Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Przeznaczenie

narendil ·

Ur energicznym ruchem ściągnęła okulary przeciwsłoneczne - nie były jej na razie potrzebne. Stała w ciemnym korytarzu. Wokół nie było żadnej szpary, przez którą mogłoby się dostać światło. Ale co to dla niej. Wystarczy trochę skupienia i... już. Ciało dziewczyny pokryło się jasną poświatą, oświetlając wąskie pomieszczenie, w którym się znajdowała. Jak to dobrze, że Syrianie mają tę cudowną umiejętność świecenia w ciemnościach. Teraz może się bez problemu przyjrzeć wnętrzu świątyni. Ur powoli się rozejrzała. Ściany pokryte były jakimś dziwnym rodzajem porostu. Nie pamiętała, żeby uczyła się o nim na AG*. Dziewczyna powoli ruszyła ciasnym korytarzem w głąb świątyni. Idąc ostrożnie, przyglądała się rozmazanym rysunkom na ścianach. Dziwne, z pewnością nie były to postacie syriańskie, nie miały ogonków ani odstających uszu, a jednak coś w nich było znajomego... Coś, co ją przyciągało. Kiedy otrzymała za zadanie odnaleźć tę świątynię, nie wiedzieć czemu od razu się zgodziła. Coś jej podpowiadało, że za wszelką cenę musi się tu dostać...
Dziewczyna zatrzymała się. Z kieszeni spodni wyjęła niewielkich rozmiarów metalowy przedmiot, przyczepiła go do ściany, po czym ostrożnie oddaliła się. Dzięki temu niewielkiemu urządzeniu, których miała jeszcze kilkanaście w plecaku, nie będzie musiała martwić się, że zgubi drogę, gdy będzie wracała z powrotem.

Wtem zdała sobie sprawę z tego, iż znajduje się nie w wąskim korytarzu, lecz w obszernej sali. Zapalone pochodnie oświetlały ją dokładnie, wszędzie stały olbrzymie dzbany, bogato rzeźbione i malowane. Dziewczyna uradowana swoim odkryciem podbiegła do jednego z nich i powoli przesunęła pokrywę.
- Co?!!- wykrzyknęła rozczarowana. Bez pośpiechu włożyła rękę do naczynia. Nie chciała uwierzyć, że cała jej podróż spełzła na niczym. Po chwili spojrzała na to, co wyjęła z dzbana. Niestety, jej obawy nie okazały się bezpodstawne. W dłoni trzymała kilka złotych monet.
- Co one tu robią- wydukała powoli, wpatrując się beznamiętnie w znalezisko. Spodziewała się czegoś zupełnie innego - starych zwojów zawierających cenne mądrości żyjących tu niegdyś ludów, ale nie bezużytecznych monet! Co powie Dum’owi, nie, co ona powie szefowi! Przecież nie przyniesie mu tych beznadziejnych świecidełek. Co to za planeta, we wszystkich budowlach same „skarby”, żadnych przydatnych informacji. Odkąd Syrianie przybyli na tę planetę nie mogli znaleźć żadnych danych. A jednak ktoś tu musiał istnieć przed nimi. Ktokolwiek tu żył, nie był chyba za bardzo inteligentny...
Ur energicznie zaczęła przeszukiwać resztę dzbanów, lecz wszędzie niezmiennie tkwiły monety i świecące kamienie.
- Tyle wysiłku- jęknęła, po czym spojrzała w górę i ze zdziwieniem zauważyła wznoszącą się majestatycznie olbrzymią bramę. Dlaczego wcześniej jej nie spostrzegła? Wrota, przepięknie rzeźbione i malowane przedstawiały takie same postacie, z jakimi Ur spotkała się na rysunkach ściennych w korytarzu.

