Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Szkarłatna Łasica 4

venathedragon ·

- Ja wam pokażę kobietę – mruknęła do siebie znikając w kolejnym korytarzu – cholera, ciężki jesteś. – Zatrzymała się raptownie słysząc kroki. Przylgnęła do ściany. – Tylko nie wchodźcie tu… idźcie prosto… - szeptała.

Dymitr stanął jak wryty, zatrzymując towarzysza. Chudzielec Ben chciał coś powiedzieć, lecz podążył za wzrokiem przyjaciela. W ciemności korytarza dostrzegł jakąś postać wspartą na olbrzymim mieczu, od kasztanowych włosów odbijało się nikłe światło pochodni, którą trzymał w ręce. Szybko dobył miecza i odpalił najbliższe pochodnie obserwując postać, która nawet nie drgnęła.

- Kim jesteś i co tu robisz? – Dymitr również wyjął broń.

Postać uśmiechnęła się uprzejmie, lecz milczała. W świetle, które powoli rozjaśniało cały korytarz strażnicy rozpoznali rudowłosą.

- Więc Draco cię nie pożarł? – Chudzielec odrzucił pochodnię. – Miło, że się zjawiłaś, szubienica czeka.

- Mówiłem, że nie jest dziewicą – syknął Dymitr.

Kobieta wciąż stała wsparta na mieczu. Im bardziej się uśmiechała tym pochodnie słabiej płonęły.

- A może to duch. – Szepnął Ben. – Zobacz co się dzieje… i jakoś tak zimno.

Nie zdążyli nic powiedzieć, nie wykonali żadnego ruchu gdy usłyszeli ciepły głos pozbawiony emocji.
– Panowie, bądźmy rozsądni… powiecie mi tylko gdzie zabraliście moją broń i zniknę z waszego życia, już nigdy mnie nie zobaczycie. – Uśmiechnęła się złowieszczo.

Chudzielec chciał coś powiedzieć, ale towarzysz szturchnął go łokciem. Był nieco zestresowany, jeszcze nikt im nie uciekł, nie mieli do czynienia z wypoczętym więźniem, przeklinał się w duchu, że wziął nocną zmianę.
– Nie wiem jak to robisz, ale… - nagle wszystkie pochodnie zgasły, Dymitr zebrał się na odwagę i dokończył – duchem nie jesteś i nas nie przestraszysz takimi sztuczkami – kobieta ujęła rękojeść miecza, lecz nie przybrała postawy do walki – skąd wiem? Za mocnych perfum używasz paniusiu, duchy nie mają zapachu.

- No dobra – westchnęła – ale chyba możecie mi powiedzieć, gdzie jest ta broń?
Obaj ruszyli na nią mocno trzymając miecze. Chwyciła broń minotaura i gdy już byli dostatecznie blisko zamachnęła się przechodząc między nimi. Chudzielec się uchyli, Dymitr próbował sparować cios, lecz impet wyrwał mu miecz z rąk. Vena spojrzała na potężne ostrze ze zdziwieniem, „dobry jesteś” szepnęła w myślach. Gdy Ben przekazał towarzyszowi swoją broń i zabrał się za zapalanie pochodni Dymitr ruszył do kolejnego ataku. Dziewczyna spróbowała raz jeszcze, lecz tym razem przeciwnik przyklęknął wykonując szybkie cięcie na wysokości jej brzucha. Rudowłosa odskoczyła do tyłu upuszczając broń. Poczekała aż Dymitr wstanie z tryumfalnym uśmiechem i podeszła do niego.

- Przepraszam za zęby – nim cokolwiek zdąży powiedzieć Vena wygięła się do tyłu stając na rękach i z całą siłą kopnęła strażnika w szczękę. Gdy zatoczył się do tyłu podcięła mu nogi pozbawiając równowagi. Skoczyła ku niemu chwytając za kołnierz – to gdzie ta broń?

Dymitr wypluł kilka zębów, lecz nic nie powiedział. Rozdrażniona dziewczyna zacisnęła pięść i z wściekłością wymierzyła silny cios mężczyźnie pozbawiając go przytomności. Wstała i podeszła do Chudzielca, który stał jak sparaliżowany i patrzył na nią wytrzeszczonymi oczyma.

