Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Wodą i Skałą

ladymedea ·

Opowiadanie to dedykuję człowiekowi, który wymyślił Snickersy - chwała Ci na wieki!

Wodą i Skałą

Historia owa napisana w dwóch częściach z epilogiem opowiada o czwórce dzielnych bohaterów, którzy, zmęczeni nieustannym ratowaniem nieostrożnych nastolatek oraz zabijaniem jeszcze mniej ostrożnych smoków, postanowili wybrać się na jakże zasłużone wakacje poza granice swej pięknej, słynącej ze słynnych osób, krainy zwanej Polanią. Jednakże czy jacykolwiek BOHATEROWIE mogą sobie pozwolić na wakacje? Czy jakiekolwiek wakacje mogą pozwolić bohaterom na siebie? Sami znajdźcie odpowiedź, mili czytelnicy, w tym oto opowiadaniu.

Część 1

- Dokąd zmierzamy, Tadusie? - zapytała Almana, gdy spokojnie jechali Akmedóisem -jednym z największych traktów w Polani.
- Przed siebie - odparł spokojnie mag, gładząc swoją długą, siwiejącą brodę.
Potężna wojowniczka tylko westchnęła. Nie była osobą cierpliwą, ale przyzwyczaiła się już do pokrętnych i tajemniczych odpowiedzi starzejącego się czarodzieja, u którego mieszkała od kilku lat.
- Góry! - zawołał Elimnaj, który dotychczas tylko spał tuląc głowę do miękkiej grzywy kucyka, na którym jechał.
Almana podążyła wzrokiem do miejsca, na które patrzył mały półhobbit, po czym prychnęła.
- To nazywasz górami? - zapytała z niedowierzaniem. - To... to nawet pagórki nie są. Domu nawet byś sobie w takim czymś nie urządził.
- Urządziłbym. Tylko ty byś się do niego nie zmieściła. Utknęłabyś w przejściu... - Elim nie mógł dokończyć, ponieważ potężne ręce wojowniczki zacisnęły się na jego małym gardle.
- O, ty paskudny...
- Hej, spokojnie! Almana, puść go. - Igi podjechała do dwójki sprzeczających się bohaterów (nie wolno zapominać o tym fakcie) i oddzieliła ich od siebie. - Przestańcie się kłócić.
- To wszystko przez tą grubą barbarzynkę - powiedział płaczliwym głosikiem półhobbit.
- Grubą barbarzynkę?!
- Cicho - ucięła krótko półelfka.
Almana nic nie powiedziała, ale patrzyła wilkiem na Elimnaja. Nie dość, że nazwał ją grubą, co zawsze ją irytowało, to w dodatku nazwał ją barbarzynką. Wojowniczka zawrzała w środku na myśl o TAKIEJ zniewadze. Rodzice Almany byli barbarzyńcami. Dziadkowie Almany byli barbarzyńcami. Jej pradziadkowie również. Podobnie jak jej praprapraprapradziadkowie.
Swoją drogą Almana też była barbarzynką.
Ale się do tego nie przyznawała.
- Spójrzcie - odezwał się Tadus - przed nami znajduje się jedno z największych miast w Polani. Mury, fosa, pełna fortyfikacja... Była stolica Polani - Krowów. To tutaj znajduje się portal, którym dostaniemy się tam, dokąd się wybieramy.
Almana i Igi wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Już od kilku tygodni były niemal pewne, że wybierają się do sąsiadującej z ich krainą Słownakcji, a teraz ich przypuszczenia się potwierdzały. Portal.
- To będą nasze najlepsze wakacje - stwierdziła cicho półelfka.
- Tak...

