Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Szczur Pustyni

wujdans ·

Nazwano go Szczurem pustyni. Po prostu zawsze gdzieś podróżował. Zawsze sam. Nie wiedziano czego szukał, dokąd tak naprawdę zmierzał, jaki miał cel. Lecz czy życie może mieć jakiś cel? Czy życie w świecie z przeszłością , lecz bez przyszłości może mieć jakikolwiek cel? W roku 2005 spadła pierwsza z bomb atomowych, wywołując efekt domina. Teraz, po latach mówi się, że pierwsza zaatakowała Korea, na spółkę z Rosją i Iranem. USA kontratakowało własnymi bombami. Oczywiście zaraz uaktywnili się islamscy terroryści i ich „brudne bomby” atomowe. Zapanował chaos i panika. Tym bardziej że Rosja atakowała bombami każdego kto podjął sojusz z USA. A bomb atomowych na świecie było wiele... Stanowczo zbyt wiele.
Lecz człowiek jest jak szczur. Przetrwa każde okoliczności. Zmieni się sposób bytu, lecz nie zmieni się wola walki o byt. Jest rok 2095 i świat jest nuklearną pustynią. Krążą plotki że niecały świat jest skażony. Że są jeszcze miejsca gdzie bujnie rośnie trawa i inna roślinność, gdzie ludzie żyją w pokoju i cywilizacji , lecz są to tylko plotki. Ale wróćmy do sedna sprawy. Jest rok 2095, USA stan Teksas. Posłuchajcie o tym którego zwali Szczurem pustyni.....
************
Budynek stacji benzynowej był stary i odrapany przez czas. Mężczyzna podchodząc bliżej zobaczył na piachu kilka pojedynczych śladów opon.
Widocznie przejeżdżali tędy motocykliści – pomyślał. Kimkolwiek byli przybysze, musieli się już oddalić na znaczną odległość, albowiem nie widział ich na pustynnym horyzoncie.
Czyżby szukali tu paliwa? Z tego co wiedział większość stacji benzynowych została zrabowana niedługo po wojnie, tak więc szansa na zdobycie paliwa z dystrybutorów tej stacji była znikoma. Obecność pojazdów mechanicznych, czy chociażby śladów ich bytności była rzadkim zjawiskiem. Tylko nieliczni mogli sobie pozwolić na posiadanie i utrzymywanie samochodów lub motorów. Tym bardziej że z posiadaniem i uzyskiwaniem paliwa było ciężko. A Ponieważ najbliższe miasto nie posiadało ani samochodów, ani motorów, a co za tym idzie paliwa, to zachodziło pytanie skąd motocykliści wzięli aż tyle paliwa żeby tu dotrzeć? Przybysz przypuszczał że motocykliści mogą należeć do gangu, który posiada tu gdzieś obóz i łupi przechodzące między miastami karawany handlowe. To by wyjaśniało posiadanie paliwa na tym odludziu. Motocykliści mogli też być takimi samymi podróżnikami jak on. Mogli również podobnie jak on zmierzać do najbliższego miasta i kontrolnie, z braku paliwa zajrzeć na tę stację. Bo że nie zajrzeli to nie było możliwe. I choć nie wskazywały na to żadne ślady poza pobliskimi śladami kół, Nik czuł że tak było. Takiej okazji nie da się przegapić, nawet jeśli nadzieja ma okazać się fałszywa. Na samą myśl o gangu motocyklowym poczuł przypływ niepokoju. Jeszcze raz sprawdził czy dwie kabury noszące pistolety UZI dobrze się trzymają przy pasku od spodni, po czym poprawił położenie skórzanego plecaka niesionego na ramionach. Postanowił mimo wszystko zbadać teren stacji benzynowej. Motocykliści....On sam przypominał motocyklistę. Skórzana czarna kurtka, skórzane czarne rękawiczki bez palców, Jeansy, czarne okulary przeciwsłoneczne. Tak, ciemnowłosy, najwyżej dwudziestopięcioletni mężczyzna mógł się kojarzyć z motocyklistą. Chociaż nigdy nim nie był i nie zamierzał zostać. Wszedł powolnym krokiem do biura stacji. Pusto i cicho. Budynek jest zupełnie opustoszały. Ale czy na pewno?
Nik klęknął, zamknął oczy. Powoli przestawiał się na ponadzmysłowe dostrzeganie ciepła. Człowiek żyjący w środowisku pełnym promieniowania i mutacji sam czasem mutuje. Jego mutacja polegała na wyczuwaniu istot wydzielających ciepło. Mógł wyczuwać ciepłotę ciał na niewielkie odległości, lokalizując dokładnie jej źródło i natężenie. I wyczuł ją. Za drzwiami z prawie niewidocznym napisem WC, na samym końcu rzędu kabin ktoś klęczał. Właściwie dwie nieduże istoty starające się zachować ciszę. Nik wyciągnął jeden pistolet UZI i przestawił go na strzelanie pojedynczym nabojem. Był właściwie prawie pewien że te dwie istotki to najprawdopodobniej jakieś dziecko i pies. Lecz ostrożność należy zachować zawsze – pies może być agresywny. Po wykonaniu tej czynności podszedł wolnym krokiem do drzwi i otworzył je nieśpiesznym ruchem. Wolał nie zaskakiwać dziecka i psa, albowiem mógłby tym sprowokować atak zwierzaka, niechybnie należącego do dziecka. Dziewczynka była mała. Miała jasne, długie włosy. Mogła mieć dziesięć, może jedenaście lat. Była drobna. W przeciwieństwie do wielkiego wilczura siedzącego koło niej. Wilczur na widok nieznajomego zawarczał ostrzegawczo i zjeżył sierść. Było wiadomo że zamierza bronić dziecka – dziecka które ma łzy w oczach.

