Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Tęcza w mroku

mitnas ·

When the Forward Commander was told to sit tight
When he asked that his men be withdrawn
And the Generals gave thanks
As the other ranks
Held back the enemy tanks for a while
And the Anzio Bridgehead was held for the price
Of a few hundred ordinary lives
(Roger Waters- When the Tigers Broke Free)


Tęcza w mroku


To już za kilka godzin. Od paru dni obie strony ganiały się po okolicy unikając walki na wszelkie możliwe sposoby. Zrozumiałe - generałowie chcieli zająć jak najlepszą pozycję. Naturalnie to, żeby wróg miał jak najgorszą również nie pozostawało bez znaczenia. Ale to już koniec. Niedługo dwie armie zetrą się na polu walki.
Oczywiście góra chce nas przekonać, że na tych manewrach wyszliśmy najlepiej, jak tylko było można. Prawda jest taka, że wszystko spieprzyli, i to już na samym wstępie. Właściwie lepiej by było, gdybyśmy jak muł ruszyli wprost na przeciwnika nie babrając się w taktyce, bo efekty są opłakane. Nasz obóz jest z jednej strony otoczony przez skały, z drugiej przez rozległą rzekę, tworzącą rozlewiska i bagna. Oczywiście nasi przeciwnicy mają całkiem sucho - zapomniałem dodać, że znajdujemy się w sporej niecce.
Łucznicy po kolei dostają rozstroju nerwowego, wiedzą dokładnie jaką przewagę daje atak ze wzgórza. Wiedzą również, że nie zużyją nawet połowy skromnych zapasów amunicji, ale jakoś ich to nie cieszy. Siły Sosteru najpierw ostrzelają nas, w dodatku na całej szerokości, potem ich kawaleria zmiażdży naszą piechotę choćby samym pędem, nabranym podczas zjazdu. Na koniec regularne wojsko dobije resztę. O ile ktoś jeszcze zostanie. W każdym bądź razie na pewno nie będą to dowódcy - oni zawsze są w pierwszym szeregu. Uciekinierów.
Na co ci idioci liczyli? Porwali duży tłum w słusznej sprawie. Wyszkolili go i wyekwipowali - nie tylko w dobrej klasy sprzęt. Dali nam również nadzieję i wiarę w słuszność naszych czynów. Dali nam możliwość walki za nasze ideały. A teraz skazują nas na śmierć. Wiara, honor, wolność a nawet miłość nie mogą skutecznie przeciwstawiać się regularnej armii, zwłaszcza jeśli ma ona wielką przewagę. Co oni teraz myślą? Pewnie część jest równie wypchana ideałami, jak my wszyscy, a reszta chce stworzyć nowe społeczeństwo. Nie ważne jakie - ważne, żeby to właśnie oni byli na jego szczycie. A ja? Ja i tak będę walczył o wolność Solv - tu się urodziłem, mam tutaj rodzinę. Walczę o szczęście - swoje i ich. Ich wszystkich…
Idzie generał Uten… Więc to już za chwilę. Oczywiście, żeby nie było za łatwo, będziemy musieli najpierw wysłuchać przemówienia. Nie, żebym coś do niego miał - mowa jak mowa. Po prostu trudno mi będzie znieść w takiej chwili widok tego palanta z pierwszego rzędu płaczącego na zawołanie. Czy Uten jest taki głupi, że nie zdaje sobie sprawy z tego, iż koleś się podlizuje? A może mu to odpowiada?
- Żołnierze!- kamienna twarz, głęboki wdech i dalej.- Oto nadszedł dzień z dawna oczekiwany! Dzień, w którym idziemy siłą i determinacją zdobyć to, co nam się należy! Wolność! WOLNOŚĆ!- ryknął podnosząc miecz do góry.- Wolność dla na samych, naszych rodzin i dla całego Solv!