*

- Zepsuty?!
- Cicho, Almana - uspokoiła ją Igi.
- Próbują go naprawić - dodał Tadus. - Dziesięciu potężnych magów nad tym pracuje.
- Ale... jak można zniszczyć portal?
Tadus nie znał odpowiedzi na to pytanie, więc wskazał tylko na pobliską cukiernię i zapytał:
- Może ciasteczko?
- Ooo... tak, tak. - Elim był zachwycony perspektywą ciasteczek i w podskokach dotarł do frontowych drzwi cukierni. Trzeba przy okazji wspomnieć, że Elimnaj był nietypową osobistością z racji mieszanki krwi ludzkiej i hobbickiej. Był niesamowitym żarłokiem, a mimo to był chudy jak patyk, niezależnie od ilości spożytego jadła.
- Elim... - Czarodziej spojrzał wymownie na swoją sakiewkę ze złotem. - JEDNO ciasteczko. Pamiętaj.
- Ach... tak. No jasne. - Półhobbit wyglądał na nieszczęśliwego.
Kiedy już wybrali sobie babeczki (Almana i Elim wzięli duże owocowe, a Igi i Tadus małe jagodowe), usiedli przy stoliku i ponuro wpatrywali się w siebie, zastanawiając się, co się stanie jeśli nie uda się naprawa portalu. Po kilkunastu minutach Tadus oznajmił, że idzie sprawdzić i ewentualnie wspomóc swymi mocami pracę przy magicznym przejściu. Po wyjściu maga panowała wciąż ta sama ciężka cisza, a w powietrzu niewzruszenie wisiało to samo pytanie: \"Co będzie, jeśli nie uda im się naprawić portalu?\".
Po długim - z perspektywy bohaterów - czasie wrócił Tadus. Trójka jego towarzyszy skierowała na niego pytające spojrzenia, pod których ciężarem mag opadł na krzesło.
- Z przykrością muszę wam oznajmić, że portal został uszkodzony na stałe, a jego naprawa byłaby bardziej kosztowna i wyczerpująca niż stworzenie nowego przejścia - oznajmił Tadus przy akompaniamencie westchnień Igi, Almany i Elima. - Wygląda na to, że nie wybierzemy się, przynajmniej tego roku, poza granice naszej pięknej Polani.
Przez krótką chwilę panowała totalna cisza. A potem odezwał się Elim:
- Ale chała.
Tadus spojrzał na niego groźnie spod swoich drzewiastych brwi ( trzeba bowiem wspomnieć, że czarodzieje nie mają standardowego systemu stopniowania przymiotników, np. brwi mają kolejno takie określenia: 1. trawiaste, 2. krzaczaste, 3. drzewiaste. Należy o tym pamiętać charakteryzując magów, ponieważ są oni niezwykle wrażliwi na wszelkie nieprawidłowości w opisach ich WSPANIAŁYCH osobistości. Błąd może oznaczać kolejno: 1. upomnienie ze strony czarodzieja - w wypadku początkujących adeptów magii, 2. pozwanie do MSDSMiZBN - Międzynarodowego Sądu Do Spraw Magii i Zdarzeń Bliżej Niewyjaśnionych, 3. spopielenie żywcem - jedynie w przypadku obrażenia niezwykle potężnego i dbającego o swoją reputację czarodzieja), ale nic nie powiedział.
- A dokąd się wybieraliśmy, Tadusie? - spytała zrezygnowana Almana.
- Na Węgierki.
- Na Węgierki? - spytały naraz Igi i Almana.
- No cóż, nie ma co jęczeć nad nieudanym zaklęciem, jak to się u nas mówi. A teraz nie rozpaczajmy, tylko jedziemy dalej. Polania jest w końcu niezwykle urokliwą krainą.
- Ta, jasne - przyznała nie do końca przekonana wojowniczka.
I tak oto czwórka naszych NIEZASTĄPIONYCH (i niepocieszonych) bohaterów udała się w dalszą podróż w głąb mrocznego i pełnego niebezpieczeństw kraju, gdzie czekały na nich ziejące ogniem smoki i czeluście pełne piekielnych orków...
...eee, no dobra, pojechali wylegiwać się nad Czarcią Zalewę. Ale i tak było ciekawie.

