Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Tsigana

animavilis ·

To była pogodna, letnia noc. Księżyc świecił w pełni i prawie nic nie zakłócało ciszy śpiącego lasu. Tak przynajmniej mógłby powiedzieć ktoś obdarzony wzrokiem i słuchem miejskiego dandysa. Ktoś obdarzony znacznie lepszym wzrokiem i słuchem, a ponadto posiadający znajomość leśnych ostępów mógłby przy odrobinie szczęścia zauważyć dwie cieniste sylwetki. Przemykały cichcem z gracją właściwą tylko wychowanym w lesie długowiecznym elfom i kocim drapieżnikom, nie wspominając już o tym, że niewiele jest innych istot będących w stanie biec bezpiecznie nocą (nawet podczas pełni) przez las nie wywołując przy tym hałasu, i nie wpadając na drzewa.
Obie postacie biegły już prawie bez przerwy drugą dobę. Pierwszą z nich był dwu i pół metrowej długości tygrys o potężnych mięśniach wijących się tuż pod pręgowanym czarno-białym lśniącym w świetle księżyca futrze. Nawet jak na białego tygrysa był wyjątkowych rozmiarów, co budziło dodatkowy podziw wziąwszy pod uwagę zręczność z jaką się poruszał. Drugą istotą okazała się być smukła elfka o krwiście czerwonych włosach rozwianych i falujących w biegu. Jej wielkie oczy świeciły w ciemności podobnie jak oczy jej towarzysza. Miała na imię Tsigana i była wyrzutkiem ze swojej społeczności. Nikomu nigdy nie powiedziała, dlaczego musiała opuścić swą rodzinną wioskę, ale nie była sama. Jej towarzysz, którego nazwała Silverril nie był zwykłym kotem. Nie był też chowańcem. Tsigana nigdy nie próbowała zdominować go, tak jak to się dzieje przy próbie pozyskania chowańca. Ona nawet go nie szukała. Po prostu pojawił się pewnego dnia w jej leśnej pustelni i tak już pozostało. Opiekowali się sobą nawzajem. Byli przyjaciółmi na tyle, na ile to tylko możliwe pomiędzy istotami o tak różnym poziomie rozwoju. A jednak łączyła ich jakaś nieuchwytna, szczególna więź.
Teraz biegnąc przez mroczny las, jedynym na czym koncentrowała swą uwagę, było nie stracić Silverrila z oczu. Choć sama była wyśmienitą (nawet jak na standardy jej rasy) tropicielką i potrafiła zdobyć pożywienie w każdych niemal warunkach, to nigdy nie mogła nawet myśleć o konkurowaniu w tych dyscyplinach z wrodzonymi umiejętnościami dzikiego kota. Tak też było znacznie szybciej, gdyż Silverril dzięki wyczulonemu węchowi odnajdywał trop prawie nie zwalniając biegu, a podczas nielicznych postojów potrafił w szybkim tempie zdobyć pożywienie wystarczające do nasycenia ich obojga. W chwili obecnej jednak Tsigana nie myślała o jedzeniu. Jej myśli wypełniały plany zemsty i zbliżającej się z każdą chwilą walki. Instynktownie czuła, że zbliżają się powoli do celu.
Nad ranem Silverril zwolnił. Przypadł do ziemi, tak, jak to czynią zwykle koty podczas polowania i powoli podszedł do pobliskich krzaków. Tsigana poszła za jego przykładem. Podkradła się do tej samej zielonej kępy i wyjrzała ostrożnie na znajdującą się kilka metrów dalej rozległą polanę. Tak, to byli oni. Te podłe istoty, które ośmieliły się zbezcześcić jej dom. Kilka dni temu udała się jak co tydzień na polowanie z Silverrilem, i trochę się zapędziła w pogoni za zdobyczą. To co zastała po powrocie, prawie doprowadziło ją do furii. Jej wydawałoby się wspaniale urządzony i ukryty wśród drzew dom leżał teraz w kompletnej ruinie. Jej rzeczy osobiste, które najwyraźniej ktoś uznał za zupełnie nieprzydatne walały się po całej okolicy. Najgorsze jednakże było to, że zginęły jej pamiątki z rodzinnej wioski, do których była bardzo przywiązana. Nie namyślając się długo rozpoczęła natychmiastowy pościg. Teraz obserwowała wreszcie winnych jej nieszczęścia.
