Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Wojownik specjalny

wocemir ·

Jeździec zsiadł z konia, aby podnieść leżący na ziemi przedmiot. Była to tylko stara zaśniedziała moneta, o nominale wartości funta kłaków. Powoli podniósł się z kucek i spojrzał przed siebie. W oddali piętrzyło się miasto, a raczej miasteczko, nie obiecujące zbyt wielkiego zarobku dla najemnika, chyba jedynie mycie garów.
- Co ja tu właściwie robię? - jeździec spojrzał na karosza, jakby chciał wyczytać z jego oczu odpowiedź - Nadeszły ciężkie czasy. - mruknął do konia, sprawiającego wrażenie słuchającego.
Wskoczył jednym susem na grzbiet i poczłapali razem ku mieścinie, w szybach której odbijało się zachodzące słońce. Gdy przejechali pół stajania, koń zaczął się dziwnie zachowywać. Rozwarł chrapy i zaczął parskać, drepcząc w miejscu kopytami. Teraz młodzian również to usłyszał. Gruby głos dochodził z pieczary, słowa były skierowane chyba do niego. Początkowo chciał dobyć miecza, przewieszonego przez plecy, myśląc, że to napad. Jednak myśl ta rozwiała się jeszcze szybciej, niż przyszła. Głos nie wydawał się groźny, a jego niskość była śmieszna i łagodna. Najemnik powoli zsiadł z konia i prowadząc go za uzdę, ruszył ku wejściu do jaskini. Dobył jednak miecza, z wrodzonej ostrożności; nigdy nie wiadomo, co czai się na ciebie za rogiem. Ostrze, błysnąwszy w blasku zmierzchającego słońca, nagle straciło blask i zmieniło kolor na zupełnie czarny. Grota była przepastna i nieprzebrana, zapewne nikt tu nie zaglądał. Głos powtórzył się, tym razem o wiele bliżej i głośniej. Coś wyraźnie go wzywało. Gdy postąpił jeszcze kilka kroków, tunel zakręcił w lewo, a głos znów zadudnił grubo po ścianach. Nagle oślepiła go dziwna jasność, poświata zaiskrzyła się złotymi promykami. Młodzian przeląkł się nie na żarty. Poświata jednak zgasła równie błyskawicznie, jak się pojawiła. Odjął ręce od oczu i spostrzegł, że jego tarapaty wcale się nie skończyły. Oto stał przed nim złoty smok, w całej swej krasie i dumie. W pierwszej chwili zachwycił się wręcz niespotykanie u zwykłego żołnierza. W końcu smoki, a tym bardziej złote, widzieli tylko nieliczni, a on zobaczył swego pierwszego w życiu. Jednak zaraz uświadomił sobie, jak kończą się dla ludzi takie spotkania. Zasłonił się odruchowo mieczem, czekając na zabójczy cios. Ten jednak nie nastąpił. Smok odezwał się tylko nie zrozumiale i jakby uśmiechnął.
- Ceadmil. - zabuczał - Neen tearth.
I tak nie rozumiem, co do mnie mówisz, pomyślał, ale jeśli próbujesz mnie zastraszyć, to ci się nie uda. Najemnik przybrał agresywną postawę, celując mieczem w smoka. Ten wyszczerzył zęby i powiedział:
- Przepraszam, że źle pojąłeś moje intencje. Chciałem się z tobą przywitać w Starszej Mowie, ale nie dziwię się, że nie zrozumiałeś. W końcu dziś znają ją tylko smoki i niektóre elfy. Więc witaj i nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. Bardzo się cieszę, że przybyłeś na moje wezwanie.
- Na wezwanie? - zapytał młodzian - Chyba na te jęki, które bardziej przypominały zawodzącego trolla, niż wołającego smoka. Więc jeśli już tu jestem, powiedz mi chociaż, po co mnie wezwałeś.
- Najpierw opuść miecz. - smok wskazał łbem na ostrze
- A, jasne. - powiedział najemnik i opuścił broń
- Więc zacznijmy od początku. - smok oplótł sobie łapy złocistym ogonem - Jestem wysłannikiem wolnych smoków z gór Tytanu, jak zauważyłeś, jestem złoty.
- To akurat nie trudno zauważyć. Bije od ciebie taka łuna, że mógłbyś dawać światło całemu miastu.
- ...Wolne smoki i elfy chciałyby was, ludzi, ostrzec przed nadciągającym niebezpieczeństwem. Otóż już bardzo niedługo dotrą tu hordy umarlaków i wszelkie plugastwo nadciągnie aby was zniszczyć, a później ten los czeka także i elfy. Jedynie smoki, może, zdążą uciec. Jedyne, co was może uratować, to Pradawna Runa Wolnych Smoków, znajdująca się najprawdopodobniej w jakiejś jaskini gór Jaskółczych, schowana tam przed ludźmi. Dziś jednak tylko ona może uratować ten świat od zagłady. Jej moc zniszczy wszelkie plugawe twory nekromantów, jednak musisz się śpieszyć; ich zastępy są już blisko.
- Jakież to banalne. - powiedział z przekąsem najemnik - Trzeba znów uratować świat. Jak mam w to uwierzyć?
- Lepiej uwierz, bo to nie żart. Jeśli usłyszałeś me wołanie, choć wołam już od tygodnia, jesteś wybrany. Wszyscy inni przejeżdżali pospiesznie, jednak ty się zatrzymałeś. To coś znaczy.
- To znaczy tyle, że chciałem sprawdzić co tak jęczy, bo miałem nadzieję znaleźć przy tym sakiewkę złota. I na pewno nie nadaję się na wybrańca.
- Wszystko wskazuje na to, że nim jesteś, czy tego chcesz, czy nie. - smok zmienił ton na tak ludzki, że najemnik się zdziwił - Twardy jest, nawet po drugiej stronie. - głos dobiegł jakby z nikąd, wlatując tylko do jego uszu.
- Co jest, do cholery? - zapytał powietrze
- Co jest czym? - zapytał zdziwiony smok
- Ten głos, coś o drugiej stronie. Kto to powiedział?
- Chyba się przesłyszałeś. - powiedział smok głosem tak spokojnym, jak na samym początku rozmowy. Jednak dziwne uczucie nie zniknęło.
- Kiedy mam wyruszyć? - zapytał żołdak i przewiódł wzrokiem po ścianach jaskini jakby w poszukiwaniu źródła głosu
- Najlepiej jak najszybciej. - Dla smoka wydarzenie sprzed kilku sekund chyba już nie istniało - Droga nie powinna sprawić ci większych trudności, chyba że natkniesz się na Nieumarłych.
- Jak się nazywasz, smoku? - zapytał na odchodne
- Powiem ci, jeśli ty wyjawisz mi swoje imię.
- Dobrze. Więc?
- Złoty smok. Teraz ty.
- Najemnik. I to wystarczy.

