Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

To wydarzyło sie naprawde

kris ·

Pewnego pięknego dnia, w czasach gdy jeszcze krajem Celtów władał sprawiedliwy i dzielny król Artur, a najpotężniejszym z magów był Merlin, ja, skromny wieśniak otrzymałem od gońca wezwanie na dwór królewski.

Z początku wielce się wystraszyłem, gdyż byłem jednym z setek, a nawet tysięcy niczym nie wyróżniających się, ubogich ziemian. Nie wiedziałem, czemu króla zainteresowała moja osoba. Jednak potem opanowałem się, gdyż uzmysłowiłem sobie, że król Artur jest władcą prawym i mężnym, a bać się go powinni tylko wrogowie jego majestatu. Gdy tak rozmyślałem, miejsce bojaźni zastąpiła radość i duma z tak wielkiego wyróżnienia.
W dniu wizyty byłem odziany w swoje najpiękniejsze szaty. Wsiadłem na pożyczonego wielkiego i dostojnego ogiera, gdyż uznałem, że na wizytę u samego władcy nie należy iść piechotą. Tak wystrojony, w pięknym siodle, na ogromnym koniu, z głową pełną pytań dojechałem do zwodzonego mostu nad fosą otaczającą zamek Camelot. Zatrzymało mnie tam dwóch strażników w pięknych zbrojach, z królewskimi herbami na tarczach.

- A ty czego tu szukasz?! - zapytał jeden z nich głosem pełnym nieukrywanej wrogości.

- Niedawno do mego domu przyjechał królewski goniec i wręczył mi to. - odparłem pokazując mu wezwanie na zamek.

- Zaczekaj tu - rzekł i odszedł w obręb murów.

Zostałem na moście praktycznie sam pilnowany przez barczystego strażnika z groźnie wyglądającym mieczem u pasa. Nie czekałem długo, gdy wrócił strażnik, z którym poprzednio rozmawiałem i rzekł:

- Możesz wejść. Król już na Ciebie czeka.

Zaskoczony tym miłym, by nie rzec, przyjacielskim tonem i niecodziennymi słowami wjechałem do zamku pełen obaw, czy aby ktoś nie stroi sobie ze mnie żartów. Gdy jechałem przez zamek w kierunku czegoś co przypominało postój dla koni, większość ludzi, których mijałem mierzyło mnie badawczym wzrokiem.

- Gdzie mogę znaleźć króla? - zapytałem mężczyznę, który wyglądał jakby był tu kimś naprawdę ważnym.

- A więc to ty jesteś tym nowym. Król już Cię oczekuje w tamtym budynku - odparł.

Drzwi, za którymi czekał na mnie król, były potężne, na wysokości około sześciu i pół łokcia, z misternymi rzeźbieniami i mosiężnymi klamkami. Przed nimi po obu stronach stał strażnik z lancą, którą w razie potrzeby miał zagrodzić wejście, jednak tym razem nie poruszyli się, więc uchyliłem drzwi i wszedłem do środka budynku.

Sala, w jakiej się znalazłem przerażała swoją wielkością. Pomieszczenie miało około 25 łokci wysokości, a jego drugiego końca nie mogłem dojrzeć, możliwe, że to przez ten półmrok, jaki mimo słonecznego dnia tam panował. Atmosfera, jaką było czuć w powietrzu nie napawała mnie optymizmem. W tej ciemności niewiele widziałem, więc szedłem przed siebie po bordowym dywanie, znajdującym się pod moimi stopami. Co jakiś czas po obu stronach dostrzegałem kolumny podtrzymujące sklepienie. Były one okrągłe, i to niestety jedyne, co wtedy mogłem dostrzec. Nie widziałem, czy pokryte były malowidłami, czy może jednej barwy.

Po chwili, która wtedy wydawała mi się znacznie dłuższa niż była w rzeczywistości, wyrósł przede mną solidny drewniany tron, na którym siedział król Artur, a po jego prawicy, na znacznie mniejszym krześle, spoczywał starzec z długą siwą brodą i bardzo tajemniczym, spiczastym kapeluszem na głowie. W chwili, gdy zobaczyłem króla, padłem na kolana i czekałem, aż on albo jego sędziwy towarzysz odezwą się pierwsi. Nie czekałem długo gdy król przemówił:

- Witam Cię, Gilbercie z Cannock. Powstań i wysłuchaj, co mam Ci do powiedzenia...

- Ależ królu ja nie nazywam się Gilbert i nie pochodzę z Cannock. - odparłem wielce zaskoczony.

- Naprawdę? Yyyy... To niedobrze. Pomyliliśmy Cię z kimś. W takim razie będziesz musiał zapomnieć o tym, co cię tu spotkało i wrócić tam, skąd przybyłeś. Bóg z Tobą.

Tak też zrobiłem, i już nigdy się nie dowiedziałem, kim był Gilbert z Cannock i czemu wzywał go król. Nie dowiedziałem się także kim był sędziwy starzec spoczywający po prawicy króla, ani tego dlaczego miesiąc po odwiedzinach w zamku pod drzwiami swego domu znalazłem sakiewkę pełną złota.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...