Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Tkacze Cz.1

ettamon ·

Opowieść ta działa się bardzo dawno temu ,gdy magia dopiero się rodziła ,a ludzie dopiero tworzyli swe pierwsze królestwa. W tych czasach trwały też wielkie wojny pierwszych magów-Tkaczy.
Tkaczami nazwano jedenastu pierwszych czarodziei , ludzi których bóg Sekhalkat -jeden z twórców magii –wybrał na tych którzy mieli ujarzmić magię i stworzyć pierwsze zaklęcia. Każdy z tej jedenastki był mistrzem różnych dziedzin czarodziejstwa takich jak ;Przemiany ,Przywołanie czy Iluzje .Był to dar który dał ludziom możliwość równania się z innymi rasami .Każdy z czarodziei założył szkołę w różnych częściach świata ,z czego aż cztery znajdowały się na starożytnej wyspie Wanor ,trzy w ojczyźnie magii w Archipelagu Laoam ,trzy na północnym kontynęcie Ulajja i dwie na kontynęcie południowym Grighija .Tam gdzie wybudowano uczelnie powstawały ludzkie osiedla które potem stały się wielkimi mocarstwami takie jak Królestwo Wanoru ,Królestwo Mirandhiliion ,Księstwo Balletclaph ,Cesarstwo Eaoven ,Imperium Orebiańskie i wiele ,wiele innych .Rozpoczynał się złoty wiek ludzi.
Mijały lata ,setki lat ,a Tkacze nadal nie umierali. Bez wytchnienia szukali dzieci obdarzonych Sztuką by szkolić ich i rozwijać w tym najpotężniejszym z rzemiosł .I najniebezpieczniejszym. Tkacze byli z pewnością bardzo potężnymi istotami .Nie tylko z powodu swej mocy ale również ze względu na niezmierzone bogactwa którymi dysponowali i równie wielkie wpływy. Oczywistym jest że w końcu doprowadziło ich to do zepsucia .Zaczęli ze sobą walczyć...
Wojny trwały wiele lat .Setki magów ,żołnierzy ludzi ,elfów ,krasnoludów ,gnomów ,cadi-reine czyli pra-elfów i przedstawicieli barbarzyńskich ludów walczyło przeciw sobie nawzajem ,Tkacze zaś wykorzystywali ich do swych wojen .Był to czas chaosu , czas wojen i zniszczenia .W tych czasach powietrze było przesiąknięte złowrogą magią , która zatykała tchawicę i zaduszała nieodpornych, w tych oto czasach , najdzielniejszy nawet wojak uciekał w popłochu przed własnym cieniem , ożywionym w jakiś diabelny sposób , w tych czasach zwykły kamień stawał się potworem z koszmarów sennych .Były to straszne czasy dla świata który nazwany został kiedyś Lan’dt czyli Szczęśliwy.
Wojny wreszcie zakończono dzięki podpisanemu przez dwóch , jeszcze żyjących Tkaczy , paktowi o nieagresji .Byli to dwaj najpotężniejsi :Pylimyr mistrz Przywołań i Andorodah mistrz Przemian .Pokój był niestały i każdy wiedział że w końcu znów rozpocznie się wojna magiczna której świat by pewnie nie zdołał przetrwać ... i tu rozpoczyna się właściwa opowieść.
Gdzieś poza czasem i przestrzenią było Miejsce .Zamglone i tajemnicze w którym powietrze było ciężkie jak by nie składało się jedynie z gazów .Powietrze było wypełnione głosami .Jedne ciche , szepczące ,inne płaczliwe ,szlochające, wszystkie one nadawały Miejscu klimat ponurej , beznadziejności .W samym zaś centrum Miejsca , na Zamarzniętym Jeziorze stała Ona .Lodowa Wieża .Więzienie Czarodziejów .I miejsce gdzie trafiają oni po śmierci jeśli za życia byli złymi ludźmi .Tam właśnie w najwyższej celi znaleźli się Tkacze . Dziewięć wysokich postaci stało przy oknie i patrzyło na niszczejący Lan’dt .Skazano ich na oglądanie zagłady ich świata i wszystkich istot tam żyjących .Wiedzieli że to ich wina i właśnie dlatego ta kara była tak straszliwa .Ponieważ odzyskali człowieczeństwo.
-Musimy coś zrobić .Nie mogę na to patrzeć.-powiedział jeden z nich .Jego słowa były wyzbyte wszelkich emocji.
-Co? Co możemy zrobić?- zapytał drugi takim samym bezbarwnym głosem.
-Mówiłem że jest jedna...-próbował mu odpowiedzieć ,lecz przerwał mu trzeci.
-Wimmen ,to się nie uda .Nie mamy już Mocy.
-Moc Tkacza nigdy nie ginie , nawet jeżeli Tkacz umrze ,dobrze o tym wiesz Riall .-powiedział człowiek nazwany Wimmenem.
-O czym mówicie?- zapytała jedyna kobieta z całej grupy.
-Klarr ,Wimmen uważa że można by przyzwać kogoś ze świata żywych i prosić go aby zbił Pylimyra i Andorodaha .Niedorzeczność.-odparł Riall.