***

Dziwne znaki na niebie zwiastowały złe wydarzenia, coś nie dobrego działo się w świecie. Najemnik naprawdę uwierzył, że musi wykonać z góry powierzoną misję. Więc wyruszył ku jaskiniom gór Jaskółczych w poszukiwaniu Pradawnej Runy, która rzekomo miała uratować świat. Dziwne targały wtedy nim uczucia, a wszystko wydawało się coraz bardziej obce. Jednak co smok kazał, tak wykonał.
Zjechał ze skarpy i wspiął się na następną tylko po to, aby znów zjechać w dół. Góry były nie przebyte i zdawały się nie mieć końca. Jeździec był dziwnie zaniepokojony. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje, a od spotkania ze smokiem uczucie to nasila się z każdą chwilą. Mimo wszystko nie czuł strachu z jakiegoś nie odgadniętego powodu. W końcu ratował świat.
- Wio, koniu. Wiem, że te góry są jakoś nienaturalnie trudne do przebycia, ale coś mi mówi, że to się nie długo skończy. - poklepał konia po grzbiecie
W lesie przez który przejeżdżali było dziwnie spokojnie. Ani jednej żywej duszy.
- Czy tobie też się wydaje, że ktoś nas robi w konia? - zapytał karosza. Ten popatrzył na niego bezrozumnie. - No przecież. Skąd ty to możesz wiedzieć.