*

- I co myślicie o tym miejscu? - zapytał Tadus, kiedy obejrzeli Płatne Miejsce, w Którym Można Rozstawić Namiot Magiczny Oraz Niemagiczny i Dowolny Sprzęt Rekreacyjny Magiczny Oraz Niemagiczny, czyli w skrócie pole namiotowe.
- Ekstra! Zatrzymajmy się tu! - półhobbit był zachwycony tym miejscem z powodu Czystej Rzeki wpływającej całkiem niedaleko do Czarciej Zalewy oraz samym zalewem, na którym mógł puszczać swoją genialną, napędzaną magią, super nowoczesną, wzbudzającą zazdrość wszystkich dzieci, motorówkę.
- Przecież to jedno wielkie wysypisko śmieci - narzekała Igi, której elfia natura (w połowie) wzdrygała się przed zatrzymaniem się w takim chlewie. - A kible wyglądają, jakby były robione dla orków. Albo przez nie, co zresztą sprowadza się do tego samego - do SYFU.
- Nie przesadzaj - powiedziała Almana. - Widziałam gorsze miejsca.
- Nie wątpię - stwierdził Elim teatralnym szeptem. - Pewnie swój pokój.
Wojowniczka bezceremonialnie palnęła półhobbita w łeb tak mocno, że ten aż upadł na ziemię, głową prosto w kałużę.
- Dajcie spokój - jęknęła Igi. - Lepiej już rozstawmy namiot, robi się późno.
Po długich zmaganiach - czemu nie należy się dziwić, biorąc pod uwagę, że Almana i Elim wykorzystali kijki podtrzymujące namiot do krótkiego sparingu - udało im się postawić, jako tako stabilnie, namiot. Po tym wyczynie - bo niewątpliwie wszelkie działania TEJ czwórki należy traktować jak wielkie wydarzenia - Elim i Tadus udali się nad Czarcią Zalewę, żeby puścić genialną, napędzaną magią, super nowoczesną, wzbudzającą zazdrość wszystkich dzieci, motorówkę. Igi zaczęła dmuchać - magiczną (przynajmniej w teorii) pompką - swój materac, a Almana korzystała z ostatnich tego dnia promieni słońca, wylegując się na magicznym (przynajmniej w teorii) leżaku.
I w taki sposób mijały względnie sielankowe minuty, jedna po drugiej... aż w końcu...
- Almana, podaj mi korek do materaca.
- A ty nie masz?
- Nie. Powinien być gdzieś tam, w jakimś tobołku...
- W jakimś tobołku... - Wojowniczka zaczęła przeszukiwać wszystkie bagaże.
- Pośpiesz się. Nie mogę tego pompować w nieskończoność.
- To przestań.
- Ale wtedy powietrze ucieknie z materaca.
- To zatkaj na razie palcem.
- Nie chce mi się.
- To pompuj.
- Wielkie dzięki... Masz ten korek?
- Nie. Nigdzie go nie ma... Wiesz co, chyba pójdę odszukać Tadusa, to on chował te korki.
- To idź. Pośpiesz się. Nie wiem ile wytrzymam.
- Dasz radę. Niech moc będzie z tobą.
- Eeee... wiesz Almana, to nie ta bajka.
- Nie? Kurczę, to wszystko przez tą książkę, którą czytam Elimowi... coś tam było o jakiejś mocy...
- Acha.
Cisza.
- Almana?
- Co?
- Idziesz wreszcie?
- A tak. Jasne. Trzymaj się.
- Jasne. Idź.
Almana pobiegła sprintem, by odszukać czarodzieja na czas, zanim... zanim... No nieważne, fakt, że musiała się spieszyć. Wytężała swoje mięśnie, jej tępo było zastraszająco szybkie. Tak szybkie, że ludzkie oko nie uchwyciłoby jej ruchów. W ten sposób barbarzynka dotarła do Tadusa i Elima w kilka (w przybliżeniu 6,367902 sekundy) i powiadomiła maga o zaistniałej sytuacji.
- Korki... zniknęły? - zapytał sparaliżowany tą straszliwą sytuacją czarodziej.
- Tak, Tadusie. I tylko TY możesz je odnaleźć. Musimy się spieszyć. Nie wiem ile Igi wytrzyma. Jest twarda, ale...
- Tak, oczywiście, spieszmy się. Elim, zbieraj swoją genialną, napędzaną magią, super nowoczesną, wzbudzającą zazdrość wszystkich dzieci, motorówkę.
- Już się robi, Tadusie.
Cała trójka spiesznie udała się w stronę namiotu.
- Igi, Igi, trzymasz się? - zapytała Almana, podczas gdy mag i półhobbit przeszukiwali bagaże.
- Ja... jeszcze... tak... ale... nie wiem... ile... jeszcze...
- Nic nie mów. Musisz jeszcze trochę wytrzymać. Tadusie, jak ci idzie?
- Nigdzie ich nie widzę. A ty, Elim, co widzisz? Widzisz coś?
- Nie, nic tu nie ma.
Czarodziej westchnął.
- Chociaż czekaj... - bohaterowie wstrzymali z napięcia oddech, w nadziei, że może wreszcie... - A nie, to tylko jakiś pierścionek.
Wyraźnie dało się słyszeć szum wypuszczanego powietrza.
- Po... spiesz... cie... się... - wysapała półelfka.
- Mam! - krzyknął tryumfalnie Tadus.
Mag wsadził korek do materaca i wszyscy mogli w końcu odetchnąć z ulgą. Szczególnie Igi, która niemal padła z wyczerpania, po tak ciężkim przeżyciu.
- Nie martwcie się - oznajmił uspokajająco Tadus - w miejscu takim jak to, nie spotka nas już nic gorszego niż KORKI, a że teraz już wiemy, gdzie są korki i będziemy ich pilnować, znaczy, że już nic złego nas nie spotka.
Nikt nie starał się nawet zrozumieć, o czym mówił mag, co zresztą wyszło im na dobre. Mag gadał bzdury.

