Pełnia
To jest najgorsze, ta świadomość, że nic nie możesz zrobić...
Zostajesz z tym sam, wszyscy się ciebie boją, opuszczają...
Nie zapominasz o tym nigdy...
Nie umiesz...
Ta myśl towarzyszy ci przez całe życie...
Jest z tobą wszędzie i nie możesz się od niej uwolnić...
Powoli zaczynasz tracić kontrolę nad swoim życiem...
Stajesz się odludkiem, w każdej napotkanej istocie widzisz wroga...
Chcesz samotności, ale gdy jesteś sam cierpisz jeszcze bardziej...
Z czasem tracisz swoje cechy, swój charakter...
Nie możesz znieść swojego spojrzenia w lustrze...
Nie spotykasz się z ludźmi, bo boisz się, że się dowiedzą...
Żyjesz jak w transie, wegetujesz, odliczasz dni do kolejnej pełni...
Biegnie cały czas. Nieważne dokąd, bez celu...
To jest jak walka z góry ustalonym wynikiem...
Walczysz chociaż wiesz, że przegrasz...
To samo poczucie beznadziei, bezsilności powtarzające się za każdym razem... Zaczynasz nienawidzić samego siebie za to kim jesteś...
Czujesz się winny, chociaż nie jesteś...
Zdajesz sobie sprawę z tego jaki jesteś słaby i bezbronny...
Chcesz wreszcie umrzeć, ale nie masz odwagi by raz na zawsze to skończyć... Męczysz się...
Męczysz się tak bardzo, że to wewnętrzne cierpienie staje się w końcu treścią twojego istnienia...
Bo tylko ono cię nie opuszcza, tylko ono zostaje gdy inni się odwracają...
To chore, zdajesz sobie z tego sprawę i cierpisz jeszcze bardziej...
Nie zatrzymuje się. Nie pamięta od kiedy biegnie. Dyszy ze zmęczenia, serce wali jak oszalałe. Strach pomieszany ze złością, bliski szaleństwa nie pozwala mu się zatrzymać. Podnosi rękę by otrzeć czoło. Czuje muśnięcie miękkiej sierści. Zaczęło się...
To takie poniżające...
Jesteś człowiekiem, a po chwili już tylko zwierzęciem...
Wczoraj w nocy słyszałeś wilcze wycie, dzisiaj to ty będziesz wył...
W szaleńczym biegu grunt ucieka mu spod nóg, może już łap...
Spada.
Ląduje już na czterech kończynach.
Wciąż biegnie...
Nie zatrzyma się, nie podda się temu leżąc na ziemi.
Chociaż tyle może zrobić...
Czuje, że gubi ubranie.
Rosną mu kły, włosy stają się szare, wyrasta puszysty ogon.
Z piersi wydobywa się głuchy krzyk rozpaczy.
Lecz zamiast krzyku nad drzewami rozlega się pełne bólu i skargi wycie...
Znów przegrał, przegrał z wilkołactwem...