłu.
-Ale skąd ma wiedzieć, kiedy będzie chciał to zrobić?
-Do tego zmierzam. Wyczucie obecności obcych myśli jest stosunkowo proste. Wyczujesz to sama.
-Do tej pory nic nie wzbudziło mojego lęku.
-To jest w twojej krwi. Gdy przebywałaś na zamku chroniły cię czary i ojciec. Teraz magia góry Hamrok już nie ma na ciebie wpływu, a król, twój ojciec, jest więziony.
-Teraz jestem bezbronna, jak myszka?
-Nie. Na razie ja cię chronię. Możesz w miarę spokojnie się uczyć. Skup się teraz na tym, co mówię. Aby zablokować swój umysł, stworzyć bariery, musisz mieć zawsze poukładane myśli, a to, co cię trapi, musisz maskować w cieniu umysłu.
-Nie rozumiem.
-Kiedy poczujesz, że dociera do ciebie jakiś impuls, musisz na pewien czas przestać myśleć o tym, póki owa macka się nie cofnie. Spokojnie, z czasem wejdzie ci to w nawyk.
-Dalej nie rozumiem- Mir była coraz bardziej poirytowana. Dotychczas radziła sobie ze wszystkim dobrze, a teraz…
-Kiedy o czymś myślisz, wyciągasz to poza naturalne bariery umysłu. Wtedy łatwo je przełamać. Widzę, że dalej nie rozumiesz. No cóż, pokażę ci to w inny sposób- powiedziała i natarła myślą na jej umysł. Mir krzyknęła przerażona bólem i łatwością dostępu do swoich myśli. Automatycznie zacisnęła powieki i przestała myśleć, zamykając się w sobie. Po chwili ból ustał, a ona niepewnie cofnęła wszystkie bariery podświadomie stworzone. Jej oczy wyrażały niemałe przerażenie.
Pani Jeziora uśmiechnęła się szeroko.
-No, połowa pracy za nami. Mówiłam, że masz to we krwi. Stworzyłaś bardzo silne jak na początek bariery. Jak nad nimi popracujesz, będziesz mogła zachować dla siebie bardzo wiele. Pamiętaj jednak, że te najskrytsze rzeczy musisz obejmować wieloma warstwami barier. To sprawa indywidualna każdego, więc zostawię cię z tym problemem samą. Popracujesz nad tym w nocy. Teraz skupimy się nad przesyłaniem myśli i odbieraniem ich. Otwórz swój umysł. Wyczuwasz wiele macek. Skoncentruj się i nawiąż ze mną kontakt myślowy.
-Jak mam to zrobić?
-Sama do tego dojdź. Postaraj się zużyć jak najmniej energii.-Mir zamknęła oczy. Z początku, jak z każdą nową lekcją, było trudno. Mir błądziła pomiędzy różnymi mackami myśli obiegającymi świat, nie mogąc odnaleźć tej właściwej. Ćwiczyła jednak uparcie i choć czasem ból głowy prześladował ją niemiłosiernie, nigdy nikomu się nie skarżyła z przemęczenia. I tak upływały dni…
Dwa lata później, kiedy Pani Jeziora stwierdziła, że nie może jej już niczego nauczyć, wezwała Mir do swojej biblioteki:
-Moja droga Mir- zaczęła ostrożnie, starannie dobierając słowa.- Nauczyłam cię wszystkiego, czego mogłam, poczynając od czytania, kończąc na przenikaniu do ludzkiego umysłu. Nic więcej zrobić dla ciebie nie mogę, bowiem pozwolono mi mieć cię jedynie te dwa lata. Nie pytaj kto, sama znasz odpowiedź.
-Boghthan- szepnęła.
-Tak, twój brat. Jedyne, co mogę ci dać, to moje błogosławieństwo. Czy zechcesz je przyjąć?
-Oczywiście -odpowiedziała klękając. Pani Jeziora nałożyła swe dłonie na jej głowę i wyszeptała siedem słów w nieznanym nikomu języku.- Teraz wstań, idź z Niwą do lasu i oczyść swój umysł. Wróćcie przed zachodem słońca. Jutro nas opuścisz.
- Dobrze -odpowiedziała i wraz z przyjaciółką wypłynęły z jeziora. Opiekunka wznieciła w nim wir, a kilka kropel wody rozprysło się na wszystkie strony świata. Po chwili wszystko umilkło.
-Co to było?
-Ciotka przesłała twemu bratu wiadomość, że pamięta o swoim limicie. Jednocześnie zrobiła coś, czego on jej zabronił, a nie mógł tego dojrzeć…-urwała w połowie zdania, bowiem coś zaszeleściło w pobliskich krzakach. Dziewczyny złapały za miecze gotowe się bronić. Z krzaków wyłoniła się duża, śnieżnobiała wilczyca. Patrzyła prosto w oczy Mir. Przenikała do jej umysłu, jednak bariera, którą stworzyła wokół siebie Mir była na tyle silna, by ta zaniechała tego. Dziewczyna była zachwycona zwierzęciem, choć jednocześnie się go bała. Pchana jednak nieznanym dotychczas uczuciem, podeszła powoli do niego i wyciągnęła ku niemu dłoń. Wilczyca przyłożyła do niej pysk. W tej chwili Mir przeszył straszliwy, przenikliwy ból, ciągnący się od ręki, aż po serce. Cała prawa strona paliła ją niemiłosiernie. Czuła się, jakby zaraz miało uciec z niej życie. Nie mogła zerwać tej więzi. Zacisnęła na moment powieki. Choć połączenie to trwało zaledwie kilka sekund, utrwaliło się w pamięci Mir bardzo dokładnie…I pozostawiło pamiątkę. Po wewnętrznej stronie dłoni wyrył się krwawy znak kilku powyginanych linii. Ten ślad nie pojawił się jednak tylko na ręce. Mir poczuła ostre pieczenie na lewej piersi. Spojrzała ze strachem na wilczyce, lecz jej już tam nie było. Wstała z klęczek, choć nie pamiętała, kiedy klękała. Niwa podeszła do niej.
-Nic ci nie jest?- Zapytała z troską.
-Nie. Wracajmy- odpowiedziała. Coś mówiło jej w środku, by z nikim nie dzielić się tym, co się przed chwilą wydarzyło…
W nocy nawiedziła ją we śnie biała wilczyca.
-Nie o wszystkim powiedziała ci Pani Jeziora. Nie wymieniła jeszcze metawazteków i ich jeźdźców zwanych difurami. Uważano ich jednak za wymarłych, za czasów twego dziada, choć byli potężniejsi od każdej innej rasy. Ja jednak przetrwałam. Naznaczyłam cię. Jesteś difurką czy tego chcesz, czy nie. Czekam na ciebie jutro o świcie. Przywdziejesz płaszcz i buty z wilczych skór i rękawce ze skóry smoka, które zostawię ci pod tamtym, pamiętnym krzewem i zapuścisz się w głąb lasu. Odnajdę cię. O nic się nie martw. I…Nie mów o mnie nikomu. Tak będzie lepiej dla nas oboje. Teraz śpij- zakończyła i obraz jej pyska zniknął z umysłu Mir zapadającej w głęboki sen…