*

- Almana, jak tam woda?! - zapytała Igi wojowniczki, przekrzykując szum Czystej Rzeki, uważanej przez niektórych za najbardziej rwącą, głośną i złośliwą wodę w obrębie Ekoropy. Jest w tym zresztą sporo prawdy, o czym bohaterowie będą mieli okazję się przekonać.
- Cccc... całkiem zzzz... zimna! - odpowiedziała Almana stojąca po uda w rzece.
- Jesteś pewna, że chcesz przejść na drugi brzeg?! - zapytał Tadus przyglądający się całemu zdarzeniu z raczej pesymistycznym nastawieniem. - Mam złe przeczucia - dodał do siebie ciszej.
- Nnnn... nie mmmm... martwcie sss... się ooo mmmm... mnie. Nnnn... nurt jjjj.... jest www sss... sumie sss... słaby, ttt... tylko jjjj... jest zzzz.... zimna www... woda! - odpowiedziała barbarzynka szczękając zębami.
- Jak myślicie, uda jej się? - zapytała półelfka.
Tadus spojrzał na Igi, jakby mógł wyczytać odpowiedź w jej oczach.
- Nie - odparł niespodziewanie Elim.
- Skąd ta pewność w twoim głosie?
Półhobbit kiwnął podbródkiem w stronę Czystej Rzeki. Kiedy Tadus i Igi spojrzeli w tym kierunku, zobaczyli tylko białą pianę. Ani śladu Almany...
TERAZ IDĄC ZA PRZYKŁADEM FILMÓW WYPRODUKOWANYCH W ŚWIĘTYM LESIE PUŚCIMY AKCJĘ W ZWOLNIONYM TĘPIE:
I g i z a c z y n a k r z y c z e ć :
- A l . . .
T a d u s z a c z y n a r z u c a ć z a k l ę c i e :
- U n . . .
E l i m z a c z y n a s i ę ś m i a ć :
- H a . . .
N a g l e z niesamowitą szybkością w o j o w n i c z k a w y n u r z a s i ę z r z e k i .
I g i k o n t y n u u j e z d a n i e :
- . . . m a . . .
T a d u s k o n t y n u u j e z a k l ę c i e :
- . . . i e . . .
E l i m k o n t y n u u j e ś m i a n i e s i ę :
- . . . h a . . .
I w t e d y A l m a n a k r z y c z y :
- Wszystko ze mną w porządku! To zwalnianie tępa było niepotrzebne.
- No wiesz co! - oburzyła się Igi. - Uprzedzaj wcześniej, jak będziesz chciała wziąć kąpiel nie topiąc się przy okazji!
- Ta... a już myślałem, że wreszcie wezmę udział w jakiejś zwolnionej akcji - westchnął Elim.
- Nie martw się! Nie wszystko stracone! Zgubiłam but.
Półhobbitowi zaświeciły się oczy.
- Misja ratownicza - wyszeptał. - Ruszajmy!
- Nie tak szybko - czarodziej złapał go za kołnierz i przytrzymał w miejscu. - Pomógłbyś Almanie w dotarciu do brzegu, co?
- Po zastanowieniu to wolę pomóc jej butowi - odpowiedział Elim, po czym wymknął się Tadusowi i pobiegł wzdłuż rzeki.
- Muszę za nim podążyć - odparł mag. - Mam nadzieję, że poradzicie sobie beze mnie.
- Ta, no pewnie - mruknęła pod nosem Igi. - Jak zawsze. Ci magowie to rzeczywiście do niczego się nie przydają.

*

Poszukiwania buta były żmudną i męczącą pracą. I w dodatku nic nie dały.
- Bucie, gdzieś ty się podział? - jęknęła Almana.
- Ech, przegrana sprawa - stwierdził Elim.
- Wygląda na to, że nic dziś nie znajdziemy - podsumowała Igi.
- Ano - zgodził się Tadus.
Zapadło milczenie. Byli czwórką bohaterów. BOHATERÓW. I nie potrafili znaleźć JEDNEGO buta. Porażka.
- Może gdyby tak zbudować tamę... - zamyśliła się Igi.
- Co? - zapytała reszta równocześnie.
- Jeżeli but nie wpłynął jeszcze do Czarciej Zalewy to jedynym sposobem na odnalezienie go jest obniżenie poziomu wody. Więc zrobimy to. Nie możemy w sumie wybudować prawdziwej tamy, ale... - półelfka dramatycznie zawiesiła głos. - ...możemy wybudować Wielką Umywalkę.
- Wiesz, Igi, ty to zawsze miałaś dzikie pomysły - powiedział półhobbit.
- Zróbmy to - odparła wojowniczka, patrząc zimno na Elima. - Nie musisz nam pomagać. Twoje małe rączki i tak nie udźwigną zbyt wiele.
Półhobbit spojrzał na nią gniewnie.
- Wolę nie umieć przenosić ciężkich kamieni niż mieć takie łopaty jak ty - odparował. Almana jedynie siłą woli powstrzymała jedną ze swoich łopat przed dotarciem do czaszki Elima.
- Dobra, kochani, bierzemy się do roboty - rzuciła półelfka z uśmiechem i zabrała się do pracy.
Budowanie Wielkiej Umywalki było bądź co bądź ciężkim i wyczerpującym zajęciem. Trzeba było znosić kamienie, ustawiać tak, by silny nurt rzeki (który na szczęście był w tym miejscu nieco lżejszy niż tam, gdzie próbowała przedostać się na drugi brzeg barbarzynka) nie zburzył \"tamy\". Największy wkład w pracę miała oczywiście wojowniczka (z racji wielkości) i Igi (z racji tego, że był to jej własny pomysł). Elim co prawda również starał się udowodnić, że jest przydatny, ale jego wysiłki spłynęły z wodą. Tadus tylko przyglądał się im z brzegu, popalając (jak przystało na czarodzieja) fajkę.
Pracę skończyli po kilku ładnych godzinach.
A buta, jak można się spodziewać, nie znaleźli.
Bohaterowie byli zdruzgotani.
- Wiecie co - odezwał się mag, chowając do jednej z licznych kieszeni szat fajkę i ziele. - Chodźmy na obiad.

