Wołmar
Nic nie jest pewne. Wszystko może wyglądać inaczej niż wygląda. Jedyne co jest pewne, od zarania czasów, to MIŁOŚĆ.
Pożegnanie Królestwa
- Wasza Wysokość już czas…– dobiegło do uszu Wołmar.
- Już? Nie możemy znaleźć innej metody? – pojawiło się pytanie w umyśle królewskim, choć było to oczywiste, że wszystkie opcje zostały sprawdzone i wielokrotnie przeanalizowane. Najrozsądniejszym, a dokładniej, jedynym sensownym rozwiązaniem była natychmiastowa ewakuacja z Dumuzy.
- Powiedz mi więcej o tym świecie, jeżeli mam tam zamieszkać - poprosił umysł Wołmar.
Ten sam głos wysłany przez serce Jeszu łagodnie odpowiedział:
- Wiesz już wszystko, ale jeżeli chcesz opowiem ci jeszcze raz. Jest to świat o bardzo prymitywnej, prostej strukturze. Pełen walki, dzikości i egoizmu, ale posiada wspaniały, niezwykły potencjał miłości. Nazywa się Ziemia. Mieszkańcy są istotami pełnymi sprzeczności. W jednym osobniku znajduje się wiele szlachetnych składników, ale i ogromna ilość zanieczyszczeń. Wszyscy są zniewoleni, tacy już się rodzą. Może dlatego wszyscy są wojownikami… Walczą sami ze sobą we własnym wnętrzu, z tymi którzy ich otaczają i tymi, których nie widzą. Potrafią też kochać z ogromnym zaangażowaniem.
- To musi być ogromnie wyczerpujące…
- To jest ich styl życia. Nie potrafią inaczej…
- No tak… najbardziej mnie intryguje i niepokoi sposób odżywiania. Oni naprawdę odżywiają się czymś innym niż muzyką? Trudno mi sobie wyobrazić, że tak po prostu przestanę zanurzać się w muzyce i będę nadal żyć.
- Nie musisz rezygnować z muzyki. Ludzie mają po dwa otwory, żeby przyswajać dźwięki, ale ich pokarm jest inny i używają do tego kolejnego otworu w głowie…
- Skoro cali są spętani powłoką, to nic dziwnego, że mają tyle dziur, żeby jakoś żyć.
- Denerwujesz się?
- Tak. Mówiłeś, że oni są rozdzieleni na pół w zależności od posiadanych cech i predyspozycji. Funkcjonują jako bardziej zdolne do miłości, ale też bardziej zrzędliwe i pełne frustracji kobiety, lub bardziej zorganizowani, stabilni, ale agresywni mężczyźni.
- To ogromne uproszczenie…
- Tak… Wiem… Wybacz. Przeżywam spore napięcie. Kim ja będę?
- Wolisz być zrzędliwą, pełną frustracji kobietą, czy agresywnym mężczyzną?
- Nie żartuj sobie ze mnie. To żadna przyjemność opuszczać własne królestwo po to by przetrwać na dzikiej planecie w postaci jakiegoś dziwacznego stworzenia.
- Dwóch stworzeń… Masz zbyt bogatą osobowość, aby pomieściło Cię, Wasza Wysokość, jedno, słabe ludzkie ciało. No i większe szanse…
- Rozumiem… To aż tak dziki jest ich świat? Przyjacielu, powiedz… Będę dwoma paplającymi kobietami, czy dwoma walczącymi ze sobą mężczyznami?
- Jednym i drugim.
- Kim oni są? Chyba masz dla mnie przygotowane mieszkanie? Wiem, że czas jest ograniczony, ale nie przesadzajmy z tą improwizacją…
- Nie martw się. On jest wybitnym kompozytorem. Tworzy wspaniałą muzykę, doskonale się wpasujesz w jego zdolności. To będzie wręcz naturalne, że nagle podniesie się jego poziom twórczy. Wszyscy uznają, że jego talent spokojnie dojrzewał po to by eksplodować niezwykłym objawieniem.
- Najtrudniejsze będzie to ograniczenie wolności… Dwa otwory tylko do przyswajania dźwięków… no i to powolne przemieszczanie się…
- To Ziemia, a nie Dumuza! Będziesz miał jednak pewne ułatwienie, twój gospodarz jest pasjonatem latania i skoków spadochronowych. Posiada prywatne małe lotnisko. Twierdzi, że najlepsze muzyczne pomysły przychodzą mu wśród chmur. Bardzo często korzysta ze swojego osobistego szybowca lub helikoptera. Jest też człowiekiem niezwykle dobrze wyposażonym w różne udogodnienia pozwalające miło spędzać czas, mimo dzikości tego świata.
