Wybrani przez gwiazdę
Kroczył ciężko, zmęczony długotrwałą podróżą. Lewą rękę oparł na rękojeści swego miecza i sunął pochylony, wzdłuż kolejnych ulic. Skręcił w prawo i teraz schodził z pagórka, w stronę wielkiej świątyni, przed którą znajdował się plac otoczony parkiem. Parę kroków dalej skręcił w polną ścieżkę i omijał kolejne gospodarstwa, mieszczące się w prawej części grodu. Szedł i szedł, teraz nikt już mu nie wiwatował, a mimo to czuł się bardziej szczęśliwy. Zatrzymał się przed jedną chatą i zakołysał. Oparł się na płocie, po czym ściągnął hełm i rozrzucił włosy. Słychać było wesoły kobiecy śpiew, dobywający się z wnętrza. Rycerz podszedł do drzwi i otworzył je szybko, po czym wszedł do środka.
Jego oczom ukazało się cudownie znajome wnętrze własnego domu. Drewniane ściany, rzeźbione meble, i pokój wiosną pachnący. Każdy kwiat w oknie rósł wyjątkowo okazale. Kiedy wszedł dalej, zauważył ową kobietę, długowłosą blondynkę cudownej natury i przepięknej budowie ciała. Klęczała nad misą i odziana w ubrudzoną, podartą, szarą suknię prała coś wesoło podśpiewując. Kiedy domownik stanął wyprostowany, z mężną piersią i hełmem w ręce, w drzwiach izby, dziewczyna poderwała się i ze łzami w oczach stała chwilę nieruchomo, jakby przestraszona. Zdać by się mogło, że nie poznała swego rycerza, ale po krótkim czasie rzuciła mu się na ramiona i wtuliła tak mocno, na ile pozwalała jej zbroja wojownika. On także odłożył hełm i przycisnął ją do siebie, ale jęknął. Gdy podarowała mu swój pocałunek mało nogi się pod nim nie ugięły. Wtedy zrozumiała, że jej bohater jest szczęśliwy, ale bardzo zmęczony. Przez łzy odezwała się do niego:
- Nareszcie jesteś ! Nawet nie wiesz jak to jest siedzieć tu, otoczoną przez kwiaty i ptaki, przepiękną zieleń, wdychając świeży wiatr co dnia, a jednak czuć okropną pustkę w swoim sercu. Co dnia wyglądałam na drogę, czy przypadkiem nie jedziesz, każdego popołudnia liczyłam godziny do wieczoru, a kiedy już kładłam się do łóżka chyba po tysiąckroć czytałam Twoje listy przed snem. Rycerz na to uśmiechnął się lekko i dał zobaczyć jej w swoich oczach, jak błogo mu na ciele.
- Ja czułem to samo. Budziłem się rankiem z trwogą w sercu, że mogę nie przeżyć następnych kilku godzin, kiedy walczyłem, patrzyłem na Twą chustę i tylko myśl o powrocie do domu broniła mnie przed ostrzami wroga. Wieczorem, siedząc na warcie pisywałem do Ciebie, kiedy przechadzałem się pod gwiazdami, czułem, że Ty również na nie patrzysz i łudziłem się, że wkrótce Cię zobaczę. Gdy kładłem się, moje serce ściskało się z tęsknoty, ale w końcu dotarłem tu... jestem. A Ty jesteś ze mną - Po tych słowach wstał i począł zdejmować z siebie cały pancerz, buty, naramienniki. Odpiął klamry płaszcza, i przewiesił go przez krzesło. Swój wierny oręż zawiesił na ścianie, a hełm i zbroję odstawił na specjalne miejsce w rogu pokoju. Rozbieranie się szło mu trochę ciężko. Widząc to kobieta pomogła mu zdjąć rękawice i osłonę przegubów, wtedy zauważyła ślad po niedawnej ranie na jego prawej ręce. Widać rana znów się otworzyła, bo pojedyncze kropelki krwi przesiąkały bandaże.
- Jesteś ranny ! Dlaczego nic nie mówisz ?! Och..., chodź, trzeba to obmyć - rzekła z największą troską w głosie.
-To nic takiego, skoro zabliźnia się rana tęsknoty w moim sercu- odparł rycerz z wykrzywionym z bólu uśmiechem i pozwalał kobiecie starannie opatrzyć jego rękę. Przyszedł potem czas na kąpiel i opowiadania przy kolacji, ale Dama, choć ciekawa nie chciała męczyć swego kochanka długimi rozmowami, gdyż zasypiał on już prawie na stojąco. Poszli tedy na łoże, a tam wtuliwszy się w siebie wzajemnym miłosnym uściskiem, zasnęli oboje, naprawdę szczęśliwi, od dłuższego czasu...