*

Gospoda \"Na Statku\" była zbudowana na kształt... statku. Dopiero rozpoczynała swoją działalność, toteż była czysta, a meble były całe. Na razie.
Bohaterów w wejściu przywitały dzieci - zapewne zatrudnione na czarno - w przebraniu piratów, które rozdawały cukierki - zapewne z jakimś środkiem pobudzającym głód.
W Polanii był zwyczaj, że im sławniejsi byli goście, tym dalej od wejścia siadali. Zwykle w każdej karczmie było Miejsce Bohaterów - stolik przeznaczony jedynie dla gości o światowym prestiżu, o wielkiej potędze, o niezwykle dobrej lub złej reputacji...
Tadus, Igi, Almana i Elim siedli przy najbardziej zacienionym i oddalonym od wejścia stoliku. W końcu byli BOHATERAMI, nie?
Chyba jednak nie wszyscy tak uważali (niesłusznie, rzecz jasna). Kelnerka, która podeszła ich obsłużyć miała dość kwaśną minę i nie wyglądała na zachwyconą (a powinna, mogąc przyjąć zamówienie od TAKICH gości).
- No to czego sobie wielmożni bohaterowie życzą? - Głos kelnerki brzmiał jakby sarkastycznie, szczególnie przy słowach \"wielmożni bohaterowie\". Goście byli jednak zbyt dobrze wychowani by zwrócić na to uwagę.
- A więc tak... - zaczął Tadus. - Dla mnie szaszłyk z ziemniakami i surówką...
- Raz szaszłyk, raz ziemniaki, raz surówka... - mamrotała pod nosem kobieta skrobiąc coś na skrawku pergaminu.
- ... Poza tym dwa kurczaki z fryciakami, z czego jeden z ogórkami, a drugi z surówką...
- Czyli w sumie raz szaszłyk, dwa razy kurczak, raz ziemniaki, dwa razy fryciaki, dwa razy surówka i raz ogórki?
- I jeszcze zupa. Rzurak.
- Coś do picia będzie?
- Nie, to wszystko.
Kiedy kelnerka odeszła, czarodziej podążył za nią podejrzliwym wzrokiem.
- Ciemno to widzę, oj, ciemno... - mruknął mag. - Wyczuwam zakłócenie mocy... Sprawdzić to muszę.
I tak Tadus opuścił swoich towarzyszy.
- Znowu udaje, że magowie są wielcy i potrzebni światu - stwierdziła Igi, kiedy czarodziej wyszedł.
Po pięciu minutach do ich stolika podeszła nie przekonana o ich wartości kelnerka.
- Fryciaków nie ma - oznajmiła bezbarwnym głosem.
- W takim razie niech będą ziemniaki.
Po kolejnych pięciu minutach kobieta wróciła z zupą.
- Proszę, rzurak.
- Dla mnie, dla mnie - zawołał Elim. Kobieta nie przejęła się nim i postawiła miskę na środku stołu.
- Wredna baba - stwierdził półhobbit, przysuwając do siebie zupę.
- Raz w życiu się z tobą zgadzam - powiedziała całkiem poważnie Almana.
Po następnych pięciu minutach wrócił Tadus.
- I co znalazłeś? - spytała pozornie zaciekawiona półelfka.
- Hm... Wielkie zaburzenia mocy... Tak, tak...
- Czyli w sumie nic konkretnego.
- Nic konkretnego? To nie jest \"nic konkretnego\". Zaburzenia mocy są bardzo poważną sprawą. Zresztą, co ja będę z tobą rozmawiał... - Tadus wyglądał na wyjątkowo wyprowadzonego z równowagi. - Co ty wiesz o mocy?