- No a ta druga część mnie? Ta kobieta?
- To jego żona. Mieszka z nim razem. Jest cierpliwa, pracowita, lubi działalność charytatywną, dzieli się swoją miłością z innymi. Wiele uwagi i czasu poświęca na pomaganie tym, którzy ją otaczają, ale najważniejszą osobą w jej życiu jest Markos – mąż. Bardzo go kocha.
- To znaczy, że jak na ziemskie warunki, zapewniasz mi nawet pewien luksus.
- Tak. Będziesz mieszkać w jednym z najpiękniejszych miejsc w tej krainie, otoczony najbardziej luksusowymi przedmiotami, w ochronie dwóch ciał uznawanych za jednych z najbogatszych małżeństw na planecie.
- Rozumiem. Co mogę zabrać ze sobą?
- Całą swoją osobowość. Niestety talenty muszą zostać na Dumuzie.
- Mam być pozbawiony wszystkich moich uzdolnień? Zostawić wszystko to, co pozwala mi być królem?
- Tam będziesz podziwiany, szanowany i bez talentów. Twoi gospodarze zapewnią ci wspaniały byt. Wzbogacisz ich osobowości, ale i ty będziesz z nich czerpać. Mam nadzieję, że czas minie ci szybko. Zagrożenie nie będzie trwało wiecznie, jak tylko minie, wrócisz tu i będziesz spokojnie panował dalej na Dumuzie, bogatszy o nowe, niezwykłe, ziemskie doświadczenia.
- Ile mam jeszcze czasu?
- Przykro mi, ale nie masz. Wyczuwam natężenie zagrożenia, lepiej wejdź do komory podróży, a ja dostroję fale, które przeniosą cię w wyznaczone miejsce.
Wołmar siłą woli zapełnił sobą komorę teleportacji. To była jedyna szansa, by przetrwać inwazję obcych. Celem tych dziwnych istot było tylko i wyłącznie zniszczenie władcy Dumuzy. Nic innego ich nie interesowało. Trudno było to pojąć, ale z taką misją nienawiści zjawili się jasno określając sens swojego pobytu. Jedynie unicestwienie hierarchy lub jego zniknięcie mogło spowodować, aby powrócili tam skąd przybyli.
Niemal w tym samym momencie, gdy król znalazł się w bezpiecznym miejscu, do Sali przeniknął Chiro.
- Cóż za miłe spotkanie Jeszu. Widzę, że twoje serce jest tu gdzie powinien być władca, a twój umysł? Wolę rozmawiać z twoim rozumem.
- Dlatego, że sam nie masz serca?
- Zachowaj komplementy dla takich jak ty i zacznij ze mną rozmawiać umysłem. Gdzie ON jest?
- Po co pytasz? Wiesz, że nie odpowiem ani tobie, ani nikomu z twojej świty.
- Wiesz, że mogę cię zniszczyć?
- Zjawiłeś się żeby zniszczyć Wołmar. Po co miałbyś niszczyć mnie?
- Dla przyjemności, dla zwykłej przyjemności… Wiesz… nie, ty nie wiesz jaka to rozkosz niszczyć zgodnie z wytyczonym celem. O tak…
Chiro zgniótł całą siłą swojej osobowości przejrzystą fiolkę na łzy szczęścia i uderzył z mocą w stojącą pod ścianą komorę podróży, powodując uszkodzenie kapsuły.
Jeszu zachował spokój. Król jest już bezpieczny - pomyślał wiedząc, że szpiegowskie czytniki są wymierzone dokładnie w jego umysł.
Okupant uważnie przyjrzał się dworzaninowi. Wiedział, że nie uzyska od niego żadnej informacji, ale łudził się, że może dostrzeże coś, co pozwoli mu zdobyć wskazówkę co do kierunku poszukiwań.
Niechętnie opuścił pomieszczenie. Szkoda mu było marnować czas na bezużyteczne rozmowy z kimś, kto jest nieprzekupny.
Jeszu upewniając się, że przeciwnik się oddalił, zbliżył się do komory podróży. Szybko ocenił uszkodzenie. Niestety, wgniecenie było znaczne i na dodatek w miejscu centrum sterowania.
Jeżeli wszystko poszło zgodnie z planem Wołmar jest już na pięknej, malowniczo położonej wyspie na Oceanie Spokojnym. W luksusowym, jak na ziemskie warunki, domu, przenika w osobowość młodego małżeństwa milionerów. Jeżeli jednak uszkodzenie nastąpiło w trakcie podróży…
Współpracownik i dworzanin, jednocześnie przyjaciel króla, odrzucił tę myśl…
Brutalna rzeczywistość
Gwałtowny wstrząs spowodował dotkliwy ból przenikający całą osobowość Wołmar.