- Lepiej ty mi powiedz – wzięła powoli jedną z pochodni powieszonych na ścianie i pstryknięciem zgasiła wszystkie pozostałe zapalając tę jedną – słucham?

- Tamtym korytarzem… o, o tam… - bąknął Ben – ostatnie drzwi.

- Dziękuję – uśmiechnęła się – nie można było tak od razu?
Vena otworzyła szeroko oczy, gdy zobaczyła za plecami Chudzielca Draka rzucającego w jej stronę sztyletem. W ostatniej chwili zrobiła unik i podążyła wzrokiem za lecącym ostrzem, które wbiło się w gardło Dymitra szykującego się do ataku. Dziewczyna otworzyła szeroko usta i przeniosła wzrok na Draka kierującego się w stronę trupa. Ben zemdlał, gdy sztylet przeleciał mu obok ucha.

- Oszalałeś?! Mogłeś mnie zabić?!

- Nie musisz dziękować – Drak uśmiechnął się pod kapturem, gdy przechodził obok niej. Wytarł sztylet o ubranie Dymitra i spojrzał na Venę. – Zdałaś.

- Co?!

- Zdałaś panienko – nawet nie zauważyła jak obok niej pojawił się Morgh – a tak między nami to poćwicz ten prawy prosty, masz świetne zaplecze, ale uderzasz jak pijak.
Patrzyła na nich zdezorientowana. Zax wrzucał trupa strażnika i jego nieprzytomnego towarzysza to pobliskiej celi, Drak przeglądał to, co znalazł w ich kieszeniach, a Morgh pilnował korytarza i szczerzył do niej kły. Nagle uświadomiła sobie jak bardzo są zorganizowani, że rozumieją się bez słów, są dokładni i nie przeszkadzają sobie. Zgrani indywidualiści. Uśmiechnęła się na tę myśl i postanowiła im zaufać, tym razem nie zostawiając sobie żadnego zaplecza.

- No dobra, tych mamy z głowy – Zax otrzepał ręce i stanął obok niej.

- Panienka pozwoli. – Minotaur podniósł swój wielki miecz i podał jej najprostszą szablę. – To chyba lepszy sprzymierzeniec.

- Dziękuję – oddała mu broń – ale zaraz odzyskam swoje maleństwa. – Ruszyła korytarzem we wskazanym przez Chudzielca kierunku.

Gdy doszła do drzwi spróbowała je otworzyć. Nawet się nie zdziwiła że są zamknięte. Silnym kopnięciem zniszczyła zamek i weszła do środka. Od razu znalazła swoją broń, naszykowaną prawdopodobnie dla hrabiego w prezencie ślubnym, na co wskazywało staranne owinięcie jej w purpurowy materiał. Gdy tylko dotknęła smoczej rękojeści klinga zaczęła płonąć czarno-błękitnym ogniem. Uzbroiła się szybko i już miała zamiar wyjść, gdy coś przykuło jej uwagę. Był to biały, pięknie rzeźbiony łuk, z pewnością elfiej roboty. Zdjęła go z miedzianego haka razem z kołczanem, w którym była tylko jedna strzała z tego samego drewna i tak samo rzeźbiona. Na całej długości łuku widniał posrebrzany wzór trującego bluszczu. Przesunęła palcami po wspaniałym wykonaniu i szybko dołączyła do towarzyszy.

- Lubisz pamiątki? – Zapytał Morgh wskazując na łuk, gdy już byli w pobliżu groty smoka.

Vena tylko się uśmiechnęła i wskoczyła do tunelu.

- Morgh zostaniesz tutaj – Drak ponaglił krasnoluda i sam naszykował się do skoku – zaraz będzie tu gorąco, jak nie będziesz dawał rady to skacz na dół. Nie wiem co ona zamierza ale nie będziemy dla niej ryzykować.

