Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Władza - Poczatek

sinoya ·

Główna bohaterka tego opowiadania to ta sama osoba, co w „Lehitil”, z tym, że kilka (lub nawet kilkanaście) lat później.

Kezir wyjął rapier i stanął w szermierczej pozycji. Stojąca naprzeciw niego dziewczyna była już gotowa. Czekała aż on zaatakuje. Ruszył do natarcia. Pięknie unikała ciosów lub parowała. W końcu jednak odskoczyła gwałtownie – po jej policzku spływała strużka krwi.
- Ech, dziewczyno! Jak nie potrafisz jeszcze w czasie kilkunastu moich pchnięć zmusić mnie do przejścia do obrony to ja naprawdę nie wiem czego cię uczyłem przez ostatni miesiąc. Do roboty!
Natarł gwałtownie. Parowała bardzo dobrze. Ale nie przewidziała jednego. Podstawił jej haka i runęła na podłogę. Upadła na bok i uderzyła się w głowę. Usiadła z nieprzytomnym spojrzeniem.
- Tragedia! Dziewczyno nie uczę cię na rycerza, który walczy w pojedynkach o ściśle określonych regułach. Masz być wojownikiem. Musisz być gotowa na wszystko. Masz za mało podzielną uwagę. Już sobie lepiej strzelaj z tego swojego łuku!
Wstała i ustawiła się niepewnie.
- Atakuj pierwsza – westchnął. Udało jej się zadać dwa ciosy, potem musiała przejść do obrony. Po chwili jej broń odleciała daleko w bok.
- O rany! Dwa pchnięcia to szczyt twoich możliwości?! Co za dramat! Potrenuj jeszcze sama. Do zobaczenia na kolacji.
Wyszedł i trzasnął drzwiami.
***
Półelfka wyglądała pięknie. Długie, brązowe włosy miała upięte wysoko srebrną klamrą w kształcie liścia. Miała na sobie śliczną, ciemnozieloną, jedwabną suknię. Na jej szyi połyskiwał nieduży wisiorek ze szmaragdem. Jej ubiór i uroda nie były w niczym gorsze od szlachcianek siedzących przy stole. A mimo to czuła się nieswojo.
Przede wszystkim dlatego, że zajmowała drugie miejsce przy stole, co oznaczało, że tylko jedno krzesło dzieliło ją od księcia. Taka pozycja zwracała uwagę na jej osobę. Zresztą i bez tego wiele spojrzeń kierowało się w jej stronę – dziewczyna wydawała się być tajemnicza i intrygowała wszystkich dworzan. Ale najbardziej stresujący był dla niej fakt, że niby miała szlacheckie korzenie, ale nigdy nie przebywała w zamku. Kezir udzielał jej lekcji etykiety, ale stale obawiała się, że coś pomyli i śmiertelnie obrazi księcia lub jego poddanych.
- A jak idą lekcje szermierki? – spytał władca. Łagodne spojrzenie jego czarnych oczu spoczęło na dziewczynie, ale odpowiedział siedzący obok niej Kezir.
- Obawiam się, że niezbyt dobrze, książę. Lehitil nie brak talentu, ale wydaje mi się, że nie stara się wystarczająco. W każdym razie jej postępy nie powalają na kolana.
Półelfkę trafił szlag. „Nie staram się?! Ja ci dam, wredny durniu!” pomyślała z furią. Jednak stłumiła emocje, gdyż spojrzenie Jego Wysokości znów spoczęło na niej.
- Czy zechciałabyś pojedynkować się ze mną dziś po południu, pani?
- Byłabym zaszczycona, panie. – odpowiedziała pokornie opuszczając wzrok.
- A czy przed tym uczyniłabyś mi ten zaszczyt i napiła się ze mną herbaty, pani?
- Z wielką chęcią, Wasza Wysokość.
- Świetnie. Będę czekał w porze podwieczorku.
Książę otarł usta chusteczką, odłożył ją na talerz i wstał (wszyscy zgromadzeni w sali powstali z miejsc i skłonili się), po czym odszedł a każdy jego ruch pełen był iście monarszej gracji i godności.
