Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Pragnienie Wiary

edurill ·

Dźwięk dzwonka rozdarł się na korytarzu. My jednak jeszcze siedzieliśmy w klasie, gdyż nauczyciel wygłaszał ostatnie zdania i przemowy, ku naszej rzekomej korzyści. W końcu wstałem zarzuciłem plecak na ramię i jak za każdym razem wykonałem monotonną czynność wychodzenia z niej. Zawsze tak samo, zawsze tak bez sensu, tylko sale się zmieniały. Mój dzisiejszy pobyt w budynku szkolnym dobiegł końca. Otworzyłem drzwi z napisem „wyjście” i znalazłem się na powietrzu. Czy to wszystko miało sens? Dzień za dniem mój żywot wlekł się, a żadne zdarzenie nie odciskało na mnie jako takiego znamienia. Owszem, śmiałem się. Koledzy mnie rozśmieszali. Owszem, smuciłem się. Gdy coś mi się nie udało. Ale za jakiś czas wszystko to umykało gdzieś i zapominałem o tym. Mało jest wzniosłości w otaczającym nas świecie. Mało większych wartości i rzeczy, które nasze życie zmieniłyby diametralnie w każdym wymiarze. Są jednakowoż dzieła, które zachwycają i do których się wraca jako do tych, które odmieniły nas. Być może miałem już jedno z takich za sobą. Nie, „być może” to zbyt wątpliwe stwierdzenie. Miałem je na pewno. Wiem to.
Tego dnia nie zapowiadało się na nic większego. Nie spotkałem w swoim życiu więcej niż kilku osób, z którymi mogłem porozmawiać ukazując całe moje wnętrze. Właściwie te to osoby zobaczyły tylko kawałek tego, co we mnie siedzi. Tak naprawdę to nikt nigdy do końca nie zrozumie, ani nikomu nigdy nie będę wstanie powiedzieć, czy przekazać tego, co tak naprawdę kłębi się w moim umyśle. Najważniejsze, że ja to odczuwam i choć skrawkiem mogę się podzielić. Tą cząstką z pewnością podzieliłem się z rodzicami oraz częściowo z osobą, o której nie ma potrzeby wspominać, chodź ta osoba zrozumiała to chyba bez większej ilości moich słów. Po prostu była inteligentna. Mogliśmy się dogadać.

***

Wnętrze oświetlone jedynie przez świece, dookoła wypełniały regały. Twardo znosiły ciężar, jaki dźwigały. Stały na nich niezliczone ilości książek. W pokoju nie było okna. Oprócz półek znajdowało się tam jeszcze łóżko oraz biurko. Mroczne miejsce ze światłem wypływającym jedynie z knotów wbitych w wosk, było typowym i świetnym na przemyślenia i rozmowy. Można by sobie wyobrazić, że w tej, jeżeli można tak nazwać to miejsce, bibliotece siedział jakiś mag, który tlił fajkę, popijając nieznane nikomu wywary i studiował książki. Nie było tam jednak żadnego czarodzieja, była zaś zwykła potencjalnie osoba. Leżała ona w łóżku z zamkniętymi oczami a łzy ściekały jej po policzkach. Naznaczona przez starość twarz spoczywała w bezruchu, choć widać było po niej wyrazie, że postać ta intensywnie myślała. Nagle rozchyliła ciężkie powieki i wydała z siebie umęczony głos:
- Synu!
Drzwi z lekka uchylone po chwili rozchyliły się bardziej, a ciężkimi krokami do pokoju wszedł wysoki mężczyzna z nieogolonym zarostem, który nie mógł jeszcze przypominać brody, zaś jedynie uświadamiać zaniedbanie, jakim ta osoba się okryła. Cała jej uwaga skupiona była na starcu.
- Jestem tato. Powiedź, boli cię coś? – Basowy, choć troskliwy głos zabrzmiał w pokoju.
- Wiesz, że nie jest już ze mną tak jak powinno. – Szeptem mówił ojciec, który jednak słyszalny był bez problemu. – Lecz z pewnością nie jest jeszcze tak jak powinno być z kimś martwym. Długo ze sobą rozmawialiśmy. Ty wiesz i ja wiem, o czym mówię. Twoja matka też o tym wiedziała. Mam jednak pewien problem, któremu ty nie podołałeś. Muszę go rozwiązać. Proszę, wiem, że to głupie, ale wyjdź na ulicę i przyprowadź tu pierwszego lepszego chłopca lub dziewczynę, muszę z kimś jeszcze porozmawiać.