Następnego dnia wstali oboje później i zjadłszy syte śniadanie wybrali się na spacer po mieście, trzymając za ręce. Witali przechodniów, którzy cieszyli się z ich szczęścia i pozdrawiali wojownika. Odwiedzili wiele sklepów, mężczyzna rad był spotykając starych znajomych. Poszli też do zielarza, bo Dama martwiła się o swego Rycerza i chciała by jak najszybciej wyzdrowiał. W południe udali się do domu, gdzie kobieta przygotowywała obiad, a mężczyzna karmił zwierzęta w gospodarstwie i przechadzał się po ogródku, ceniąc i podziwiając porządek, w jakim utrzymane było całe domostwo. Choć obowiązków było dosyć, radzili sobie wzajemnie, ciesząc się sobą. Ile to też chwil spędzili w ogródku wąchając zapach kwiatów, ściskali się i gonili jak małe dzieci. Czuć było wielką miłość między nimi. Popołudniami zwykle chadzali do świątyni, gdzie Rycerz klękając oddawał cześć Bogu, który był jedynym świadkiem jego obietnic i przysięg. Parę chwil spędzali na pokornej modlitwie, po czym wychodzili na spacer po placu i parku. Rana na ręce szybko zaleczyła się, zranione serce biło teraz normalnym tempem. Co dzień nie mogli nacieszyć się sobą, widać nawet przy pracy byli szczęśliwsi niż ktokolwiek na ziemi. Pewnego ciepłego wieczoru przechadzali się parkowymi alejkami, słuchali śpiewu ptaków i rozkoszowali otaczającym ich pięknem natury. Park był utrzymany w wyśmienitym stanie, ścieżki wysypane drobnym białym kamieniem, co chwila stałą jakaś ława lub posąg boskiej dzieciny. Trawniki przystrzyżone a kwiaty posadzone w odpowiednich miejscach, dobrane kolorami i rodzajem tworzyły olbrzymie obrazy na zielonym płótnie. Doszli do miejsca, w którym widać było ogromną piramidę świątyni, wznoszącą się majestatycznie nad położonym niżej placem, a sięgającą pod samo niebo prawie, w dosyć pochmurnym dniu. Zatrzymali się tedy i trzymając się za ręce popatrzeli sobie głęboko w oczy.
-Pamiętasz... nasze pierwsze spotkanie ? - zapytała sentymentalnym głosem kobieta - Stałeś w tym miejscu i wymachiwałeś swoim drewnianym mieczykiem, udając wielkiego wojownika. Biłeś się ze swym przyjacielem... już wtedy w głowie Ci były bitwy ! - zaśmiała się i poklepała rycerza po ramieniu - Od dziecka lwia natura pchała Cię do boju. A kiedy mnie zobaczyłeś, zawstydziłeś się i razem z przyjacielem usunęliście się ze ścieżki. Na to mężczyzna uśmiechnął się, ale nic nie odpowiedział, tylko odgrzebał w pamięci ów moment. Obraz swego domu, młodzieńcze figle i rysy starego przyjaciela z dzieciństwa mignęły mu przed oczami. A potem przypomniał sobie ten słoneczny letni poranek, kiedy ćwiczył walkę. W pewnej chwili się obrócił... Zobaczył wtedy matkę z małą dziewczynką, która z uśmiechem na twarzy wpatrywała się nich, do chwili, w której wesoło wyrwała się ręki matki i ściągnąwszy trzewiki zaczęła gonić motyla, depcząc bosymi stópkami po zroszonej trawie. Jak w rajskim ogrodzie, śmiała się i skakała, wymachując swymi małymi rączkami. Chłopak nie mógł napatrzeć się na anielskość tego dziecka. Ukłonił się pani i patrzał jak mama zawołała dziewczynkę do siebie. Ubrała jej buciki i podreptali dalej. Piękna to była chwila... Poczuł nagle pociągnięcie za rękę i ruszyli dalej. Gdy doszli do wejścia na plac główny, zwany świątynnym, znów się zatrzymali.
- To zaś miejsce jest magiczne i silnie powiązane z moim sercem- podjął znów rycerz - To tutaj ślubowałem Ci na kolanach, wierność po kres mych dni, na zawsze oddałem Ci swe ramiona, w których znajdujesz schronienie. Podarowałem Ci też swój miecz, byś pobłogosławiła go swą ręką. Ach...