Ma rację. Lepiej zginąć wolnym, niż żyć jak pies, czujny na każde skinienie jakiegoś bubka. Tylko czemu ten debil zaczął smarkać w palce i ronić łzy? Czy generał naprawdę nie wie, że ich powodem był palec wsadzony do oka?
- To dzisiaj staniecie do boju, pełni odwagi! Macie miecze, łuki i włócznie! Ale macie również o wiele więcej. Tego nigdy wam nie odbiorą! Macie HONOR!
Tak… przynajmniej tyle… Właściwie kolejny cholerny kretyn, odgrywający wrażliwą lalę centralnie przede mną nie ma nawet tego, ale to jego problem.
- Będziecie walczyć do ostatniej kropli krwi! – Efektowna pauza, czas na zastanowienie; ja na ten przykład zastanawiałem się, czemu nie powiedział „będziemy”- Zmiażdżycie przeciwnika. Wasza stal opije się dzisiaj krwi do nieprzytomności!- Wzniósł ręce, wszyscy krzyczeli z podniecenia; gestem nakazał ciszę. - Czy wiecie o co walczycie? Powiem wam… Walczycie o własne szczęście!
Po raz kolejny zrobił przerwę. A ja po raz pierwszy w życiu zrozumiałem… Czym tak naprawdę jest szczęście? Czy jest to jakiś ideał, niemożliwy do osiągnięcia? Po cóż więc walka? Dla własnej, cholernie romantycznej satysfakcji? Bo ktoś powiedział, że tak trzeba? Gówno trzeba! Sterowali mną jak marionetką! To nie na tym polega szczęście!
Kolejna fala zrozumienia…
Ja jestem… nie… byłem szczęśliwy… Przecież mam dom, dwoje wspaniałych dzieciaków i kochającą żonę, dla której poświęciłbym siebie całego. Niewiele? Nie - to jest wszystko. To właśnie jest szczęście, które opuściłem. W imię czego? Solv? To tylko kawał ziemi - nic więcej. Jedno z małych królestw. Równie dobrze mógłbym mieszkać dwadzieścia mil na północ - ten sam język, ta sama kultura. Tylko władca inny. Całe życie spędziłem pod srebrno-czarnym godłem mojej ojczyzny… Co z tego? Gdybym teraz stał pod czarnym smokiem Svartu, albo pod drzewem Grontu… Czy coś by to zmieniło? Na pewno nie to, co jest naprawdę ważne.
Nawet nie doczekałem do końca przemówienia. Po prostu usiadłem i złapałem się za głowę. Jak mogłem być aż takim idiotą?! Poszedłem walczyć za coś, co tak naprawdę jest zupełnie bezwartościowe, a to, co jest bezcenne opuściłem…
- Wstawaj tchórzu! Czas walczyć!
Dostałem trzonkiem włóczni pod żebra, trochę mnie to otrzeźwiło. Ale walczyć nie miałem zamiaru. Chyba za bardzo zmądrzałem… Dwadzieścia stóp na lewo znajdowała się nasza kawaleria. Zawsze mieli trochę luzaków w zapasie. Poszedłem tam. Nikt, ale to nikt nie stanął na mojej drodze. Mojego spojrzenia bali się o wiele bardziej niż całej wrogiej armii. Determinacja w połączeniu z głębokim żalem daje przerażający efekt…
Od razu zmusiłem konia do galopu. Czułem euforię i… radość? Teraz już wiedziałem, czego pragnę. Odkryłem sens życia, nad którym od stuleci zastanawiali się filozofowie. Sens własnego życia… Co mogło mnie teraz zatrzymać? Jadę do domu, jadę po szczęście…




Szeregowy Vanlig osiągnął mądrość, jakiej niestety wielu nie zaznało. Mylił się jednak przynajmniej w jednej kwestii. Całkiem skutecznie mógł zatrzymać go bełt z kuszy, wypuszczony zresztą przez generała Utena. Była to w jego mniemaniu kara za dezercję. A Twoim zdaniem co los chciał w ten sposób ukarać?##edit_byinsomnis 2006-12-25 18:24:00##ed_end##

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...