Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Trzeba było wrócić na obiad...

dragonite ·

Persival Teex siedział w fotelu wpatrując się w jęzory ognia buszujące w kominku. W domu panowała grobowa cisza. Zegar zaczął wybijać trzecią. Równo z ostatnim uderzeniem zadzwonił telefon.
- Szefie, towar załatwiony. Jutro przewiozą go przez granicę.
- Co z zapłatą?
- Kasę dał od ręki i to nawet w gotówce.
- Seler, ty mało inteligentna formo życia, czy ja się pytam o pieniądze?
- Oj sorka szef. Trochę marudził, ale jak mu Telesfor pomachał tym nowym gnatem od Ruskich przed nosem to w pokłonach poprosił żeby odebrać jutro, bo dziś idzie z dzieciakiem do ZOO. Tylko nie wiem czy się zgadzać, czy niech frajer płaci teraz?
- Seler raz okaż się trochę kulturalny i daj panu dzisiaj spokój.
- No wiem szefie. A jak wkręca?
- Wątpię żeby Wilson oszukiwał. Odwiedźcie go jutro rano i wracajcie, bo szykuje się robótka na dużą skalę. A propos to zapisałem cię na lekcje poprawnego zachowania dla „rozbrykanych” gentlemanów.
- Eeee… Szef sobie jaja robi, co nie?
- Niestety nie posiadam takiej umiejętności. Uwierz mi, to ci wyjdzie na dobre. Miły z ciebie chłopak, ale naprawdę nie można się z tobą pokazać w towarzystwie. To do widzenia Seler.
- Ta nara – w głosie zawsze dziarskiego Selera można było wyczuć nie nutkę, ale całą gamę rozczarowania.
Teex odłożył słuchawkę i rozsiadł się z biurkiem.
-On się nigdy nie nauczy – westchnął lekko poirytowany Persival.
– A ty się nauczysz?
Zza zasłony wynurzyła się zakapturzona postać. Zrobiła dwa kroki i stanęła przed biurkiem biznesmena.
– Ooo… Sam przeor Avergrow przyszedł mnie odwiedzić. Ale co się stało? Stęskniłeś się za mną?
- Rodzice powinni ci dać Ironia na drugie. Ale dosyć żartów. Jestem tu z polecenia Rady.
Kiedy gość wspomniał o szanownym zgromadzeniu, z twarzy Teexa znikło wcześniejsze zaciekawienie, pojawił się na niej grymas jak u znudzonego przydługimi reklamami telewidza. Stwierdził, że wymogi Rady może spokojnie zlekceważyć.
- Dziadkowie znowu są oburzeni? Co tym razem? Czyżbym znowu któregoś z nich śmiertelnie uraził?
Drwiący ton wypowiedzi, wyprowadził z równowagi Avergrowa. Zdjął z głowy kaptur ukazując wychudłą, czerwona twarz z pulsującymi skrońmi po bokach głowy.
- Lester do cholery! – Przeor uderzył żylastą pięścią w mahoniowe biurko. - Posłuchaj nadęty zarozumialcze! Handlowanie odpustami jest niemoralne! Dopóki robiłeś to po cichu mogliśmy przymknąć na to oko, przez pamięć o twych dawnych zasługach, ale zwiadowcy donoszą, że sprzedajesz wymazywacze win nawet poza kontynentem!
- Tyle krzyku o paru ułaskawionych mafiosów. Oni też chcą mieć spokój po śmierci.
- Zbiry nie zasługują na nagrodę dla pobożnych. A ci potomkowie czarnoksiężników? Jak na razie znają tylko strzępy dawnej wiedzy. Co się stanie, kiedy odzyskają dawną potęgę?!
- Przestań być taki sztywny. Masz pralinkę, Annie zawsze jest wesoło po czekoladzie.
- Przestań się wydurniać! Przystopuj z handlem, bo skończę z ratowaniem twojego tyłka i uwierz mi, marnie skończysz.
- Dobra, dobra panie babo jago obiecuję, już zawsze będę mył zęby po kolacji.
- Jak chcesz, przeklnij siebie i następne pokolenia Łaskawy Handlarzu! Mnie to nic nie obchodzi.
