Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Trzecie życzenie

kesseg ·

To był kolejny piękny, słoneczny dzień w miasteczku Sentklare. Leżało ono na Rubinowym Szlaku łączącym siedziby ludzi znad Wielkiego Jeziora i krasnoludów z Gór Czarnych, dzięki czemu jego mieszkańcy nie narzekali nigdy ani na biedę, ani na izolację od świata. Miejscowość ta szczególnie piękna była jesienią, którą to porę roku obdarzono tutaj przydomkiem \"złota\", lecz i tego mało, by oddać cudowność leśnego pejzażu kipiącego od odcieni żółci, zieleni, czerwieni, brązu i oranżu oraz urok niosących ciepło promieni słonecznych, igrających malowniczo w zwierciadłach okolicznych stawów. Co roku Matka Natura sprawiała, że zboża złociły się na polach o urodzajnej glebie, by ludzie mogli chlebem nakarmić swoje ciała... sprawiała, że zjawiskowo płonęły liście drzew, by ludzie mogli pięknem nasycić swe dusze... Było to tak pewne, jak to że każdy kiedyś się rodzi i kiedyś musi umrzeć. Równie oczywiste jak jego przybycie...
Nazywali go Sennym Lwem Jesieni, gdyż swego prawdziwego miana nigdy im nie zdradził, a z wyglądu rzeczywiście króla zwierząt przypominał. Choć już nie pierwszej młodości, wciąż był żwawy, energiczny i zawsze uśmiechnięty, czym szczególnie ujmował ludzi. Długie włosy, sumiaste wąsy i krzaczasta broda - wszystkie koloru ciemnego złota, z rzadka tylko przetykanego srebrnymi nićmi - oraz barczyste, umięśnione ciało upodabniały go do wielkiego, dzikiego kota. Ubierał się prosto i ubogo, po chłopsku. Nosił wytarte nieco spodnie i zgrzebną koszulinę. Mimo iż wiele podróżował i niejedno niebezpieczne miejsce mijał, broni żadnej przy sobie nie nosił, poza rytualnym nożem z obsydianu za pas zatkniętym i kijem dębowym, który mu również za kostur podróżny służył. Siły swej olbrzymiej przeciw drugiemu w celu niegodziwym nigdy nie użył, przeciwnie - spory uśmierzał, bijących się rozdzielał, gdzie mógł zgodę wprowadzał. Z czego żył - nie wiadomo. Sam twierdził, że go przyroda karmi, a serdeczność ludzka przyodziewa. Gdy do miasta zachodził, zawsze historie niebywałe opowiadał w dawnych czasach się dziejące, tudzież klechdy a bajania. A znał ich tyle, że jeszcze się nie zdarzyło, by dwa razy tą samą snuł bajędę...
-Senny Lew! Senny Lew idzie! - krzyknął podekscytowany, najwyżej piętnastoletni chłopaczek. Nagle z całego miasteczka wysypała się młódź oraz dziatwa i nim wędrowiec zdążył przekroczyć bramę w palisadzie, już otaczała go cała chmara dopiero uczących się życia istot. Zwyczaje podróżnika były dobrze znane, więc błyskawicznie ustawiono ławy pod starą gruszą i przyniesiono piwo. Tak udobruchany Jesienny Lew gotów był roztoczyć przed oczami słuchaczy wizje cudów Wieloświata.
-Opowiedz bajeczkę, prosimy! - wyrwał się chłopak, który pierwszy spostrzegł gościa.
-Nie, lepiej powiedz, co się w kraju dzieje! - zaoponowali nieco starsi młodzieńcy - Niedługo czas nam będzie opuścić domy nasze, by własne życie zacząć, więc każda wiadomość jest cenna. Bajki są dla dzieciuchów i maminsynków.
-Nieprawda! - oburzył się piętnastolatek, cały czerwony ze złości spowodowanej obrzuceniem go tak obraźliwymi słowy. Kilka głosów szybko go poparło. Może doszłoby do gwałtowniejszej sprzeczki, lub nawet bójki, gdyby nie odezwał się przybysz:
-Chłopak ma rację, moi drodzy. W legendach i baśniach więcej jest mądrości niż w całej wiedzy szerokiego świata. Co do waszego odejścia to radzę wam się jeszcze zastanowić, bo gdzież będzie wam lepiej niż tu, na ojczystej ziemi, gdzie sprzyjają wam ludzie i bogowie, a nawet sama Magna Mater wam błogosławi. Ale co ja wam tam będę morały prawił, swoje głowy od tego macie. Posłuchajcie historii o trzecim życzeniu...