***
- Dlaczego ubrałaś suknię? – spytał Kezir.
- A jak się miałam ubrać na herbatę z Jego Wysokością?
- Nie zapominaj, że potem macie walczyć. Myślisz, że książę będzie czekał aż przebierzesz się do pojedynku?
- Rozumiem. Pójdę się przebrać.
- Tylko się pospiesz, dziewczyno!
Była naprawdę zła. Miała dosyć tego, że ten cholerny człowiek stale mówił jej, że coś robi źle. Jeszcze ani razu nie powiedział jej dobrego słowa. Nie miała pojęcia jak jej przyjaciel, Palian, może w ogóle lubić tego gbura. Wezbrała w niej złość także na Paliana. To on ją tu przywiózł, powiedział, że będzie jej tu dobrze, zostawił ją pod opieką Kezira i wyjechał. Miał wrócić niedługo a tymczasem minęły dwa miesiące a jego ani widu, ani słychu. Lehitil nie martwiła się jednak o niego, wiedziała, że sobie poradzi.
Weszła do komnaty. Przebrała się szybko i przypięła do pasa rapier. Spięła wygodniej włosy. Potem wróciła do Kezira. Mężczyzna bez słowa ruszył przed siebie. Poszła za nim.
Poprowadził ją korytarzami do prywatnych komnat księcia. Zapukał do drzwi, a kiedy usłyszeli „wejść”, wpuścił ją przodem do środka. Lehitil znalazła się w pomieszczeniu i drzwi zamknęły się za nią. Kezir nie wszedł.
Książę siedział na krześle przy stole zastawionym do podwieczorku. Pierwszy raz widziała go bez diademu. Brązowe, falowane włosy miał rozrzucone swobodnie wokół twarzy. Był człowiekiem, ale jego rysy wskazywały elfich przodków. Miał bardzo ciemne oczy, wydawały się wręcz czarne. Uśmiechnął się do niej sympatycznie. Skłoniła się głęboko. Udał, że tego nie widzi.
- Usiądź, proszę – powiedział. Usiadła na rzeźbionym krześle naprzeciw niego. Siedzieli chwilę w milczeniu, po czym usłyszeli pukanie.
- Wejść – powiedział książę.
Do komnaty wkroczyła służąca, skłoniła się, ustawiła na stole tacę z herbatą, skłoniła się ponownie i wyszła. Książę nalał ciepły płyn do filiżanki i podał go dziewczynie.
- Dziękuję – powiedziała, bardzo speszona jego milczeniem. Odchylił się w krześle i przyglądał jej się rozbawiony. Nie podniosła na niego wzroku.
- Lehitil… - uniosła głowę – Masz piękne imię, wiesz?
- Dziękuję, Wasza Wysokość.
- Och, dajmy spokój tytułom. Jesteśmy tu tylko we dwoje, możesz czuć się swobodnie. Mów mi po imieniu.
Poczuła się zakłopotana. Gdy wymieniano imię księcia, pojawiało się ono wśród tak licznych określeń, nie mówiąc już o skomplikowanym rodowym nazwisko, że trudno było się w tym wszystkim połapać.
Zaśmiał się.
- No tak, zapomniałem, że nie wiesz. Przyjaciele mówią do mnie Fiam. Będziesz tak do mnie mówić?
- Jeśli taka jest twoja wola, panie.
- Wyrzuć etykietę za okno. Jest nużąca.
Przyjrzała mu się uważnie. Zastanowiła się, czy sobie z niej żartuje, albo może ją sprawdza.
- A myślisz, że Kezir czy Palian mówią do mnie tak cały czas „panie”, „mości książę” czy „wasza wysokość”? Ależ skąd!
Uśmiechnęła się niepewnie.
- Rozumiem – powiedziała.
Rozmawiali jeszcze trochę i po jakimś czasie Lehitil nabrała nieco swobody. W końcu wstali i poszli do sali treningowej. Kezir czekał tam na nich.
