Szkarłatna Łasica 3
- Przestań sapać – szepnął minotaur.
- Ja nie sapię, ty krowi ryju! – Odburknął krasnolud. – Czemu ty zawsze idziesz pierwszy? Zobaczą cię.
- Zrozum –Morgh odwrócił się do towarzysza – ja jestem szybszy, kiedy mnie zobaczą schowam się. Oszczędzam ci zachodu z ostrzeganiem mnie.
Zax myślał przez chwilę.
- A co jak ty się schowasz, a ja nie, bo mnie nie ostrzeżesz? Wtedy mnie zobaczą!
- O to bym się nie martwił – machnął ręką i ruszył dalej o wiele ciszej, niż można się było spodziewać po masywnym cielsku.
- A to czemu? – Krasnolud ruszył za nim, starając się również zachować ciszę, lecz kiepsko mu to wychodziło.
- Rozejrzyj się! Większość krzaków jest co najmniej o połowę wyższa od ciebie!
Gdyby nie wymuszona cisza nie powstrzymałby śmiechu, co w tym momencie było wyjątkowo trudne, gdyż mina krasnoluda z ciekawości przerodziła się w zdziwienie. Zax zaczął gorączkowo szukać słów, by zmyć tę „zniewagę”, lecz nie miał pomysłu. Szybko mrugał swoimi czarnymi jak dwa żuczki oczami i zastanawiał się czemu jeszcze nie przyłożył Morghowi. Jego mina zmieniała się jak w kalejdoskopie dostarczając minotaurowi jeszcze większej rozrywki. W końcu uszy krasnoluda przybrały purpurową barwę, co zwykle wyrażało niepohamowany wybuch gniewu. Za duży hełm, jak zwykle spadł mu na oczy. Nagle przyszła mu do głowy riposta, lecz nie zdążył nic powiedzieć, gdyż dobiegł ich rozdrażniony kobiecy głos.
- Puść mnie!
- Przecież cię nie trzymam – głos mężczyzny wydawał się rozbawiony. – Sama na mnie wpadłaś i leżysz bez ruchu wbijając mi palce w ramię.
- Wybacz.
Gdy Zax i Morgh dobiegli do miejsca skąd dochodziły głosy, rudowłosa dziewczyna stała już przy zwalonym pniu nerwowo poprawiając ubranie. Jej rozmówca w białym płaszczu siedział na ciemnozielonym mchu i uśmiechał się. Szmaragdowe oczy spoglądały na niego jadowicie.
Minotaur ukrył się wśród krzaków, krasnolud poszedł w jego ślady.
- Możecie już wyjść – Drak nie odrywał oczu od gniewnego spojrzenia dziewczyny. Gdy towarzysze pojawili się mrucząc coś do siebie, dodał – Panowie to jest Vena. Prosi nas o pomoc.
- Bardzo chętnie ci pomożemy – minotaur wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Ale najpierw… - Zax szturchnął zapatrzonego w rudowłosą przyjaciela.
- Odpowiesz na nasze pytania – dokończył Drak.
Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi i uśmiechnęła się kwaśno – Byle szybko.
- Gdzie ci się śpieszy? – Przerwał jej Morgh, któremu najwyraźniej wrócił rozsądek.
- Uratować przyjaciela.
- I do tego jesteśmy ci potrzebni?
- Wy, albo wasza broń.
Zax spojrzał na Draka, który skinął lekko głową po czy zapytał: - Kim jesteś?
- Już mówiłam. Nazywają mnie Szkarłatna Łasica, jestem marynarzem, statek na którym płynęłam rozbił się o skały w czasie ostatniej burzy. – Wszyscy rozejrzeli się po lesie. Gdzie nie spojrzeć leżały świeżo zwalone drzewa. „Na razie to co mówi ma sens” pomyślał Morgh. – Chyba tylko ja przeżyłam. Szukając pomocy weszłam w przybrzeżny las. Wędrowałam kilka dni, potem spotkałam was.
- Poszłaś do miasta po mapy i konia, żeby wrócić nad morze – stwierdził krasnolud.
- I po zarobek – dodał Drak. Na jego usta wpełzł szelmowski uśmieszek, gdy źrenice dziewczyny zwęziły się z gniewu.
- Co masz na myśli? – „Jakże ten uśmiech do niego pasuje” dodała w duchu.
- Daj spokój… czuć od ciebie rum, a tak ubierają się tylko piraci. – Wstał i podszedł do niej. – Lepiej nas nie okłamuj. Może i jesteś świetną złodziejką i dobrze naginasz prawdę, ale ze mną to ci nie wyjdzie.
Odetchnęła głęboko i uśmiechnęła się – Tak, jestem złodziejką. Na morzu piratem, jeśli wolicie.
