Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Szczurołap

geralt01 ·

-Dziadku, dziadku !!!-gromadka dzieci obległa starego człowieka-Opowiedz nam bajkę - dzieci krzyczały jedno przez drugie-Prosimy!!!
-Zara, zara mówie -Dziad próbował się bronić przed nachalnymi dziećmi- Nie mata nic do roboty?
-Nie!!!- dzieci krzyknęły chórem .
Dziad zamyślił się.
-Dobra-zgodził się w końcu-ale strasznie dziś grzeje-staruszek usadowił się pod płotem w cieniu ogromnej gruszy-W gębie mi zaschło...
-To ja skocze do piwniczki - z gromadki dzieci wysforował się wysoki i chudy jak trzcina chłopiec- przyniose dziadowi piwa.
-Piwa powiadasz? - Dziad oblizał wargi- hoho...to będziecie mieli bajkę jaką zechcecie, no ale nie zwlekaj-popędził chłopca.
Chłopiec znikł za rogiem chaty ale po chwili wrócił niosąc gliniany dzbanuszek i kubek. Wręczył obydwa naczynia starcowi i usiadł obok niego na trawie, pozostałe dzieci poszły za jego przykładem siadając półkolem wokół Bajarza.
-No to jaką bajkę chcecie?- staruszek spokojnie nalewał sobie piwa oczekując głośnych kłótni i sprzeczek, jak to zwykle bywało nim dzieci wybrały jakąś bajkę.
-Chcemy Szczurołapa!!!- dzieci zgodnie zakrzyknęły.
Bajarz drgną gwałtownie oblewając się piwem, patrzył zdziwiony na dzieci zapominając o domknięciu na pół otwartych ust.
-No, Dziadu opowiadajcie...-ozwał się ten sam chłopiec który przyniósł mu piwo- żeby czasu na kłótnie nie tracić to my ustalili wcześniej co słuchać chcemy...
-A musicie słuchać akurat tego?- staruszek zrzędził- tyle jest pięknych bajek.
-Dziadku ! Prosimy-dzieci zaczęły krzyczeć, prosić i błagać a przy tym tyle hałasu robiły że aż ludzie się od robót oderwali żeby zobaczyć co się stało.
-Dobrze już, dobrze!- Bajarz zrobił niezadowoloną minę. Bajkę o Szczurołapie znał najlepiej a jednocześnie najbardziej jej nienawidził.
Dzieci uspokoiły się natychmiast. Zapadła pełna oczekiwania cisza, którą przerwał głos Bajarza:
-Dawno, dawno temu...a może nie tak dawno. Była sobie pewna mała...a może duża wioska położona nad urwiskiem o które rozbijały się wściekłe fale morza. W tej wiosce mieszkańcy wiedli spokojne i radosne życie. Aż pewnego razu a był to czas zaraz po żniwach w wiosce pojawiły się szczury! Na początku mieszkańcy radzili sobie z nimi sami ale szczurów było coraz więcej i więcej. Zjadały zapasy, niszczyły spichsze...a po pewnym czasie i za ludzi zaczęły się brać! Tedy mieszkańcy zwołali naradę...

...-Szczurołapa, szczurołapa trza!- wołał gruby Lichwiarz a wraz z nim wołali pozostali członkowie narady.
-A skąd tu wziąć szczurołapa, hę?- nadął się wójt -przecie już ze trzy lata w okolicy żadnego nie było.
-Bo ich czarownik miastowy przepędził-odezwał się spokojnym basem człowiek który budową ciała przypominał stu letni dąb i nie mógł być nikim innym niż kowalem.
-To sprowadźmy czarownika-krzykną Lichwiarz- on szczury przepędzi!
-Głupiś-wójt zbulwersował się do tego stopnia że aż cały się zapluł- czarownik ostatnie grosze z nas wydusi, a jakby szczurołap był to byśmy się dogadali jako.
-Cisza!!!- rykną kowal-Stary chce coś mówić.
„Starym” okazał się zgarbiony, posiwiały staruszek który wpatrywał się w sufit chaty wójta białymi, niewidzącymi oczami.
-Mów Hokhlanie, słuchamy- kowal zwrócił się do staruszka pełnym szacunku głosem.
W ciszy która zapadła w Izbie Narad mieszkańcy usłyszeli cichy głos staruszka Hokhlana.
-Szczurołap jest w mieście, ale zaklinam was nie sprowadzajcie go!- staruszek nabrał powietrza i opadł na ławę tracąc przytomność.
Mieszkańcy patrzyli po sobie zdziwieni , kłopotliwą cisze przerwał wójt.
-Nie mamy wyboru, sprowadzimy szczurołapa.