ROZDZIAŁ CZWARTY

Mir, choć nie była do końca przekonana o wiarygodności swojego snu, postąpiła jak jej kazano. Pożegnawszy się z Panią Jeziora oraz jej uczennicą wypłynęła z jeziora i wbiegła do lasu, gdzie odnalazła ciepłe odzienie. Weszła dalej, w głąb…Wilczyca czekała na nią na małej polanie.
-Nareszcie jesteś- przekazała myśl. Tylko tak mogły się porozumieć.- Zapewne łakniesz wiedzy?
-Owszem- przyznała i ruszyła za nią. Idąc, swobodnie rozmawiały.
-Nazywam się Arte. Będzie nam towarzyszyło siedem wilków. Są na twoje rozkazy. Musisz je jedynie wydawać mądrze.
Mir nie odpowiedziała. Znów była myślami gdzieś daleko… Arte kontynuowała:
-Jesteśmy powiązane czymś więcej niż więzami telepatycznymi. Znaki, które posiadasz, będą pomagały ci w używaniu mocy.
-Nie jesteś zwykłym zwierzęciem, prawda?- zapytała nagle.
-Cieszę się, że to zauważyłaś. Nie, nie jestem. My, metawaztekowie, jesteśmy najstarszą rasą na ziemi. Przeżyliśmy wszystkie jej wzloty i upadki. Jesteśmy czymś więcej niż ludzie, o czym się często zapomina. Mamy wielką moc, o której szczerze mówiąc, mało wiemy- odpowiedziała w wielkim skrócie.
Szły już cały dzień. Mir potrzebowała odpoczynku.
-Jesteś zmęczona?
-Trochę.
-Ludzie... Zatrzymamy się tutaj. Za chwilę przyjdą wilki. Na razie możesz zrobić sobie posiłek.
Gdy Mir posilała się, Arte dalej ją dokształcała. Po kolacji zjawiły się wilczyce. Same się przedstawiły składając ukłony.
-Bor.
-Pia.
-Loe.
-Sandi.
-Peor.
-Non.
-Fira.
Były to zwykłe wilki posiadające moce samkajów. Arte przewyższała je znacznie wzrostem. Zaniepokoiło to Mir, bo za bardzo się wyróżniała. Gdy ona to odkryła, urosła jeszcze bardziej.
-Mniejsza też być potrafię- przekazała myśl z satysfakcja oglądając zdziwienie w oczach młodej difurki…