***

Przejechali jeszcze dobre dwie mile, zanim dotarli do pierwszych jaskiń. Uwagę najemnika przykuł wodospad przed nimi, zakrywając taflą spadającej wody wejście do jaskini. Nie sprawdzał innych pieczar, od razu pojechał ku niemu. Po krótkim jeżdżeniu w kółko znalazł suche wejście do groty. Była nieduża i dobrze oświetlona przez słońce przebijające się przez spadającą wodę. Było tam jeszcze coś, co zdawało się na pozór jednym z wielu innych kamieni, jednak dawało nieodparte wrażenie, że nim nie jest. Młodzieniec zsiadł z konia i podjął z ziemi ową rzecz. Wtem w jego ręku zabłyszczała smocza runa. To musi być to, czego szukam, pomyślał. Wsiadł na karosza i odjechał.

***

Droga powrotna była jeszcze cięższa od poprzedniej. Młodzieńcem targały coraz gorsze przeczucia, rozglądał się bacznie, jakby czekał na jakieś nieuchronne zło. Coś sterowało jego psychiką, ale nie wiedział co. Krople potu kapały obficie. Co raz poganiał karosza, ale i ten zaczął się zachowywać nie spokojnie. Zupełnie, jakby ścigała go wataha wilków. I nagle ich zobaczyli. Były ich setki zastępów, ryczących i wygrażających wszelkim żywym istotom. Armia Nieumarłych jeszcze nigdy nie była tak potężna.
Wtem rozległy się trąby i naprzeciw hordom truposzy wyjechało najwspanialsze wojsko tych okolic. Piękna kawaleria zajęła pozycje. Konne wojska Nieumarłych już ustawiały się w szyku. Dopiero teraz młodzieniec zauważył, że znajdują się na płaściutkiej równinie. Idealnej na bitwę.
Obie ławy koni i ludzi runęły na siebie z wrzaskiem wojennym, zupełnie nie zważając na stojącego pośrodku jeźdźca. Najemnik ruszył galopem wzdłuż dwóch linii, mając niewielką szansę ratunku. Hordy żywych trupów i konnica ludzi były już coraz bliżej. Odległość między nimi zawężała się coraz bardziej. Jednak on nie poddawał się. Parł naprzód ile sił. Już prawie się wyślizną. Jeszcze odrobinkę. Jeszcze małą szczelinkę... Strzała wypuszczona z kościanego łuku przebiła mu czaszkę.

***

- Jak się pan czuje? Zawroty głowy, co? Zawsze tak jest po teście.
Powoli otworzył oczy. Przed nim w ciemnej komnacie stało dwóch mężczyzn, ubranych w kitle. Ten bliżej łóżka odłożył na bok szmatę całą mokrą od potu.
- Świetnie pan sobie dawał radę. Już myśleliśmy, że się pan wyślizgnie. Ale niech się pan nie przejmuje, jeszcze nigdy się to nikomu nie udało.
Powoli odzyskiwał świadomość. Ludzie przy łóżku byli z siebie bardzo zadowoleni.
- Gdzie smok, gdzie bitwa? Co się ze mną stało?
- Nie pamięta pan? A, z resztą, skąd mógłby pan pamiętać. Po wypiciu wywaru stracił pan całkowitą świadomość i przeniósł się do wymyślonego świata. Nieźle się pan tam napocił. - wskazał na szmatę - Jednak dał pan sobie radę. Nie uległ stresowi, nie poddał się strachu i wykazał bardzo dobrą sprawność fizyczną. Gratulujemy. Przeszedł pan test i awansował na wojownika Glediańskich Służb Specjalnych.
- Więc to wszystko, to tylko sen?
- Tak, ale nie zwykły. My widzieliśmy wszystko i dopingowaliśmy pana. Grany przez nas smok jednak wzbudził w panu podejrzenia. Teraz niech pan wypocznie, a jutro zamelduje się w Biurze Służb Specjalnych. - Mężczyźni już byli w drzwiach - A, i jeszcze jedno. Na drugi raz, jak pan będzie ratował świat, proszę się bardziej postarać.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...