- Lubię morze. – Szepnął minotaur, na co Zax przewrócił oczami mrucząc – A ten znowu swoje.
- Skoro już wiecie co nieco o mnie, to może wy się bliżej przedstawicie, a zwłaszcza ty Drak, bo o nich już coś wiem.
- Nasza historia to nic szczególnego – oparł się o zwalony pień – jesteśmy włóczęgami.
- Ukrywacie się?
- Skąd ten pomysł? – Prychnął krasnolud.
- On nie pokazuje twarzy, a wy zwracacie na siebie uwagę, robiąc go niemal niewidzialnym.
- Bystra jesteś – Drak odesłał minotaura do obozu po ich rzeczy, już postanowił, że wyruszą razem z Veną. – Powiedzmy, że nie jestem zbyt wylewny. I lepiej żeby – zawahał się – lepiej nie wiedzieć o moim istnieniu.
- Jesteś feniksem?
Mężczyzna zaśmiał się, a jego dźwięczny głos przypominał kryształki lodu bijące o kopułę świątyni. – Na bogów, nie! Co cię skłania do takiego myślenia?
- Ukrywasz się, masz nietypowe oczy, no i twój miecz, przecież to feniks.
- Oceniasz pochodzenie każdego po rękojeści jego miecza?
- Nie, ale… - Gdy zjawił się Morgh z ekwipunkiem zmieniła temat. – Możemy już iść? Wyjaśnię wam wszystko po drodze.
- Spokojnie. Zdaje się, że nie powiedziałaś nam najważniejszego – Drak nawet nie drgnął.
- Powiedziałam wam wszystko co powinniście wiedzieć.
- Chyba powinniśmy wiedzieć, że jesteś smokiem. – Podszedł do niej, tym razem bliżej. Nie odrywał wzroku od jej szmaragdowych oczu, choć nie musiał na nią patrzeć, by znać jej reakcję. Czuł ją wszystkimi zmysłami, napawał się jej gniewem, zachwycał dzikością, zaspokajał żądzę.
Cóż za ironia – pomyślał – moje przekleństwo teraz jest błogosławieństwem.
- Co cię skłania do takiego myślenia? – Starała się nie zdradzać żadnych uczuć, była nad wyraz spokojna.
- Hmm… pomyślmy – zaczął powoli obchodzić ją dookoła obserwując każdą reakcję. Czuła jego oddech na swoim karku, z trudem pohamowała drżenie, gdy jej dotknął – ogniste włosy, oczy jak najszlachetniejsze, nieoszlifowane szmaragdy, idealne ciało, zdolność do szybkiej regeneracji – przeciągną palcami po jej żebrach, gdzie powinien być bandaż, który sam jej założył, lub blizna, jeśli go zdjęła. Nie było nic. Delikatna, nienaruszona skóra. – Bije od ciebie dziwny żar, a krew krąży inaczej niż u zwykłych śmiertelników. Twoje źrenice odzwierciedlają uczucia i jesteś dość inteligentna. Wnioskuję, że skoro wciąż jesteś złodziejką to nieźle zarabiasz, więc musisz mieć pewne zdolności, nietypowe dla twoich ziomków. No i władasz smoczym mieczem…- stanął za nią szepcząc jej do ucha - czyż nie to skłoniło cię do stwierdzenia, że jestem feniksem?
- Dobra, rozgryzłeś mnie – uniosła ręce w geście poddania – jestem smokiem uwiezionym w ludzkim ciele – odwróciła się do niego. – Wiesz już o mnie wszystko, ja o tobie nic.
- A co chcesz wiedzieć?
- Kim tak naprawdę jesteś? Na pewno nie człowiekiem.
- Masz rację, ale tego nie mogę ci powiedzieć. – Założył plecak i ruszył w stronę miasta. – Niedługo wstanie dzień. Lepiej wejść do miasta pod osłoną ciemności. Powiedz, czego konkretnie od nas oczekujesz?
Nieco rozdrażniona ruszyła z nowymi towarzyszami do tajnego przejścia opowiadając bez szczegółów swoją ucieczkę.
Smok leżał spokojnie. Nienawidził swojego więzienia. Nie mógł rozłożyć skrzydeł, które były poranione od ostrych skał, a fakt iż Draco miał coraz mniej miejsca i nie mógł uchronić ich od przeklętych ścian sprawiał, że rany nie goiły się nawet dzięki smoczej mocy. Przepełniał go gniew i nadzieja, więc czekał. Nie wiedział, że jest drugim, który czeka, choć ziemia o tym szeptała.
Po jakimś czasie otworzyły się drzwi na końcu stromego tunelu. Smok przeniósł tam znudzony wzrok z przyzwyczajenia. Po gładkiej posadzce na dno jaskini zsunął się świeżo zabity jeleń i ciało mężczyzny z poderżniętym gardłem. Draco przewrócił ślepiami i ryknął na strażników, których nigdy nie widział, ale wyczuwał wszystkimi pozostałymi zmysłami.