Avergrow wyskoczył bezszelestnie przez okno w ciemną noc. Teex wstał z fotela i rozłożył się na welurowym szezlongu. Chociaż udawał przed przyjacielem, że ma gdzieś Radę, tak naprawdę perspektywa pokutowania w otchłani przyprawiała go o dreszcze. Z drugiej strony interes tak dobrze się rozwijał, że szkoda mu było wszystko niszczyć.- To niemoralne! Też sobie wymyślili. Trzeba będzie pozmieniać trochę plany poza oczami tych wścibskich zwiadowców. I jeszcze ci pożal się Boże czarodzieje! A Selera znowu nie ma jak jest potrzebny!- Zamyślony Handlarz wyszedł z gabinetu, zatrzasnął za sobą drzwi i poszedł do sypialni. Nawet, jeśli będzie przeklęty to przynajmniej się wyśpi…

***

Decyzja Persivala o zakończeniu szemranych interesów ucieszyła zarówno Annę jak i Selera. Od tej pory rodzeństwo spędzało ze sobą więcej czasu, a rasowy oprych nieoczekiwanie odkrył w sobie zamiłowanie do sztuki. Dzień za dniem przemijał im dość spokojnie, zwykle na rozmowie, albo wspólnych wyjściach.
Jednak Handlarz wcale nie spał. Utrzymując, że zastosował się do wymagań Rady skończył z handlem. Jednocześnie stworzył sobie małą siatkę wywiadowczą, dzięki której na bieżąco śledził sytuację w znajomych kręgach, szczególnie wśród Stowarzyszenia Potomków Czarnoksiężników. Z początku miał ich za nieszkodliwych badaczy własnych korzeni. Wiedział, że dysponują pewną wiedzą, przecież to od nich dostawał odpusty, ale po wizycie Avergrowa, uświadomił sobie, ile złego mogą zrobić, jeśli odzyskają dawne umiejętności. Codziennie wyczekiwał nowych informacji, a każdy kolejny dzień przynosił coraz bardziej niepokojące wiadomości. Coraz częściej dowiadywał się o dziwnych wypadkach, bezprzyczynowych wybuchach, samozapłonach. Domyślał się, że magowie eksperymentują z nowo zdobytą wiedzą, zapewne nie w celu zgłębiania swojej historii.
Z każdym dniem w jego głowie mnożyły się pytania, na które nie znał odpowiedzi. W końcu przełamał niechęć i pewnego deszczowego wieczoru postanowił złożyć wizytę przeorowi i całej kompanii, jak nazywał Radę. Klasztor znajdował się niedaleko za miastem. Kiedy Teex przybył na miejsce jego oczom ukazał się znajomy, porośnięty bluszczem, szary, ceglany budynek, który od świata odgradzał gruby mur z wielką mosiężną bramą. Persival wysiadł z samochodu i zaczął zastanawiać się jak wejść do środka, kiedy nagle brama otworzyła się, a za nią stał nikt inny jak sam Avergrow.
- Czekaliśmy na ciebie. – Powiedział i ruchem dłoni przywołał do siebie osłupiałego Teexa, który dopiero w świetle błyskawicy dostrzegł poparzoną i pokaleczoną twarz przyjaciela. Nagle stwierdził, że powitalny dowcip wymyślony w drodze jest mało zabawny. Wszedł za bramę i dał się prowadzić przeorowi. Wędrówka ciemnymi, wilgotnymi korytarzami zdawała się ciągnąć w nieskończoność tym bardziej, że szli w kompletnym milczeniu. Persival niecierpliwił się coraz bardziej, ale nie zadawał pytań, był pewny, iż za chwilę dowie się wszystkiego, czego chciał, a nawet więcej.