Wyglądało to na jakąś karawanę. W jej skład wchodziło kilku ludzkich wojowników, oraz wyraźnie odcinający się od pozostałych (choćby swoim niewielkim wzrostem i zieloną skórą) goblin, któremu bezustannie towarzyszył ogromny (szczególnie w porównaniu ze swym panem) ogr pełniący najwyraźniej funkcję osobistego ochroniarza ważnej osobistości. Silverril zachyczał cicho prężąc wszystkie mięśnie. Tsigana uspokajającym gestem położyła mu rękę na grzbiecie. Wiedziała, że jeszcze nie nadszedł czas zemsty. Atakować teraz, to byłoby samobójstwo (nawet dla kogoś tak wyszkolonego jak ona). Poczekają do wieczora, na osłonę snu i ciemności dającą jej tę przechylającą szalę zwycięstwa odrobinę przewagi, i wtedy zaatakują.
Tsigana ze swego ukrycia na wzniesieniu obserwowała układający się powoli do snu obóz. Siedząc w ukryciu i wykorzystując swój koci wzrok pozwalający jej idealnie wręcz widzieć w ciemności, obmyślała strategię. Tej nocy dwa krótkie miecze, które wykonał dla niej jej dawny przyjaciel z wioski z zębów znalezionego podczas jednej ze wspólnych wypraw szkieletu smoka, posmakują krwi. Jeszcze tylko kilka minut i cały obóz (poza nielicznymi wartownikami, którzy tak naprawdę udawali, że czegokolwiek pilnują) będzie pogrążony we śnie.
Drobna postać prawie bezszelestnie zbiegała w dół urwiska. Zwykły człowiek mógłby przewrócić się i zabić zbiegając po takiej stromiźnie w środku nocy. Ale Tsigana nie była zwykłym człowiekiem. Posiadała zwinność daleko przewyższającą ludzką, a także niesamowicie wyczulone zmysły i ruchy pełne kociej gracji. Jeden ze strażników opuścił swój posterunek za potrzebą. Usłyszał za sobą cichy szelest, ale nie dane było mu wstać. Tsigana była niczym wiatr, jeden szybki prawie niezauważalny ruch i strażnik leżał we własnych odchodach i wylatujących z rozpłatanego boku wnętrznościach. Idąc dalej natknęła się na dwóch innych ludzi grających przy ognisku w karty. Zdążyli tylko spojrzeć na siebie zdziwionymi oczami, po czym głowa każdego z nich potoczyła się w inną stronę. Kolejnych dwóch strażników pozbyła się szybko i cicho przy użyciu zatrutych strzałek własnej roboty. Żaden z nich nie miał nawet okazji, żeby krzyknąć, a ostatni będący poza jej zasięgiem wartownik wydał z siebie tylko zduszony charkot, kiedy Silverril wyskoczył z cienia i prawie odgryzł mu głowę jednym kłapnięciem zębatej paszczy. Pozbywszy się straży Tsigana zaczęła krok po kroku przeczesywać obóz i po kolei eliminując śpiących , którzy za jej przyczyną szybko zasnęli snem wiecznym. W końcu w całym obozie pozostał tylko jeden namiot, w którym jeszcze nie była. Paliło się w nim światło.
