Pechowy dzień
Profesor przeszedł przez korytarz starając się nie spoglądać na ekran przymocowany do ściany. Kątem oka dostrzegł jednak bladego spikera monotonnie wyczytującego najświeższe wiadomości: „Dzisiaj Nowy Rok, 1 stycznia 2032 roku. Sylwester w Warszawie przebiegał spokojnie. Oprócz kilku uzbrojonych mężczyzn z Dzielnicy Żebraczej, nikt nie wszczynał rozruchów, w których padły ofiary śmiertelne. Skoro jesteśmy już w temacie Nowego Roku, Prezydent V RP mimo ważnego pobytu w Republice Bałkańskiej, nie zapomniał o narodzie i wygłosił przemówienie związane z nadejściem...” i tak dalej, cały czas na jedno kopyto. Jakże Jaruzewicz pragnął wyłączyć bądź przynajmniej ściszyć te bzdury. Niestety nie mógł. Telewizor grał, zawsze grał. Armie bladych pracowników PolonTV wygłaszały mowy na temat napaści, wojen, buntów biedoty wymieszanych z propagandowymi faktami i hasłami.
- Błagam zamknij się - warknął Jaruzewicz ubierając spodnie, koszulę i marynarkę koloru khaki. Spiker oczywiście nie posłuchał. Profesora to nie zdziwiło. Każdego ranka prosił faceta z ekranu o zamilknięcie (jakie łagodne określenie), a ten niestety się nie dostosowywał.
Lodówka piknęła wybierając posiłki na dziś. Jaruzewicz wcisnął jeszcze kilka przycisków i wysunęła się szufladka ze śniadaniem.
- Jeszcze gorsze badziewie niż wczoraj - mruknął przegryzając kilka mających dostarczyć dawkę witamin, cukrów i innych składników potrzebnych do normalnego funkcjonowania. Zapił to wszystko wodą i zaczął ssać ampułkę przeciwpromienną.
Po porannych zabiegach wyszedł do pracy. Nie zamykał drzwi od mieszkania. Nie miał powodu. Zainstalowany na korytarzu monitoring i kilka karabinów maszynowych sterowanych komputerowo skutecznie odstraszało złodziei.
Jaruzewicz stanął przd swim blokiem. Taksówkarz już czekał. Jednak profesor nie podszedł do niego. Słońce chyba pierwszy raz od dwóch miesięcy wyjrzało zza kurtyny smogu okalającej miasto. Takie zjawisko to rzadkość, więc może zrobić sobie mały spacer?
- Panie Marku, czekam! - Taksówkarz wesoło (jak każdy modyfikowany genetycznie klon) pomachał mu na powitanie.
- Nie! Dziś podziękuję, przejdę się kawałek.
- Jest pan pewien? To dość ryzykowne - sztuczna uprzejmość tego gościa zaczynała powoli denerwować profesora. Jednak klon miał rację. Bogaty, ceniony wykładowca Akademii Warszawskiej, działacz w partii Sympatyków Władzy swobodnie przechadzający się przez dzielnice mieszkalne zwykłych obywateli to kusząca okazja dla buntowników z ruchu oporu i partii lewicowych.
- Jestem pewien.
Zignorował okrzyki taksówkarza życzącego miłego dnia i skręcił w ulicę Lecha Wałęsy. Rozglądał się uważnie. Mijali go Europejczycy, Hindusi, Murzyni, Azjaci. Istna wieża Babel! Nic dziwnego. Po ostatniej wojnie całkowicie zmieniło się życie na świecie. Wojnę wywołał Irak, który w 2016 zapowiedział, że użyje pocisków jądrowych jeśli wojska amerykańskie, japońskie, polskie i niemieckie nie wycofają się. Niemcy i Polska jeszcze w tym samym tygodniu zabrały swoich żołnierzy. Ich śladami poszły również te kraje, które nie zostały wymienione w przemówieniu Osamy bin Ladena. Pozostały jedynie Stany Zjednoczone i Japonia. Mimo licznych apeli, te dwa państwa nie dały się przekonać. 16 lipca 2017 roku, Irak wystrzelił w stronę USA i Japonii pociski jądrowe. Amerykańskie systemy reagowania potrzebowały piętnastu sekund, japońskie dziesięciu. Posłały odpowiedź. Teraz znajdują się na mapie dwie skażone strefy, dwa radioaktywne pustkowia w Ameryce Północnej Azji i Azji Mniejszej. Rozpoczęły się wielkie ruchy migracyjne, czego skutek widać.
Jaruzewicz minął właśnie ulicę Jana Pawła II i skręcił w Aleję Nauk. Do Instytutu Historii zostało kilkaset metrów. Na prawo ujrzał kilka pokaźnych rozmiarów graffiti. Kilka haseł głosiło, że Bóg nie istnieje, inne bardzo ekhm... poetycko nazywało prezydenta. Profesorowi przypomniały się czasy kiedy wypisywał razem z kolegami z liceum różne wyzwiska na Wisłę Kraków. Zimą ręce zamarzały im od trzymania puszek ze sprayem bez rękawiczek. Teraz, mimo że była połowa stycznia, temperatura sięgała szesnastu stopni na plusie.
Instytut był potężnym, szarym budynkiem. Czubek ginął gdzieś w chmurze smogu. Jaruzewicz odetchnął. Pomimo kilku splunięć pod jego nogi i wyzwisk, doszedł do pracy bez szwanku. Stanął przed wejściem... uderzenie... stracił przytomność.
Obudził go strumień zimnej breji, która była prawdopodobnie brudną wodą. Otworzył powoli oczy. Ręce i nogi miał związane. W pomieszczeniu gdzie przebywał było ciemno i śmierdziało stęchlizną.
- Wstawaj profesorku - jakiś zachrypnięty głos odezwał się w ciemności. Zapaliło się światło. Profesor, po tym co ujrzał, pragnął by jak najszybciej je zgaszono. Poza strasznym bałaganem w pokoju znajdował się brzydki jak zad ogolonej owcy facet.
- Kim jesteś?
- Mówią tu na mnie Kenio - powiedział dumnie nieznajomy. Jeśli on nazywany jest Kenem, to aż strach pomyśleć jak wyglądałby facet o ksywie Brzydal.
- Co chcecie ze mną zrobić? - Jaruzewicz wieział już, że porwał go ruch oporu.
- Chcemy się tobą posłużyć, by wymusić na rządzie kilka decyzji. Bo widzisz profesorku, strasznie nam, biedakom niewygodnie jest. Tutaj w Dzielnicy Żebraczej głód to codzienność, tabletki przeciwpromienne - marzenie. Stajemy się wszyscy bezpłodni...
- A co jeśli rząd nie przyjmie waszych żadań - przerwał Jaruzewicz.
Nie usłyszał odpowiedzi, bo w tym czasie do pomieszczenia wszedł mały chłopiec o zdeformowanej twarzy.
- Negocjatorzy wrócili z niczym - ogłosił.
- Przykro mi profesorku - Jaruzewicz poczuł na czole zimną lufę Desert Eagla. Huk wstrząsnął pomieszczeniem. Mózg i krew trysnęły na plik ulotek \"Dobro ogółu nad dobro jednostki\".