Trzy Życzenia
Dawno, dawno temu, na skraju lasu, nad jeziorem, którego nazwy chyba nikt już nie pamięta, mieszkał pewien stary rybak. Całe swe życie spędził samotnie, a jedynymi przyjaciółmi byli mu woda, słońce i wiatr. Ukryty w świecie utkanym z własnych marzeń, zajmował się swym powołaniem, którym było łowienie ryb. Dni mijały jak sekundy, a rybak stawał się coraz starszy i bardziej zgorzkniały. Nigdy nie zwiedził nawet cząstki świata. Nie raz za to słyszał historie o wielkich i potężnych władcach, o cudownych, kolorowych pałacach, czy też o pięknych i powabnych księżniczkach. Tak bardzo chciał zobaczyć to wszystko na własne oczy. Nieraz wyobrażał sobie, że jest monarchą o nieograniczonej władzy, którego rozkazów słuchają sami królowie. Marzył o największych bogactwach tego świata. O kobietach, które będą mu posłuszne. Przez te wszystkie lata, które zdawały się być wiecznością, jego zachłanność skryta była pod płaszczykiem marzeń. Pewnego jednak dnia, coś się zmieniło...
Był ciepły letni poranek. Słońce leniwie podnosiło się ze swego niebieskiego posłania, delikatnie łaskocząc promieniami zieloną trawę. Ptaki, jeszcze senne, rozpoczynały grać swoją poranną przyśpiewkę. Chłodny wiatr popychał ostatnie, niewyraźne obłoki znikającej nocy, czesząc przy tym szare futerko skaczących tu i tam, rozbawionych zajęcy. Przyroda budziła się do życia. Wydeptaną, leśną ścieżką szedł rybak. Doskonale znał tę drogę wiodącą przez zacisze leśnego królestwa. W końcu codziennie tędy przechodził. Kiedy dotarł do brzegu jeziora, odwiązał linę, wszedł do swojej łódki, chwycił wiosła i wypłynął na sam środek przejrzystej tafli wody. Następnie ustawił swoją wędkę i położył się, podziwiając błękit nieboskłonu. Świat pełen był kolorów i życia. Muzyka natury dodawała sił i chęci do pracy.
- Jak tu ładnie... Brakuje tylko kobiety, która by przygotowała coś do jedzenia.
Nagle wędka wyraźnie drgnęła. Rybak rzucił się i chwytając kij pociągnął pewnie, ale nie za mocno, żeby nie urwać żyłki. Ofiara złapała przynętę. Mężczyzna pociągnął jeszcze raz, tym razem silniej i jednym, zdecydowanym ruchem, wyciągnął zdobycz z wody. Przez chwilę stał jak oniemiały. Przed nim, na dnie łódki leżał szczupak. Szczupak, niby normalna ryba... Co więc było przyczyną jego zdumienia? Ano, cały szkopuł polegał na tym, że szczupak ten miał łuski koloru najprawdziwszego złota.
- Co się tak gapisz? Ryby nie widziałeś czy co?- odezwał się szczupak.
- Widziałem.... Ale złotych, gadających szczupaków do tej pory to raczej nigdy...- wymamrotał kompletnie zadziwiony rybak.
- No to masz przyjemność widzieć pierwszego. A historię o złotej rybce znasz?- zapytał.
- No... Znam...
- To tym lepiej, oszczędźmy sobie szczegółów. Jakie masz zatem trzy życzenia?
O ile wcześniej o rybaku można było powiedzieć, że jest mocno zdziwiony, o tyle teraz kompletnie go zamurowało. Jaka złota rybka? Jakie trzy życzenia? Przecież to tylko bujda na resorach, dyrdymały jakich mało... Bajka o złotej rybce to historyjka, którą się czyta do snu małym dzieciom, żeby nie wrzeszczały w nocy i nie budziły wszystkich sąsiadów. Poza tym nic w tej bajce nie wskazywało, że tą rybką był złoty szczupak. Zważając jednak na te, nietypowe okoliczności, rybak sam nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć.
- Co ci się stało?- zadała pytanie złota ryba podskakując w łódce- Pośpiesz się, bo ja nie mogę przeleżeć całego dnia w tej drewnianej klatce.
- Ale jak to? Spełnisz wszystkie moje trzy życzenia tak... Jak w tej bajce?
- I znowu... Ile jeszcze razy się zapytasz, cholera jasna! Ja się tu duszę!
- Dobra, dobra już mówię. Więc tak...
Mężczyzna sam nie wiedział, co tak naprawdę się działo. Może jednak jakieś ziarnko prawdy tkwiło w tych legendach? Przecież nic nie kosztowało go, wypowiedzenie na głos tego o czym zawsze tak marzył. Tak... Przecież bardzo chciał, aby jego marzenia się spełniły.
- Uwielbiam swoją pracę, ale czasami jest mi ciężko... Spraw, abym już nigdy nie musiał trudzić się w łowieniu ryb. Niech one same do mnie podpływają i lgną do mnie jak pszczoły do miodu. Chcę móc tylko wyciągnąwszy dłoń, łapać je bez żadnego problemu.
- Nie ma sprawy.- odpowiedział szczupak dziwnie zmieniając głos- Tyle, że zaraz będziemy tu mieli drobne zamieszanie.
Przez chwilę nic się nie działo. Tylko przez chwilę.