- Chyba wniosę skargę na waszego kucharza. – Jego głos brzmiał jak bicie wielkiego dzwonu. Gdy cisza stała się niemal namacalna smok zaśmiał się basowo. Strażnicy przyłączyli się do niego.
- A jak ta ruda Draco? Żyje jeszcze?
- A miała żyć? Wybaczcie, sądziłem, że jeśli dajecie mi dziewicę to sprawa jest jednoznaczna. – Jego pysk przybrał łagodne rysy rozbawienia, a czerwone oczy rozbłysły na myśl o dziewczynie, która obiecała, że wróci.
- A mówiłem, że może być dziewicą – drugi głos był piskliwy i niewyraźny.
- Daj spokój. Miała zginąć i zginęła, a czy zawisła, czy smok ją pożarł to bez znaczenia. Smacznego Draco. – Oddalili się rechocząc ze śmiechu i opowiadając sobie jakieś sprośne żarty.
Smok przyciągnął szponami jelenia, krew w nim jeszcze nie wystygła, oblizał się i westchnął.
- Musisz poczekać. – Przeniósł wzrok na ciało mężczyzny i pchnął je niechętnie w osmoloną część groty. – Niech Bogowie zajmą się Twoją duszą. – Nawet nie otworzył paszczy. Zaczerpnął w nozdrza nieco powietrza i otworzył na chwilkę tylko jedno ogniste płuco. Spalił ciało kulistym płomieniem. Wypuścił resztę powietrza, która zmieniła się w dym. Znów się oblizał, gdy wrócił spojrzeniem do jelenia i zaczął smakować jego delikatne mięso.
Otworzył jedno ze swych krwawych oczu, gdy wyczuł czwórkę wędrowców w tajemnym tunelu. Postanowił jednak się nie poruszać, choć wolał nie udawać skały. Zamknął oko i odpoczywał z uśmiechem na swym gadzim pysku.
Weszli do groty. Pochodnie umieszczone w równych odstępach na gładkich ścianach tworzących koliste pomieszczenie zapłonęły na ich powitanie. Przeszli obok sterty ludzkich i zwierzęcych kości. Dwóch towarzyszy zamarło na widok istoty śpiącej spokojnie pośrodku jaskini.
Dopiero teraz Vena przyjrzała się dokładnie więzieniu przyjaciela i westchnęła z zachwytu. Obróciła się dookoła i podziwiała intensywne barwy skały. Pasy fioletu i purpury oraz wyblakłego różu przeplatały się z żyłami złota i srebra. Naprzeciw wyjścia z tajnego tunelu, troszkę bardziej po lewej stronie skała miała odcień zieleni i błękitu. U jej stóp jaśniało niewielkie jeziorko. Woda spływająca po całej ścianie w obrębie morskich barw nie wydawała żadnego dźwięku. Sprawiała wrażenie, że to nie woda, a sama skała spływa w podziemne jeziorko, którego tafla skrzyła się wesoło jak płomienie pochodni, jak oczy smoka, który uniósł dumnie łeb i uśmiechnął się do dziewczyny.
-Witaj Płomienna.
- Nie mówiłaś, że to będzie smok – syknął krasnolud, który był gotowy do walki, choć topór ślizgał się nieznośnie w jego spoconych dłoniach.
- Przeszkadza ci to? – Podeszła do smoka, po czym odwróciła się do przyjaciół. – Draco to jest Zax i Morgh –wskazała kolejno krasnoluda i minotaura, który wpatrywał się w czarną łuskę o błękitnym blasku. Był nią tak zauroczony, że nawet nie usłyszał swojego imienia, dopiero po chwili, gdy jego rozmarzone bursztynowe oczy spotkały czerwone ślepia opanował się. Nieco nim wstrząsnęło, gdy nie ujrzał w nich spodziewanej chciwości i gniewu, tylko błysk rozbawienia i powagę. Od całej smoczej istoty wyczuwało się mądrość i dumę, ale także bystrość i pewną dozę humoru. – A to jest… - Vena rozejrzała się za trzecim towarzyszem, kątem oka dostrzegła mroczną część jaskini, której ściany pokrywała sadza a w kącie tlił się jeszcze żar. Nie wyczuła żadnego zapachu, więc nie podarowała temu miejscu więcej uwagi, zwłaszcza, że przy stromym tunelu ujrzała jasną plamę. Postać w białym płaszczu skrupulatnie oglądała wlot. – Drak – dokończyła z westchnieniem.
Mężczyzna odwrócił się i zmierzył smoka lazurowym spojrzeniem.