Nagle dziewczyna ujrzała niewielką wnękę w bramie. Co dziwne, kształtem coś jej przypominała... Ależ oczywiście! Identyczny wygląd ma jej medalion, który dwa lata temu znalazła w świątyni Zenów, na planecie Girian! Ur pośpiesznie rozpięła górną część kombinezonu i wyciągnęła z pod niego niewielki talizman w kształcie spirali. Wiązało się z nim wiele wspomnień. Jako jedna z głównych badaczy Syriańskiego Związku Poszukiwaczy Informacji, miała odszukać plany budowy powietrznych świątyń Zenów, a ten medalion znalazła podczas trwania ekspedycji. W tej podróży zginął też jej przyjaciel, Ku. Talizman zachowała jako pamiątkę po nim.
Ur ostrożnie wsunęła talizman do wnęki. Coś zgrzytnęło, rozległ się potężny huk, po czym brama powoli otworzyła się ukazując dziewczynie wnętrze drugiej sali. To, co ujrzała z pewnością nie było składem wartościowych zwojów.
Naprzeciw Ur stał olbrzymi posąg przedstawiający postać podobną do zwierzęcia nazywanego przez syriańskich naukowców „małpą”. Dziewczyna zmrużyła oczy. Nie, to nie była małpa, to jakiś mutant- ręce i nogi miał podobne do syriańskich, jednak klatkę piersiową i głowę pokrywała sierść. Posąg miał groźnie rozwartą paszczę, ostre kły pomalowane były na kolor czerwony. W jego oczach można było zobaczyć nienawiść i smutek, zupełnie jak u żywej osoby. Choć to absurdalne, Ur przyznała, że nigdy jeszcze nie widziała tak doskonale wyrzeźbionego posągu, tak pełnego... życia. To odkrycie poprawiło jej nieco humor utracony po znalezieniu monet w naczyniach. Badając rzeźbę będzie można dowiedzieć się czegoś więcej o istotach, które wybudowały tę świątynię.

Oprócz strasznego posągu w sali nie było niczego więcej. Ku zdziwieniu Ur, nie wyglądała ona jednak na od dawna opuszczoną. Wszędzie było czysto niemal jak w szpitalu, ścian nie pokrywały pajęczyny, posadzka lśniła a liczne otwory w stropie i ścianach wyglądały na całkiem niedawno używane. Dziewczyna z niewiadomych przyczyn poczuła, że zaraz stanie się coś niedobrego. I wtedy to usłyszała. Niemy szept, przeszywający jej głowę, dobiegający znikąd. Przeraźliwy łoskot, dudnienie, szept. Bum, bum. Ze wszystkich ścian. Bum, bum. Z sufitu i podłogi. Bum, bum, bum... Cisza.
Nagle ze wszystkich otworów zaczęły wychodzić przerażające stwory. Podobne były do tego wielkiego posągu. Ur chciała się ukryć, lecz było za późno. Istoty już zmierzały w jej stronę. Ich małe oczy uważnie się jej przypatrywały a ona z przerażeniem odkryła, że nie może się ruszyć. W panice próbowała zrobić choćby krok do tyłu, lecz jej ciało stało się ciężkie jak głaz.
- Co one mi zrobiły- pomyślała z lękiem. Chciała krzyknąć, lecz jej organizm odmawiał posłuszeństwa. Naraz wszystkie postacie spojrzały na trzymany przez nią talizman, który wyjęła zaraz po otworzeniu bramy. Kątem oka dostrzegła, że emanował on jaskrawym światłem. Dlaczego tak się działo? Nie zdążyła odpowiedzieć sobie na to pytanie, gdyż wśród stworów dał się słyszeć przeraźliwy pisk, po którym wszystkie stworzenia zaczęły wydawać
z siebie przeróżne dźwięki. Przez chwilę Ur wydawało się nawet, że słyszy mowę syriańską. Potem było już tylko ciemno.