- Spokojnie szefie, dam sobie radę – Morgh zaczął zacierać brunatne łapy na myśl o walce – poza tym, mamy dwa smoki po swojej stronie.
Drak prychnął z pogardą i wskoczył do tunelu.

Czerwone ślepia obserwowały Venę. Zalśniły gdy dobyła Moriona.

- Władasz potężną bronią Płomienna.

Uśmiechnęła się i zaczęła szukać jakiejś szczeliny w ścianie, w której był tajny tunel. Po pewnym czasie znalazła odpowiedni uszczerbek wspaniałego więzienia.

- Dlaczego mówisz na nią Płomienna? – Zax podszedł niepewnie do smoka.

- Bo tak brzmi jej imię w najprostszym tłumaczeniu.
Drak, który do tej pory obserwował Venę z rozbawianiem przeniósł zaciekawiony wzrok na Draco.

- Vena, czyli w pełni Venathrlynox – dziewczyna zadrżała i obróciła się powoli w ich stronę. Zax poczuł jak ziemia usuwa mu się spod nóg i padł jak długi. Draka przeszły przyjemne dreszcze i dziwne pragnienie, którego zawsze się bał, pragnienie krwi. Draco tylko się uśmiechnął i kontynuował – co znaczy w języku ludzi „Kochanka ognia”, w bezpośrednim tłumaczeniu jednak brzmi „Zrodzona z płomieni”. Czyli krócej mówiąc…

- …Płomienna – dokończył Drak walcząc z niemiłym uczuciem.

- Dlaczego powiedziałeś moje imię śmiertelnikom?

- Spokojnie Płomienna, nic ci nie grozi, jako że masz ludzkie ciało. – Draco spojrzał na mężczyznę w białym płaszczu. – A poza tym kto powiedział, że to śmiertelnicy.

Zax, który zrozumiał, że jego strata równowagi spowodowana była poznaniem smoczego imienia zerknął gorączkowo na Draka, który zsunął kaptur i zaczął rozpinać płaszcz.

- A więc to jednak ty – uśmiechnął się i rzucił płaszcz na ziemię.

Vena wstrzymała oddech i otworzyła szeroko oczy. Zza ramion Draka powoli wyłaniały się skrzydła, srebrzystobiałe z nielicznymi czarnymi jak bezgwiezdna noc piórami. Gdyby miał białą szatę, jak dobrzy kapłani wzięłaby go za anioła, ale te czarne pojedyncze plamki na skrzydłach i ubranie skrytobójcy równie czarne jak pióra. Więc dlaczego ten płaszcz? Po co tak wspaniały miecz? Kim on jest?

Draco uśmiechnął się, lecz po chwili jego oczy zapłonęły, gdy ujrzał przy pasie mężczyzny miecz feniksa.

„To niesamowite, Książę Ciemności z Amitrynem u boku i smoczyca uwięziona w ludzkim ciele władająca jego bliźniaczym bratem Morionem. Może i mam jakieś szanse wydostania się stąd.”

- K… - Vena przełknęła ślinę – Kim ty jesteś?

Drak podniósł płaszcz i spojrzał na nią – Upadłym aniołem, niektórzy wierzą, że następcą Władcy Piekieł, ale nie ma na to teraz czasu. – Po tych słowach do jaskini wpadł Morgh.

- Zaraz pół miasta się tu zleci. – Minotaur dyszał ciężko, był ranny, z jego miecza ściekała krew.

- A mi się wydaje, że spękałeś. – Zax skrzyżował ręce na piersi.

- Panienko cokolwiek zamierzasz zrobić rób to teraz. – Morgh zignorował docinek krasnoluda.

Vena szybko odszukała szczelinę i uniosła miecz. Czarno-błękitne płomienie lizały klingę, ich blask odbijał się tysiącami refleksów na ścianach smoczego więzienia. Gdy już miała wbić miecz w skałę Draco prychnął.

- To na nic Płomienna. Nic nie jest w stanie zniszczyć tej przeklętej jaskini.

- Chyba, że coś równie przeklętego.

- Co masz na myśli? – Smok wlepił wzrok w jej oczy. „O czym nie wiem?”