- Spokojnie, dobry piesek – zaczął Nik łagodnym głosem, nie wiedząc specjalnie co zrobić aby uspokoić psa. W dłoni przed sobą trzymał wycelowane w wilczura UZI, by w razie ataku położyć psa jednym strzałem.

- Przyszedłeś nas zabić – odezwała się w końcu dziewczynka przez łzy. – Teraz zabijesz nas tak jak mamę , tatę i Ricka, prawda?

- Nie, nie zabiję was – zaprzeczył Nik – ja nie jestem z nimi. To motocykliści prawda? To oni zabili twoich rodziców. To przed nimi tu się ukrywasz, mam rację?

- Z mamą , tatą, Rockym i Rickiem szliśmy do miasta – zaczęła dziewczynka. Bo jak przychodziły karawany handlarzy z Newcity, to ci z karawany przekazywali nam listy od Anny.

Anna pisała że mieszka w Newcity i że jest tam lepiej niż u nas. Bo Anna się ożeniła i przeprowadziła z mężem do Newcity. No to jak tata i mama usłyszeli że tak jej tam dobrze, to postanowili że się przeprowadzimy do Anny. No to zabraliśmy się z najbliższą karawaną. Myśleliśmy że będziemy bezpieczni, bo karawany pilnowali strażnicy ze strzelbami i karabinami. No i tak szliśmy wiele dni, aż dzisiaj przywódca powiedział że widzi kogoś na horyzoncie. Tak więc wszyscy przygotowali się do walki, tak na wszelki wypadek. I gdy usłyszeliśmy warkot silników i usłyszeliśmy huk broni, to przywódca karawany kazał mnie, tacie, mamie i Rickowi mojemu bratu uciekać. Ale gdy oni nadjechali, to okazało się że nas otaczają i gdy zaczęli strzelać z karabinów maszynowych, to obrona karawany została wystrzelana prawie od razu. Uciekałam najszybciej i szybko zostawiłam rodziców w tyle. Pędem wbiegłam do tej stacji, bo była najbliżej, a Rocky ze mną. – tu pogładziła po kudłach wilczura- a oni pewnie wystrzelali moich rodziców i braciszka.- powiedziawszy to rozpłakała się jeszcze rzewniej.

To by się układało w logiczną całość – pomyślał Nik- działa tu szajka motocyklowa, która na tym odcinku do Newcity napada na karawany. Grabią co się da, po czym zakopują trupy, aby zatrzeć ślady.

- Posłuchaj – powiedział czując jak ogarnia go współczucie dla tej dziewczynki – ja też wybieram się do Newcity – możesz pójść ze mną.
Czół że to głupio brzmi. Brzmiało to tak jak gdyby zupełnie bagatelizował śmierć jej najbliższych. Jak gdyby nigdy nic proponował jej wspólną podróż, do zupełnie jej obcego miejsca, którą w dodatku miała ją odbyć bez najbliższych jej osób. To brzmiało głupio, lecz na nic lepszego nie potrafił się w tej chwili zdobyć.

- Bo ja poza Anną nie mam już nikogo. – zaczęła znów dziewczynka – a ty na pewno nie przyszedłeś nas zabić? – zapytała już z nadzieją w głosie.

-Nie, naprawdę. Ja nie jestem z nimi. Ja po prostu podróżuję, rozumiesz? Postanowiłem zbadać teren tej stacji, bo czułem że tu się coś stało. Jak ci na imię?
- Jestem becky, a to jest Rocky – tu wskazała psa, który już spokojniejszy łasił się do niej.
- Świetnie Becky, ja nazywam się Nik – odparł już z ulgą. Wiedział że pierwsze lody na drodze kontaktów z dziewczynką zostały przełamane.

*****************
Wyszli przed stację. Było samo południe. Słońce grzało niemiłosiernie, a oni mieli przed sobą kilkudniową , pieszą drogę do miasta. Dobrze chociaż że Nik posiadał sporą manierkę z wodą w plecaku. Ponadto wodę można uzyskać z niektórych gatunków roślin, które powinni spotkać w pojedynczych sztukach. Poza tym on jest wytrzymały. Wystarczy mu mało wody na duże dystanse, resztę może przeznaczyć dla Becky. Było gorąco. Nik zdjął kurtkę, miał pod nią jeszcze krótki podkoszulek. Spojrzała na jego ramię i wtedy to zobaczyła. Nik na prawym ramieniu miał wytatuowanego czarnym tuszem wielkiego szczura. Prawdziwego szczura pustyni.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...