Trójka bohaterów wymieniła zaniepokojone spojrzenia. Wyczuli, że coś jest nie tak. Jakieś Wielkie Zło czaiło się w okolicy, jeżeli zdołało tak zdenerwować czarodzieja.
Po pięciu minutach zjawiła się kelnerka.
- Nie ma kurczaka - zadeklarowała obojętnie.
- Hmm... w takim razie ja wezmę szaszłyk - stwierdziła wojowniczka.
- A ja... - Igi rzuciła okiem na menu. - Może tą rybę, montimop.
- To duża ryba. Nie sądzę, aby ktoś twoich rozmiarów potrafił ją zjeść - oznajmiła kobieta.
- W takim razie - wtrącił Tadus - bez drugiego szaszłyka. Sama ryba.
- Acha. - powiedziała i odeszła.
Drużyna zapadła w ponure milczenie. W długie ponure milczenie. Mijały minuty. Kwadranse. Połówki godziny. No prawie godziny...
- Mogliśmy wziąć karty - stwierdziła Almana.
- Albo krzyżówki - dodała Igi.
- Albo książkę - włączył się Elim.
Po pięciu minutach przyszła kelnerka z szaszłykiem.
- Proszę - burknęła.
- A gdzie ziemniaki i surówka? - zapytała Almana podejrzliwie przyglądając się jedzeniu.
- Do tego miały być ziemniaki i surówka? - spytała zdziwiona choć nie skruszona kobieta.
- Jak najbardziej.
Kelnerka wymamrotała coś pod nosem i poszła po resztę jadła.
- Tak to jest, kiedy pospólstwo próbuje udawać, że potrafi pisać - stwierdził Tadus tonem mędrca.
Po pięciu minutach kelnerka przyniosła ziemniaki i surówkę.
- Ciekawe, kiedy będzie gotowy montimop - odezwała się Igi patrząc, jak wojowniczka pałaszuje obiad.
- O ile w ogóle ta kelnerka nie zapomniała, ze go zamawialiśmy - stwierdził mag.
Po pięciu minutach przyszła kelnerka niosąc rybę z ziemniakami i surówką.
- Chwilę, chwilę. - Igi spojrzała spode łba na kobietę. - To miał być mantimop z PODWÓJNĄ porcją dodatków.
Kelnerka nawet nie skomentowała.
- Jutro jemy gdzie indziej - oznajmił stanowczo Elim, już od dłuższego czasu niemiłosiernie się nudzący. Zjedzenie zupy zajęło mu kilka minut.
Pozostali pokiwali głowami w niemej zgodzie.
Po pięciu minutach wróciła kelnerka z dodatkową porcją ziemniaków i z surówką. Igi ramiona opadły w niepohamowanym westchnieniu.
- To miały być ogórki - powiedziała za półelfkę Almana.
Po pięciu minutach kelnerka przyniosła ogórki.
Wojowniczka jadła właśnie ostatni kęs szaszłyka, kiedy zobaczyła Podejrzanego Typa wychodzącego z karczmy.
- To Podejrzany Typ - oznajmiła swoim towarzyszom.
- A to nasz obiad, na który czekaliśmy ponad godzinę - stwierdziła Igi.
- Nie można pozwolić uciec Podejrzanemu Typowi - powiedziała z zapałem Almana.
- W takim razie pójdź z Elimem i śledźcie go - rzekł Tadus. - My dołączymy do was, kiedy skończymy.
- Jasne - mruknął na odchodnym półhobbit, tęsknie patrząc na jedzenie.