Otworzył oczy. Nie uwierzył, więc zamknął je na powrót , wziął kilka głębokich wdechów i dopiero wtedy otworzył je ponownie. Nie pomogło - zjawisko nie miało zamiaru zniknąć. Pochylała się nad nim piękna kobieta o szlachetnej, symetrycznej, urodziwej twarzy i idealnej sylwetce, którą to opinała długa, granatowa suknia. Włosy nieznajomej były czarne niczym noc, ale igrające w nich świetlne promyki migotały intensywnym fioletem. Oczy zaś, ach, złote, przenikliwe, pełne wewnętrznego blasku. Ich twarde, zaciekawione spojrzenie utkwione było właśnie w nim. W Człowieku. I z jakiegoś powodu napawało go to panicznym strachem. Może dlatego, że uświadamiało mu jego zagubienie, niewiedzę, słabość, śmiertelność i przerażenie? Nie zastanawiał się nad tym, uciekł żegnany jej słowami \"Pozostało ci trzecie życzenie!\"
Czuł się taki samotny, całkowicie zagubiony. Nie znał swego imienia, a miano, które mu nadano, nie było tym prawdziwym. Ta niewiedza była jak jątrząca się nieustannie rana. Inni też nie znali swych prawdziwych imion, ale nie zważali na to... może w ogóle tego nie dostrzegali? Idąc za przykładem tłumu, rzucił się w wir pracy, pasji, zajęć, ale nie mógł zapomnieć tajemniczej kobiety. Czuł się taki bezsilny, szukał oparcia. Myślał, że będzie nim natura - został pustelnikiem. Odciął się od niepowstrzymanego pędu wiodącego społeczeństwo ku postępowi - jak mówili jedni - lub też zagładzie - jak uparcie twierdzili drudzy. Obserwował przyrodę, chcąc uczyć się od niej, w niej znaleźć punkt podparcia. Próżne były jego wysiłki. Jedyne co zyskał to świadomość nieuchronności śmierci. Wszystko w naturze umiera, dąży do entropii. Postanowił więc wykorzystać czas, który mu pozostał. Wrócił do cywilizacji i oddał się wszelkim cielesnym uciechom. Żył chwilą, niczego nie żałował. Chciał stępić ostrze bólu istnienia przez uczty, alkohol, używki i rozpustę... Uciekał od rzeczywistości... a właściwie to bezskutecznie starał się uciec. W końcu, pewnego dnia, otarł się o śmierć i opanowało go przerażenie. Jak to? Miał zginąć w nieświadomości?! Nie chciał do tego dopuścić. Posypał więc głowę popiołem, przywdział wór pokutny i szukał odpowiedzi na ołtarzach, w świętych księgach, podczas medytacji, rytuałów i modłów. Ale niebiosa milczały, piekło również. Zrezygnowany Człowiek wrócił do punktu wyjścia i spotkał tam ową tajemniczą niewiastę.
-Kim jesteś? - zapytał.
-Jam jest Sophia, co znaczy Mądrość. Tobie jednemu udało się do mnie zbliżyć, bo uczułeś, że mnie nie posiadasz i nigdy nie posiądziesz.
-Pierwszy krok ku mądrości to zrozumienie własnej głupoty i ignorancji. - podsumował.
-Tak jak pierwszym krokiem do przełamania strachu jest przyznanie się do niego i stanięcie z nim twarzą w twarz.
-Tak więc stoję. Opowiedz mi o trzecim życzeniu. - rzekł głośno Człowiek, patrząc rozmówczyni prosto w oczy głębokie jak studnie wieczności.
-Zbliżyłeś się do mnie przez swoją pokorę, dlatego postanowiłam spełnić trzy twoje życzenia...
-Cóż więc z pierwszymi dwoma?
-Już je wypowiedziałeś. Pierwsze jednak zamiast cię uszczęśliwić, unieszczęśliwiło cię. Dlatego w drugim prosiłeś, by wszystko wróciło do punktu wyjścia.
-W którym teraz stoję. Historia się powtarza. - mruknął mężczyzna.
Sophia nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się tylko tajemniczo i skryła twarz za woalem świętości.
-Ostanie, trzecie życzenie należy do ciebie. Zastanów się czego tak naprawdę pragniesz.
-Chcę wiedzieć. - zdecydował Człowiek po chwili namysłu - Powiedz jak mi na imię! Kim naprawdę jestem? Dlaczego się urodziłem, po co żyję i co się stanie ze mną po śmierci?
-Spełnię twe pragnienie. - szepnęła kobieta i roześmiała się, a śmiech ten wypełniał przestrzenie i wibrował w czaszce mężczyzny.
-Co cię tak rozbawiło w mym trzecim życzeniu? - spytał Człowiek znikającą postać.
-Twoje pierwsze życzenie było identyczne. - wyjaśniła Mądrość po czym rozpłynęła się w powietrzu.##edit_bysclavia 2006-05-11 12:15:09##ed_end##

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...