ROZDZIAŁ PIĄTY

-Obudź się, musimy już iść- dobiegł Mir głos Arte gdzieś w jej umyśle.
Otworzyła oczy. Blask porannego słońca poraził ją na chwilę oślepiając.
-Peor i Non przyniosły ci śniadanie.
-Dziękuje -powiedziała ziewając i przeciągając się jednocześnie. Zjadła skromny posiłek, składający się z owoców leśnych, po czym ruszyły w dalszą drogę.
-Dokąd zmierzamy?
-Na północ. Musimy oddalić się od terytoriów Pani Jeziora. Ukryjemy się w Lasach Pireu. Chyba o nich słyszałaś?
-Tak. Dolina Wiecznych Śniegów zawsze mnie pociągała. Jak długo będziemy musiały się ukrywać?
-Kilka dni, by twój brat nie miał pretekstów do zaatakowania Pani Jeziora. Potem ruszymy przed siebie, do ludzi. Musimy zobaczyć, jaka panuje tam atmosfera.
-Oczywiście- odparła…
Po kilku dniach marszu wyszli na skraj lasu należącego jeszcze do Pani Jeziora. Wszystko tutaj było pokryte grubą warstwą śniegu.
-Arte czy mi się wydaje, czy ktoś nas obserwuje?- zapytała nagle Mir, stojąc u rozdroży lasu. Śnieg prószył jej w twarz, przynosząc nieprzyjemny zapach potu połączonego ze stęchlizną. Wilki najeżyły się, Mir niespokojnie dotknęła rękojeści miecza zawieszonego u pasa.
-Pierwszy raz coś takiego czuję. Co to?- zapytała bacznie rozglądając się dookoła.
-To orfity. Są podobne do małp, ale nie mają sierści. Służą czarnoksiężnikom i bastekom.
-Kim są bastecy?
-Później ci to wyjaśnię. Nie mogą mnie zobaczyć. Rozpoznaliby mnie -przekazała myśli podniosłym głosem. Szczeknęła na wilki i w następnej sekundzie ugryzła prawą łydkę Mir. Zniknęły. Wilczyca teleportowała je w środek zaśnieżonego lasu.
-Auu!- syknęła Mir.- Dlaczego to zrobiłaś?!
-Przepraszam, nie chciałam tak mocno -odpowiedziała oblizując łydkę. Rana zabliźniła się.
-Czy możesz mi to wszystko wytłumaczyć?
-Ależ oczywiście. Wejdźmy do tej groty -zaproponowała samo ruszając pierwsza. W środku było całkiem przytulnie. Jama nie była duża. Arte dotknęła nosem paleniska i zabłysnął ogień.- Teraz możemy w spokoju poczekać na resztę wilków.
-Czy dadzą sobie radę?
-Orfity są za głupie, żeby je znaleźć. Przybędą tu jeszcze dzisiaj. Czego chciałabyś się dowiedzieć najpierw?
-Opowiedz mi o siłach ciemności.
-Hm… Zło powstało razem z dobrem. Najstarszy jego obraz to czarnoksiężnicy. To zwykli magowie używający niedozwolonych mocy i zaklęć do czynienia zła oczywiście. Gdy nadegną swe siły- umierają, bądź stają się bastecami, jeszcze potężniejszymi istotami, które nie znają umiaru. To już nie ludzie a potwory. Nie posiadają cienia. Ich umysł owładnięty jest złymi duchami. Lepiej do niego nie wnikać. Zabić może je jedynie człowiek posiadający choćby iskierkę dobra, dźgając prosto w serce mieczem ze szlachetnej stali. Jeżeli cios padnie gdzie indziej, zwiększa tylko ich potęgę. W ostatnich latach twój brat jednoczy wszystkie plemiona orfitów, które pod jego rozkazami napadają na wsie i miasta, niszcząc wszystko i wszystkich. Kierują się na wschód, ku lasom elfów. Plotki głoszą, że chcą ich zaatakować. My tam też będziemy zmierzać. Musisz się jeszcze podszkolić zanim stawisz czoło bratu.
-Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze -mruknęła- Opowiedz mi teraz o sobie. Umiesz się teleportować...
-Nie tylko. Jak już mówiłam, nie znam do końca swoich możliwości. Mam dopiero trzy lata. Urodziłam się dokładnie tego dnia, gdy twój brat popełnił tę zbrodnie. Byłam przeznaczona dla ciebie. Obie jednak musiałyśmy do tego dorosnąć. Wiem o sobie jedno… Kiedy ty osiągniesz pewien poziom umiejętności, razem wzniesiemy się w powietrze.
-Jeszcze jedno pytanie. Te znaki, które mi zostawiłaś, one… Czy one nas łączą?
-Tak. Już ci to mówiłam Słuchaj mnie uważniej! Później pomogą ci w używaniu magii i w kilku innych, pożytecznych rzeczach. Koniec na dzisiaj. Ja zresztą teraz wiem mniej więcej tyle, co i ty. Prześpijmy się, jutro odwiedzimy jakaś osadę…