- Tato, nie mogę tego zrobić, wybacz, ale sam nie wiem… Jak by to wyglądało gdybym przywiódł tu kogokolwiek. Oni nie są tacy jak myślisz.
- A więc zatracasz nadzieję. – Ojciec rozchylił mokre powieki, ukazując ciemne, smutne oczy. „Cóż ja mogę podołać, cóż wskórać mogę, jeżeli leżę tu przybity do łóżka, zarówno ciałem jak i duszą, i nie mogę się wyrwać, póki ktoś mi nie pomorze. Mój syn musi mi pomóc. Czy mam tak długo cierpieć? Może jednak znajdzie się ktoś. Co mi teraz dadzą rozmyślania, jeżeli nie widzę w nich sensu? Nie mam nikogo prócz syna, a sam nikogo nie znajdę”.
- To ty musisz mi znaleźć kogoś, kto da mi nadzieję. Synu, ja sam nic nie zrobię. Niech Bóg, chodź w niego nie wierzę, pomoże ci znaleźć tego, kto sprawi, że to zrobię.
Syn widząc mękę swego ojca, odpowiedział mu:
- Poszukam kogoś.
Ubrał się i wyszedł z domu.
Jak to się dzieje, że człowiek w największym smutku i rozpaczy może osiągnąć największą determinację? Syn chodził po chodniku, dosłownie klękał przed ludźmi i wypłakiwał łzy.
- Proszę, pójdź ze mną, mój ojciec cię potrzebuje! – Darł się w rozpaczy. Innym wydawało się to głupie i szaleńcze. Ludzie patrzyli na niego z pogardą i mówili do niego:
- Nie mam drobnych,
A on myślał: „Nie masz serca”
- Nie mam czasu,
A on myślał: „Nie masz czasu dla człowieka? Nie jesteś człowiekiem.”
Jak to się stało, że teraz na świecie bliźni nie jest bliźnim, a człowiek nie ufa człowiekowi? To nie tak miał wyglądać świat. Syn umierającego ojca szukał kogokolwiek, kto chciałby porozmawiać ze starcem. Jednak, tak szczerze, czy ty zatrzymałbyś się przy szlochającym nieszczęśniku, by mu pomóc? Czy gdybyś żył za czasów Jezusa, uwierzyłbyś w Niego, w Jego nauki? Każdemu z nas pomysł, by wyjść na ulicę i błagać innych o pomoc, wydaje się głupstwem i upokorzeniem. Lecz są w naszym życiu sytuacje, kiedy nie możemy wstydzić się tego, co robimy, tego, co robimy dla innych. Są sytuacje, gdy trzeba powiedzieć „nie”, całemu światu, aby dojść do czegoś. Dla syna tego starca, to, co robił, nie było niczym nienormalnym. W tamtej sytuacji, był to dla niego jedyny ratunek. Poszukiwał kogoś, kto zlituje się nad jego ojcem. Nagle jednak ta część współczucia, która sprawiała, że był człowiekiem, tym prawdziwym, uleciała z niego. Rozejrzał się dookoła i stwierdził, że to, co zrobił było głupie. Usiadł zdezorientowany na ławce i pomyślał:, „co ja robiłem?”. Było mu wstyd, poczuł się jakby latał nagi po ulicy, i to właśnie było największym błędem.
Ktoś nagle podszedł do niego i spytał:
- Pomóc w czymś panu?
- Nie – Odpowiedział wyssany z uczyć, martwy jak posąg. Wstydził się tego, co zrobił. Nie powinien. Nie wiedział, że popełnił grzech, gdy zaczął się wstydzić za swoje czyny. Za swojego ojca. Wtedy też wrócił do domu i powiedział:
- Przykro mi tato, ale nikt nie chciał tu przyjść.
- Poddałeś się?
- Nie! – Wykrzyknął zły na ojca – Nie poddałem się, przecież wiesz, że ja nie pozwolę sobie na przegraną! Nie dam się upokorzyć! – Wiedział, że zrobił źle, gdy odmówił pomocy. Nie chciał się jednak przyznać.
- Nawet, gdy chodzi o mnie?
- Tak!