* * *
Do gospody wbiegł mały chłopczyk, staną w progu speszony spojrzeniami nielicznych porannych gości zajazdu. Odczekał chwile aż tych paru woźniców i flisaków którzy byli porannymi gośćmi gospody wróci do picia czy też jedzenia...choć raczej picia, głównie obrzydliwie śmierdzącego ale taniego bimbru. Gdy już wreszcie przestał być obiektem zainteresowania odważył się podejść do karczmarza. Szedł niepewnie czując na sobie spojrzenie pewnego mężczyzny , siedzącego daleko w rogu karczmy.

Ewein obserwował małego gościa, sam nie wiedział czemu, może dla tego że nie miał innego zajęcia a może miał jakieś przeczucie...
Chłopiec podszedł do karczmarza i zapytał o coś. Ewein ściągną brwi, mógłby przysiąc że chłopiec pytał o...szczurołapa. Karczmarz w odpowiedzi na pytanie chłopca popukał się palcem po czole i znikną w kuchni, śmiejąc się.
-Chłopcze, podejdź tu-zawołał Ewein- chyba mogę ci pomóc.
Widać było że chłopiec się waha. Ewein domyślał się dla czego, pewnie chłopiec się bał. Wygląd nieznajomego nie zachęcał do rozmowy. Poprzecierane buty, brązowe spodnie, ukórzona szara koszula, i kubrak noszący ślady długiej podróży. Do tego paskudny grymas goszczący na twarzy Eweina i czarne przetłuszczone włosy oblepiające jego twarz i spadające na kark.
Chłopiec w końcu się zadecydował. Podszedł .
-Nie obawiaj się, nic ci nie zrobię -odezwał się do niego Ewein- słyszałem że szukasz szczurołapa...mogę ci pomóc.
-Znacie go Panie?- chłopiec zapytał z nadzieją w głosie.
-Aż za dobrze -Ewein uśmiechną się paskudnie.
* * *

Wioska była w opłakanym stanie...ponadgryzane domy, smród...a do tego jeszcze wszędobylskie i bezczelne szczury.
Ewein spojrzał po twarzach zgromadzonych wokół niego mieszkańców, wszystkie twarze wyrażały jedno: milczącą proźbę.
-Dacie rade przepędzić szczury?- odważył się zapytać wójt .
-Dam rade- Ewein podrapał się po szczęce na której widniał kilkudniowy zarost-I chętnie bym to zrobił ale sami wiecie wójcie jakie czasy nastały...nie stać mnie na taki gest.
-To się rozumie-podchwycił wójt-czasy niepomiernie trudne...trza sobie pomagać...
Wójt wyciągną w strone szczurołapa rękę na której znajdowała się sakiewka.
Ewein wzią sakiewkę, zwarzył w dłoni po czym zajrzał do środka, uśmiechną się zadowolony.
-Dobrze mówicie wójcie trzeba sobie pomagać...-szczurołap wyciągną z za paska krótki, misternie zdobiony, czarno-złoty flet, przyłożył do ust i począ grać.
Powietrze przepełnio się dźwiękiem muzyki, tajemniczej i pociągającej.
Mieszkańcy wioski „ochneli” , „achneli” widząc jak szczury pod wpływem muzyki ustawiają się w szeregach i biegną nad urwisko. Szczury jeden za drugim skakały w rozbijające się o pionową skałe urwiska fale. Mijały minuty a szczury wciąż biegły, w końcu gdy słońce zniżyło się na cztery palce do ziemi ostatni szczur skoczył z urwiska.
W śród mieszkańców wioski zapanowała euforia. Ludzie wiwatowali i cieszyli się. Nie cieszył się tylko jeden staruszek: Hokhlan, nie cieszył się bo chodź był ślepcem to widział, widział przyszłość.
Ewein ukradkiem cofał się, na niego już był czas. Zrobił swoje i odchodził. Ale nie zdążył odejść daleko. Ból eksplodował pod czaszką, nagłe targnięcie przewróciło go na ziemie.
Na wpół oślepiony bólem poczuł tylko jak od jego pasa odpięta zostaje sakiewka.
- Idź precz- Ewein usłyszał nad sobą głos wójta - i nie wracaj tu nigdy , ciesz się żeśmy cię czarownikowi nie wydali !
Kolejne uderzenie spadło na głowę szczurołapa, Ewein zdołał się podnieść ale jego umysł pogrążał już się w czarnej toni niemocy. Rozłożywszy ręce na boki próbował znaleźć oparcie, nie znalazł, osuną się na ziemie tracąc przytomność.