- Myślisz, że nie żyję tamtą chwilą ? Odpowiedziałam Ci: \"tak\", a wtedy podniosłeś mnie i na rękach, z mieczem u pasa zaniosłeś do domu. Każdy Twój pocałunek przypomina mi te dni - odpowiedziała kobieta i przytuliła się do Rycerza. - Cieszę się, że jesteś przy mnie... tak mi Cię brakowało. Oby Bóg dał nam wreszcie trochę czasu dla siebie.
- Nie zamierzam więcej Cię zostawiać. Już nigdy... Po tych słowach ruszyli do domu, oświetloną przez żagwie drogą. Od tamtej pory żyli spokojnie z dnia na dzień, a wielka miłość osładzała im każdą minutę spędzoną razem. Tak minęły im następne 3 lata, jako mężowi i żonie. Aż pewnego dnia w mieście zjawił się wojskowy posłaniec, niczym zwiastun nadchodzącego smutku...
Cały dzień w mieście było głośno o przybyciu owego najemnika. Mąż z kolei rano pracował w gospodarstwie i w końcu postanowił trochę odpocząć. Kiedy wszedł do domu, zastał swoją żonę krzątającą się po kuchni. W powietrzu unosił się zapach gotowanego mięsa, ziemniaków i warzyw. Zaraz też podano mu do stołu, więc zjadł a potem długo rozmawiali. Jakoś wieczorem ktoś zapukał do ich drzwi. Mąż podszedł do drzwi i otworzył je, ale nogi mu się ugięły na widok wojskowego. Wyszedł z nim przed dom, zostawiając zdziwioną kobietę w środku. Posłaniec przekazał mu list zapieczętowany sygnetem jego dowódcy.
- O co chodzi ? - zapytał z zgrozą w oczach - Przecież służbę skończyłem dawno temu. Zostałem zwolniony z obowiązku.
- Tak, Panie - odparł posłaniec - ale czyż nie pełnisz honorowej służby ? Pasowany zostałeś na jednego z najlepszych, cnotliwych i szlachetnych. Masz przed sobą sprawę swego sumienia. Przysięgałeś przed Bogiem, więc jemu tłumaczyć się będziesz. Przeczytaj pierwej ten list - rzekł, wskazując na zwój. Mężczyzna złamał pieczęć i uważnie przejrzał treść:
\"Do wszystkich tych, dla których wartości żywe od wieków stoją ponad światem :
Od zarania dziejów zastępy aniołów z Wysokich Niebios i diabelskie hordy z Płonących Piekieł ścierają się w walce o los wszelkiego istnienia. Ta walka przedarła się do naszego świata i dotyka każdego człowieka. Wiadomo, że udało nam się odeprzeć zło z Kurast. Cieszyliśmy się jednak krótkotrwałą radością. Na północy zbierają się czarne chmury i dochodzą nas wieści o tragedii, jaka spadła na tamtejsze ludy. Znów trzeba chwycić za miecze i raz na zawsze, obalić plagę zła dręczącą ludzi. Wzywam więc Was, Obrońców Kurast, byście jeszcze raz, ten ostatni stanęli ze mną pierś w pierś i rzucili wyzwanie złu. Pod moją komendą weźmiecie udział w ostatecznej krucjacie legendarnych oddziałów. Wiem, że wielu z was zostało słusznie zwolnionych ze służby, ale spora nas część pokryła ziemię własną krwią już w poprzedniej wojnie. Ruszamy teraz razem z oddziałami z południa i gwardią z pustyń Aranoch. Musimy być silniejsi niż kiedykolwiek. Dlatego powołując się na Wasz honor i szlachetność serc, wzywam do Ostatniej Krucjaty Obrońców Kurast. Niech nasze czyny za życia, brzmią echem w wieczności !
Magnus Ardivalt, najwyższy Rycerz\"
Rycerz westchnął ciężko, po czym zamyślił się. Widać było wielkie strapienie na jego twarzy. Zapytał jeszcze o termin stawienia się, po czym niechętnie zapłacił posłańcowi, który dziękując natychmiast oddalił się. Mężczyzna powoli wszedł do domu i usiadł na krześle. Widział smutek na twarzy swej Damy, ale nie raczył martwić jej bardziej, nie teraz. Udawał, że dostał tylko podziękowanie i uśmiechając się tulił ją do siebie. Następnego dnia wyszedł wczesnym rankiem i spędził wiele czasu w świątyni. Potem nie budząc żony wziął miecz i ostrożnie ćwiczył fechtunek stojąc za domem. Gdy wrócił kobieta już nie spała. Robiąc śniadanie ukrywała łzy spływające jej po policzkach. Dopiero, gdy jedli odezwała się:
- Czuję ból w Twym sercu. Wiem, że ten wczorajszy list...