Zapanowała cisza, a najcięższa w życiu ojca łza, pociekła po jego policzku. Było w niej tyle goryczy, że aż poczuł pieczenie na skórze.
Przegrany syn wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Ogarnęło go uczucie, które nie powinno. Zostawił cierpiącego ojca samego sobie. Starzec powoli usiadł, naciągnął spodnie na nogi, ubrał buty, koszulkę i z laską w ręku stanął na nogach. Cierpiąc wielce, choć po cichu, wyszedł powoli z domu, a każdy krok był dla niego boleścią. Stanął na ulicy. Był niewidomy.

***

Wracałem ze szkoły na przystanek. Inni koledzy już mnie opuścili, zostałem sam. Był piątek. Rodzice w pracy, siostra u babci, cały dzień był dla mnie! Podjeżdżał autobus, gdy nagle zobaczyłem niewidomego człowieka błądzącego bez celu po szerokim chodniku. Znowu wybór! Dlaczego tak jest, że jedne z ważniejszych wyborów w naszym życiu przychodzi nam dokonywać w ułamku sekundy? Nie można nad nimi pomyśleć, trzeba zdecydować od razu.
Podszedłem do starca.
- Pomóc panu?
Spojrzał w niebo chorymi oczyma i powiedział:
- Czy masz głębokie myśli?
- Na tyle głębokie, że sam się czasem w nich topię, chodź jeszcze nigdy nie udało mi się sprawić, by inny się w nich utopił.
- Chodź ze mną! – Odpowiedział uradowany.
Wiódł mnie gdzieś, widać znał drogę na pamięć.
- Czy stoimy teraz przed brązowymi drzwiami z numerem siedem? – Spytał mnie.
- Nie, to jest numer czwarty.
- To dobrze, wejdź. Chciałem sprawdzić czy mnie nie okłamiesz.
Weszliśmy do środka. Rozejrzałem się szybko po pokojach, zaraz jednak znaleźliśmy się w małej bibliotece.
- Usiądź na krześle przy biurku, i poczekaj chwilę, tylko położę się do łóżka.
Zrobiłem, o co mnie ten człowiek poprosił. On zaś legł w łóżku z ulgą i zamknął powieki.
- Mam do ciebie prośbę na sam początek. Gdy umrę, i nikt już nie będzie o mnie pamiętał, chodź ty zapamiętaj to, co stanie się dzisiaj. Nie pytaj mnie o moje choroby, nie pytaj o nie, porozmawiaj ze mną.
- Ja nie znam pana, pan nie zna mnie, o czym mielibyśmy rozmawiać? – Zastanawiałem się, co zwykły człowiek, taki jak ja może myśleć o świecie? Nie spotkałem jeszcze nikogo tak interesującego i intrygującego. Nie żałowałem, że tu przyszedłem.
- Mów mi na „ty” – Odparł ciężko. – Mam pewien problem, któremu nie wiem, czy podołasz. Byłem w swym życiu na wielu mszach, przyjmowałem ciało Jezusa Chrystusa, spowiadałem się, modliłem, kiedyś także czytałem Biblię. Ale chłopcze, ja nie wierzę w Boga! – Rozpłakał się biedak. – Ja chcę, ja naprawdę chcę, ale nie potrafię uwierzyć. Wiesz, może ci się to stwierdzenie i ta rozpacz wydać bezsensowna, ale ja to przeżywam naprawdę mocno! Nie wiem czy trafiłem odpowiednio, trafiając na ciebie, ale tylko ty mi pozostałeś, proszę, pomóż!
To, co powiedział ten człowiek, zaskoczyło mnie bardzo. Co miałem zrobić?
- Czy pan, - Miałem mówić na „ty”- Przepraszam, czy mogę z tobą rozmawiać tak, jak rozmawiam sam ze sobą myśląc o rzeczach wzniosłych?
- Tego oczekuję – odpowiedział.
Czułem jak zachodziła we mnie emocjonalna przemiana, ze zwykłego ucznia gimnazjum, stałem się jedyną nadzieją dla chorego, niewierzącego człowieka, który nade wszystko, łaknął wiary.
- Masz o wiele większe doświadczenie życiowe i jesteś starszy ode mnie, czuję się niezręcznie doradzając i pomagając panu, jako ktoś młodszy.
- A więc w tobie także, mam nie dostrzegać nadziei?