* * *

Z trudem otworzył oczy, uniósł obolałą głowę. Znajdował się na przestronnej polanie otoczonej z trzech stron lasem. Zaklną szpetnie przypominając sobie zdarzenia poprzedniego dnia. Wstał z trudem i ruszył przed siebie, nogi odmawiały posłuszeństwa. Musiał się gdzieś schronić nim słońce wzejdzie wyżej i zaleje świat skwarem.
Przeszedł chwiejnie kilkanaście metrów i osuną się na trawę, przed nim znajdowały się dwa kamienie. Jeden położony na płask wyglądał niczym blat stołu, drugi potężny melchir stał zaraz za nim. Ewein przeczołgał się bliżej melchiru i oparł się o niego, zamkną oczy.
Wyczuł czyjąś obecność, otworzył oczy i zobaczył przed sobą kobietę ubraną w śnieżno białe szaty, jasne blond włosy otaczały jej bladą twarzyczkę i opadały na plecy.
-Kim jesteś Pani...?-szepną niepewnie, zastanawiając się czy aby z jego głową wszystko w porządku.
-Jestem właścicielką tego o to miejsca- Ewein usłyszał głos kojarzący się z powiewem porannego wiatru- Jestem Jerena z rodu Mula...czuję wokół ciebie chęć zemsty...pomogę ci- Mula wyszczerzyła w uśmiechu spiczaste kły-oddaj mi część tego co tętni w twoich żyłach a poczujesz słodki smak zemsty...
-Ja...-Ewein chciał się sprzeciwić ale nie mógł ogarnęły go dziwne uczucia, w głowie narastał szum, krew dziko pulsowała-Zgadzam się!

* * *
Nad wioską zapadła noc kiedy Ewein powrócił. Stał na skraju wsi przez nikogo nie zauważony, okryty cieniem. Krew już w nim nie pulsowała, sprzedał ją w zamian za zemstę...a teraz miała się ona spełnić.
Jerena nauczyła go gry, pięknej gry.
Ewein wyciągną flet i zagrał. W powietrzu rozniosła się muzyka, piękna ale przepełniona grozą.
Tym razem z chat nie wyszły jednak szczury...z chat powychodziły dzieci.
Tylko jedno dziecko nie wyszło z chaty, a był to ten chłopiec który przyprowadził szczurołapa do wsi... szczurołap chciał żeby muzyka nie podziałała na niego.

* * *


Bajarz przerwał swoją opowieść. Niewidzialna pięść dławiła jego gardło, wspomnienia stanęły przed jego oczami.
-Tylko jeden chłopiec-wydusił stary człowiek-pamiętam...jak znaleźliśmy Eweina martwego...leżącego niedaleko wsi...bez krwi...z fletem w ustach...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...