Sol Vales
Mała polanka otoczona gęstym lasem. Na jej środku stał chłopak… Obserwował słońce, które chyliło się ku zachodowi. Chłopak wyciągnął dłoń… Patrzył jak rozpływają się na niej płatki śniegu…
- Tyle ciepła w środku zimy... – Powiedział do siebie szeptem - Tyle ciepła i tak się marnuje...
Nagle poczuł jakiś dotyk w okolicach kostek. Kiedy spojrzał pod nogi, zobaczył małą czarną kotkę, która ocierała się o niego dygocząc z zimna. Pochylił się i podniósł ją delikatnie… Następnie schował pod kurtką, aby osłonić ją przed mrozem… Ona momentalnie wtuliła się w niego.
- Co ty tu robisz malutka… Sama na tym pustkowiu w środku zimy – Mówił do niej czule.
Kotka patrzyła na niego swoimi wielkimi zielonymi oczami... Oczami kota. Jakby rozumiała każde słowo.
Postanowił zabrać ją do domu.
- Jeszcze chwila i zaraz zrobi się zupełnie ciemno, nie zostawię cię tutaj samej - Szeptał do niej. Zamiauczała cichutko jakby w odpowiedzi na jego słowa.
Chwile później brnął przez zaspy trzymając ją pod kurtką i ogrzewając własnym ciepłem… Czuł jak pomrukuje cichutko… Było jej tak ciepło, błogo, że zasnęła...
Słońce już dawno zaszło za horyzont, kiedy obydwoje dotarli do domu. Chłopak rozpiął kurtkę i wyjął spod niej kotkę… Spała… Położył ją na łóżku, na poduszce obok swojej głowy… Sam też się położył… Zasnął…
W środku nocy coś wyrwało go ze snu. Przewrócił się na drugi bok chcąc zobaczyć czy kotka śpi… Nie było jej… Zamiast czarnego zwierzątka… Zobaczył dziewczynę. Leżała obok wpatrując się w niego swoimi oczami… Dziwnymi i pięknymi zarazem. Patrzyli tak na siebie przez pół nocy… Z ich ust nie padły żadne słowa… Jednak rozmawiali… Rozmawiali spojrzeniem, dotykiem, ciepłem bijącym z ich dusz… Nad ranem chłopak zasnął. Kiedy się obudził… Dziewczyna zniknęła, tylko mała czarna kotka siedziała w nogach jego łóżka. Kiedy się do niej uśmiechnął – miauknęła, po czym podeszła do niego i przytuliła łepek do jego ciepłego policzka. Wilgotnym noskiem dotknęła jego ucha, jakby chciała się z nim przywitać…
Zamruczała…
Odtąd każdy dzień spędzali razem.
A noce…
A noce spędzał z dziewczyną…
Mijały dni… tygodnie… miesiące… nastała wiosna.
Pewnego razu chłopak obudził się tuż przed świtem. Spojrzał na kotkę… leżała na swojej poduszce obok jego twarzy. Podniósł ją delikatnie i wyszedł z domu.
Długo maszerował przez kwitnące łąki. Droga wiodła go przez pola i zagajniki. Po jakimś czasie skręcił w ledwie widoczną polną ścieżkę, która wiodła na skraj starej puszczy. Już po chwili znalazł się na polanie… Słońce migotało w koronach drzew… Chłopak postawił kotkę na ziemi… Już miał odejść… Ale postanowił jeszcze ten ostatni raz na nią spojrzeć… Odwrócił się… Jednak nie zobaczył kotki… Zobaczył dziewczynę... Stała na polanie w tym samym miejscu, w którym postawił kotkę… Patrzyła się na niego… A w jej spojrzeniu malowało się rozczarowania, ból, strach i tęsknota zarazem…
- Szkoda tylko, że coś się skończyło – powiedziała po chwili dziewczyna
- Coś – potwierdził chłopak - Bywa… coś się kończy… coś się zaczyna… miecz przeznaczenia ma dwa końce… tym tępym jesteś ty… nie znasz tego?
- Znam – przytaknęła ona...
Spojrzała na chłopaka po raz ostatni.
- Więc niechaj się stanie... - Powiedziała po chwili - Czas się dopełnił... Sol Vales – Dodała... Po czym odeszła... I on odszedł także…##edit_bysclavia 2005-11-18 21:38:33##ed_end####edit_byatak 2006-03-27 10:06:26##ed_end##