- Czym chcesz walczyć? – zapytał Fiama i półelfka mogła się przekonać, że faktycznie „Wasza Wysokość” jest tylko na czas formalnych spotkań.
- Podaj mi proszę rapier.
Po chwili oboje stali naprzeciw siebie, gotowi do walki. Kezir usiadł pod ścianą i przyglądał się im uważnie.
Walka była w miarę wyrównana. Długo nikt nie mógł zdobyć przewagi. Pojedynek stał się bardziej egzaminem wytrzymałości, niż umiejętności. Minęło wiele minut aż w końcu rapier Lehitil upadł na ziemię.
- Ha! Mam cię! – powiedział z tryumfem książę, dysząc ciężko. Przystawił broń do jej szyi i spojrzał jej w oczy. Stali tak w bezruchu przez dłuższą chwilę. Czuła się jakby jego oczy hipnotyzowały ją. Czuła, że nie może się ruszyć, chociaż z drugiej strony wiedziała, że nic nie stoi na przeszkodzie.
Chwyciła ostrze jego broni, odsunęła je od siebie i schyliła się po swoją.
- Dziękuję za wspaniały pojedynek – powiedziała.
- O nie, to ja dziękuję tobie – skłonił się jej, a potem odwrócił się do Kezira – A ty co kłamiesz bezczelnie? Mówiłeś, że walczy mizernie. A tymczasem dorównuje mi. Chyba, że moje umiejętności oceniasz nisko – uśmiechnął się.
- Nie. Po prostu nie chcę żeby stała się zbyt pewna siebie.
Fiam zaśmiał się. Poklepał Kezira po ramieniu i wyszedł z sali.
***
Minęły dwa tygodnie. Książę niemal codziennie spędzał kilka godzin z Lehitil. Jeździli konno, pojedynkowali się, pili herbatę na tarasie. A przede wszystkim dużo rozmawiali i dziewczyna przestała czuć się skrępowana w towarzystwie Jego Wysokości.
Pewnego dnia idąc na obiad usłyszała głosy. Ktoś stał za węgłem, przed wejściem do jadalni i rozmawiał dość cicho.
- Jest już gotowa, widzę to gołym okiem, a w dodatku udowadnia to na każdym kroku. – usłyszała głos księcia.
- Nie. Jeszcze wiele trzeba zrobić. Chyba zapominasz jak odpowiedzialne to zadanie dla osoby, która nie zna tego od urodzenia – odpowiedział Kezir.
- Będzie jeszcze tydzień czy dwa żeby się douczyła. Jest tu dwa i pół miesiąca – nasiąknęła tym. To już postanowione, nie ma z czym zwlekać.
- Cóż, nie opóźniajmy obiadu. Porozmawiamy później.
Półelfka wsłuchała się w odgłos oddalających się kroków. Myśli biegły przez jej głowę w szaleńczym tempie. W końcu wzięła głęboki oddech i ruszyła na posiłek. Weszła do sali, skłoniła się księciu i usiadła na swoim miejscu. Fiam uśmiechnął się do niej serdecznie. Odwzajemniła uśmiech, nie pokazując po sobie, że coś jest nie w porządku. Po posiłku Kezir wstał, powiedział, że będzie czekał w sali treningowej, skłonił się władcy i wyszedł. Lehitil oddaliła się wkrótce po nim. Poszła do swojej komnaty żeby się przebrać i wziąć rapier, po czym dołączyła do swojego nauczyciela.
- Kezir – zagadnęła go, gdy czyścił swój rapier. – Na co jestem czy też nie jestem gotowa?
- Nikt cię nie nauczył, że nieładnie jest podsłuchiwać?
- Usłyszałam przez przypadek krótki fragment waszej rozmowy.
- I domyśliłaś się, że mowa o tobie a nie domyślasz się o co chodzi?
- Nie.
- Cóż, myślałem, że to oczywiste od dnia kiedy się tu pojawiłaś, ale widocznie przeceniłem twoją inteligencję.
- To może oświeć mnie o co chodzi?
