Przeznaczenie
naprzeciw – Nie staraj się jej uniknąć. – odparła spokojnie i znikła w ciemnościach
lasu. Dziewczyna wstała i podążyła drogą prowadzącą do jej osady. Akurat trwały
poszukiwania czarownic. Mimo, iż takową nie była, bała się przeraźliwie. Zamyśliła
się nad słowami małej wróżki. „A jeśli kłamie?” – zastanowiła się. Małe stworzonko urzekło dziewczynę swoimi migoczącymi i zielonymi skrzydełkami oraz przenikliwymi oczyma, jakie zwykle prorocy i mędrcy.
Idąc tak w zamyśleniu, potknęła się o kamyczek. Nie wywróciła się. Spojrzała na średnich rozmiarów kamyk. Poczuła jakąś dziwną pociągającą energię, która z niego emanowała. Dziewczyna owładnięta głuchą ciekawością, podniosła go z ziemi. Był żółty i miał wyryty na sobie tajemniczy znak. Spodobał jej się, więc nie oparła się pokusie włożenia go do kieszeni sukni i wzięcia ze sobą.
W końcu doszła do osady. Weszła do swojej chaty i zamknęła się w pokoju. Usłyszała rozmowę dwóch parobków. Jednemu z niewiadomych przyczyn padła krowa. Poszedł więc po tych, którzy zajmują się łapaniem czarownic. Do parobków podszedł ojciec dziewczyny z pytaniem o czas, kiedy przybędą. Młodzieniec odparł mu, że jutro koło południa.
Dziewczyna zlękła się strasznie i zaczęła chodzić po pokoju tam i z powrotem. Zapadł wieczór, lecz ona nie wyszła na wieczerze. Siedziała w pokoju i kombinowała jak uchronić się przed niesprawiedliwą śmiercią. Gdy wszyscy rozeszli się do swych domostw i posnęli, ona wpadła na genialny pomysł. Wyciągnęła z kieszeni kamień i postawiła go na komódce. Ogarnęła ją cicha panika o życie. Przecież tyle dziewczyn zginęło niesprawiedliwie osądzone o czary.
Po obu stronach tajemniczego kamienia ustawiła zapalone świece.
- Gdybym próbowała uniknąć śmierci, uciekłabym. A ja się tylko pomodlę, by wyrok
na mnie nie padł. – powiedziała do siebie uspokajająco.
Uklękła przed swoim małym „ołtarzem” i zmówiła wszelkie pacierze jakie znała. Zauroczona mocą kamienia zapomniała, iż na ścianie wisi krzyż, że wyznaje tylko jednego Boga. Lęk o życie był aż tak wielki.
Prosząc magiczny kamień o litość, modliła się do późna, aż w końcu sama zasnęła.
Obudziło ją rano stukanie do drzwi pokoju. Szybko wstała, poprawiła suknie i przeczesała palcami włosy.
- Proszę! – zawołała, stojąc po środku izby. Drzwi otworzyły się. Najpierw wszedł
ojciec, a później trzech obcych mężczyzn, którzy zaczęli przeszukiwać jej pokój.
Jeden z nich przesunął dziewczynę na bok i ujrzał owy kamień. Resztki świec jeszcze
dymiły. Mężczyzna spojrzał na nią wymownie. Pod dziewczyną ugięły się kolana i
usiadła na łóżku ciężko dysząc.
- Tu były odprawiane modły do ciemnych mocy. – odezwał się mężczyzna i spojrzał na
jej przerażonego ojca.
- To nie to co myślicie, panie... – wyjąkała dziewczyna.
- Czarownica. Każcie ludziom stos postawić. –
Minęła godzina, a wszystko było już gotowe. Dziewczynę wprowadzono w
łachmanach na stos i związano. Siano i drewno podpalono. Dziewczyna zaczęła wrzeszczeć i krztusić się dymem. Spróbowała otworzyć oczy. Za kłębami dymu ujrzała wróżkę, która trzepotała skrzydełkami nad głowami innych.
- Przepraszam... przepraszam, że cię nie usłuchałam... – wykrztusiła. Wróżka spojrzała nań wymownie, po czym odwróciła głowę i znikła za czarnym dymem. Dziewczyna zaczęła się dusić. Ostatnie co zapamiętała to smak dymu, trzask drewna i ogłuszający ból zadany przez ogień. Potem nie było już nic.