- Nie zastanowiło cię skąd taka pospolita złodziejka jak ja ma taką broń? – Patrzyła mu chwilę w oczy, lecz gdy usłyszała głosy dokończyła – To podarunek od Zbieracza Dusz.

Nie zważając na ich zdziwienie wbiła miecz w szczelinę. Nagle zrobiło się bardzo ciemno, jedynym blaskiem, który nie dawał żadnego światła były malutki iskierki wędrujące do rękojeści Moriona, lecz po chwili i one zgasły, a raczej zostały uwięzione przez miecz. Zapadła niemal namacalna cisza. Potem odległy świst, następnie huk po którym całą grotę zalało jaskrawe światło. Uwięzione iskierki wraz z ciemnymi płomieniami zniknęły w szczelinie, by z wielką siłą wydostać się na powierzchnię poprzez dziesiątki szczelin tworząc w skale przerażające wzory. Vena opadła na jedno kolano wciąż trzymając miecz. Ściana zaczęła się walić. Duże odłamki spadały wokół dziewczyny, lecz ta uparcie trwała ściskając rękojeść Moriona aż do chwili, gdy nie poczuła na swej twarzy silnego podmuchu świeżego powietrza. Wstała powoli. Była poraniona przez niewielkie odłamki. Spojrzała na towarzyszy, chciała coś powiedzieć, ale zobaczyła kątem oka Draka biegnącego w jej stronę. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, rzucił się na nią. Oboje przeturlali się kilka metrów i gdy Drak już był pewien, że nie ma zagrożenia pomógł jej wstać. Nie przyjęła pomocy. Zerwała się szybko, schowała miecz i posłała mężczyźnie gniewne spojrzenie.

- Jak już mówiłem nie musisz dziękować – jego ton był szorstki, spojrzał na miejsce gdzie jeszcze przed chwila stała Vena. Dziewczyna podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła ogromny głaz wielkości smoczej łapy. Nic nie powiedziała. Wyszła z groty. Przyjaciele podążyli za nią.

Gdy tylko wyszli usłyszeli stanowcze krzyki i komendy. Rozkazy dotyczyły jednego: zabić przybyszów i jeśli trzeba będzie to także smoka. Draco zatrzymał się, kiedy ujrzał niebo. Każda gwiazda odbijała się w jego czerwonych oczach, łuski przybrała głęboką barwę, błękitny refleks stał się ledwo widoczny. Gdy Vena spojrzała na smoka, który uronił łzę na widok upragnionych gwiazd poczuła jak serce jej się ściska. Chciała coś powiedzieć, ale po raz pierwszy w życiu nie mogła wydobyć z siebie głosu, a nawet gdyby jej się to udało nie wiedziałaby, co powiedzieć.

- Chodźcie… musimy znikać – Zax szarpnął dziewczynę za koszulę.

Nagle Vena się ocknęła i zaczęła biec w głąb miasta. Draco zagrodził jej drogę ogonem – A ty dokąd?

- Mam niedokończoną sprawę – ominęła przeszkodę, po chwili poczuła jak ktoś łapie ją za rękę.

- My swoje zrobiliśmy, nie idziemy z tobą – Drak spojrzał jej w oczy, nie chciał żeby się rozdzielali – będziesz zdana tylko na siebie.

Wyszarpnęła mu się i pobiegła w wąską ciemną uliczkę. Drak spojrzał znudzonym wzrokiem na towarzyszy i ruszył za nią bezszelestnie. Zax i Morgh ruszyli inną drogą o dziwo przekradając się niepostrzeżenie obok zdezorientowanych strażników. Draco westchnął, rozłożył skrzydła i przenosząc ciężar ciała na tylnie łapy odbił się od ziemi unosząc w górę. Machnął rytmicznie potężnymi skrzydłami, które lśniły metalicznie w blasku wschodzącego słońca. Drak spojrzał w niebo, gdy mroczny cień przysłonił jasną tarczę wzbudzając w nim odrobinę lęku.

