Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Strażnik Drionu

kamea ·

Pogrążony w ciemnościach pokój rozjaśniała srebrna poświata księżyca wpadająca przez okna i migoczący płomień świecy postawionej na hebanowym stole. Wiele wacht już minęło i świecznik pokrył się grubą warstwą zakrzepłego wosku. Nie bacząc na słabe oświetlenie pochylona postać rozwijała kolejny pożółkły ze starości zwój. Ze skupieniem przesuwała palcem po czarnych szlaczkach starożytnego pisma, kryjącego w sobie przeklętą moc.
Pomruk niezadowolenia poprzedził wejście sługi.
- Lordzie... M-mamy następną. – Przekazał wiadomość ze strachem spoglądając na swego pana. Na moment dostrzegł jego oczy – krwawe i drapieżne. - Niczym ślepia hikarpii. - Pomyślał. Bestii z piekła rodem, rozszarpującej długimi szponami ciała swych ofiar. Ale te były dużo gorsze. Hikarpie zabijały bezmyślnie i szybko. W tych czaiła się zimna, bezlitosna świadomość czerpiąca zadowolenie z przeciągającej się, bolesnej śmierci...

- Zaprowadź ją do ołtarza i przygotuj. Niedługo przyjdę.
- Tak jest, Lordzie. – Służący szybko wycofał się w stronę wyjścia wykonując nerwowo serię głębokich pokłonów. Za drzwiami odetchnął z ulgą. Przeżył...

Postać nazwana Lordem potarła pulsujące boleśnie skronie. Nie rozszyfrował jeszcze do końca zaklęcia wywołania, ale był blisko. Ten dawno zapomniany język był trudniejszy niż myślał. Na razie skupił uwagę na zgromadzeniu energii życiowej pobieranej z krwi młodych nieskalanych kobiet i małych dzieci. Niewinność stanowiła, bowiem niezwykle potężną moc, jeśli tylko posiadało się jego wiedzę, w jaki sposób ją wykorzystać. Jednak ich sprowadzanie było trudne i czasochłonne. Gdyby ktoś zorientował się, że to on jest odpowiedzialny za te zniknięcia, znalazłby się w poważnym niebezpieczeństwie, musiałby wszystko zostawić i uciekać. Cały jego dotychczasowy trud poszedłby na darmo. A tego by nie chciał. Nie teraz, gdy był tak blisko osiągnięcia upragnionego celu.
Podszedł do ściany i nakreślił na niej znak otwarcia. Linie runiczne rozbłysły blado na ciemnozielonym arrasie a kiedy zgasły pojawiła się sporej wielkości wnęka. Sięgnął po jej zawartość i wydobył małą czarną skrzynkę wysadzaną ametystami. Zdjąwszy haczyk blokujący wieko, uchylił je delikatnie.
- Już niedługo mój piękny... – Szepnął czule do leżącego na dnie skrzynki Łapacza Dusz. Był to zadziwiająco dużych rozmiarów rubin o równo oszlifowanych krawędziach. Gładkie ścianki nie skażała żadna rysa czy pęknięcie. Zdawał się być żywą istotą; środek kamienia pulsował w rytm bicia serca.
W oddali rozległ się wielokrotnym echem rozpaczliwy krzyk. Mag zamknął z powrotem drogocenny kamień i wyszedł na wąski korytarz, okopcony od dymu pochodni.
- Czas na ciebie, Łapaczu. – Twarz Lorda zakrywała rytualna maska Demona. – Niechaj twój duch rośnie, bo gdy nadejdzie czas z twoją pomocą znów wezwiemy Otchłań i jej mieszkańców i nadejdzie nowy eon! Eon wiecznego mroku, w którym panować będziemy po koniec końców.
Ruszył wolno w kierunku, z którego dochodziły odgłosy spazmatycznego łkania i pośpiesznej krzątaniny.
Krzyk przerażenia przeciął powietrze, gdy podszedł do swojej ofiary...

***
Roztaczający się przed nią widok zapierał jej dech w piersi. Z niekończącego się morza pierzastych chmur wyłaniały się spiczaste wierzchołki gór, w górnych częściach pokryte lodowymi czapami. Stwarzały wrażenie białych twierdz, niedostępnych zwykłemu śmiertelnikowi dawno zapomnianych siedzib bogów. Zaś niebo w kolorze lapisu tworzyło niezwykłe tło dla tych strzelistych monumentów. Wokół nich wirowały pojedyncze płatki śniegu.
Była sama. Nie wiedziała, w jaki sposób się tu dostała ani dlaczego. – Nie ma, na co czekać, trzeba wracać...- Zamknęła oczy i skoncentrowała się na przywołaniu portalu. Jej zmysły uległy wyostrzeniu – jak to bywało przy używaniu magii. Dzięki czemu słyszała szum wiatru, miękki odgłos spadającego śniegu i śpiew gór...
Ku swemu zdumieniu misternie tworzone przez nią zaklęcie zostało zerwane. Ktoś tu jednak był.