Długa, pokrętna droga, którą prowadził Teexa Avergrow miała koniec w kamiennej sali, dwa piętra pod ziemią. Kiedy Persival wszedł do środka poczuł na sobie pogardliwy wzrok części zgromadzonych. W normalnej sytuacji uraczyłby ich zjadliwym komentarzem, czuł jednak, że byłoby to głęboko niestosowne w tym momencie. Zasiadł, więc tylko w wyznaczonym miejscu i czekał na rozwój wypadków. Po chwili oczekiwania, na środku Sali pojawił się najwyższy przełożony Eghenborow. Powitał wszystkich, poczym oznajmił:
- zapewne dla żadnego z gości nie jest tajemnicą cel naszego spotkania. Jak już na pewno wiecie czarnoksiężnicy postanowili odzyskać dawną władzę i sprawnie do tego dążą.- Eghenborow przerwał czekając na ewentualne pytania. Wśród zgromadzonych panowała jednak cisza. Wszyscy wpatrywali się w przełożonego w skupieni analizując jego słowa – Od dawna podejrzewałem, że ci ludzie mogą być niebezpieczni, chociaż początki ich działalności wcale na to nie wskazywały. Targany niepokojem zleciłem bratu Avergrowowi wyruszyć w podróż i zdobyć jak najwięcej informacji o działalności Stowarzyszenia. To, czego dowiedziałem się od niego po powrocie przerosło moje największe oczekiwania. – Ostatnie słowa zakonnika uczyniły atmosferę jaszcze bardziej nerwową niż dotychczas. - Otóż czarnoksiężnicy postanowili wyjść z ukrycia by za pomocą swych zdolności objąć panowanie na Ziemi. – Z różnych zakątków sali dochodziły go ironiczne westchnienia. Przełożony ciągnął dalej – Tak, mnie też wydawało się to śmieszne, do czasu aż nasz brat zwiadowca powiedział mi, co magowie zdołali odnaleźć. Kilka dni temu w ich ręce dostała się Czarna Księga Rassath Atharium, którą ich przodkowie otrzymali w prezencie z piekielnych czeluści. Dzięki niej między obiema stronami panuje nieustanna łączność. – Wzmianka o piekle u większości słuchaczy wywołała przerażenie, nikt jednak nie dawał go po sobie poznać. - Czarnoksiężnicy zdając sobie sprawę z tego, że są za słabi na jakiekolwiek podboje zawarli z piekielnym układ. Za pomocą Księgi sprowadzą piekło na Ziemię, skąd przeklęte hordy bez problemu zaatakują tereny niebiańskie i dołączą je do swoich posiadłości. W zamian za to magowie odzyskają od zmarłych przodków dawną wiedzę i dostaną Ziemię w dzierżawę. – Na usianej zmarszczkami twarzy starca widać było strapienie, zamilkł na chwilę po czym zasiadł na stojącym obok fotelu, z którego wcześniej nie skorzystał. Przez chwilę zbierał myśli, w końcu rzekł – Nie mamy armii, która stawiłaby czoło tej piekielnej, ale czekanie z założonymi rękoma na nic się nie zda. Jedyne, co możemy zrobić to nie dopuścić do otwarcia bram czeluści i unieszkodliwić czarnoksiężników póki jeszcze są słabi. Nie będzie to proste. Brat Avergrow, który przeniknął w ich szeregi, pomimo ogromnej ostrożności został zdemaskowany i ledwo uszedł z życiem. – Wszystkie głowy zwróciły się w stronę zwiadowcy kłaniając się w geście uznania. - Myślę, że od tej pory będą jeszcze bardziej czujni…
- Więc co mamy robić? – Przerwał mu jeden z odważniejszych zebranych.
- Wy nic. Razem z moim starym znajomym opracowałem już plan działania. Tyle mogę wam powiedzieć. – Nagle zakonnik spojrzał na zegarek – No tak. Późno już. Dziękuję wszystkim za uwagę, możecie udać się na spoczynek. Braci Avergrowa, Joyxa i Maxwella oraz Handlarza Lestera proszę o pozostanie w Sali.