- Zrobię, co w mojej mocy, wolałbym jednak mówić do pana, per „pan”.
- Dobrze
- Widzi pan, jestem jeszcze młody, lecz pewne poglądy na temat życia już wyniosłem poprzez te lata, które żyję. – Patrzyłem na niego, leżącego tam w łóżku, cierpiącego, konającego. Miał już mało czasu. Byłem prawdopodobnie ostatnim, którego słuchał w swym życiu na ziemi. Czułem na sobie ogromne brzemię. Nie wiedział nawet jak wyglądam. – Według mnie każdy w życiu dostrzega Boga na swój sposób, każdy inaczej odczuwa jego obecność, pan widać nie potrafi.
- Niestety – odpowiedział unosząc ciążące mu powieki. – Wiele w swoim życiu czytałem, wiele pięknych chwil przeżyłem, a teraz pod koniec mojej drogi, nie wiem, do kogo się zwrócić. Jak mam zauważyć Boga?
- Boga nie można zobaczyć przed sobą, można go zobaczyć w tym, co się dzieje. Może go pan dostrzec w tym, co pan czuje, w tym, co pan myśli, w innej osobie, lecz nie można Go zobaczyć ot tak. Ja sam wierzę w istnienie Pana Boga i tego, co stworzył, wierzę w innych, wierzę w to, że jestem. Słyszałem, że niektórzy próbują dowieść teorii, że to, co widzimy, jest to tylko złudzenie. Jak jednak stwierdzić, czy jest to złudzeniem, czy na przykład pan nie jest złudzeniem? Musiałbym dowiedzieć się jakoś, czy pan naprawdę istnienie, czy jest tylko moim wyobrażeniem. Ja wiem, że nie jestem złudzeniem dla nikogo innego, gdyż egzystuję, odczuwam pewne rzeczy. Według tej teorii każdy mógłby założyć, że ma schizofrenię, a jeżeli miałby każdy, to nie miałby nikt. Wierzę w Boga, choć nie potrafię sobie Go wyobrazić, nie wiem jak pana do tego przekonać. Czy wierzy pan w piękno?
- Wierzę w piękno, warto się jednak zastanowić, czym ono naprawdę jest?
- No właśnie. Wie pan, piękno jest w każdym człowieku, zakochani wiedzą o tym najlepiej. Czy gdyby nie było Boga, istniałoby piękno?
- Nie wiem. – Odpowiedział mi.
- Nie da się udowodnić istnienia Boga, bo nie można go zobaczyć, ani nakręcić na kamerze. To logiczne. Dla osób wierzących, jest on jednak prawdziwy. Ciężko jest ustalić granicę wiary w Boga. Nie można powiedzieć, że jeżeli ktoś chodzi do kościoła, to wierzy. Nie mogę też powiedzieć, że ten wierzy, a ten nie. Ja wiem swoje, pan wie swoje, wiara w Boga jest kwestią osobistą, i nie można w nią w żaden sposób ingerować, nawet gdyby się chciało. Jeżeli ktoś naprawdę wierzy, nie ma takiej możliwości, żeby mu tą wiarę zabrać. I to jest najciekawsze, że ze wszystkich rzeczy, jakie człowiek posiada, nie da mu się odebrać tych, których on sam nie może dotknąć. Czy dotkną pan kiedyś miłość?
- Nie.
- Ja też nie, a jednak gdyby ktokolwiek nawet mnie zabił, i tak by mi jej nie odebrał. Nie dla siebie. Gdy czuję miłość do pewnej osoby, nawet, gdyby ona umarła, miłość do niej i tak by przetrwała. Wszelkie uczucia od nas odchodzą i przychodzą, bez naszej woli, lecz jeżeli już zawita do nas jakiś stan emocjonalny, na przykład wiara, nie ma takiej możliwości, by ktoś nam ją odebrał.
- Mówisz i mówisz chłopcze, lecz tak naprawdę mimo mądrości tych słów, i tak nie ukazujesz mi siebie. Ukazując mi siebie, ukaż mi wiarę. Proszę, powiedź, co dla ciebie jest wiarą.
Starzec powiedział mi rzecz prostą i lakoniczną, lecz na temat. Miał rację, nasza rozmowa stała się pusta i zbyt błaha, co do jej prawdziwego sensu. Musiałem się postarać. On był umierający.