ROZDZIAŁ SZÓSTY

Na północy, na terenie plemion solanskich, panowała zima. Mir słyszała o tych ludziach dużo. Szczycili się oni sławą w całym jej królestwie. Byli powszechnie uważani za najmądrzejszych spośród plemion ludzi. Był to ród mędrców, chociaż trzeba przyznać, że tylko, co dziesiąty nim był tak naprawdę…O tej porze roku panowały tu ogromne zamiecie. Tak też było i dzisiaj. Śnieg sypał, jak zworka, a zaspy sięgały ramion. To jednak nie przeszkadzało Mir. Bez większych problemów rozpętała wokół siebie i wilków wir powietrza, który zdmuchiwał wszystko, co stało im na drodze. Dzięki bliskości swej wilczycy posługiwanie się magią, nie sprawiało jej kłopotów, choć na razie była to najmniej opanowana przez nią sztuka…
Po całodniowej wędrówce, gdy na niebie pojawiły się gwiazdy, Mir dotarła na skraj lasu. Jej wir zgasł, choć ona go nie uciszyła. Pozwoliła jednak na to, nie chcąc niepotrzebnie denerwować właściciela. Wilki zaczęły warczeć niespokojnie. Poczuła na sobie czyjś wzrok. Ktoś paskudnie się jej przyglądał. Czuła to.
-Więc mamy towarzystwo?- uśmiechnęła się pod nosem. – Kim jesteś?! Czego chcesz?!- krzyknęła.
-Jestem panem tego lasu. W jakim celu do mnie przybywacie?- dał się słyszeć z głębi zarośli męski głos.
-Przybywam w pokoju. Chcę odpocząć.
-W takim bądź razie zapraszam-odpowiedział, poczym z drzew spadł śnieg, a cały las zzieleniał. Znikły wszelkie oznaki zimy.
-Rozejrzyjcie się moje kochane- szepnęła wilkom i weszła w zielone gąszcze.
Nawet las Pani Jeziora nie był tak piękny i urzekający swą zielenią i różnorodnością. Gdy przeszła obok starego dębu, wybiegły zza niego sarny i swymi pyszczkami ściągnęły gruby kożuch, a małe wydry zdjęły jej buty. Od razu poczuła się lepiej. Szła dalej, stąpając bosymi stopami po delikatnej ściółce. Miała na sobie długą spódnicę z czarnego lnu, z rozcięciem sięgającym uda oraz skąpą bluzkę odsłaniającą brzuch i ramiona, wiązaną na szyi. Zatrzymała się nad małym strumykiem i rozejrzała dookoła. Po drugiej stronie potoczku pojawiły się trzy ogromne niedźwiedzie. Ona jednak dalej stała nieruchomo, obserwując je bez ukazywania jakichkolwiek emocji. Nagle poczuła na ramieniu czyjś oddech, potem czyjaś ręka przejechała po jej okrytej nodze i zatrzymała się dopiero w talii. Mir gwałtownie się obróciła i stanęła oko w oko z jakimś mężczyzną… Przystojnym mężczyzną…
-Więc jednak opowieści o tobie Pani, nie kłamią. Nasza tajemnicza Pani Wilków rzeczywiście ma długie, seksowne nogi. Zastanawiam się, czy aby nie marzną w tych srogich zimach?- powiedział z niebezpiecznym błyskiem w oczach.
-Proszę mnie puścić!- zażądała i zaczęła się szarpać.
-Najpierw muszę usłyszeć twoje prawdziwe imię, Pani.- Powiedział mocniej przyciągając ją do swego ciała.
-Zna je pan. Nazywają mnie Panią Wilków.
-Nie o to imię mi chodzi –nie zwolnił uścisku. Dzieliły ich jedynie skąpe ubrania. Mężczyzna miał na sobie tylko dziwnie skrojone spodnie z drzewnego lnu.
-Wymaga pan rzeczy niemożliwych!
-Dlaczegoż?
-Więc pogłoski o moich nogach do pana dotarły, a klątwa mojego imienia nie? Niech pan nie będzie śmieszny!- zdenerwowała się.
-Ach tak, rzeczywiście. Imię to może poznać tylko mężczyzna pani przeznaczony. A skąd pewność, że to nie właśnie ja? Może jednak masz jakieś zastępcze imię?
-Może lepiej pan by się najpierw przedstawił i mnie puścił?
-Jestem Panem Lasu. W skrócie Leszek.
-Proszę mnie puścić!
-Najpierw imię. Nie będziemy przecież się do siebie zwracać per „pan” skoro zamierzasz tu odpocząć.
-Mam na to coraz mniejszą ochotę.- odrzekła- Jestem Mir.
-Mir? Bardzo oryginalne- rzekł wypuszczając ją z uścisku. Ona zaraz cofnęła się kilka kroków.-Wracając do twego imienia…
-Sądzę, że będziesz wolał zdobyć kogoś innego- odparła sucho siadając na kamyku.
-Skąd ta niechęć?
-Zostałam przeklęta. Twój lud solan ci o tym nie wspominał?- odpowiedziała z goryczą. Po jej twarzy przemknął cień bólu. Coś ukłuło w serce Leszka, gdy to zobaczył. Wtedy, urzeczony jej osobą, zdał sobie sprawę z tego, że los dziewczyny nie jest mu obojętny.
-Więc to jednak prawda?- drążył dalej ten temat, nie wiedząc czemu.
-Tak, to prawda. Przekleństwo zostało rzucone przez czarne moce -powiedziała.- Wszystkie możliwe. -dodała po chwili- A ja oczywiście nie mogę kiwnąć w tej sprawie palcem, bo wtedy podwajam trudności, o chol… No to wpadłam. Sam widzisz, jakie to trudne. Nie mogę nawet o tym mówić.- dokończyła bliska łez.
-Ughr-burknął- Bynajmniej trochę wiem, o co tu chodzi. Ale co tam, na pewno jesteś głodna i zmęczona podróżą. Zechcesz skorzystać z mojej gościny? Zapraszam.
-Odkąd zostałam przeklęta nie mogę korzystać z żadnych zaproszeń. Do widzenia -rzekła, zakładając przyniesione przez wilki ubrania i zniknęła wraz z nimi tak nagle, że Leszek nie zdążył zareagować. Po przybyszach pozostał tylko opadający fioletowo-złoty pył- znak tworzenia magii. Bardzo dobrej i zaawansowanej magii płynącej z serca.