-Do tego potrzebna jest Moc-wtrącił jakiś mężczyzna.
-Której już nie posiadamy i koło się zamyka-dodał Riall.
-Mówię ci ,uda się ,tylko musimy odpocząć i medytować.- rzekł Wimmen. Jego głos zaczął się zmieniać.
-Jak długo? Chyba całą wieczność.-powiedział Riall też jakby nieco żywiej.
-Nie.-powiedziała Klarr.
-Co? -zapytał Riall.
-Chce powiedzieć że wystarczy kilka godzin ,tylko musimy być bardzo blisko siebie i myśleć o jednym.
Riall spojrzał na nią z niedowierzaniem ,ona jednak podeszła do niego i wzięła go za rękę .Tak samo zrobiła reszta .
-Kogo przyzywamy.-spytała Klarr.
-Najlepiej kogoś z bezpośredniego otoczenia tych dwóch .Hymm...może Bilsraep.- zaproponował Wimmen.
-Nie .Kocha Pylimyra jak ojca ,na pewno go nie zdradzi .
-Może Ellamoa .Była moją doradczynią , powinna mnie posłuchać .-powiedział Riall.
-Nie jest za daleko od Andorodaha.
-Wiem-Wimmen klasnął w dłonie -Qwereti.
-On? Przecież to kompletny idiota.
-Właśnie .Łatwo da się przekonać .Do tego jest bardzo blisko Andorodaha .Będzie miał dużo okazji.-głos Wimmena stawał się coraz żywszy.
-Zaczynajmy.
Stanęli koło siebie i zaczęli nucić jakąś pieśń .Z początku cicho ,stopniowo jednak coraz głośniej .W końcu w całej Wieży słychać było piękną dajacą nadzieje pieśń.
Qwereti obudził się gwałtownie i usiadł na łóżku .Poczuł się dziwnie.Po chwili znów zasnął tym razem jednak śniła mu się grupa magów tańczących i śpiewających jakąś
pieśń w pewnym mrocznym miejscu .Qweretiemu się to nie podobało.
Gdy się obudził poczuł że coś ciągnie go we wszystkie strony .Spojrzał na swoją rękę i zobaczył że jest dziwnie rozmazana .Krzyknął i zniknął.
-Jest! Widać go! -krzyknął Riall .Jego głos był już normalny.
-Nareszcie! -odetchnął z ulgą Wimmen.
Ich oczom ukazał się wysoki chudy mężczyzna ,z długimi jasnymi włosami i krótką kozią bródką .Miał na sobie długą szatę czarodzieja i skórzane buty .Wszystko było doskonałej jakości.
-Eee...Co jest? -zapytał Qwereti gdyż nic mądrzejszego nie przyszło mu do głowy.
-Witaj Qwereti ,pewnie zastanawiasz się czemu cię przyzwaliśmy.-rzekł Wimmen.
-Eee...zastanawiam się?
-No tak ,więc widzisz ja jestem Wimmen i...-zaczął Wimmen lecz Qwereti mu przerwał:
-Wimmen ?Przecież on nie żyje.
-No tak ,ale widzisz..
I Wimmen z pomocą swoich towarzyszy zdołał opowiedzieć jak wygląda sprawa .Gdy skończył spojrzał na Qweretiego i spytał:
-Zgadzasz się?
-Dlaczego ja?! -krzyknął Qwereti.
-Zgadzasz się? -spytał ,tym razem bardziej dobitnie.
-Nie chce nikogo zabijać!
-Zgadzasz się??
-Boję się .On mnie zmasakruję.
-ZGADZASZ SIĘ??? -prawię krzyczał Wimmen.
-Tak
Qwereti nie miał pojęcia czemu to powiedział. Coś sprawiło że strach ustąpił, dając miejsce czemuś... innemu. To było bardzo dziwne uczucie, które natarczywie dawało mu do zrozumienia że musi się zgodzić.
Kilka minut później, „martwi” magowie wręczali mu do rąk jego broń: sztylet o karmazynowym ostrzu.
-Eee, mogę was spytać o pewną rzecz? -odezwał się niespodziewanie Qereti.
Wimmen skinął głową.
-No więc czemu wy to właściwie robicie, to znaczy czemu chcecie ich zabić?
Magowie jakby posmutnieli.
-Czujemy się... winni. Chcemy odkupić swoje winy.
-Zabijając...?
-Tylko tyle mogliśmy zrobić; dać ci te broń, która zabiję Tkacza.-odpowiedziała Klarr.
-Czekaj, czekaj! Czy wy uważacie że zamordowanie jakiegokolwiek człowieka jest moralnie właściwe?- zdziwił się Qereti. Sam nie wiedział skąd u niego taka mądrość.
-To nie tak...
-Więc jak?
-To jedyny sposób byśmy... byście wy...-Wimmen jąkał się.
-Co „byśmy”. Powiedziałeś byśmy.-zapytał Qwereti.
-Nieważne! Idź już- krzyknął zdenerwowany Riall.
-A mogę zadać jeszcze jedno pytanie?
Riall skrzywił się ale pokiwał głową.
-W jaki sposób ze mną rozmawiacie jeśli jesteście martwi?
-Odkryliśmy coś. Kiedy indziej ci o tym powiemy.-powiedział szybko Wimmen po czym dodał jakby chciał zmienić temat-Już cię odsyłamy.
Qwereti nic nie powiedział, choć miał jeszcze wiele pytań.

C.D.N.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...