Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Wężowy cień

r4g ·

Cisza...Wszechogarniająca wszystko cisza panowała wokół tworząc nastrój śmierci i trwogi. Cały las pogrążony w zadumie nie wydawał żadnych odgłosów. Żadne zwierze nie wyruszyło na żer, ani żadna gałąź nie otarła się o inną. Nawet mały wodospad zwykle wesołym pluskiem zachęcający do zaspokojenia pragnienia teraz przelewał swe wody niemal bezgłośnie. Cały las wydawał się martwy i tylko dwie stojące przy wodospadzie postacie w czarnych płaszczach i kapturach zadawały kłam temu stwierdzeniu. I choć stały nieruchomo niczym posągi na królewskim dworze to znać było po nich, że są żywe. Trwały tak w milczeniu i bezruchu jakiś czas, po czym jedna z nic szturchnęła lekko drugą, po czym obie ruszyły przed siebie cicho jak skradające się Khermy. Przed nimi widniała ciemność tak bezkresna, że żaden człowiek bez pochodni nie byłby w stanie poruszać się tak szybko i cicho. Oni jednak szli, a wydawać by się mogło, że płyną po leśnym poszyciu niesieni przez siłę potężną i bezkresną...
Nagle przed nimi w odległości nie większej niż sto kroków zabłysło światło. Nikły, mały płomień normalnie pewnie w ogóle przez nikogo niezauważony, lecz teraz, gdy nocne niebo przykryte było przez gęstą warstwą chmur, która skradła blask księżyca i gwiazd, widoczny był niczym najjaśniejsze światło bogini Khush. Dwaj zakapturzeni rozdzielili się. Pojedynczo, z dwóch stron zbliżali się do światła, które nagle zaczęło pulsować i jakby rozszerzać. Wydawać by się mogło, że słychać cichy oddech, który chwilę później przeobraził się w głośne sapanie. Niepodobne do dźwięków wydawanych przez ludzi, ani przez znane im stworzenia, dziwny ni to falujący ni to świdrujący dźwięk połączony z głośnym sapaniem sprawiał w panującej do tej pory ciszy przerażające wrażenie. Wraz z nastaniem tego dźwięku światło zaczęło się rozszczepiać i jakby rozpływać w ciemnościach.
Jedna z postaci, stojąc już tylko około 20 kroków od światła wyciągnęła przed siebie dłoń, po czym nie wiadomo skąd pojawił się na niej długi sztylet o matowym ostrzu. Zakapturzony zacisnął mocno palce na swej broni, po czym szybko niczym polujący wilk wyskoczył i rzucił się w kierunku światła. Stojący naprzeciw niego uczynił to samo, lecz ten nie dzierżył żadnej broni.
Syczenie ustało i przerodziło się w długi pisk, po czym zanikło tak samo nagle jak przygasło bijące wcześniej światło. Zamiast niego w ciemności pojawiły się dwa czerwone ślepia przebijające czerń nocy niczym klinga miękkie, ludzkie ciało. Zakapturzony, władający sztyletem dźgnął bestię w prawe oko, po czym natychmiast odskoczył, co uchroniło go przed morderczym kontratakiem. Przeturlawszy się po ściółce momentalnie powstał celując swą bronią w pałające nienawiścią oczy. W tym czasie drugi wyjął sakwę z czarnym proszkiem i wziąwszy garść cisnął nim w gadzinowate ślepia. Przez moment znów zapanowała cisza, lecz po chwili ten sam świdrujący dźwięk przeszywał powietrze zwracając uwagę wszystkich żywych istot w okolicy. Czerwone oczy nie pałały już taką rządzą mordu, wydawało się, że są teraz jakby za mgłą: dalekie i niedostępne.
Zakapturzony wyjął spod płaszcza pochodnię, po czym przesuwając dłonią po jej czubku zapalił i wbił w ziemię. Jasność rozświetliła ten mały kawałek lasu ukazując to, co do tej pory skrywały ciemności. Czerwone, mordercze ślepia należały do ogromnej, ohydnej bestii, której łeb na podobieństwo węża oblepiony był łuskami spływającymi cuchnącą breją o nieokreślonym kolorze. Pysk wydłużony na podobieństwo wilka znaczyły dwa długie zęby wystające z przodu, z których ociekała ślina i jad. Tułów bestii był owłosiony, co stanowiło przeciwieństwo łuskowatej głowy. Kończyny pokryte były grubą, zielonkawą skórą, a zakończone długimi palcami i ostrymi jak brzytwa pazurami.