*

- I jak tam Podejrzany Typ? - spytał Tadus unosząc głowę znad księgi zaklęć.
- Mieliście po jedzeniu pomóc nam w pościgu - jęknął Elim ciężko siadając.
- Doszliśmy do wniosku, że sami świetnie sobie poradzicie.
Almana opadła na siedzenie i potarła obolałe nogi.
- Po prostu świetnie sobie daliśmy radę - stwierdziła z sarkazmem.
- Zwiał nam - wyjaśnił półhobbit. - W jakiś sposób zorientował się, że go śledzimy i zwyczajnie znikł. Almana chciała go zatrzymać i skoczyła na niego. Udało jej się zerwać z jego szyi medalion, ale nie sądzę...
- Chwileczkę - przerwał mag. - Jak to, ZNIKŁ?
- Normalnie: w jednej chwili stał przed nami, a w następnej nie.
- Był niebieskoksiężnikiem - sprostowała wojowniczka. - Stawiałabym na siódmy stopień wtajemniczenia.
Przez chwilę zapadła cisza, ale już po chwili przerwał ją Tadus, wypowiadając pamiętne, często wspominane przez jego wnuków, słowa:
- Kompania, mamy problem.

*

Tadus nie rzucał słów na wiatr. Jeżeli powiedział: \"Mamy problem\", znaczyło to, że niezwłocznie należało go rozwiązać. A w tym celu należało odnaleźć Podejrzanego Typa. Jedynym punktem zaczepienia jaki posiadała drużyna był medalion zerwany z szyi czarnoksiężnika. Czy jednak jeden przedmiot może pomóc w rozwiązaniu Problemu?
Sami zobaczycie.
- Elim, przyspiesz trochę - rzuciła przez ramię wojowniczka do półhobbita, który mozolnie wlókł się z tyłu.
- Po co my tam idziemy? - zapytał Elim po raz setny. - Nie możemy se odpuścić tego PeTa (PT - skrót od Podejrzanego Typa)? Przecież nic nam nie zrobił. Tak naprawdę to sprawiał wrażenie fajnego gościa. Powiedział nawet \"do widzenia\" tej kelnerce, co nas obsługiwała, kiedy ją mijał przy wyjściu. No jak ktoś kulturalny może być Zły?
- Ha, powiedział \"do widzenia\" tej wrednej babie? Od razu widać, że coś jest z nim nie tak - stwierdził Tadus, idący na czele wyprawy.
Półhobbit wymamrotał pod nosem coś o tym, że \"nie można oceniać ludzi po pozorach\", a potem się uciszył. Na jakieś dwie minuty.
- Już nie mogę. Nogi mnie bolą. Nie mogliście iść beze mnie? Ja bym sobie popływał moją genialną, napędzaną magią, super nowoczesną, wzbudzającą zazdrość wszystkich dzieci, motorówką.
- Przestań marudzić. - Almana wyglądała na zirytowaną. - Ciebie nie można zostawić samego nawet na jedną chwilę.
- No to powiedzcie w końcu dokąd idziemy, co? Stanowimy drużynę, nie? No TAK czy NIE?
- No TAK! Ale przymknij się wreszcie.
Elim stanął i skrzyżował ręce na piersi.
- Nigdzie dalej nie idę - oznajmił.
- Jesteś pewny? - zapytała złowieszczo cicho Almana. Półhobbit chwilę milczał. - No TAK czy NIE?
- No TAK.

*

- Mnie by się TAK nie chciało - powiedziała Igi przyglądając się Elimowi przerzuconemu przez ramię wojowniczki niczym worek pyrków.
- Przynajmniej już nie kopie. - Almana niezbyt delikatnie przerzuciła ciężar z jednego ramienia na drugie. - I nie gryzie. Nawet nie ma siły marudzić, a to już sukces.
Półelfka w milczeniu przyznała jej rację.
Po niedługim - choć nie z punktu widzenia Elima - czasie drużyna bohaterów dotarła do pobliskiej wsi. Tutaj Almana postawiła półhobbita na nogi. Nadal był nadąsany i nawet zaproponowanie kupna słodyczy nie pomogło, co niezmiernie zdumiało jego towarzyszy.
Wieś nie była miejscem atrakcyjnym, toteż nie zabawili tam długo. Przeszli z jednego jej końca na drugi, mijali budynki, ogródki, kramy, trawy, jeziorko...
Aż wreszcie dotarli do zielonego wzgórza (bez skojarzeń).
Weszli wysoko. Nie było łatwo - po twardych kamiennych schodach wciąż w górę. Podtrzymywani tylko przez jedną myśl: \"Wspinaj się, wspinaj się... wspinaj się!\".
I wspięli się. A wtedy ujrzeli głęboką, kompletnie cichą, ciemną wodę Czarciej Zalewy.
- No i co dalej? - zapytała Igi przerywając kompletną, głęboką ciszę.
- Wyczuwam... - Tadus przymknął oczy i wziął głęboki oddech.
- Tak? - zapytała półelfka chcąc przyspieszyć procesy myślowe czarodzieja.
- Siarkę.
- Siarkę? - Trójka jego towarzyszy popatrzyła na siebie z niepokojem.
- Ale nie taką, jakby wymieszaną z dobrym lukrem? - chciał upewnić się Elim.
- I nie taką, od której na sto mil czuć spalenizną? - dopytywała się Almana.
- I nie o niespotykanym natężeniu? - dodała Igi.
- O, dokładnie tak. Pięknie to ujęliście. I na dodatek to, to jeszcze pachnie olejkiem bursztynowym - wymamrotał zamyślony mag. Po chwili go olśniło. Wyprostował się, zrobił grobową minę i oznajmił poważnym tonem - Moi drodzy, mamy do czynienia z Xennatellinyrathiljarnatessą - Największą Ciastkowo-Bursztynową Smoczycą we Wszechświecie.
- No to na co czekamy? - zapytał półhobbit. - Wiejemy.
- Nie tak szybko. - Tadus zatrzymał Elima chcącego jak najszybciej oddalić się od miejsca zagrożonego możliwością spotkania smoczycy. - To nie jest teren Xennatellinyrathiljarnatessy. Jej siedzibą są Tarki - najwyższe góry Poloni.
- Zaraz, chcesz powiedzieć... - półelfka przerwała wpół zdania, nie mogąc dokończyć.
- Tak. Xennatellinyrathiljarnatessa przybrała postać Podejrzanego Typa i Coś Kombinuje.
- Jesteś pewien, Tadusie? - Twarz wojowniczki niezwykle zbladła. - Może ma zamiar spalić jakąś wieś albo porwać jakąś królewnę, albo pożreć jakiegoś rycerza, albo może spiskuje przeciwko czekoladowym smokom...
- Nie. Jestem pewien, że Xennatellinyrathiljarnatessa Coś Kombinuje.
Zapadła cisza.
- Mam do was tylko jedną prośbę - odezwał się Elim. - Skróćmy jej imię do Xenny.

