Wrota baśni
Dzisiejszy dzień był bardzo słoneczny. Sama się nawet zastanawiałam kogo mi dzisiaj ześle wydział do spełniania trzech życzeń. Ostatnio miałam jakiegoś pijaczynę. Podobno, gdy szedł po pijanemu, potrącił go samochód. Bynajmniej tak wynikało z akt jakie dostałam od agenta „00J”. Od niedawna wydział ma pełne ręce roboty. Ciągle nowi klienci. Nie uwierzycie, ale Siedmiu Krasnoludkom zesłali niedawno prostytutkę! Ale mieli ubaw. Ci to zawsze przygodę znajdą.
O! Już widzę delikwenta! Pewnie kolejny spod sklepu. Jak ja takich nienawidzę.
- Kim jesteś? - spytałam bez ogródek.
- Jestem skromnym rybakiem, żyjącym ubogo niedaleko stąd - odparł.
- Aha, a ja jestem Kopciuszek. Trafiłeś do „Wydziału 8”, starcze. Tu nie przychodzą zwyczajni rybacy, żyjący ubogo. Przyznaj się, piło się, czy może „Złoty strzał”?
- Kiedy ja naprawdę jestem rybakiem.
Nie no! To już przesada. Facet ma mnie chyba naprawdę za idiotkę. A tak w ogóle to gdzie są papiery? Już dawno któryś z agentów powinien tu sterczeć z plikiem dokumentów w dłoni. No dobrze, tylko spokojnie...
- Słuchaj no, ty obleśna dziadygo! Wiesz co to jest „Wydział 8”? Hę?
- Nie za bardzo. Mówiłem już, że jestem skromnym...
- Tak, tak, a ja to Kopciuszek. Do „Wydziału 8” trafiają niedorozwoje, pijacy itp. Spokojni, nikomu nie wadzący staruszkowie są w czwórce. Moja rola polega na tym abym spełniła twoje trzy życzenia! Z których będziesz sądzony... - dodała półgłosem, aby „rybak” nie mógł usłyszeć. - Wróć do sekretariatu i niech ci tam dadzą właściwe skierowanie. Kumasz?
- Chyba tak.
- No, nareszcie. A więc już cię tu nie ma. Sio!
W dzisiejszych czasach naprawdę trudno o dobre maniery. Przyjdzie ci taki, po „Złotym strzale” i jest święcie przekonany, że jest rybakiem. Tylko szkoda jeszcze, że za Jezusem nie poszedł. Normalnie wytrzymać się nie da. Czasami to po prostu mam ochotę rzucić pracę. Przyszedł kiedyś taki jeden. Mówił, że jest Królikiem z „Kubusia Puchatka” i chce kilo marychy. To już była lekka przesada.
O czym to ja wam wcześniej mówiłam? Aha, o Siedmiu Krasnoludkach. Zresztą nie tylko oni, ale także inni mają ciekawych klientów. Wczoraj herszt czterdziestu rozbójników spotkał sędziego, który na widok jego bogactwa nie mógł się powstrzymać od przeliczenia tego na łapówki. Biedny herszt zrezygnował z pracy. I dziś jego zwolnienie leży w sekretariacie. Powoli wszyscy tu dostajemy załamania nerwowego. Bo z takimi klientami, jacy się dzisiaj trafiają, to już lekka przesada.
Po prostu dzisiejsi ludzie są coraz mniej wychowani i nie mają za grosz wyrafinowania. O, Matyldo! Stary wraca. No to się zacznie.
- I co?
- Nic. Nie mogłem znaleźć sekretariatu, a w chatce mam tylko akt własności domu.
- No pięknie. Czekaj pan! - Nie wytrzymałam, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do sekretariatu. W słuchawce usłyszałam cienki głosik sierotki Marysi:
- Sekretariat, słucham?
- Tu Złota Rybka. A nieformalnie to cześć Maryśka, prośbę mam.
- Jaką, Złotko?
- Przyszedł mi tu jakiś dziadyga. Mówi, że jest rybakiem. Uprzednio nikt nie przyszedł do mnie z jego dokumentami. Możesz mi wyjaśnić, co jest grane?
- Sama nie wiem. Ostatnio do ciebie żadnych zleceń nie wypisywałam...
- Ty, może on na serio jest rybakiem?
- No przecież mówiłem... - wtrącił się mężczyzna
- Zamknij się. Nie uczono cię, że niekulturalnie jest wtrącać się do rozmowy? - przerwałam na chwilę, aby upomnieć dziadka. - Przepraszam - zwróciłam się do Maryśki - ale ten dziadyga coś mówił.
- Nie poczekaj, mam! To zadanie nadzwyczajne. Dziadziuś przeholował ze spirytusem i leży teraz na Izbie Wytrzeźwień w stanie krytycznym. Twoim zadaniem jest uratowanie mu tyłka.
- Dlaczego akurat ja dostałam tego pijaczynę?
- Reszta była zajęta.