Potwór przyłapany został w czasie budzącej jednocześnie odrazę i fascynację czynności. W połowie zakopany w ziemi sprawiał wrażenie jakby oddawał cześć jakiemuś zapomnianemu przed wiekami, pradawnemu bożkowi, o którym pamięć przetrwała tylko zakodowana w otchłani demonich jaźni... Teraz jednak dzięki czarnemu proszkowi, który dostał się do jego nozdrzy został uśpiony. Trwać w tym hipnotycznym śnie miał jeszcze przez kilka godzin, aż dwaj zakapturzeni dokończą swego dzieła.
Uzbrojony w sztylet znów przyciągnął do siebie dłoń, po czym szepcząc niezrozumiałe słowa sprawił, że ten wsunął mu się do rękawa, chociaż w ciemności wyglądało to tak jakby zanurzył się w jego dłoni. Gestem drugiej ręki przywołał do siebie swego towarzysza, który stanąwszy naprzeciw bestii przyklęknął na dwa kolana. Odrzuciwszy płaszcz opuścił głowę i pozwolił, aby białe jak śnieg włosy zakryły mu twarz. W tym czasie drugi chwycił jeden z wystających zębów bestii i oczyścił go ze śliny. Chwycił prawą dłoń swego klęczącego towarzysza, po czym wbił kieł u jej nasady. Powoli wyciągnął go z ciała białowłosego, po czym wbijał go jeszcze wiele razy, tak by stworzyć wzór na podobieństwo węża. Po ostatnim ciosie ścisnął gruczoły okalające ząb i przesuwając kieł nad poczynionymi wcześniej ranami zalał je jadem. Przeraźliwy krzyk przebił gęstwinę zarośli mrożąc krew w żyłach wszystkim, którzy go słyszeli. Był to krzyk bólu, tak potwornego bólu, jakiego nie wytrzymałby żaden śmiertelnik. Rozpaczliwe żałowanie urwało się tak nagle jak rozpoczęło, znów zalewając las ciszą zwiastującą koniec tej morderczej tortury.
Powstawszy z kolan białowłosy wciąż trzymał się za prawą rękę. Rany na jego dłoni piekły straszliwie, a dodatkowego bólu dostarczał jad krążący po całym jego ciele. Mężczyzna trząsł się targany konwulsjami próbując utrzymać równowagę. Walczył z trucizną, która z każdą chwilą zdobywała nad nim przewagę i otwierała piekielne wrota prowadzące w najgłębsze czeluści. On jednak walczył, walczył z całych sił. Nawet, gdy wydawało mu się, że wszystko wokół znikło a on sam leży pośrodku ognistego kręgu spoza którego Sędzia Ostateczny skazuje go na wieczne męki. Tysiąc przeogromnych, latających bestii rzuca się, aby rozszarpać jego ciało a on bezbronny jak niemowlę zdobywa się tylko na krzyk. Czuł jak ostre niczym brzytwa kły szarpią jego członki, miażdżą kości i wyrywają kończyny ze stawów. Obrzydliwy odór z paszcz bestii dusił go i mdlił. Niczym piekielny znachor jeden z latających stworów otworzył mu brzuch i jednym kłapnięciem niekształtnej paszczy pozbawił większości organów...
Otworzył oczy...Pot ściekający z czoła zalewał mu je i dopiero otarłszy twarz zobaczył, że wciąż jest w lesie, klęcząc przed bestią z wyciągniętą ręką , a obok niego ze skrzyżowanymi rękami stał dumny i wyprostowany jego towarzysz. Białowłosy niepewnie spojrzał na swą prawą dłoń i zobaczył ranę niczym wijącego się węża. Nie czuł już bólu. Poruszył palcami co sprawiło że rana zmieniła kolor. Widział teraz jad stojącej przed nim bestii krążący po jego ciele. Poczuł się silny. Silniejszy niż wcześniej, niż kiedykolwiek. Szybko powstał i rozejrzał się po okolicy. Patrzył dookoła niczym władca tej krainy gotów stanąć do walki z każdym, nawet z kowalami Boga Gromów. Nagle jego wzrok zatrzymał się na stojącym obok towarzyszu. Dwaj mężczyźni patrzyli na siebie przez moment i chociaż twarz drugiego skrywał kaptur, białowłosy patrzył mu prosto w oczy. Zakapturzony po chwili wyciągnął do niego rękę. Białowłosy uścisnął ją swą prawicą czując, że jego towarzysz włada taką samą siłą jak on.
-Witaj z powrotem Rosgar- powiedział zakapturzony-To była daleka podróż, ale udało ci się...
-Teraz czuję, że jestem pośród mych braci.-Odpowiedział Jasnowłosy
-Chodźmy, czas wracać... Starszyzna już nas oczekuje...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...