- Prawdziwy z ciebie smok – uśmiechnął się pod kapturem na myśl o panice, jaką wzbudzi sam cień Draco. Smoczy strach to silna broń. Zerknął raz jeszcze na przerażające piękno wulkanicznego smoka i zniknął w najbliższym zaułku.

Vena wpadła do stajni dysząc ciężko.

- Argento? – Przeszła wzdłuż boksów; konie były niespokojne. Na końcu długich rzędów znalazła to, czego szukała. Drzwi były dobrze zaryglowane i zamknięte na kilka wymyślnych zamków, które chętnie by otworzyła sprawdzając dotychczasowe umiejętności, ale nie miała na to czasu. Wyjęła miecz. – Odsuń się. – Wbiła Moriona w drzwi, które po chwili zajęły się ogniem, gdy już całkiem spłonęły dziewczyna skinieniem ręki sprawiła, że płomień zgasł. Podeszła do czarnego ogiera i pogłaskała go po karku wplatając dłoń w popielatą grzywę. – Obiecałam.

Koń potrząsnął głową i nagle stanął dęba. Za plecami Vena usłyszała uspokajające słowa w niezrozumiałym dla niej języku, gdy się obróciła zobaczyła Draka gładzącego po pysku białą klacz. Po chwili pojawili się także obok nich Zax i Morgh na dużych zimnokrwistych kasztankach.

- No panienko, wybrałaś sobie największą bestię – minotaur wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu, gdy dosiadła niespokojnego ogiera. – Czyżby słabość do nieokiełznanych stworzeń?

Odwzajemniła uśmiech, lecz nic nie powiedziała. Minotaur pognał konia niszcząc główne drzwi stajni, krasnolud podążył za nim. Drak dosiadł siwej klaczy i spojrzał na Venę.

- Ty lgniesz do zła, czy ono do ciebie? – Zapytał bardziej siebie niż ją.

- Zło to pojęcie względne, poza tym lubię ryzyko, lubię czuć, że żyję. – Wbiła pięty w końskie boki i ruszyła galopem za towarzyszami.

W mieście panował chaos. Ludzie uciekali w panice, opustoszałe od dawna domy płonęły, strażnicy szukali sprawców tego zamieszania. Zax pochwalił Draco w duchu za świetną robotę, bo w istocie była wyborna. Nikt nie ucierpiał nie licząc zadrapań czy siniaków, płonące domy tylko zagracały okolicę, w zasadzie to mieszkańcy powinni podziękować Draco za usunięcie z miasta groźnych obiektów. Ale czy teraz ktoś to zauważy prócz niego?

Kierowali się do wioski tworzącej niestrzeżoną granicę Evoranth, jechali dokładnie tym samym szlakiem, którym wcześniej Vena zaplanowała sobie ucieczkę. Nagle wszyscy zatrzymali się patrząc z przerażeniem na ognistą barierę odcinającą im drogę ucieczki. Vena rozglądała się nerwowo za jakąś szczeliną, ale z każdą sekundą ściana stawała się większa i trwalsza.

- Cholera… to była jedyna droga.

- Jesteś pewna?

- Tak.

- Weszliśmy po cichu to wyjdźmy z klasą. – Drak wskazał główną bramę. Nie było tam ani jednego budynku w ogniu. – Draco chyba sam wybrał nam sposób ucieczki.

Ruszyli ku bramie. Potężny zwodzony most był podniesiony. W czasie, gdy Morgh pozbywał się kolejnych przeszkód w postaci strażników dziewczyna puściła wodze i zdjęła z pleców biały łuk. Jechali coraz szybciej. Wyjęła pojedynczą strzałę i wycelowała. Wyrównała oddech i zgrała każdy ruch z rytmem galopu Argento i wypuściła strzałę. Ta pomknęła prosto do celu przecinając sznur utrzymujący most. Pozostał jeszcze jeden, lecz nie miała już strzał. Gwałtownie zbliżali się do celu, a most wciąż był zamknięty. Kątem oka Vena spostrzegła, że Zax wyjmuje topór i szykuje się do rzutu. Smoczymi zmysłami obliczyła tor lotu i zauważyła, że broń krasnoluda nie przetnie sznura. Chciała go ostrzec, lecz było już za późno, patrzyła jak topór omija sznur i wbija się w jakąś dźwignię. Po chwili most opadł z hukiem tuż przed nimi. Zax wyrwał topór z urządzenia zwalniającego blokadę mostu. Przekroczyli bramy miasta.