ROZDZIAŁ SIÓDMY

Wilczyca teleportowała ich na skraj lasu. Noc była już w pełni.
-Spodobał ci się -odezwał się głos w umyśle Mir.
-Niestety- odpowiedziała.- I to czyni mnie jeszcze bardziej smutną. Lepiej znajdźmy jakąś gospodę- zmieniła natychmiast temat tworząc znów wokół wir powietrza i ruszyła w kierunku małej, żółtej plamki w oddali. W połowie drogi śnieg zamienił się w grad, a niebo co chwila przeszywały błyskawice i niesłychanie głośne grzmoty. To ojciec. Choć uwięziony daleko nad ziemią, był połączony z córką szczególnym więzami. Wyczuwał jej emocje. Zawsze, kiedy chciał dać znak, że jest z nią, wysyłał burze, które były jego specjalnością. Mógł je wysyłać nawet więziony. Mir poczuła się bezpieczniej. Umiała władać błyskawicami, lecz nigdy grzmotami. Odziedziczyła to po ojcu. Nie bała się burz. Czuła się wtedy, jakby ojciec ją tulił…W tej chwili było jej wyjątkowo źle. Żaden lud, który odwiedziła nie widział jej w takim stanie. W ciągu pięciu minut rozszalała się ogromna burza. Drzwi gospody otwarły się z wielkim hukiem uderzając w ścianę. Zagrzmiało bardzo blisko. W drzwiach ukazała się postać w wielkim, biało-szarym kożuchu, o rozwianych, czarnych włosach. Jej postać oświetlił piorun. Pod zakapturzoną głową nie było widać twarzy. Jedynie włosy niesfornie falujące wraz z płaszczem...
-Czy znajdzie się jeszcze jeden wolny pokój?- Zapytała gospodarza wchodząc do środka.
-Oczywiście, Pani -skłonił się przerażony- proszę za mną- powiedział i poprowadził ją wgłęb po stromych schodach prowadzących górę. Wskazał pokój i otrzymawszy zapłatę wycofał się do baru. Gdy znalazła się sama, padła na podłogę i zalała się łzami. Płakała całą, długą noc, a wilki zlizywały jej łzy z potulnie podkurczonymi ogonami. W końcu, wymęczona długim płaczem, zasnęła nad ranem, wtulona w ukochane zwierzęta…
Wyruszyła od razu po przebudzeniu. Znów musiała wejść na srogie, zimowe powietrze. Dopiero mocny mróz sprawił, że się obudziła. Szła cały dzień przez białe pustkowie. Wieczorem, jak zazwyczaj, ćwiczyła. Dziś, po stworzeniu jeszcze mocniejszej bariery w umyśle, by jej brat się tam nie wkradł, postanowiła poćwiczyć praktycznie. Pustynia dobrze temu służyła. Pani Wilków stanęła w lekkim rozkroku, rozłożyła ręce, zamknęła oczy i skoncentrowała się. Pozwoliła uwolnić się jej cząsteczce mocy, która od razu wzleciała ku górze, w stronę proroczych gwiazd. Ona sama uniosła się kilka stóp nad ziemią, a jej ciało osłonił magiczny pył oznajmiający, że w tym momencie używana jest magia. Mir lubiła medytować jak pobłażliwie nazywała to Pani Jeziora. Tak naprawdę Mir oddalała się wtedy od rzeczywistości i pozwalała myślom błądzić po świecie. Nieraz była wtedy pomiędzy gwiazdami, czasem powracała do wspomnień z dzieciństwa. Najczęściej jednak ukazywały się jej obrazy o życiu zwykłych ludzi. Dziś jednak nie pokazały się żadne z nich. Zobaczyła tylko kilka krótkich scen. Pierwsza z nich ukazywała mężczyznę odzianego w grube, brązowe skóry który szedł przez zamiecie śnieżne w towarzystwie trzech niedźwiedzi. Mir rozpoznała w nim Leszka. Spod jednej z powiek skapnęła łza. Drugi przedstawiał Leszka witającego się serdecznie z Panią Jeziora i wertującego książki w jej bibliotece… W trzecim zaś, pojawiła się niebieskawa twarz elfa o spiczastych uszach i siwych, długich włosach. Był to najstarszy radca jej ojca. Dziewczyna widziała go przelotem kilka razy w dzieciństwie. Nigdy się do niej nawet nie uśmiechnął. Był wiecznie zagoniony. Teraz przemówił do niej:
-Jestem Talimax. Przybądź do mnie. Podążaj do Królestwa Elfów. Czekam na ciebie. Znam odpowiedzi na kilka twych wątpliwości. Przybądź do mnie i pozwól być twym nauczycielem, Pani.
-Skąd mam wiedzieć, że twe intencje są czyste, że nie spiskujesz z moim bratem?- przesłała mu myśl. W odpowiedzi w jej umyśle zamiast jego twarzy zajaśniała na chwilę mała, biała kropla, która rosła coraz szybciej, aż ogarnęła cały jej umysł. Było to potwierdzenie czystych zamiarów. Taką myśl mogli wysłać tylko wielcy magowie o czystym sercu. Mir uspokoiła się.
-Pojadę do Królestwa.
-Cieszę się- oznajmił uśmiechając się, gdy jego twarz znów powróciła
-Na drogę chciałbym udzielić ci, Pani pierwszej lekcji. Nie bój się miłości. Nie obawiaj się jej, nie uciekaj, lecz chroń ją! Nie pozwól, by ktoś się o niej dowiedział. Nie mów o niej głośno. Jeśli chcesz mu przesłać dobrą myśl, pocieszyć, powiedzieć, że duchowo jesteś z nim, zaśpiewaj tę starą, delficką pieśń i wyślij mu ją.
Obraz elfa zniknął, a na jego miejscu pojawiły się słowa, które natychmiast wryły się jej w pamięć. Zaczęła śpiewać. Jej głos był delikatny i czysty. Wokół niej znów utworzył się mały wir magicznego, złoto-fioletowego pyłu. Słowa te były bardzo piękne:

„Santi, santi emorte!
Lamore pis lorte.
Enere ponerte morius
Kamori sante portis
mmmmmmmm…

Mortus mobilius emoi
Tesarth Agh monbisei
Birtzghtight eamos
Beamo nobilem sahet
Aaaaaaaa...

Ohtharthe nombilna
Te samor eamo
Landtherto somilus
Aarenthe santi perebretus!”

Pieśń docierała do Leszka. Owiała go moc pyłu magicznego, a do uszu dobiegł jej głos. Podniósł wzrok znad księgi i zamknął oczy. Poczuł się błogo, przyjemnie… Gdy wszystko ucichło, otworzył z powrotem powieki. Jego spojrzenie padło na pewną starą księgę, wciśniętą pomiędzy innymi na półce, do której miał dotrzeć później. Wyciągnął ją i otworzył…

Mir opadła z gracją na ziemię i otworzyła oczy.
-Pięknie śpiewasz. Jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam tak mocno przemawiającego głosu. -oznajmiła wilczyca.
-Dziękuje, pochlebiasz mi- odpowiedziała i wtuliła się w nią.- Jutro wyruszamy na stepy.


