Przebudzenie
Powoli do moich uszu wpływała falami dziwna pieśń, nie rozumiałem jej słów, ale chyba wynikało to z tego, że nie przykładałem się do nauki w przyklasztornej szkółce (ale nie czas na opis mojej wątpliwej kariery naukowej). Wracając do śpiewu - słodycz tego głosu powodowała, iż moje ciało nagle straciło poczucie przyciągania ziemskiego i pragnęło gwałtownie wznieść się ponad ziemię i z prędkością jastrzębia rzucić się do stóp kobiety, której wibracje strun głosowych pieściły moje uszy. Nie rozumiałem dlaczego, ale nie mogłem tego jednak uczynić, poddałem się więc melodii ...
Moja wredna babka też śpiewała (równocześnie wybijając rytm wałkiem do ciasta na głowie męża), ale można to było porównać tylko do ryku osła ...
Stopniowo docierało do mnie, że leżę na wilgotnej, kamiennej posadzce i jeżeli nie przystąpię do działania to ominie mnie oddanie hołdu kobiecie o tak porywającym głosie. Jednak czar pieśni pozwolił mi ledwo z trudem otworzyć oczy, a co dopiero mówić o wstaniu. Mój wzrok powoli wyłuskał z półmroku otaczające mnie granitowe ściany i dziwną mgłę wpełzającą przez uchylone, rozsypujące się drzwi ... wciskała się ona miedzy cicho leżące trupy (na pierwszy rzut oka żadnemu z nich nie było dane zejść z tego świata mało zaszczytną śmiercią naturalną) .
Widok śmierci nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia, gdyż słodycz śpiewu przyćmiła wszystkie doznania, więc ze spokojem stwierdziłem, że każdy z mężów (w liczbie pięciu) zginął odmienną śmiercią: miałem przed oczyma człowieka z obciętymi precyzyjnie dłońmi, innego z gustownie wyrwanym językiem, kolejny był z wyłupionym gałkami ocznymi, szczególnie dziwnie wyglądał ten z wypalonym nosem, ostatni zaś miał wycięte uszy, tak że było widać biel czaszki.
Te wszystkie makabryczne widoki były jakby za mgłą śpiewu, nie dotykały mnie, były poza mną ... mnie tylko interesowała pieśń.
Leżałem w kałuży krwi wypływającej z jeszcze ciepłych ciał, ale co dziwne wokół unosiła się woń, przy której perfumy, używane przez spotkane przeze mnie do tej pory kobiety, były tylko delikatniejszą odmianą potu. Moje nozdrza jeszcze bardziej zanurzyły się w tą cudowną woń, która szczelnie wypełniła moja płuca ... i rozbrzmiewała w nich pragnieniem rzucenia się do źródła tegoż boskiego zapachu i śpiewu – bo jak mniemałem musi to być ta sama osoba. W końcu organizm przezwyciężył ociężałość i powoli pełzłem przeciskając się poprzez trupy – wywoływały one we mnie wściekłość, jakby nie mogły one gdzie indziej spoczywać! Odrzuciłem nawet swój miecz, bo zaklinował się w rozoranej czaszce jednej z przeszkód.
Resztki mego rozsądku wspominały biadolenie mojej babki, abym się wystrzegał uwodzących serenad syren – zahamowało to mój pęd, lecz tylko na krótką chwilę ...
Zauważyłem, iż mgła przy drzwiach była niesamowicie gęsta, tak że widziałem przez nie zarys postaci siedzącej pod drzewem. Nadal pełzłem pociągany melodią i zapachem, które stały się dla mnie smyczą uległego psa. Twarzą orałem ziemię pragnąć w końcu dotknąć czołem Jej stóp. A śpiew rozlegał się coraz głośniej ... W końcu mój nos natrafił na czarny trzewik z dziwnie pachnącej skóry, przypominającej niemowlęcą ... i w tym momencie moim jedynym pragnieniem było umrzeć, aby nie być oderwanym z tego miejsca.
Otworzyłem oczy i okazało się, iż Ona siedziała sobie w najlepsze pod akacją przygotowując posiłek wyciągnięty z zielonego tobołka. Najnormalniej w świecie kiwnięciem ręki zaprosiła mnie do prowizorycznej uczty, nie mogąc oderwać od niej oczu nadzwyczaj dwornie spocząłem tuż obok. Delikatne dłonie podały mi pajdę chleba ociekającą miodem ... powoli wgryzałem się smakiem w boską pracę pszczół. Nie chcąc wyjść na gbura kulturalnie bąknąłem: „Jest to najlepsza rzecz jaką jadłem od tygodnia”. Druga strona dialogu dziwnie się tylko uśmiechnęła i zabrała się do przygotowywania kolejnej porcji, która dość szybko została pochłonięta przeze mnie ... kubki na języku szalały z rozkoszy w rytm przeżuwania ...
Moje oczy z odwagą zaczęły wodzić po twarzy kobiety, której jadłem z ręki. W końcu ujrzałem z bliska jej oblicze, moje ślepia od tej chwili były zwrócone tylko na nią, pożerały ją chcąc być jak najbliżej, aby najdrobniejszy rys jej twarzy nie został pominięty. Byłem gotów oddać jej wszystko co posiadałem, a jakby było za mało to rzucić jej pod nogi cały znany mi świat. Zrozumiałem, że należę w całości do niej. Nieśmiało wyciągnąłem dłoń pragnąc przelać swe uczucia w dotyk pożądania ...
Przebudzenie drugie
Głuche uderzenia mojej głowy o kamienie brutalnie wyrwały mnie z letargu, otworzyłem powieki zlepione krwią ... i ujrzałbym księżyc dumnie wiszący nade mną i moje nogi uniesione w kierunku nieba, ale byłem ślepy – widziałem tyko przepastną czerń. Czułem, że moje kostki oplatały czyjeś ręce i ten ktoś ciągnie mnie po ziemi ... usłyszałem skrzypienie zdezelowanych drzwi i wiedziałem, że jestem w chacie, w której się wszystko zaczęło...
Resztki życia powoli wypływały ze mnie wraz ze strumieniami krwi sączącymi się z czterech brutalnych ran, jakże podobnych do ran trupów spoczywających obok mnie... Dziwnym zbiegiem okoliczności tylko posiadane dłonie różniły mnie od nich ...
A babka zrzędziła mi tyle razy nad głową, że kobieta dostaję się przez żołądek do serca mężczyzny – niegłupia ta moja babka ...
Przebudzenie trzecie
Powolne szuranie skórzanych sandałów o kamienną posadzkę informowały brutalnie moją podświadomość, że za chwilę jeden z mnichów osiągnie swój cel i kwadrans po piątej śpiew ptaków zostanie zagłuszony biciem klasztornego dzwonu.
Moje pięć zmysłów szybko wracało ze snu do prawdziwego życia, ale obraz pięciu trupów pozostał w moich myślach na długo ...