Rzeczywistość okazała się o wiele gorsza niż się obawiał. Przenikliwy chłód, pomieszczenie wypełnione jakimś dziwnym napięciem, stresem, bólem wywołanym różnymi lękami. Wszystko było takie intensywne; światło i cienie, barwy, zapachy, dźwięki… Miał ochotę uciec. Schować się w jakąś bezpieczną kryjówkę. Teraz zrozumiał dlaczego ludzie kryją się w tak mocnych, cielesnych powłokach. Inaczej nie mogliby funkcjonować.
Wyciszył umysł i uważnie rozejrzał się po pokoju. Czy Jeszu myślał, że jeżeli powie mu wszystko o tym świecie to nie wejdzie do komory podróży?
Spokojnie przeanalizował sytuację - to mieszkanie wyglądało zupełnie inaczej niż sądził. Przez chwilę pojawiła się myśl: „może to podstęp przeciwnika?” Odrzucił ją jednak. Nikt z jego bliskich nie mógł go zdradzić. Bardziej prawdopodobny był błąd w obliczeniach, przecież Ziemia jest odległym, kompletnie dzikim terenem…
Na łóżku leżała jakaś osoba. Emanował z niej ból, rozterka, pragnienie miłości i mnóstwo kompletnie poplątanych emocji.
Wołmar pomyślał, że ulokuje w niej część siebie, tak aby nie zaburzać jej osobowości. Podjął szybką decyzję. Brakuje w niej spokoju, łagodności, wyciszenia - tego może dać z siebie najwięcej.
Powoli przeniknął w leżące ciało częścią siebie. Z trudem zwalczył chęć do wycofania się. Nad wszystkim dominował smutek, ból i przygnębienie. Nie miał wątpliwości, że ta istota jest kobietą. Pokaleczona, obolała, nieleczone rany duchowe rozjątrzone, ropiejące… Miejsce chęci ucieczki zajęło uczucie troski oraz pragnienie pomocy tej nieszczęśliwej istocie.
Kobieta otworzyła oczy. Patrząc nimi doszedł do wniosku, że mieszkanie wcale tak źle nie wygląda. Podeszła do sprzętu muzycznego i włączyła go. Dźwięki, które popłynęły były nieznane, ale przenikały do głębi. Ona zaczęła śpiewać. To było wspaniałe… Jeszu nawet nie mógł podejrzewać, że te dzikie istoty odżywiają się tak doskonałą strawą. Muzyka była pełna jakiejś niezwykłej tęsknoty, oczekiwania, miłości, była łagodna i kojąca.
Dzień minął Wołmar na poznawaniu tej niezwykłej ludzkiej osoby, w której częściowo zamieszkał. Reszta jego skuliła się w postać niewidzialnego dla ludzkich oczu obłoku, w kącie obszernego pokoju.
Po pewnym czasie poczuł przypływ niezwykłych uczuć. Ona ożywiła się i wyraźnie na coś oczekiwała. Po chwili pojawił się inny człowiek w domu. To był mężczyzna. Kobieta nagle złagodniała, wysłała w jego kierunku pęk jasnego światła przez swoje spojrzenie. On delektował się nim. Zbliżyli się do siebie dotykając lekko swoich dłoni i twarzy. Nie było na co czekać. Reszta osobowości Wołmar subtelnie przeniknęła we wnętrze człowieka. Cielesne mieszkanie mężczyzny wcale nie było mniej poranione i obolałe niż kobiety. Potrzebowało miłości, ciepła i zadbania.
To był najlepszy czas na działanie. Zdetronizowany monarcha Dumuzy postanowił działać. Zacznie od tego, że oba mieszkania muszą bardziej zbliżyć się do siebie, wtedy będzie miał szansę lepiej zjednoczyć wysiłki własnego serca i rozumu. Popchnął najpierw kobietę, a potem mężczyznę tak, aby ich ciała zbliżyły się do siebie i zjednoczyły w uścisku. Wszystko było pod kontrolą, gdy nagle poczuł gwałtowny wstrząs.
- Nie możemy - wyszeptała kobieta.
- Nic złego nie robimy… - odparł mężczyzna.
- No właśnie… nie przesadzaj kobieto - wsparł go bezgłośnie umysł Wołmar.
- Gdyby nas teraz widział pastor… - kobieta parsknęła śmiechem.
- Co za pastor? … Kto to znowu? Dlaczego on decyduje o ich życiu? – znów zadał pytanie przybysz z Dumuzy. Nie otrzymał odpowiedzi…
Mężczyzna chyba nie do końca był przekonany tym argumentem, ale z rezygnacją odsunął się.