Draco leciał ponad nimi obserwując jak znikają w leśnej gęstwinie. Zawrócił i podpalił most uniemożliwiając pościg. Był wolny, nareszcie wolny.

- Chyba możemy już się zatrzymać – rzucił od niechcenia Morgh, gdy słońce zaczęło ogrzewać jego brunatną sierść. Jechali już kilka godzin.

- Dobrze – Drak zatrzymał klacz i rozejrzał się.

Stali na niewielkim wzgórzu, które z zalesionej strony opadało łagodnie, natomiast z drugiej wyglądało jakby jakiś potwór wyrwał jego część. Skarpa była bardzo wysoka, lecz piaszczysta. Minotaur rozłożył się wygodnie na zielonej trawie i wystawił twarz do słońca, Vena i Zax zajęli się końmi, a Drak przyglądał się bacznie okolicy i słuchał uważnie każdego słowa towarzyszy.

- Następnym razem taką wyprawę zapiszę w notatniku z miesięcznym wyprzedzeniem – Zax usłyszał, jak po jego słowach Morgh gwałtownie wciągnął powietrze do płuc. – O co chodzi?

- To ty umiesz pisać?

Minotaur ryknął śmiechem, Zax udał urażonego, lecz przysiadł się do przyjaciela i gawędził z nim o czymś po cichu. Vena i Drak wymienili rozbawione spojrzenia, ale nic nie powiedzieli. Mężczyzna podszedł bliżej rudowłosej przysłuchując się słowom, jakie szeptała do czarnego wierzchowca.

- Kai, kerveneth Kai. – Dziewczyna pogładziła ogiera po chrapach i puściła go. Argento pogalopował na północ nie zważając na wołania towarzyszy.

Drak ściągną brwi w zamyśleniu, próbując logicznie wytłumaczyć znaczenie tych zapomnianych słów.

- Dlaczego to zrobiłaś? Teraz nie masz wierzchowca. – Morgh wydawał się nieco rozdrażniony. Lecz po chwili wzruszył ramionami. – A zresztą… Draco cię poniesie.

Czarny smok krążył ponad nimi, lądując po chwili obok krasnoluda w dużo mniejszych rozmiarach niż te, które miał w grocie. – Z chęcią.

Dziewczyna usiadła obok smoka, który zwinął się w kłębek obserwując towarzyszy. Kiedy już wszyscy usiedli na soczysto zielonej trawie Zax przerwał ciszę: - Co teraz?

- Nic – rzucił bezbarwnie Drak – każdy pójdzie w swoją stronę.

Krasnolud i minotaur wymienili zdziwione spojrzenia, lecz nim zdążyli coś powiedzieć Vena rzekła szorstkim, stanowczym tonem: - Co miałeś na myśli mówiąc, że to jednak ja? – Gdy nie usłyszała odpowiedzi uniosła głowę i przeniosła spojrzenie swych szmaragdowych oczu na Draka. – Chcę wiedzieć, co ukrywasz?

- Chyba jednak nie rozstaniemy się tak prędko – uśmiechnął się skrywając uczucia pod kapturem.
Po dłuższej chwili milczenia, której nie przerywał nawet świst wiatru, czy świergot ptaków Drak westchnął i zapytał lekkim tonem: - Wierzycie w przeznaczenie?

W tym samym czasie ktoś, kto do tej pory czekał na wezwanie, na możliwość ucieczki, na śmierć, zrozumiał to, o czym śpiewał płomień oświetlający mroczne wnętrze nieśmiertelnego labiryntu. Zrozumiał, że jest trzecim, który czeka, lecz on już wiedział na co, wiedział kiedy, wiedział gdzie. Miał przewagę. Uśmiechnął się i zgasił ogień. Teraz, po tylu latach opuści to więzienie. Teraz ma cel i zna drogę.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...