- Nie ma sensu teraz ci tego tłumaczyć. Wkrótce sama się dowiesz. Zaczynajmy.
Trening szedł jej beznadziejnie. Nie mogła się skupić i Kezir co chwilę wytrącał jej broń z ręki. Za którymś razem, gdy jej rapier poleciał w drugi koniec sali, mężczyzna miał dość.
- Na dzisiaj koniec – powiedział i wyszedł. Zdziwiła się, że na nią nie nawrzeszczał. Wróciła do swojej komnaty, położyła się na łóżku i myślała. W porze kolacji usłyszała pukanie do drzwi, a gdy otworzyła zobaczyła, że na progu stoi jej nauczyciel.
- Książe chce z tobą zjeść kolację. Oczekuje cię w swoim pokoju.
Przebrała się szybko w suknię i wyszła. Kezira nie było na korytarzu, więc ruszyła sama do książęcych komnat. Dochodząc, usłyszała głos władcy.
- Teraz tym bardziej nie ma z czym zwlekać, Kezirze.
- Fiam ma rację. Po co to odkładać? – odezwał się jakże dobrze znany jej głos. Palian!
Zapukała do drzwi.
- Proszę! – odpowiedział Jego Wysokość. Weszła. Na jednym z krzeseł w istocie siedział jej drogi przyjaciel. Gdy ją zobaczył – wstał szybko i podszedł. Uścisnęli się serdecznie.
- Jak się miewasz? – spytała.
- Dobrze. Wszystko u mnie w porządku. A u ciebie?
- Też.
Zostali na kolacji we czwórkę i dziewczyna prawie cały czas rozmawiała z Palianem. Potem jednak on i Kezir wyszli a książę poprosił Lehitil, aby jeszcze została. Nalał do kielichów wina i podał jej.
- Na toasty przyjdzie czas później. Na razie porozmawiajmy.
Uśmiechnęła się nie wiedząc co powiedzieć.
- Od dnia kiedy się tu pojawiłaś, roztaczasz wokół siebie urok, wdzięk i czar. Jesteś piękna. Wspaniale opanowałaś wszystkie zajęcia szlachty, chociaż nie wychowywałaś się wśród niej. Bardzo zdolna z ciebie osoba. I niezależnie od tego, jakie obowiązki nakłada na mnie możnowładztwo, pokochałem cię. Lehitil, pragnę żebyś została moją żoną i królową tego ludu.
Podszedł do szafki i wziął z niej nieduże pudełko. Wyjął coś z niego. Przyklęknął przy krześle Lehitil i wsunął jej na palec przepiękny pierścień. Była w takim szoku, że nie mogła się odezwać. Fiam klęczał przez chwilę, wpatrzony w nią. Potem wstał i usiadł na krześle naprzeciw niej.
- To dobrze, że nie odpowiadasz od razu. Taka decyzja wymaga namysłu.
- Rzecz w tym, że… ale przecież nie pochodzę z królewskiego rodu.
- Jak to nie? Przecież jesteś córką Rawira Erkenhana!
- Tak, ale nieślubną.
- To nie szkodzi. Możnowładztwu starcza nieślubna a jeśli chodzi o mnie to mogłabyś pochodzić nawet z chłopstwa.
- Muszę najpierw napisać do matki, chciałabym wiedzieć co o tym myśli.
- Palian to załatwił – powiedział książę podając jej zapieczętowany zwój.
- A więc od początku wszystko było zaplanowane? Przywiózł mnie tu tylko po to? – wzbierała w niej złość. Mężczyzna skinął głową. Lehitil otworzyła list od matki i przeczytała go. Oczywiście elfka zgadzała się na ślub córki z księciem. Dziewczyna wiedziała to zanim jeszcze odpieczętowała pergamin. Za dobrze znała matkę. Spojrzała rozpaczliwie na Fiama.
- Mogę odpowiedzieć ci jutro?
- Oczywiście. I pamiętaj, że masz prawo odmówić. Nikt cię nie zmusza do ślubu.