- No to pięknie. Zadzwoń do Kota w butach i powiedz, że za dziesięć minut ma być nad rzeką, bo jak nie, to poczuje jak smakuje smażony ogonek.
- Dobra. Na razie.
- Cześć.
- No i po co tyle krzyku? - zwróciłam się do gościa - Trzeba było od razu, że się spiryt przedawkowało. To by było wszystko jasne. O jest kotek.
- Witam cię, Złociusieńka!
- Nie mów tak do mnie to raz, a dwa to przechodzę do rzeczy. Potrzebuję twojej pomocy. Poczekaj chwilkę zaraz zamienię się w kocicę. No, już.
- Teraz jesteś atrakcyjniejsza, miau!
- Milcz! Znasz się na teleporcie między naszym światem a tym drugim, prawda?
- Tak, mrrrrrrr…
- No to na co czekasz? Izba Wytrzeźweiń w Falworowicach. Bynajmniej tak mi napisała Maryśka w sms-ie.
- Już się robi.
Rzadko kiedy podróżowałam. A jeszcze rzadziej przybierałam postać kocicy. Jednak jedno i drugie wywoływało u mnie mdłości. Cały czas miałam przed sobą myśl jak uratować tego pijaka. To, co się działo w jego głowie było nie do pomyślenia. Jednak najgorszą rzeczą było to, że moja magia w ogóle nie działała tutaj. A więc trzy życzenia odpadały. Zaraz, kogo ja znam w tym świecie? Oczywiście! Kotka lorda Guana! To nasz łącznik. Bez chwili wahania wysłałam Kota w butach po kotkę. Przybyli, prawie że w tej samej chwili, w której nastąpiło zniknięcie kota.
- Nie ma wyjścia. To beznadziejny przypadek - rzekła kotka, a ja słuchałam jakby od tego zależało moje życie.
- Co proponujesz? - zapytałam.
- Oddałam już osiem żyć, aby pomóc innym. Nie wiem jak ty, Kot?
- Też.
- A ty Złotko?
- Ani jednego, zresztą ja mam tylko jedno. Nie wiem jak się dzieje po przemianie, ale nie mam wyjścia. Jak go nie uratuję to mnie wyleją.
- Ale możesz zginąć?
- Mam wybór? - z desperacją odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W razie czego, ja i Kot zadbamy o twój dobry sąd. A tak nawiasem mówiąc, ciekawe, do którego wydziału byś trafiła?
- Przestań, kotka - rzekł z powagą Kot w butach.
- No, to do roboty.
Bez problemów, niezauważeni weszliśmy do sali, w której leżał dziadek pogrążony w śpiączce. Lekko skoczyłam na jego brzuch. Schyliłam łepek i poddałam się woli oddawania życia. Najpierw w mojej głowie powstał zamęt. Wszystko wokół wirowało. Czułam się jakby zaraz na głowę miał mi spaść cały ciężar problemów obydwu światów. To było okropne odczucie. Potem zapadłam w głęboki sen. Taaaaaaak. Śniło mi się, że jestem szefem wszystkich wydziałów, że nie muszę pracować, tylko składać podpisy. To było życie. Aż tu nagle ze snu zbudził mnie krzyk obydwu kotów drących się w niebogłosy.
- Spokojnie, żyję. A tak w ogóle, to gdzie jest dziadek i gdzie ja jestem?
- Jesteśmy już w naszej krainie. Natychmiast po oddaniu życia przenieśliśmy cię tutaj. Baliśmy się o ciebie. A dziadek ma się dobrze. Zdaje się, że już nigdy nie tknie alkoholu.
- To dobrze. Jednego mniej. A teraz pozwólcie, że wskoczę do wody i zmienię postać - po tych słowach z przyjemnością skoczyłam do rzeki.
- Bardzo się baliśmy. Spałaś dokładnie dwa tygodnie.
- Aż tak długo?
- Tak, ale za to dostaniesz Order Jajcono za zasługi w pracy i awans do szóstki.
- O jak fajnie! Czyli możecie czuć się zaproszeni do mnie na imprezę w sobotę z okazji awansu.
- Dzięki. A tak miedzy nami, to już się zmywamy. Po tych całonocnych czuwaniach chcemy się wyspać przed imprezą.
- Jeszcze raz wielkie dzięki. Będę waszą dłużniczką.
- Nie, to raczej my będziemy twoimi dłużnikami za przykład jaki nam dałaś. No, to do soboty!
- Do soboty, koty!
Jak genialnie było z tymi kotami. Nigdy bym nie przypuszczała, że można aż tak świetnie się bawić, pracując. Ale teraz dostałam awans do szóstki. Będę się zajmowała dziećmi, które umarły przy porodzie. Posługują się telepatią, a więc zero zbędnych nerwów. Jak ja kocham dzieci. Ale co ja tu się rozczulam. Trzeba jeszcze zaprosić tyle osób! Dobrze, że mam darmowe minuty…##edit_byclops 2006-04-03 18:36:02##ed_end##