Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

To live is to die

dacepowolny ·

Pchnięte nadmierną siłą drzwi tawerny z hukiem trzasnęły o ścianę i rozpadły się na kawałki.
- Znowu to samo, nigdy się już nie nauczę – pomyślał za smutkiem wychodzący w mrok ulicy potężny tauren*. Przystanął na chwilę obserwując jak pachołek natychmiast sprząta połamane deski i biegiem, z pobliskiego magazynu taszczy kolejną parę, potrzebnych będzie jeszcze kilka zmian tego wieczora. Cały zabieg młody, przygarbiony w pełnym szacunku skłonie, ork przeprowadzał nie patrząc w oczy obserwującego go wojownika. Nie kontrolujący swej siły olbrzym mógł niechcący wyrządzić młodemu, zielonoskóremu krzywdę, a co gorsza jeśli jest pijany to z byle powodu mógłby się rozjuszyć.
Tauren westchnął głęboko zamyślony. Zwinne ruchy pachołka przypomniały mu lata młodości i wspólne dorastanie z bratem krwi Szponem – orkiem, który wyrósł na morderczo sprawnego rouge**. Ten młodzian też mógłby rozwinąć swoje talenty, opanowując śmiertelną sztukę zabijania, ale najprawdopodobniej skończy jako opasły barman.
- Co to za czasy? – zapytał siebie w duchu.
Wojna już nie interesowała Hordę jak kiedyś. Ten świat się zmienił, poszedł naprzód. Teraz od smaku krwi, gojenia ran i liczenia zmiecionych z powierzchni ziemi alianckich wiosek, ważniejsze były pękata sakiewka, strojenie się w nasycony najdroższymi urokami rynsztunek, kolekcjonowanie pokazowej broni i oszczędne jej używanie, aby nie traciła na wartości. Wielu poświęcało na tę pogoń za modą i złotem większą część swego życia, nie wykorzystując potencjału Hordy i zapominając o korzeniach.
Rozmyślania przerwał, kiedy zza rogatki wyskoczył nagle rozmazany kształt. Pędzący wóz niemal stratował wielkoluda zajeżdżając pod tawernę. Mimo sędziwego wieku tauren odskoczył zręcznie, nie okazując zaskoczenia i w pełni ignorując dostawców świeżego mięsa wznoszących błagalny lament o wybaczenie. Jego wzrok przykuły poćwiartowane ciała elfów i ludzi na wozie – gnomy i krasnoludy dostarczane były, jeśli to możliwe w jednym kawałku – stanowiły przysmak z marynaty. Ale tank*** nie miał apetytu, znowu wróciły do niego wspomnienia.
Ileż to wozów można było zapełnić truchłem alianckim, które sprawił przez całe swoje życie wraz ze Szponem oraz Obouldem, Xathrinem i Zorgiem, a w późniejszych latach Keregrinem, Ciapkiem i wielu innymi. Zabijali dla chwały i w imię Hordy, pożerali tylko tyle aby się wzmocnić, a zrobienie z honorowego mordu na aliantach przemysłu żywieniowego uważali za upadek Hordy - jeśli nie potrafisz sam zabić i oprawić zdobyczy, to zginiesz śmiercią głodową lub z ręki odkarmionego wroga. Podawanie gotowego mięsa prowadzi do zdegenerowania populacji i osłabienia wartości bojowej orków, trolli, nieumarłych i taurenów.
Siwiejące warkocze zakołysały się rytmicznie, kiedy olbrzym potrząsnął rogatym łbem.
- Czas zmienia wszystko, nie da się temu zapobiec, a ja duszę się w takim świecie. Muszę odetchnąć świeżym powietrzem - postanowił i wykonał nieznaczny ruch dłonią. Przywołany gigantyczny bojowy kodo****, z miłym dla ucha zgrzytem, pokrytych runicznym pismem, obsydianowych płyt przysunął się do pana. Pokryci bliznami, zmęczeni weterani spojrzeli sobie w oczy.
- Już czas na ostatnią przejażdżkę – rozumieli się bez zbędnych słów czy gestów. Ruchliwe o każdej porze ulice stolicy kraju orków nie zaszczyciły majestatycznie przemieszczającego się ku bramie wojownika najmniejszą uwagą czy spojrzeniem. Każdy spieszył się i miał swoje sprawy.
Tą przed karczmą ponownie wypełnił gwar biesiadników, lecz tym razem drzwi otwarte zostały bezszelestnie przez iluzoryczną postać. Gdyby nie fetor rozkładu, mało kto byłby w stanie dostrzec nieumarłego. Rouge wciągnął głęboko powietrze węsząc. Zirytowany, objawił swą odrażającą cielesność zabójcy. Miał ochotę na rozrywkę, ale obiektu jego kolejnego dowcipu nie było, ani w zasięgu wzroku, ani węchu. Delikatnie pogłaskał świecące w mroku sztylety.
- Chybaa komuś zaraz coosik poderżnę z nuudów – mruknął przeciągając sylaby.
W świetle rzucanym przez otwarte drzwi pojawiła się kolejna sylwetka. Filigranowe kształty obleczone w długą szatę mylnie mogły nasuwać na myśl kruchą istotę. Dopiero z bliska specyficzny słodkawy odór oraz szkarłatna aura otaczająca wysuszony, demoniczny szkielet pozwalały poznać shadow priesta*****. Każdy, kto odpowiednio wcześnie tego nie rozpoznał, narażał się na kłopoty.
- I co? Jest? – szept podobny do wiatru szeleszczącego w suchych liściach wydobył się z jego czaszki.
- No nie ma dziadka tu nigdzie – odparł niewyraźnie rouge, dłubiąc między samotnymi trzonowcami – Cholery, dostawę w między czasie mieć musieli, bo tylko mięchem tu teraz czuć i to nie tym kudłatym w blachach.
- Damn it! Znowu może coś głupiego zrobić – obawa u priesta była wyraźna – Widziałeś, że nie pił, a to do niego nie podobne i źle wróży.
- Jak odjechał na Milusiu, to możemy tylko czekać, bo go nie dogonimy, ale łeb ma twardy i nic mu nie będzie. Wracajmy na te nudne zebranie rady. Nadal mamy quorum i czas najwyższy przycisnąć pozostałych mistrzów klasowych. Dziadek i tak popiera nasze reformy.