No proszę… Mrok w Dzień Zetknięcia się Nieba i Ziemi… syn Apokalipsy i Sądu Ostatecznego… żywa legenda… najpotężniejszy wśród wulkanicznych… teraz zabawka w ludzkich rękach… Upaść tak nisko.
Westchnął z pogardą, gdy spostrzegł rany na cudownych smoczych skrzydłach.
Drak… No proszę sam Książę Ciemności zawitał w me progi… Ktoś, kto może lekkim skinieniem zniszczyć wszystko, co żyje ukrywa się, by czasem jakiś śmiertelnik nie wydał go Bogom, choć i tak już nikt nie pamięta jego historii… Upaść tak nisko…nie… nawet nie próbować powstać po narodzinach.
Drak uśmiechnął się bardziej z powodu sarkazmu niż smoczych słów, które rozbrzmiały w jego umyśle. Skinął z szacunkiem głową. Draco uczynił to samo.
- Skoro już się znamy, to może przejdziemy do rzeczy. Zax – mężczyzna przywołał przyjaciela – myślisz, że damy radę? – Wskazał stromy tunel, gdy wszyscy podeszli.
Krasnolud schował duży czarny topór i wyjął dwa małe, rozpędził się i wbiegł do góry po gładkiej posadzce, gdy tylko zaczął się zsuwać wbił topory w miejsca gdzie podłoga stykała się ze ścianą i pociągnął się. Rytuał ten powtarzał kilkakrotnie aż dodarł na szczyt. Bez trudu otworzył celę, która wcale nie była zamknięta na jakieś wymyślne zamki, a zaledwie na prostą zasuwę. Pchnął kratę i wyszedł po cichu w ciemność korytarza. Stał na jego końcu. W pobliżu nie było nikogo. Pozostałe cele znajdowały się jakieś pięćdziesiąt metrów od wlotu stromego tunelu prowadzącego do jaskini smoka. Krasnolud ukrył się w mroku, gdy spostrzegł trzech strażników sprawdzających cele. Kiedy zniknęli w sąsiednim korytarzu rzucił topory do groty i szepną: - W porządku, wychodźcie po kolei, byle szybko.
Po chwili obok Zaxa pojawił się jego rogaty przyjaciel szczerzący zęby.
- I co tam kurduplu? Ilu strażników?
- Na razie trzech trawożerco, ale z pewnością jest ich więcej. Znajdziemy tylko broń Veny i gdy uwolnimy Draco, co już zostawimy panience – uśmiechnął się gdy odmówiła pomocy i sama wygramoliła się z tunelu. Nawet nie spostrzegli jak wśród nich pojawił się Drak – zmywamy się.
- Spokojnie. Sami narzekaliście na brak rozrywki – rzucił mężczyzna z przekąsem.
- No to trzeba się dowiedzieć gdzie trzymają skonfiskowaną broń. – Minotaur zaczął zacierać porośnięte brunatną sierścią łapy i uśmiechać się obnażając kły.
- Eee… zróbmy to dyplomatycznie – westchnęła, gdy wszyscy trzej rzucili jej zniecierpliwione spojrzenia. Wzrok Morgha przypominał bardziej zdziwienie żądne wyjaśnień. – Dobra… zróbcie to po swojemu, byle cicho.
- To po swojemu, czy cicho?
- Porządnie, ale nie chcemy tu całego miasta, prawda?
- Kobiety… nigdy nie wiedzą czego chcą. – Wybuchneli śmiechem, gdy zaczęła robić się czerwona z gniewu. Wszyscy trzej zamilkli, kiedy chwyciła jedną z wielu wspaniałych rękojeści wystających z pleców minotaura niczym promienie. Zdziwiło ich, że mimo, iż wzięła sobie za ciężką broń uniosła ją gotowa do walki i ruszyła korytarzem rozglądając się za pierwszymi ofiarami.
- Jeszcze tego nam brakowało – sapnął Zax chwytając duży czarny topór, spadek po ojcu – ona najpierw działa a potem myśli. To niebezpieczna cecha.
- Niebezpieczna i intrygująca, jak płomienie – ruszyli za nią po słowach minotaura, który mówił bardziej o dziewczynie niż jej cechach.
Drak przyznałby mu rację, lecz teraz starał się wyczuć, czy Venie nie grozi jakieś niebezpieczeństwo. Skręcili za nią w sieć korytarzy. Zobaczyli rude włosy niknące za kolejnym zakrętem. Mężczyzna wyczuł dwóch strażników idących wprost na dziewczynę. Gdy doszli do zakrętu zatrzymał towarzyszy.
- Zobaczymy jak sobie poradzi. Jeśli nie będzie nas potrzebować nie skreślę jej. – Kiwnęli tyko na znak zgody.