RZDZIAŁ ÓSMY

Po kilku dniach wędrówki Pani Wilków dotarła do małej chatki na skraju Białej Pustyni i stepów, z jednej strony otoczona śniegami, z drugiej zaś suchymi drzewami bez liści. Mir dobrze znała tę chatkę. Pojawiała się na jej drodze zawsze wtedy, gdy zrobiła coś, co nie podobało się magowi. Wiedziała, że czeka ją kara. Weszła do środka z obrzydzeniem, lecz bez cienia strachu. Jednym z jej pierwszych postanowień było nie bać się brata, albo tego nie pokazywać. Ona już dawno jednak przestała się go bać.
-Witaj droga siostro-powitał ją.
-Witaj. Co nowego wymyśliłeś tym razem?- zapytała zamykając drwi. Czarnoksiężnik uśmiechnął się pod nosem. Był sam w pomieszczeniu, ale Mir wyczuwała obecność kogoś jeszcze. Zawsze, gdy tu wchodziła, czuła na sobie czyjś wzrok.
-Uwięzimy cię w pewnym lesie, pomiędzy siedzibami Pani Jeziora, a twojego nowego znajomego, Pana Lasu. Nie możesz z nikim rozmawiać. Przed wszystkimi uciekaj. Jednym słowem udawaj, że nie istniejesz.
-A jeżeli tego nie zrobię?
-Wiesz dobrze, że rodzice zginą.
-Dlaczego to robisz? Przecież to także twoi rodzice! To nie oni decydowali, kto zostanie następcą! To nie ich wina, że wyrocznia wybrała właśnie mnie! Nie możesz dopuścić do takiej zbrodni! Zostaniesz przeklęty na wieki! Bracie opanuj się!- krzyknęła sięgając ostatniej deski ratunku.
-Widzisz, dzięki temu mam nad tobą przewagę. Moja święta siostrzyczka nie może pozwolić, by jej szlachetna rodzina została splamiona taką hańbą! Dobrze wiesz, że cię przekląłem i pociągnę za sobą na spotkanie śmierci, do wiecznych ciemności. Jesteś za słaba, nie zabijesz mnie droga siostrzyczko.
-Dlaczego to robisz?- szepnęła cicho.
-Przecież doskonale wiesz! Ta moc powinna należeć do mnie! Tylko do mnie!- krzyknął- Widzisz, jakiego masz zwyrodniałego braciszka. Pogódź się z tą myślą,
-Jeszcze nie wszystko stracone.
-Wierzysz, że odnajdzie cię twój wybranek?- zapytał ironicznie.- Nawet gdyby, to na drodze ma za wiele przeszkód! Począwszy od zagadki twego imienia. Myślisz, że znajdzie się taki szaleniec?
-Ty tu jesteś szaleńcem!- krzyknęła. Ręka Boghgthana drgnęła. Trzymany w dłoni bicz także. Po policzku Mir spłynęła kropelka krwi, lecz nie spadła na ziemię. W połowie drogi zatrzymała się i zamieniła w magiczny pył, po czym rozprysła się na wszystkie strony świata. Mir nie zwróciła na to uwagi. Była zajęta uspokajaniem swych wilków. Nie mogła pozwolić, by go zaatakowały. W sekundę później musiała sobie jednak o tym przypomnieć, bo niewiadomo skąd, dobiegł ich przeraźliwy krzyk, po czym na policzku Boghgthana pojawiły się dwie rany, takie jak ta Mir. Wtedy wszyscy usłyszeli te słowa:
-Brat na siostrę więcej już ręki podnosić nie będzie! Przeholowałeś Boghgtanie, za śmierć rodziców poniesiesz karę!
Mir zbladła, gdy usłyszała te słowa. Jej oczy powiększyły się maksymalnie, a źrenice zanikły. Opadła na kolana, a jej wilki zaczęły skomleć. Arte przeniosła je do groty pod jeziorem. Mir była w tak wielkim szoku, że nawet nie zauważyła, gdzie się znajduje. Tępo patrzyła przed siebie wciąż klęcząc. Pani Jeziora wybiegła z biblioteki, gdy wyczuła nową energię. To, co zobaczyła o mało nie przyprawiło jej o zawał serca. Podbiegła do dziewczyny, klęknęła przy niej i mocno nią potrząsnęła. Nic nie dało. Mir znajdowała się w transie rozpaczy.
-Na wszystkie Wyrocznie świata, co się stało?! Mir, ocknij się!
Leszek przywołany imieniem dziewczyny jego myśli, przybiegł do nich. Dopadł Mir, ujął jej twarz w ręce i spojrzał prosto w oczy.