- Co jest, do...? – Poczuła jak delikatny, niczym muśnięcie motyla, dotyk sięga do jej umysłu. Przestraszyła się, gdy wykryła w głowie czyjąś obecność. Próbowała opierać się wznosząc osłonę myślową chroniącą ją przed dalszą ingerencją. Kropelki zimnego potu wskazywały na to, jak duży był to wysiłek dla adeptki drugiego poziomu. Nie opanowała do końca sztuki obrony przed tego rodzaju atakiem. Mimo to prawie się jej udało. Prawie. Niespodziewany przypływ mocy wzmocnił siłę mentalną intruza i zapanował nad jej wolą.
Tak mocno zaciskała pięści, aż paznokcie naznaczyły dłonie czerwonymi półokręgami. Czuła, że nie może się już poruszać. Łzy bezsilności popłynęły po policzkach dziewczyny. Poddawała się.
- Spokój i opanowanie Maga są jego siłą. – Przypomniała sobie słowa Mistrza. – Niewłaściwe emocje i brak kontroli nad nimi rozpraszają jego magię... Tworzenie zaklęcia to zawiła i trudna sztuka. Zwłaszcza dla początkujących magów; takich jak wy. Wpadacie w panikę lub złość, przez co stajecie się łatwym celem dla przeciwnika. ...więc pamiętajcie: emocje trzymane w ryzach pomogą wam w wyjściu z opresji...
Otworzyła oczy i skoncentrowała uwagę na skrzącym się w słońcu śniegu. Błyszczące kryształki lodu wyglądały jak miliony diamencików rozsypanych przez nieuważnego właściciela.
Uspokoiła skołatane myśli i zepchnęła głęboko w podświadomość. Jej oddech stał się miarowy. Z zimnym, stanowczym zamiarem pokonania niewidzialnego wroga, znów przystąpiła do tworzenia zaklęcia. Tym razem wzniesiona przez nią osłona skutecznie odcięła ją od intruza. Była wolna.
Nagle coś ogromnego błyskawicznie przeleciało obok niej i zanurkowało w chmurach. Ciąg powietrza wywołany lotem tej istoty szarpnął ją do tyłu, aż zatoczyła się na krawędź skalnej półki.
- Smok... –Uświadomiła to sobie, na chwilę przed tym, jak zaczęła spadać. Ściana urwiska przesuwała się w zawrotnym tempie.
- ...Dree... – Szum powietrza w uszach nie zagłuszył cichego wezwania. – Dre...

- Dre, obudź się... – Nerwowy szept przyjaciółki przedzierał się do jej świadomości jak przez mgłę. – Mistrz Phanteon patrzy na nas...
Powoli podnosiła ciężkie od głębokiego snu powieki. Ostre światło zakłuło ją w oczy. Zamrugała szybko powiekami.
- Gdzie ja jestem... – Nie mogła sobie tego przypomnieć. Zdrętwiały kark pobolewał od długiego siedzenia w niedogodnej pozycji. Rozejrzała się wokół; przez moment, przed oczyma zatańczyły jej ciemne plamki.

Znajdowała się w długiej sali, po środku, której stały ławy z siedzącymi przy nich młodymi ludźmi. Nie zapalono jeszcze pochodni umieszczonych we wnękach. Promienie popołudniowego słońca wpadające przez wysokie okna dawały wystarczającą ilość światła. Przy ścianach postawione, wysokie do sufitu szafy, uginały się pod ciężarem najróżniejszych ksiąg, zwojów, kolorowych mikstur, miedzianych moździerzy, małych wag, woskowych figurek i białych czaszek ziejących czarnymi czeluściami. Po kątach, rozpięte przez małych tkaczy Arachne, drżały srebrne nitki pajęczyn. Gdzieniegdzie delikatne obłoki kurzu podrywały się z zakurzonych ksiąg przy najlżejszym podmuchu. Na tylnej ścianie wbudowany był duży kominek z szarych kamieni i szerokim palenisku. Wesoło trzaskający ogień podgrzewał osmolony kociołek zwisający z rusztu, w którym bulgotał dziwnie pachnący wywar. Na czele ław znajdował się szeroki stół, zza którego intensywnie wpatrywała się w nią żółto odziana postać. Znała to spojrzenie. Mistrz... Znowu przysnęła na jego wykładach.
- Deidre Rean’ville! Co się z tobą dzieje, dziewczyno?! – Głos Phanteona był suchy i ostry.
- Ja... Ja... Przepraszam, Mistrzu.
– Po raz kolejny przyłapuję cię na drzemce. Czyżbym aż tak nudził?
- To nie tak... Po prostu, ja... ja...
- Słucham...? – Wpatrywał się w nią wyczekująco.
- To się więcej nie powtórzy. – Powiedziała drżącym głosem.
- Tak, tak... – Westchnął z rezygnacją. – Ale to już ostatni raz. Rozumiesz?
- Rozumiem, Mistrzu... Dziękuję.
- Martwię się o ciebie, dziecko. – Ton Phanteona złagodniał. – Zgłoś się, proszę, do jednego z Kapłanów Lunei. Może oni coś na to poradzą.
- Dobrze, Mistrzu... – Czuła się jak ostatni niewdzięcznik.
Lubiła Phanteona, jak zresztą i inni jego podopieczni. Zawsze był dla nich wyrozumiały, jako jedyny patrzył przez palce na ich coraz to nowsze wybryki. I nie uznawał kar cielesnych, które tak lubili stosować pozostali uczący w Wieży Smoka.
- Nie martw się. – Szepnęła pocieszająco Leile, obejmując ją ramieniem. – Mówi tak za każdym razem i zaraz zapomina. Kochany staruszek... Ale ma rację, coraz częściej przysypiasz. Co ci jest?
- Sama nie wiem, Leili... Porozmawiamy później, bo znów oberwę. – Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Jak chcesz. – Mówiąc to przyjaciółka odsunęła się od niej.
- No tak. – Pomyślała Dre. – Obraziła się...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...