Opuściła komnatę i ruszyła wolno do siebie. Usiadła i rozważała to wszystko. Wiedziała, że możnowładztwo nie zgadza się na koronację księcia dopóki nie będzie miał żony, gdyż mogłoby to zwiastować upadek linii dziedzicznej. Była świadoma tego, jak ważne z politycznego punktu widzenia jest to małżeństwo. Zaczęła rozmyślać nad stroną emocjonalną – czy Fiam naprawdę ją kocha? Nie wiedziała nawet czy ona kocha jego.
Po jakimś czasie do pokoju wszedł Farnith. Był on seneszalem zamku i bardzo ważną osobą. Od pierwszego dnia był dla Lehitil sympatyczny. Należał co prawda do osób, które wolą powiedzieć „Wnuczka matki żony mojego ojca wydała na świat kolejnego potomka” zamiast „Moja siostra urodziła drugie dziecko”, ale półelfka polubiła go – sama nie wiedziała czemu.
- Nie bądź taka strapiona, wszakże spłynął na ciebie ogromny zaszczyt.
- Wiem, ale nie będę umiała być królową. A poza tym przecież prawie go nie znam.
- Ale musisz przyznać, że twe serce skrywa płomień głębokiej sympatii dla niego.
- Owszem, bardzo go lubię. Ale żeby zaraz ślub? Ile on ma lat?
- Już dwadzieścia sześć wiosen minęło od dnia gdy pierwszy raz zaczerpnął powietrza.
Zapukano do drzwi. Lehitil powiedziała „Proszę” i do środka wszedł Palian. Farnith oznajmił, że zostawi ich samych i wyszedł. Półelfka nie patrzyła na przyjaciela.
- Przepraszam – odezwał się on. – Wiem, że cię okłamałem. Ale tu chodzi o dobro kraju. Fiam będzie wspaniałym królem. Zaprowadzi tu w końcu porządek. Ale to nie na rękę możnowładztwu, dlatego wymyślają ciągle nowe przeszkody. Ta jest jak na razie ostatnią. W dniu waszego ślubu odbyłaby się koronacja. Domyślam się, że czujesz się oszukana, a nawet zdradzona. Jednak musisz być świadoma jednej rzeczy. Fiam jest moim bliskim przyjacielem, ufam mu i wiem, że nie zrobi ci w żaden sposób krzywdy. Gdyby tak nie było, nie przywiózłbym cię tutaj. Wierzę też, że będziesz potrafiła go pokochać, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś.
- W porządku. W takim razie wiem, jaką podjąć decyzję.
***
Przygotowania do ślubu wrzały pełną parą. Cała służba zamku była postawiona w stan pełnej gotowości. Para młoda też była wiecznie czymś zajęta i w gruncie rzeczy rzadko się widywali. Trwało to trzy tygodnie, aż wielki dzień nadszedł.
Cały zamek był ozdobiony bielą i zielenią. Biały od godła księcia (przedstawiało czarną sylwetkę lecącego sokoła na białym tle) a zielony – jako ulubiony kolor Lehitil. Kaplica, w której kapłan bogini wojny (wyznawanej przez Jego Wysokość) miał im udzielić ślubu, była pełna białych kwiatów. Na posadce wykuto mozaikę z godłem, które tego dnia miało się stać królewskim.
Lehitil, ubierana przez służące w piękną białą suknię, była dziwnie spokojna. Nie można by tego powiedzieć o Fiamie, który pół godziny przed ceremonią był już gotowy i czekał w kaplicy. Goście, schodzący się od dłuższego czasu, kwadrans przed rozpoczęciem uroczystości byli już w komplecie. Kapłan także był gotów. Czekano tylko na pannę młodą. Po chwili wkroczyła do kaplicy. Wyglądała ślicznie. Miała welon, który odsłaniał twarz, więc wszyscy widzieli, że uśmiecha się szeroko. Szła pod ramię z Palianem, który podprowadził ją przed oblicze kapłana.
Ślub przebiegł bez zakłóceń. Po nim, Lehitil i Fiam, złączeni już węzłem małżeńskim, zostali koronowani.