- Jutro w nocy będę musiał wyjechać - przerwał jej mężczyzna - po tylu latach spokoju. Rozumiesz, że jestem związany słowem, które stoi ponad ludzkimi ideałami. Kocham Cię i obiecuję, że wynagrodzę Ci...
- Nie musisz mi nic wynagradzać - odezwała się kobieta - cenię w Tobie to coś, co robi z Ciebie człowieka godnego pieśni. A jednak zostało nam tak niewiele czasu. Mam złe przeczucia, wydaje mi się, że spadnie na nas mgła cierpienia. Proszę Cię, zostaw to...
- Nie mogę - odparł mąż ze smutkiem, po czym podniósł się i zaczął przymierzać swą błyszczącą zbroję. - Takie moje przeznaczenie. Jestem Rycerzem, wędruję własnymi ścieżkami i rzucam wyzwanie losowi, a mym zranionym sercem opiekujesz się Ty i nikt inny.
Po tych słowach opuścił głowę i zacisnął pięść na chuście, która zdobiła jego miecz. Wtedy Dama padła na łoże i cichutko zapłakała. Tak minął im ostatni wieczór. Kolejnego dnia prawie w ogóle się do siebie nie odzywali, wystarczyła im mowa ciała. Smętne miny nie opuszczały twarzy Rycerza, który szeptał piękną pieśń swej Damie. Ona zaś przytuliwszy się do niego pozwalała by łzy spływały jej po policzkach. Resztę czasu pochłaniały przygotowania do drogi. Późnym wieczorem wyszli oboje z domu, na który Rycerz spoglądał ze szczególnym wzruszeniem. Była piękna, czysta noc, a księżyc w pełni oświetlał nawet ciemniejsze zakamarki ulic miasta. Kiedy dotarli do bramy, żadne słowo nie było w stanie przejść im przez gardła. Dama otarła tylko łzy i zaraz potem Rycerz uczuł delikatne muśnięcie warg na jego ustach. Wiedział, że pożegnanie byłoby za ciężkie dla niego, więc bez słowa ruszył przed siebie twardym krokiem. Minął bramę i ostatni raz się odwrócił. Spojrzał na warowne miasto z dumną świątynią figurująca ponad nim. A pośrodku tego wszystkiego stała Dama, której podarował większą część swojej duszy. Ruszył dalej, teraz już szybciej. Ona zaś wpatrywała się w swego kochanka rzewnie płacząc. Ostatnim, co widziała był błysk jego miecza wydobywanego pochwy, kiedy zagłębiał się w Dżunglę Łupieżców...
Długo potem czekała bez wieści. Każdego dnia modliła się i wyglądała na drogę. W nocy nawiedzał ją wiele razy, ale gdy się budziła widmowa postać znikała. Minęło tak 7 miesięcy. Pewnego dnia do miasta znów przybył posłaniec. Widziano jak szedł w stronę jej chaty i w końcu zniknął we wnętrzu. Odezwał się wtedy poważnym głosem do kobiety i przekazał pakunek. Zaskoczona Dama szybko odwinęła zawartość a wtedy oczy jej zbielały. Na czerwonym płótnie leżał złamany miecz, z poplamioną chustą, zdobiącą jelec oraz hełm pęknięty u podstawy.
\"... I w tejże chwili przebił chaty ściany, krzyk nagły, mocny, przeciągły, urwany-
Z czyjej to piersi ? - Wy się domyślicie; A kto usłyszał, odgadnął by snadnie, że piersi, z których taki jęk wypadnie już nigdy nie wydadzą głosu : W tym głosie całe ozwało się życie. \"
...Staruszek dokończył zdanie i zamknął grubą księgę obłożoną w skórę.
- No widzicie, to jest historia wielkiej, prawdziwej miłości - odezwał się do swoich wnuków - A teraz idźcie już spać i myślcie czasem o tych, którzy spoglądają na nas spomiędzy gwiazd. Z tymi słowami wstał z fotela i wyszedł do drugiej izby. Tam spojrzał jeszcze z łezką w oku na stojącą w kącie zbroję i hełm oraz na wiszący na ścianie, popękany miecz. A wtedy przypomniał sobie letni poranek i pojedynek ze swym przyjacielem, kiedy z drewnianymi orężami udawali wielkich wojowników...##edit_byatak 2006-01-24 02:10:36##ed_end##