Nagle spokojna dotąd tafla jeziora zaczęła dziwnie się burzyć. Wszędzie wokół powstawały drobne fale i woda dziwnie szumiała. Zdezorientowany rybak patrzył bezradnie na to, co się wokół niego działo. W jego stronę zaczęły płynąć setki ryb. Wszystkie jakby szalone wskakiwały na pokład. W końcu było ich tak dużo, że łódka zaczęła tonąć. Mężczyzna nie wiedząc co robić, wskoczył do wody i począł rozpaczliwe płynąć w kierunku brzegu. W wodzie ciągle ocierały się o niego ryby, próbując go zatrzymać. Całe szczęście, że jezioro nie było tak duże i szybko udało mu się dotrzeć na ląd. Kiedy wyszedł z wody, ryby rozpaczliwie wyskakiwały za nim na brzeg.
- Mówiłem, że będzie mała zadymka.- Rybak usłyszał znajomy, rozbawiony głos za plecami.
- Co to miało znaczyć?! Czy prosiłem cię, żebyś zatopił mi łódź i samego mnie zabił?!
- Nie miej do mnie o to pretensji. Chciałeś, aby ryby lgnęły do ciebie jak pszczoły do miodu. Spełniłem twoje życzenie co do joty. To już nie moja wina, że w ten sposób je wypowiedziałeś.
- Ty głupia kreaturo! Wiesz ile mnie pracy kosztowało zbudowanie tej łodzi?!
- Nie wiem... Ale wciąż masz jeszcze dwa życzenia.
- Czego jeszcze! Dość mam tych twoich życzeń! Znowu coś źle zinterpretujesz i wyląduje na jakiejś bezludnej wyspie wśród rozwścieczonych bestii.
- To już zależy od ciebie. A tak w ogóle, to masz coś jeszcze do stracenia? Nie masz łodzi, a ryby z całego jeziora wypłyną na brzeg i wszystkie zaraz wyzdychają. Nie masz już życia jako rybak.
Złoty szczupak miał rację. Mężczyzna stracił swój zawód bezpowrotnie. Nie mógł już więcej łowić, bo przecież nie nadążyłby z oporządzeniem ryb. Poza tym, po jednym połowie nic by już nie zostało do wyłowienia. To był jego koniec.
- A możesz jakoś odwrócić to życzenie?- zapytał z cieniem nadziei w głosie.
- Niestety... Nie odczyniam życzeń. Jak już coś powiesz, to tak musi być. Pogódź się z tym.
Były rybak siadł na trawie i przez dłuższą chwilę panowała cisza.
- A dlaczego ty nie zwariowałeś jak te ryby?- zapytał w końcu.
- Bo ja, mój drogi, jestem magiczną rybą pierwszej klasy i twoje życzenia, nie mają na mnie wpływu, chyba, że sam tego zechcę.- odpowiedział szczupak powoli wskakując do wody.
- Dobra... I tak już gorzej być nie może... Moje drugie życzenie. Pragnę zniknąć z tego miejsca. Chcę znaleźć się gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie będę mógł sam do końca przepędzić swój żywot, bez jakichkolwiek, niebezpiecznych przygód. Może w jakimś pałacu, gdzie codziennie będę miał zapewnione posiłki. Tak, to zdecydowanie dobry pomysł.
- Jak sobie życzysz.- znów ten znajomy, niepokojący głos.
Coś zabłysło, zaświstało i obraz dookoła zawirował w powodzi barw. Potem to dziwne nieprzyjemne uczucie chłodu i ten zapach... Chociaż nie. Zapach to złe słowo. Ten obrzydliwy i wszechobecny smród. Mężczyzna podniósł się i rozglądnął. Bezludna wyspa toto nie była, ale gorzej. Rybak znalazł się w ciemnym i obskurnym... Lochu.
- No cudownie! Tego się mogłem spodziewać! Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha... Co tym razem przekręciłem?
- Powiedziałeś, że chcesz mieć spokój, no to masz. Nie ma chyba bardziej spokojnego miejsca niż pałacowy loch. Dożywotnie posiłki też masz tu zapewnione. Marne, ale jednak.- głos dobywał się z wiaderka stojącego w rogu celi.
- Szlag mnie zaraz z tobą trafi! Moje życie już jest skończone... Wszystko mi się zawaliło...
- Słuchaj, dam ci radę. Może poproś o jakieś towarzystwo, bo nudno ci tu będzie tak samemu siedzieć. To taka moja drobna sugestia.- odezwała się złota ryba.
- Te twoje rady... Masz rację, ale będę przebieglejszy od ciebie i zawrę dwa życzenia w jednym. Chcę, aby pojawiła się tu cudowna pani, która mnie uwolni z tego cholernego lochu i będę z nią już do samego końca. I niech umie tańczyć, żebym z nią mógł chodzić na różne bale.
- Chyba coś ci się pokręciło koleś. To z reguły rycerze uwalniają księżniczki, a nie na odwrót...
- Nieważne! Rób co mówię!
- Oczywiście... Pan karze, sługa musi.
Mężczyzna błagał w duchu żeby to nie był kolejny, głupi żart. Niespodziewanie poczuł jakiś delikatny, chłodny dotyk na ramieniu. Obrócił się natychmiast. To co zobaczył...
- Witaj przyjacielu... To jak... Zatańczymy?
I to mu właśnie pozostało po tym ostatnim, trefnym życzeniu. Ten jeden, ostatni taniec. Taniec z panią, która miała go uwolnić i być z nim... Aż do końca.