Jak zawsze zdyscyplinowani, zakonnicy bez szemrania wstawali z miejsc i wychodzili jeden za drugim. Każdy, kto przechodził koło Persivala słał mu nienawistne spojrzenia. Teexa nawet to cieszyło. Dobrze wiedział, o co im chodzi. Byli wściekli. Drugi raz przełożony wybrał balansującego na granicy Handlarza, a nie oddanych braci…

***

Za poleceniem Eghenborowa udali się do gabinetu na piętrze. Wewnątrz czekał już na nich ów „stary znajomy” przełożonego. Mężczyzna miał około 30 lat i przenikliwe szare oczy. Widać było, że jest rzadkim gościem w salonie fryzjerskim. Poczekał aż przybyli usadowią się w fotelach i nie tracąc czasu na grzeczności przedstawił im plan działania. Kiedy skończył, Teex był pod wrażeniem. W ustach znajomego wszystko było niesamowicie łatwe. Spojrzał na pozostałych słuchaczy. Żadna twarz nie zdradzała jakichkolwiek emocji. Wysłuchał, więc uważnie końcowych instrukcji – Choćby nie wiem co się działo, zachowajcie zimną krew. Najważniejsze to trzeźwo myśleć. Wystarczy trochę szczęścia i wszystko się uda. – Mężczyzna zarzucił na siebie długi płaszcz i otworzył drzwi. Wszyscy czekali aż je zamknie, kiedy nagle odwrócił się, jakby czegoś zapomniał – aha, jestem Highzerick, Hektor Highzerick. – Przedstawił się i wyszedł.
- Łzawe pożegnanie, co? – Persival już tak długo siedział bez słowa, że nie mógł się powstrzymać. Towarzysze jednak wcale nie zwrócili na niego uwagi. Rozeszli się w ciszy jak zawsze.

***

Ostatniego dnia sierpnia, w gorące popołudnie, pięciu mężczyzn siedziało w altance klasztornego ogrodu jeszcze raz analizując szczegół po szczególe cały plan.
– Zapomniałbym – Żachnął się Hektor i wyjął z kieszeni małe drewniane pudełko – dostałem je wczoraj od przełożonego – powiedział i z zadowoleniem wyjął z pudełeczka pięć błyszczących naboi. – Woda święcona i krwawnik. Wystarczy jeden. – Dodał i dał każdemu srebrną kulę. Z wierzy klasztornej doszło ich bicie dzwonów wzywających braci na modlitwę.
– Spotykamy się za pół godziny pod bramą – Powiedział Avergrow odchodząc razem z Joyxem i Maxwellem. Trzydzieści minut później trzej bracia zakonni spotkali się z przyjaciółmi już przed wejściem do klasztoru. Połączona drużyna wsiadła do samochodu ruszając na spotkanie z przeznaczeniem.

***

Celem ich podróży był mały zamek za lasem. Kiedy dotarli na miejsce zabytek okazał się być kompletną ruiną, choć tu i ówdzie przeświecał jeszcze jego urok z dawnych lat. Tuż przed wejściem stali dwaj strażnicy. Hektor podszedł tam zamieniając kilka słów z jednym z nich, podczas gdy drugi zniknął gdzieś w głębi zamku by za chwilę powrócić w towarzystwie starszego wysokiego mężczyzny w długiej szacie.
- Witaj synu, cieszę się, że jednak zmieniłeś zdanie. – Przywitał Highzericka staruszek.
- Po prostu doszedłem do wniosku, że masz rację, ale nie mówmy już o mojej głupocie. Są ze mną przyjaciele. Podróżowaliśmy dość długo, nie wypada żeby czekali na zewnątrz…
Ojciec zrobił skrzywioną minę.
- Wiesz, jaki jest mój stosunek do obcych. Zwłaszcza dzisiaj. Ufasz im?
- Bardziej niż sobie samemu. – Zapewnił Hektor.
- W takim razie zapraszam panów do środka. Znajcie gościnę Fideliusa Highzericka.
Na twarz staruszka wstąpił wesoły uśmiech. Sprężystym krokiem ruszył ku wejściu polecając gościom by szli za nim. Maszerując starymi korytarzami doszli do wewnętrznego dziedzińca, od którego uchodziło dziesiątki różnych wyjść. Na samym środku stało około pięćdziesięciu rzeźbionych krzeseł w dziesięciu rzędach, niektóre były już zajęte.