-Mir, nie!!!- krzyknął- Błagam cię nie odchodź!
Jego nawoływania także nic nie dały.
-Synu, jeżeli w ciągu najbliższych minut ona się nie ocknie, stracimy ją. Na zawsze. Ona umiera! Umiera z rozpaczy!
-NIE!!! Nie zgadzam się! Tak być nie może! Mir, nie rób mi tego, Allastir! Nie odchodź!!!- wrzeszczał Leszek z wciąż narastającej z rozpaczy. Dziewczyna zamrugała. Jej źrenice powróciły do normalnych rozmiarów, choć nie były to zwykłe koła, jak u normalnych ludzi, a podłużne elipsy odchylone nieco w skos. Spojrzała na Leszka, potem dostrzegła Panią Jeziora.
-Oni nie żyją- szepnęła ledwo dosłyszalnym głosem.- Skąd znasz moje imię?
-Nie wiem, samo się we mnie pojawiło- przyznał.
Przeszła mu myśl, że to sprawka jogo ojca, ale przecież…
-Kto nie żyje?- Przerwała Pani Jeziora. Allastir spojrzała na nią oczami pełnymi bólu.
-Moi rodzice -szepnęła minimalnie odchylając wargi. Na te słowa wszyscy: Pani Jeziora, Leszek i zwierzęta, ukłonili się przed nią.
-Wstańcie drodzy przyjaciele. Wy nie musie się mi kłaniać.
-Przyjaciele?- Powtórzył Leszek. Mir zwróciła swe nieziemskie oczy ku niemu. On łamiąc chyba wszystkie możliwe zakazy objął ją delikatnie i pocałował w usta. Dłonie dziewczyny znalazły się na jego czarnych, długich do ramion, włosach. Zaznała największej słodyczy w całym swym dotychczasowym życiu. Poczuła, jak coś przełamało się w jej sercu. To klątwa imienia prysła. Wszyscy usłyszeli zanikające słowa:”…Zanim nie odnajdzie jej prawdziwego imienia i nie złoży na jej ustach pocałunku od najlepszego miodu słodszego, dopóty będzie przeklęta…”
-Jedna klątwa mniej- usłyszała w swoim umyśle Mir. Arte.- Faktycznie, jedna mniej- przyznała jej.- Ale za jaką cenę. Wszystko to działo się bardzo szybko, dlatego dopiero teraz zakochani odwarli od siebie. Spojrzeli sobie w oczy, po czym znowu padli sobie w ramiona. Leszek mocno ją przytulił. Dobrze jej było w jego mocnych ramionach. Wtedy to z ogromnego nosa Arte wystrzeliła błękitno-biała chmura tworząca serce i swą ramka objęła zakochanych. Ich szaty przybrały kolor fioletu z domieszką złota.
-Macie moje błogosławieństwo-dotarło do nich.- Bądźcie szczęśliwi, a my starać się będziemy, aby Boghthan nie dowiedział się o tej miłości. Na razie.- Powróciła na cztery łapy. Urosła bardzo. Była teraz dwa razy większa od innych wilczyc.
-Czy zechcecie przyjąć także moje błogosławieństwo?
-Oczywiście, matko- odpowiedział Leszek, a Pani Jeziora pobłogosławiła ich.
-Nie wiedziałam, że masz syna- zdziwiła się Allastir.
-Obiecałam gwiazdom, że póki go nie spotkasz, póty nic ci o nim nie mam mówić...
W tej chwili w umyśle Mir znów pojawił się Talimax.
-Przybądź do mnie. Mamy bardzo mało czasu. Niech twój wybranek pójdzie do Merlina z posłaniem…
Nie musiał kończyć. Mir wiedziała, o co mu chodzi. Przerwała myśl.
-Muszę wyruszyć. Leszku udasz się do wielkiego maga Merlina z tym posłaniem -podała mu zwój papieru z wypisanym mocą małym tekstem.- Trzeba zacząć w końcu jednoczyć plemiona, o ile cokolwiek z nich zostało.- dodała wskakując na wilczycę.
-Gdzie ty się udasz?- zapytał Leszek z troską w głosie.
-Na nauki-odpowiedziała- Do zobaczenia- rzuciła ostatnie spojrzenie na Panią Jeziora, Leszka, po czym wraz z Arte wybiegła z jaskini, a za nią pięć wilków.
-Pozostawiam ci Non i Firę, aby wszyscy czarodzieje uwierzyli, że posłania jest ode mnie- przesłała myśl Leszkowi- Do zobaczenia kochany.
-Do zobaczenia- mruknął w tym samym czasie, gdy Arte przebijała srebrną tafle wody i biegła ku niebu zostawiając za sobą złoto-fioletowy magiczny pył...


ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

-Arte, jestem zmęczona, czy nie mogłybyśmy zrobić gdzieś postoju? Lecimy bez wytchnienia już drugi dzień-zapytała w myślach Mir.
-No dobrze. Loe znalazła bezpieczną kryjówkę wysoko w górach.
-Jakich górach?
-Góserth.
-To niebezpieczne góry.
-Jeżeli się nie zna odpowiednich ludzi-wtrąciła Loe.
-I słów- dodała Arte.- Rano dotrzemy do przesmyku trzech wodospadów. Możemy skorzystać z gościny krasnoludów, jeżeli nas przyjmą.
-Ale ja przecież nie mogę-zaczęła Mir przypominając sobie o klątwie.
-To najlepszy pomysł, jaki mam. Boghthan trochę pocierpi…..
Nie zatrzymały się nigdzie. Arte cały dzień pędziła przed siebie, aż dotarły przed trzy wodospady. Był to niesamowity widok. Spadająca z ogromnych ścian woda płynęła w dzikim szale, tworząc ogromną rzekę.
-Uważaj, podobno od czasów panowania twego brata bardzo niechętnie przyjmują gości- zastrzegła Arte.
-Nie możesz powrócić do normalnego wzrostu?
-Przeszkadza ci to?- warknęła.
-Nie, tylko boję się o ciebie. Zdemaskują cię.
-Teraz już nie mam na to wpływu. Osiągnęłam nagle ogromny poziom mocy i tak mi zostało. Musimy się z tym pogodzić. Znasz te słowa, czy ci je przypomnieć?
-Znam. Ojciec kiedyś wbił mi je bardzo dokładnie w pamięć.
-Chyba będzie lepiej, jeśli nie wspomnisz, kim jesteś.
-Wcale nie mam zamiaru- powiedziała, po czym głośno rzekła- Szanowny, starożytny ludzie krasnoludów, udziel schronienia skonanym podróżnikom! Góreth ber et enorth!- Po tych słowach zaległa cisza.
-Użyłaś dziwnych słów-powiedziała Arte.
-Znasz inne?
-Yhm.
-Trudno-odrzekła i wtedy spod prawego wodospadu wynurzył się jakiś cień, który po chwili okazał się małym krasnoludem z ogromnym kilofem. Był typowym przedstawicielem tej rasy. Miał krótkie nóżki i długie rude brwi. I brodę oczywiście.
-Kim je…-urwał w połowie zdania- Difur- szepnął lekko przerażony i pokłonił się nisko.-Matekh do usług. To wielki zaszczyt. Proszę za mną.
Poprowadził ich pod wodospadem do ukrytego wejścia. Zapadła ciemność, bo otwór zasłonił ogromny głaz. Jaskinia była znakomicie ukryta. Krasnolud zapalił łuczywo i podążyli szerokim korytarzem w głąb ciemnego tunelu. Po pewnym czasie skręcili i znaleźli się w małej, ocieplanej kominkiem, okrągłej komnacie. Po środku stała jakaś wysoką, zakapturzona postać, ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.
-Bistquel- szepnęła w myślach do Arte
-Znasz go?- zdziwiła się wilczyca.
-Nie pozwól mu zajrzeć do mojego umysłu.
-Zanim wejdziecie dalej, muszę się przekonać, że nie macie złych zamiarów -powiedział nieprzyjaznym głosem.
-Nie mam- powiedziała twardo Mir.
-Słowa mnie nie przekonują. Muszę wejść do twego umysłu. Jeżeli nie będziesz się bronić, nie będzie bolało.- oznajmił i sięgnął myślą do niej. Nie pozwoliła mu na to. Pomimo coraz straszliwszego bólu głowy, nie poddała się. Wilki zaczęły niespokojnie warczeć.
-Panie to difurka- zaczął krasnolud.
-Zamknij się głupcze! I tak musi przejść moja próbę!- krzyknął z niemałym wysiłkiem.
-NIGDY!!!
Oczy Mir zabłysły. Wyprostowała się i wyciągnęła w jego kierunku dłoń, na której zajaśniał złoty znak.
-Przestań- rozkazała.
Poczuła ostre kłucie znaków, które odbiły się na nosie i w oczach Arte.
-Sinsa- mruknął i z nową siłą naparł na nią- Boghthan z przyjemnością dowie się o tobie kilku nowinek.
-Zdrajca!- krzyknął krasnolud i wybiegł z komnaty. Biqoell chciał go zatrzymać, lecz zaatakowały go małe wilki. Odepchnął je.
-Tym chcesz mnie zabić?- zapytał z ironią.
-Nie, tym- odpowiedziała i przywołała jedyne znane jej zaklęcie. Rzuciła zebraną w ręce błyskawicą. Czarnoksiężnik wrzasnął okrutnie i padł trupem. W tym momencie do sali wbiegło kilku najemnych magów. Gdy zobaczyli to, co się tam stało i bardzo gęsty pył magiczny, oddali jej cześć, klękając na jedno kolano.
-Pani…
-Prowadźcie do króla- przerwała.
-Tak, proszę za mną- odpowiedział inny krasnolud. Mir ze swymi wilkami podążyła za nim. Szli długo. W końcu zatrzymali się przed ogromnymi drzwiami. Krasnolud zastukał kilofem kilka razy, a te otworzyły się. Weszli. Sala była ogromna, co najmniej osiem raz większa od poprzedniej. Na wysokim tronie siedział stary krasnolud. Jedyną oznaka władzy był złoty hełm na jego głowie.
-Witajcie w głębinach góry Nitke- przemówił- Zbliżcie się.
Podeszli posłusznie. Magowie pokłonili się głęboko. Mir lekko skinęła głową.
-Co sprowadza was w nasze strony?
-Pragnęliśmy jedynie chwili odpoczynku w podróży.
-Z wielkim zaszczytem ugościmy was. Zostańcie jak długo chcecie. Jednocześnie chciałbym przeprosić za to niezbyt miłe powitanie. Nie do końca rozumiem jak do tego doszło.
-Nie był już magiem, lecz czarnoksiężnikiem na rozkazach me…Boghtgana. Sam się do tego przyznał.- Mir w porę ugryzła się w język.
-Dziękuje zatem za unicestwienie zdrajcy. Walczymy przeciwko rządom tego czarnoksiężnika. Z nieukrywaną niechęcią dołączyliśmy jednak do przymierza z elfami. Wysłano poselstwa by odszukać jego siostrę. Podobno zwie się Panią…Wilków. To ty?
-Wpadłyśmy -stwierdziła Arte- Nie masz wyboru. Przed władcą krasnoludów lepiej nie kłamać.
-Tak, to ja.
Król wstał i pokłonił się jej lekko, po czym wrócił na swój tron. To samo zrobili doradcy i magowie.
-Czuję się zaszczycony -oznajmił- Mogąc gościć cię tutaj. Terth, zaprowadź gości do najlepszej komnaty i podaj posiłek.
Mały krasnolud spełnił żądanie władcy. Komnata, do której ją zaprowadzono, była cała w fiolecie. Wygodne łoże i podłoga pokryta wszelkiego rodzaju skórami, sprawiały cudowne wrażenie. Źródło światła płynęło z dużego kryształu wiszącego na suficie. Po obfitym posiłku składającym się z tradycyjnie ostrych potraw i zagranicznego wina, Mir w końcu mogła odpocząć i zastanowić się nad wydarzeniami dnia… I jego skutkami… Choć przed wszystkimi doskonale to ukrywała, bała się swej przyszłości, przeznaczenia i losów królestwa. Po chwili jednak zasnęła wraz z tymi mrocznymi myślami.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...