- Wierzę w piękno i wierzę, że tylko ktoś taki jak Bóg mógł je stworzyć aż takim doskonałym. Wierzę, że moglibyśmy być inteligentni tacy jak jesteśmy, i wcale nie znać uczuć. A jednak znamy je. Od rozpaczy i goryczy, aż po radość i wzruszenie. Tak naprawdę nazwy, jakie przypisujemy tym właśnie uczuciom są marną szatą by je okryć. Wierzę, że tylko Bóg był w stanie stworzyć coś, czego nie da się opisać słowami, a jedynie poczuć. Wierzę, że sumienie, jakie nosi w sobie człowiek, nie istnieje bez ingerencji Boga. Wierzę, że gdyby nie Bóg, nie pomógłbym panu teraz. Cała ta historia, która dzisiaj mi się przydarzyła jest oznaką istnienia Boga. Nic nie dzieje się bez Jego wiedzy. Wierzę w Niego, a On wierzy we mnie. Wierzy także w pana, i dlatego mnie dzisiaj tutaj przywiódł. Jestem słabym człowiekiem, ale nie to mnie czyni słabym, że inni drwią ze mnie, zaś to, że ja drwię z innych. Powstała Biblia, która daje każdemu wskazówkę na to jak żyć. Pan inaczej ją zrozumie, ja inaczej ją zrozumiem, lecz dzięki niej, zrozumiemy siebie nawzajem. Wierzę również w syna Pana Boga, który wierzył w nas, i nam przebaczył. Wierzę w to, że mówiąc teraz panu, co myślę o tym wszystkim, słowa, które wymawiam, i tak nie są w stanie opisać mojej wiary, tak samo jak nie da się jej dotknąć. Pan mi jej nie odbierze, lecz ja mogę ją panu przekazać, i sprawić by Pan uwierzył. Wiem, że gdyby nie było Boga, nie byłoby też życia, bo, po co miałoby ono być? Wierzę, że każdy człowiek mający swoją pasję, również wieży w Boga. Piłkarz, pisarz, muzyk, kucharz i ktokolwiek jeszcze, nawet, jeżeli nie chodzi do kościoła daje oznakę wiary. Może nawet nie wie o tym, że wierzy w Boga, ale to, co robi, robi z pasją, umiłowaniem i radością. Z największym poświęceniem i determinacją. Z siłą i wolą. Gdyby nie było Boga, nie byłoby piękna, które z pasji każdej osoby wypływa. Wierzę, że Bóg jest w każdym z nas, w momencie, gdy powstajemy, a celem naszego życia, jest odszukać Go w sobie. A odszukać Go w sobie, znaczy dać go odszukać innym w nas samych. Znaczy dopuścić drugiego człowieka do siebie samego. Pozwolić innym kochać i nie krzywdzić czyichś uczuć. Przestrzegając dziesięciu przykazań moglibyśmy do tego dojść. Mało jest jednak osób, które idą przez życie poprzez dekalog. Nawet, jeżeli ktoś próbuje, ciężko mu jest, gdyż na drodze stoją inni, którzy przykazań nie przestrzegają. Jan Paweł II przedarł się przez wszystkich innych, którzy chcieli mu odebrać jego samego. On im przebaczył. Dekalog nas nie zniewala, on by nas wszystkich uwolnił od przemocy i zła. Problem w tym, że wybierając między dobrym a łatwym, większość wybiera to łatwe. Ja sam wybieram często to łatwe, i niestety będąc tego świadom, nie zmieniam wiele. Jednak żeby do końca panu opisać wszystko, co myślę i co czuję, potrzebowałbym czegoś innego niż słów. Alfabet jest, bowiem zbyt płytki, aby móc go użyć do rzetelnego opisania człowieka. – Skończyłem mówić patrząc się wciąż na niego.
- Pięknie powiedziane.– Powiedział niepokojącą ciężko. – Teraz mogę spokojnie pożegnać się z tobą. Dziękuję ci chłopcze, a gdy spotkasz mojego syna, powiedz, że go bardzo kochałem. – I zamknął oczy, dopiero wtedy przejrzewając na nie zupełnie.
To, co wewnątrz mnie działo się później kompletnie mnie zmieniło, a spotkanie z tym człowiekiem odcisnęło na mnie swoje znamię. Co wtedy czułem jest zbyt głębokie, by choćby o tym pomyśleć.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...