– Macie panowie szczęście, kilku moich przyjaciół nie mogło się dziś pojawić, więc możecie zająć ich miejsca. – Oznajmił łaskawie Fidelius wskazując krzesła w drugim rzędzie i odszedł. Mężczyźni zasiedli posłusznie w wyznaczonym miejscu i odczekali kilka minut, aż Highzerick zniknie za ścianą, by móc spokojnie się rozejrzeć. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Siedzieli tuż za przywódcami Stowarzyszenia. Na stojącym po boku postumencie leżała stara zniszczona księga a naprzeciwko niej, w drugim rogu dziedzińca zostawiono wielką pustą przestrzeń. Między nimi stał kamienny stół. Wkrótce wszystkie miejsca zostały zajęte. Gospodarz domu powrócił do swoich gości. Rozmowy natychmiast ucichły, ten, kto oczekiwał długich przemów przeliczył się.
– Nie mam zamiaru was zanudzać. – Rozpoczął Highzerick – dziś nadszedł dzień, w którym ziścimy wreszcie nasze marzenia. – Gromkie brawa odbiły się echem od starych murów – Czekaliśmy setki lat, nie przedłużajmy, więc już tej chwili. Synu – zwrócił się do Hektora – podejdź tu i pomóż ojcu. - Hektor zbliżył się i stanął przy nim oczekując na rozkazy. Fidelius odwrócił się od zgromadzonych i podszedł do postumentu. Donośnym głosem zaczął czytać zaklęcia w niezrozumiałym języku. Można by pomyśleć, że wręcz syczał. W pustym rogu dziedzińca zaczęła się otwierać jakaś czarna, parująca otchłań. Zgromadzeni czekali nieruchomo w napięciu z niepokojem wpatrując się w wielki, ciemny lej. Kiedy otwór się ustabilizował mag nagle przerwał.
– Hektorze, prosiłbym cię, żebyś narysował wokół postumentu pentagram, kiedy będę składał ofiarę. - Wszystkie oczy zwróciły się ku kamiennemu stołowi, na którym gospodarz czynił swoją powinność używając młodej owcy. Tymczasem jego syn, którym przestano się już interesować, udając, że rysuje, przymierzał się by zabrać księgę. Zawahał się przez chwilę, ale w końcu chwycił ją w ręce. Z ledwością powstrzymał okrzyk bólu. Czarna okładka parzyła mu dłonie jakby włożył je do pieca. Dopiero teraz zauważył, że ojciec założył grube rękawice. Odsunął się pod ścianę i szybkim krokiem ruszył w stronę otchłani. Jego czterej towarzysze szykowali już broń. Od celu dzieliło go teraz tylko kilka kroków, miał wrażenie, że za chwilę zajmie się żywy ogniem. Nagle poczuł mocny uścisk na gardle i ktoś wyrwał mu księgę z rąk.
– Naprawdę sądziłeś, że uwierzę w twoje nawrócenie? – Zapytał Fidelius nie podnosząc oczu znad stołu. Persivalowi zmroziło krew w żyłach. – Jesteś żałosny. Ciągle popełniasz dziecinne błędy. Złota zasada: nigdy nie lekceważ przeciwnika. – Hektor zaczął się krztusić – Bearney puść go już. Wystarczającą karą będzie dla niego nasz tryumf.
Sługa zostawił młodego Highzericka w spokoju. Ten jednak nie zamierzał się poddać. Wykorzystując moment, że Bearney się odwrócił i to, że dalej stali prawie na brzegu otchłani, rzucił się na niego próbując zabrać mu piekielny podarunek. Miał po swojej stronie element zaskoczenia, jednak nie wiedział, na co się porywa. Nie za ładne oczy ten człowiek był strażą przyboczną ojca. Kilka ciosów między oczy nie zrobiło na nim wrażenia, wyglądało nawet jakby się uśmiechał. Zamachnął się i posłał Hektorowi pięść w brzuch, łamiąc przy okazji kilka żeber. Tamten zachwiał się i ciężko dysząc próbował zebrać w sobie siły do walki.
– Bearney skończ to już – zawołał Fidelius cały czas skupiony na składaniu ofiary. Zadając kilka kopnięć sługa zepchnął przeciwnika na samą krawędź przepaści, tak, że jedna noga zwisała mu w powietrzu.