Po pewnym czasie okazało się, że kobieta i mężczyzna nie spędzają zbyt wiele czasu razem. Pragną tego, ale różni ludzie mówią im, że mają się od siebie oddalić. Niezrozumiałe, dzikie ludzkie prawo jednym pozwalało leczyć rany zadane przez ich istnienie, a innych bezlitośnie skazywało na cierpienie.
Wołmar wiedział, że jedynym sposobem na wygodne mieszkanie jest pozwolenie, aby ci dwoje przebywali ze sobą, przesiąkali sobą nawzajem, uwolnili pokłady miłości, które będą wysuszać całe bajora ropiejącego rozgoryczenia i żalu.
Rzeczywistość była brutalna. Ludzie ciągle skłonni do walki posługiwali się różnymi metodami, aby utrwalić w obojgu przekonanie, że nie mają prawa być zdrowi, szczęśliwi, spełnieni. Straszyli jakimiś bliżej nieokreślonymi karami, jeżeli złamią ten magiczny zakaz.
Wołmar będąc królem musiał też być dobrym strategiem. Ciała tych dwojga to nie królestwo, ale warto było zawalczyć o ochronę ich granic. Powoli, spokojnie, zaczął pracę nad umysłem kobiety. Skoro czyta i jest przekonana, że Bóg jest przebaczający, dobry i miłosierny, to dlaczego ma spędzić resztę życia w samotności i rozgoryczeniu? Podobno to, co kiedyś się zdarzyło jest nieaktualne, ale ona ma być ciągle napiętnowana za to, co kiedyś stało się w jej życiu?
Mężczyzna wiedział, że pragnie tej kobiety, ale czekał na jej przyzwolenie.
Wreszcie udało się. Na drodze tych dwojga stanęli ludzie pełni pokoju i światła. Powiedzieli, że mogą stać się jednością lecząc swoje rany. Mogą być małżeństwem.
Tak też się stało. Zamieszkali razem, nazwani zostali mężem i żoną...
Dumuzeński uciekinier czuł satysfakcję. Wiedział sam ile pracy włożył w to, aby we właściwych momentach otwierać i wyczulać ich słuch na odpowiednie słowa, a kiedy zagłuszać frazy pełne jadu i fałszywej troski zabraniające im miłości.
Powrót do domu
Małżonkowie spokojnie leżeli pogrążeni we śnie dotykając się, jakby bali się stracić ze sobą nawet na chwilę kontakt. Wołmar zanurzał się w rozkosznym poczuciu ukojenia, gdy nagle dobiegł go znajomy głos:
- Wasza Wysokość… Już czas…
- Jeszu? Na co czas?
- Na powrót do domu.
- Do domu? Jestem w domu!
- Wasza wysokość, czas zakończyć ten koszmar.
- O jakim koszmarze mówisz?
- Nie żartuj. Czas wracać do normalności nim przesiąkniesz tymi dzikimi wpływami…
- Jeszu, Ziemia jest straszna, pełna przemocy, egoizmu, pragnienia walki, ale są też piękne rzeczy. Muzyka, jakiej nigdy nie kosztowałeś, barwy tak mocne, że bez ochrony ciała nie można się do nich zbliżyć, zapachy tak intensywne, że odurza najmniejszy powiew…
- I tak mnie nie przekonasz. Nigdy nie chciałbym zamieszkać w czymś tak okropnym jak ludzkie ciało.
- Tak myślisz… Jeszu …
- Co znaczy ten twój dziwny uśmiech? Podaj mi choć jeden argument przemawiający za tym, aby się męczyć w tych okropnych powłokach ludzkiego ciała.
- SEKS!
- Co to jest seks? O czym ty mówisz?
- Daj spokój Jeszu… i tak nie zrozumiesz… To coś, czego my, duchowe istoty nie znamy i chyba tak lepiej…
- Wasza wysokość zapraszam do komory podróży w drogę powrotną.
- Dobrze. Pod warunkiem, że czasem będę mógł wrócić na Ziemię.
- Czy powodem jest to niezwykłe zjawisko?
- Powody są różne…
- Możesz uchylić rąbka tajemnicy?
- Oczywiście! Na przykład kluski śląskie, muzyka na kasetach, zapach bzu i folklor ulicy Poznańskiej.
- Czas wasza wysokość wrócić na Drumuzę!
Wołmar ostatni raz spojrzał na pogrążone we śnie ciała małżonków i pomyślał: Nic nie jest pewne. Wszystko może wyglądać inaczej niż wygląda. Jedyne, co na pewno jest, od zarania czasu, to MIŁOŚĆ.
Praca autorstwa: Beaty Sielewicz - Linettej##edit_bysuchy 2008-07-11 09:40:38##ed_end##