Stojący na szczycie samotnej góry tauren, spoglądał na oświetloną jasnymi gwiazdami równinę. Uwielbiał samotnie podróżować nocą i chętnie stawiał czoło każdej przygodzie z tego wynikającej. Tym razem nic się nie wydarzyło, ale zadowolenie z kontaktu z przyrodą i bezkresu wolnej przestrzeni wystarczyły, aby poprawić mu humor. Nawet do tego stopnia, że przez całą drogę podśpiewywał głębokim basem żołnierską piosenkę, nauczoną podczas szkolenia dla tanków, a przeznaczoną do motywowania przypadkowych uczestników wypraw do podziemi, o wymownym refrenie „I stand alone, inside”.
Ale teraz spoważniał. To magiczne miejsce i wspaniały widok sprawiły, że jego myśli ponownie wróciły do tego co postanowił zrobić. Odczuwany zew natury nie pozostawiał wątpliwości. Czas przyjąć to co niesie przyszłość. Długo się przed tym bronił, ale było to nieuchronne. Nie mógł oszukiwać się dłużej, a co ważniejsze nie mógł dłużej oszukiwać innych. Jego siła i żywotność zanikały w zastraszającym tempie. Entuzjazm do walki wygasał niczym żar ogniska palonego w deszczowy wieczór, a on nie umiał już go podsycić. Nie będzie dla gildii ciężarem, ustąpi miejsca młodszym, oni zrozumieją. Esencję życia, która powołała go na ten świat musi zwrócić naturze. Usiadł na krawędzi skały i rozpoczął ostateczną dla jego egzystencji medytację.

Epilog.

W odległym miejscu stado kruków zerwało się z wrzaskiem. Ziemia, z której wygrzebywały smakowite dżdżownice i inne robaki, poruszyła się. Fioletowy dym zaczął wydobywać się na powierzchnię okrywając wyłaniającą się wraz z nim kreaturę. Przewodnik stada, zmuszony zagrożeniem do potwierdzenia swojej pozycji, zawrócił i zaatakował. Szkieletowa ręka potwora pokryta brązową, odpadającą skórą rozjarzyła się, a kruka otoczyła chmura cienia uśmiercając ptaka natychmiast.
Przyglądający się tej scenie dwaj nieumarli, zarechotali zadowoleni podziwiając poczynania ich świeżo powstałego brata. Rechot ten przeszedł jednak w stłumiony bulgot, kiedy ujrzeli, że forsaken****** ma puste oczodoły i mocno zniekształcona łysą czaszkę. Posiadacze płomiennych oczu wiedzieli, iż oznacza to mutanta, który pożyje krótko, ale odwzajemniając się za własne cierpienie okrutnie każdemu kto stanie na jego drodze. Cofnęli się, unikając niebezpiecznego kontaktu z przybyłym.
Bezimienny akolita chłonął przez chwilę otoczenie, odkrywając swoją jaźń oraz kolejne talenty i zmysły. Pierwotny instynkt jednoznacznie ukształtował jego pragnienia i już wiedział po co powstał. Jedyną wątpliwość w jego umyśle obudziła dziwna myśl, coś nieuchwytnego, dręczącego, wydającego się być tuż pod skórą ale nadal nieokreślonego, coś obcego i nie pasującego do jego zdeterminowanego światopoglądu. Po kolejnych minutach przekształciła się ona w konkretne słowo, a potem pytanie, które wykrzyczał:
- Kto to jest MILUŚ ?!!



* tauren – pokryta sierścią istota przypominająca anatomią Minotaura, rogaty i muskularny humanoid
** rouge – łotrzyk, skrytobójca i złodziej, śmiertelnie niebezpieczny w walce wręcz
*** tank – defensywny wojownik, bardzo żywotny, walczący w pierwszej linii, ale również odpowiedzialny za bezpieczeństwo grupy
**** kodo – agresywny olbrzymi jaszczur, używany przez taurenów jako wierzchowiec
***** shadow priest – akolita, mistrz demonicznej sztuki uśmiercania żywych istot czarną magią, niezwykle trudny do pokonania wróg
****** forsaken – opuszczony, zapomniany, w świecie Warcraft nieumarły

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...