*

Bycie bohaterem jest trudnym zadaniem. Właściwie bohaterowie nie mają życia prywatnego. Gdzie się nie ruszą spotykają kogoś, kto chciałby od nich autograf, kto chciałby z nimi zamienić \"kilka słów\", kto chciałby, żeby pobłogosławili ich dzieci, kto chciałby, żeby wyświadczyli im \"drobną przysługę\"... itd., itp.
I to jest męczące.
To dobija. Prowadzi częstokrotnie do głębokiej depresji, do załamania nerwowego, czasami nawet do chorób o podłożu psychodelicznym...
To Zmora Bohaterów.
I przez Nią tylko niewielu decyduje się na tak ciężką profesję. Czy może raczej niewielu w niej pozostaje.
I dlatego wszyscy, którym się to uda, są tak wyjątkowi.
Po pewnym czasie bohaterowie godzą się z ciężkim trybem życia. Nie przyzwyczajają - godzą. Nie znaczy to, że choćby w najmniejszym stopniu udaje im się żyć normalniej. O nie, oni po prostu żyją INACZEJ. Nie znaczy to także, że udaje im się uodpornić na te wszystkie depresje. To ich nie wzmacnia. To ich wręcz osłabia i czyni bardziej podatnych na... na Różne Dziwne Zjawiska.
Jedno z takich Różnych Dziwnych Zjawisk dotknęło Elima w dzień po wycieczce nad Czarcią Zalewę. Właściwie można by to nazwać depresją, ale w głębszym tego słowa znaczeniu. W bohaterskim znaczeniu, można by rzec.
Półhobbit przykucnął na brzegu Czystej Rzeki i rzucał kamieniami do wody. I nic więcej. Nic nie mówił. Nawet nie marudził.
- Źle z nim - stwierdziła Igi patrząc na niego sponad rozwiązywanej krzyżówki.
- To u niego zwyczajowy przejściowy okres, kiedy gdzieś dalej wyjeżdżamy - odparła spokojnie Almana nie unosząc głowy znad książki. - Nie ma się co przejmować.
- Może i masz rację.
Kiedy po godzinie sytuacja się nie poprawiła, nawet wojowniczka zerkała na Elima z niepokojem.
- Wiesz co - odezwała się - może powinnyśmy powiadomić Tadusa.
- O ile uda ci się odciągnąć go od jego ksiąg zaklęć - odpowiedziała półelka.
- Chyba jednak warto spróbować.
Igi skinęła głową.
Okazało się, że nawet nie muszą się podnosić z leżaków, ponieważ mag właśnie szedł w ich stronę. Z jego miny można było wyczytać: \"Spokojnie, wiem, co się dzieje. Wszystko pod kontrolą. Mam genialny plan. Zostawcie to mnie...\".
Z miny Igi można było wyczytać zirytowane \"magowie...\".
- Elim, wstawaj! - zawołał wesoło czarodziej.
BRAK REAKCJI.
- No, co by powiedzieli twoi ziomkowie gdyby cię zobaczyli?
BRAK REAKCJI.
- Dostaniesz ciastko... tonę ciastek!
BRAK REAKCJI.
- Cholera...
BRAK REAKCJI.
- Jaki z ciebie będzie jedli, co?
BRAK... chwila... Tak! Jest reakcja!
Elim spojrzał na maga.
- Mam misję od Jody. - Wymyślanie takiej historyjki było dla maga banalnym zadaniem. - Tylko TY możesz uratować Galaktykę. Czy jesteś dość odważny, by podjąć się tak trudnego zadania?
Minutę później znikli w zaroślach.
- No to wreszcie mamy sposób na Elima - stwierdziła Almana wciąż wpatrując się w krzaki.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...