Tsigana bez namysłu skierowała się w stronę ostatniego namiotu. I wtedy, w momencie, kiedy już prawie była przy wejściu, z namiotu wytoczył się ogr. Z bliska wyglądał znacznie groźniej niż z jej wcześniejszej kryjówki. Całe jego mierzące grubo ponad dwa i pół metra niesamowicie umięśnione cielsko było pokryte bliznami, a w rękach trzymał odpowiedni do swych rozmiarów dwuręczny miecz, który jednym cięciem mógłby przepołowić konia. Przez wydającą się trwać wieczność chwilę patrzyli na siebie bez ruchu, po czym ogr z wprawą wskazującą na wieloletnie doświadczenie machnął swym olbrzymim mieczem z oszałamiającą prędkością. Tylko niesamowity refleks i długie godziny spędzone na nauce uników ocaliły Tsiganę przed utratą głowy. Wykonała błyskawiczny przysiad i wyprowadziła szybkie cięcie w odsłonięty bok ogra. Ten cios mógłby z powodzeniem powalić rosłego mężczyznę, na ogrze jednakże wydawał się nie wywrzeć większego wrażenia. Potężny cios łokciem rzucił ją na ziemię i pozbawił na chwilę tchu. To wystarczyło, aby ogr zebrał się w sobie. Chwilę później stał nad zamroczoną jeszcze Tsiganą i wznosił swój miecz, aby dokończyć dzieła. W momencie jednakże, gdy już miał opuścić swą morderczą stal dał się słyszeć ryk i ogr szarpnął się do tyłu, to Silverril skoczył mu na plecy i zatopił zęby w potężnie umięśnionym karku. Takiej okazji Tsigana nie mogła przepuścić, zebrała resztki sił i skoczyła w powietrze kręcąc młyńca swoimi mieczami. Wylądowała w półprzysiadzie w fontannie krwi, a głowa niedoszłego zwycięzcy potoczyła się po zdeptanej trawie. Ogarnięta furią ruszyła w kierunku ostatniego nie odwiedzonego jeszcze miejsca w obozie.
Tsigana niczym burza wpadła do namiotu dzierżąc dwa zakrwawione miecze, wodząc wokół wzrokiem, w którym widniało pragnienie mordu. Nie zauważyła jednak nikogo, za to jej uwagę przykuł w połowie otwarty kufer w przeciwległym rogu namiotu. Rzuciła się w jego kierunku, rozrzucając zawartość. Wreszcie, prawie na samym dnie odnalazła to czego szukała, jej pamiątki, jedyne rzeczy, które miały dla niej jakąkolwiek wartość. Szybko schowała je pod bluzę i odwróciła się do wyjścia. Wtedy zobaczyła go. Mały goblin, którego spodziewała się zobaczyć wcześniej schowany był za kawałkiem zasłony. Podniecona zawartością kufra zaniedbała ostrożność i wszystko wskazywało na to, że za chwilę za to zapłaci. Goblin najwyraźniej kończył właśnie koncentrowanie mocy i przygotowywał się do poczęstowania ją zabójczą dawką energii elektrycznej w postaci błyskawicy. Stał zbyt daleko, a na drodze pomiędzy nimi stało polowe łóżko. Nie zdąży go dopaść przed rzuceniem czaru. Zamknęła oczy. Błysnęło.
Tsigana powoli otwierała oczy, zdziwiona, że nie czuje bólu. Spojrzała na siebie i ze zdziwieniem odkryła, że nie ma na sobie żadnych ran. Przeniosła wzrok na miejsce, gdzie powinien stać goblin. Okazało się, że goblin leży jęcząc rozpłaszczony na ziemi, a Silverril przygotowuje się właśnie do posiłku. Szybkim ruchem odwróciła się i wyszła z namiotu, nie dlatego jednak, że nie mogła patrzeć na krew i flaki pożeranego goblina, po prostu nie mogła znieść myśli, że tak piękne zwierze jak Silverril może pożywiać się czymś tak obrzydliwym. Za jej plecami rozległ się wrzask...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...