– No, koniec zabawy! Miło było poznać, ale nie mam czasu – powiedział Bearney z satysfakcją i żelazną pięścią złamał mu nos. Zrobił to z taką siłą, że Hektor, do tej pory z trudem łapiący równowagę, osunął się w otchłań.
– Nie do końca o to mi chodziło, ale nie jest źle. – Pochwalił go pracodawca. – Jestem tylko ciekaw, po co, mój wyrodny syn przyprowadził tu tych czterech… - spojrzał teraz na postacie siedzące w drugim rzędzie.
Reakcja z ich strony była natychmiastowa, chociaż plan dawno legł w gruzach. Zasiadający przed nimi przywódcy zaczęli nagle skręcać się z bólu, a w powietrzu czuć było swąd spalonego mięsa. Hektor miał rację. Wystarczył tylko jeden. Atak na głowy stowarzyszenia wzbudził panikę wśród zgromadzonych. Ci bardziej pokojowo nastawieni lub nieuzbrojeni wynieśli się z posiadłości czym prędzej. Wkrótce jednak agresorów otoczył wianuszek niemiło nastawionych śmiałków, atakując, czym popadnie. Zarówno zakonnicy jak i Persival, byli dobrze uzbrojeni jednak nie mieli szans z rozjuszonym tłumem. Coraz częściej chybiali i przestali być czujni. Teex właśnie spieszył na pomoc Maxwellowi, kiedy przeszył go piekący ból. Kula świsnęła mu koło ucha rozcinając skroń. Brakowało milimetra by podziurawiła czaszkę. Za chwilę dostał po głowie odłamkiem krzesła. Zaczął się zataczać, kiedy ktoś pchnął go w ciemny korytarz. Handlarz stracił równowagę i runął na ziemię uderzając głową o posadzkę. Kiedy się ocknął, na dziedzińcu panowało jeszcze większe zamieszanie. Z otchłani zaczęły wypełzać jakieś odrażające stwory atakujące czarnoksiężników. Właśnie miał się podnieść, gdy przebiegł obok niego Fidelius trzymając księgę w kleszczowym uścisku. Persival ruszył za nim bezszelestnie. Highzerick zatrzymał się w jakimś oddalonym korytarzu, nerwowo przewracając nadpalone kartki swojego źródła wiedzy
– Oddaj ją - Czarnoksiężnik aż podskoczył, gdy tuż przed nim pojawił się Teex.
– Prędzej sam się rzucę w otchłań niż ci ją dam – wrzasnął i zaczął wypowiadać pierwsze słowa zaklęcia, kiedy nagle zastygł bez ruchu. Krew odpłynęła mu z twarzy, oczy nagle straciły wyraz. Osunął się na ziemię. Na jego plecach siedział mały, rakopodobny potwór, wgryzający mu się w kark. Podniósł swój łeb i wpatrywał się Persivala, który stał jak zahipnotyzowany.
– Odstrzel go w końcu! – Gdzieś spod ściany dobiegł go znajomy głos. Oprzytomniał na chwilę i zobaczył leżącego na ziemi Avergrowa próbującego odpędzić od siebie podobnego stwora. Bez wahania sięgnął po broń. Po chwili oba stworzenia padły martwe gdzieś w kąt. Avergrow zaczął czegoś szukać za pazuchą.
– Mam! – Krzyknął do Teexa rzucając do niego mały srebrny flakonik. – Wylej to na nią. Tylko szybko!
Persival wyjął spod ciała Fideliusa księgę i otworzył ją na środku. Odkorkował buteleczkę, z której wypłynął przezroczysty strumień. Pożółkłe karty pieniły i syczały. Cały budynek zaczął się trząść. Teex oparł na sobie połamanego Awergrowa i uciekł z zamku jak najszybciej. W sekundę po tym jak z niego wybiegli zawalił się, zostawiając po sobie rumowisko.
– No nie! Zniszczyłem nową kurtkę! - Powiedział Persival z rozczarowaniem.
– Trzeba było wracać na obiad, sam bym sobie świetnie tu poradził – skwitował jego żale zakonnik i obaj wybuchnęli serdecznym śmiechem.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...