* * *

Ur powoli otworzyła oczy. Nie od razu zauważyła, że znajduje się w całkiem innym pomieszczeniu. Kiedy w miarę doszła do siebie, spróbowała się podnieść. Udało się! Może się ruszać! Ale zaraz, gdzie ona jest...
- Zemdlałam?- szepnęła.- Aaa!- dziewczyna z krzykiem zerwała się na nogi. Na myśl przyszło jej, że mogła zostać porwana i uwięziona w jakimś okropnym lochu. Ale nie, co prawda znajdowała się w zupełnie innym miejscu, lecz z pewnością nie przypominało ono ani lochów, ani też w żadnych innych „miejsc tortur”. Wręcz przeciwnie. W niewielkiej salce panował przyjemny nastrój, było ciepło i przytulnie. Przytulnie? Przecież gdzieś tutaj ukryły się te obrzydliwe stwory! Kiedy tylko Ur przypomniała sobie o nich, usłyszała dziwny szelest. Dziewczyna energicznie spojrzała w stronę, z której dobiegł ją dźwięk i z przerażeniem ujrzała jedną z tych dziwacznych istot. Powoli, nie chcąc jej rozdrażnić, Ur zaczęła się cofać.
- Ocknęłaś się wreszcie- usłyszała, jednak postać nie poruszyła ustami.- Nie lękaj się, nie zamierzamy Ci nic uczynić- słowa rozbrzmiewały w głowie Ur.
- Telepatia?- pomyślała zaskoczona.
- Zgadza się- „powiedziała” istota.- Nasz lud opanował tę sztukę już dawno temu. To znacznie wygodniejsze od używania strun głosowych. Wybacz nam nasze niemiłe przywitanie, ale zrozum, nikt tu jeszcze nie dotarł przed tobą i ze względów bezpieczeństwa...
Postać urwała. Z zaciekawieniem przyglądała się zdezorientowanej Ur, która coraz mniej rozumiała z tego wszystkiego.
- Nic nie rozumiesz- istota spytała spokojnie, odgadując myśli dziewczyny.- Spieszę z wyjaśnieniami. Otóż mamy tutaj pewną legendę, a raczej przepowiednię. Po długim czasie izolacji miała do nas przybyć niewiasta o płonącej skórze, elfich uszach i smoczym ogonku. Wraz ze swym małym przyjacielem, świecącym stworzonkiem na rzemieniu oznaczać miała, że nadszedł czas wyzwolenia, kres odosobnienia spowodowanego naszą winą.
- Winą- szepnęła Ur, oczarowana dziwną mową postaci.
- Zgadza się- odrzekła istota.- Winą straszną i niewybaczalną. Niegdyś nasze plemię zamieszkiwało całą tę planetę. Radośnie żyliśmy, nie posiadając kłopotów ni win. Szczęśliwi żyliśmy. Do czasu, gdy naszymi umysłami nie zawładnęła zła siła, zwana chciwością. Rodząca się w naszych sercach, nie chciała opuścić nas. Opanowani złymi mocami zaczęliśmy niszczyć się wzajemnie. Rządzą władzy powodowaliśmy wojny, katastrofy. Planeta umierała, a razem z nią wszystko, co żyło. Staliśmy się jak te zwierzęta- dzicy i rządni krwi. Za późno jednak sprawę z tego zdaliśmy sobie i jedynie izolacja mogła powstrzymać nasze skażone złem dusze. Zebraliśmy się więc tutaj, aby bez kontaktu ze światem na nowo żyć się nauczyć. Zabraliśmy też wszystko to, co złe było, co nami tak źle powodowało, abyśmy pamiętali, dlaczego tu żyjemy, abyśmy nauczyli się z żądzą walczyć.
Przez całe pokolenia czekaliśmy na chwilę tę, żyjąc w podziemnych tunelach, nie patrząc na słońce. Przepowiedział nam bowiem jasnowidz, że gdy całkowicie wyzbędziemy się zła, gdy będzie można dopuścić nas do świata, przyjdzie wśród nas ognista niewiasta z rodu nowo żyjącego na powierzchni, przybywającego od gwiazd. Rodu doceniającego nie skarby i władzę, a życie i wiedzę. A teraz stało się to, jesteś, a my możemy wyjść do światła. Planeta odpuściła nam grzechy nasze. I żyć teraz będziemy z nią w zgodzie, jakeśmy lud zrodzony z ziemi tego świata...

Ur w ciszy przysłuchiwała się słowom postaci, wyobrażając sobie tylko, jak ciężkie musiało być życie tych przedziwnych istot. Życie przepełnione poczuciem winy. Teraz wszystko rozumiała. Planeta, na którą przybyli Syrianie przed laty była zniszczona, dlatego nie znaleźli tu żadnych informacji. Już nic nie męczyło jej umysłu, nie martwiła się, jak wytłumaczy szefowi brak zwojów. Wiedziała, że to właśnie z powodu tych istot dostała to zadanie, że właśnie dlatego znalazła swój amulet. To było jej przeznaczenie. Zadanie od losu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno, jedyne pytanie...
- Kim...- szepnęła.
Postać spojrzała na nią smutnie. W jej oczach Ur zauważyła ból skrywanych wspomnień.
- Niegdyś- usłyszała dziewczyna- nazywano nas ludźmi...



* Akademia Galaktyczna- położona na planecie Jirai, najbardziej prestiżowa szkoła w Galaktyce

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...