Wieczorem, po wielkiej uczcie i balu, król odprowadził królową do jej komnaty.
- Tradycja nakazywałaby żebym wszedł tam teraz z tobą. Jednak wciąż nie wiem, co się kryje w twoim sercu. Czy zadecydowałaś o ślubie ze względu na politykę, czy miały w tym też udział emocje. Dlatego pójdę do siebie. Jeśli naprawdę mnie kochasz, przyjdź. Jeśli nie, sprawa przedłużenia dynastii może poczekać.
Ucałował jej dłoń i odszedł.
Od pół godziny siedział w swojej komnacie. Jego cierpliwość była wystawiona na ciężką próbę. Powoli tracił nadzieję, gdy drzwi sypialni otworzyły się. Do środka weszła Lehitil. Miała na sobie samą koszulę nocną. Zamknęła drzwi. Wstał a ona podeszła do niego i przytuliła się mocno. Pocałował ją i odwzajemniła pocałunek. Razem ruszyli powoli w stronę łoża.
***
Rano obudziły ich odgłosy walki. Zerwali się i zaledwie zdążyli się ubrać, gdy do komnaty wbiegł jeden z lordów. W ręku trzymał miecz.
- Śmierć królowi! – krzyknął i zadał cios. Fiam dopiero sięgał po broń, więc nie zdążył odparować. Miecz wbił mu się pod żebra. Lehitil, pomimo przerażenia, wzięła szybko sztylet z nocnej szafki i natarła na lorda. Wspólnymi siłami prawie go pokonali, ale zdążył ogłuszyć nieco półelfkę, która padła półprzytomna na ziemię. Król dobił lorda i sam też upadł. Wtedy do komnaty wpadł Kezir. Uklęknął przy Fiamie.
- To ty, prawda? – spytał słabo król – To ty zorganizowałeś spisek.
- Co ty mówisz! Oczywiście, że to nie ja!
- Nie chciałeś mojego ślubu. Nie chciałeś, żebym był królem.
- Chciałem koronacji! A ślub odwlekałem przez głupotę. To z zazdrości, ponieważ kocham Lehitil.
- Co? – król był coraz słabszy. Rozkaszlał się – To dlaczego zawsze byłeś dla niej taki niemiły?
- Bo wiedziałem, że jest przeznaczona tobie. Oddałbym za ciebie życie, Fiamie!
- Więc zrób coś dla mnie: zabierz ją stąd. Wywieź ją do Estrevil, tam król się nią zajmie, udzieli wam schronienia. Przysięgasz?
- Tak. Ale co z tobą?
Nie otrzymał odpowiedzi. Król skonał.
Do komnaty wbiegł Palian, trzymając w ręku plecak Lehitil.
- Musicie ucie… - zamilkł. Rozejrzał się ze zgrozą po komnacie.
- Pomóż mi – powiedział Kezir.
Królowa była tylko w koszuli nocnej, więc owinęli ją kocem i Kezir wziął ją na ręce. Palian zabrał ciało Fiama, aby nie zostało zbezczeszczone przez zdrajców. Omijając buntowników walczących ze stronnikami władcy pobiegli do stajni. Tam czekał na nich Farnith z końmi, gdyż o to poprosił go wcześniej Palian. Kezir wziął Lehitil na swojego konia. Palian zabrał ciało króla. Ruszyli galopem przez miasto. Półelfka, która wbrew temu, co myśleli wszyscy, była częściowo przytomna, rozejrzała się dookoła. Słyszała rozmowę Kezira z Fiamem, więc wiedziała, że jest bezpieczna, że się nią zaopiekują. Była żoną przez niecałą dobę. Ale królową pozostała nadal.
- Kezir, wracajmy – powiedziała półprzytomnie, więc jadąc ledwo ją słyszał – Musimy pokonać buntowników.
- Teraz nie damy rady. Zbuntowało się prawie całe możnowładztwo. Ale kiedyś tu wrócimy. Jeszcze pomścimy pamięć Fiama, zobaczysz.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...