Xaliang
- I tak wiem, że tam jesteś – rzekł mag nie odrywając wzroku od tafli mokrego szkła
W gabinecie pojawił się czarny kot, którego oczy lśniły czerwienią, co zdecydowanie odróżniało zwierzaka od zwykłych kotów i nadawało mu piekielny wygląd. Mag spojrzał kontem oka na swego pupila, poczym uniósł dłoń nad która po chwili pojawiła jarząca się kula. Skinieniem ręki mag posłał kule na podłogę i obserwował jak się po niej toczy. Twór zwrócił także uwagę kota i gdy tylko kula znalazła się wystarczająco blisko zwierzak skoczyła nią starając się ja złapać, lecz gdy tylko był tuż przy niej kula w mgnieniu oka odskoczył na bezpieczną odległość sprawiając kota w zły humor, co zamanifestował znaczącym syknięciem. Za każdym razem, gdy zwierze zbliżało się do kuli, lub próbowało ją złapać ta natychmiast odsuwała się na bezpieczna odległość. Obserwowanie całej tej zabawy wywołało niewielki uśmiech na twarzy maga i pozwoliło na chwilę zapomnieć mu o jego zadaniu. W chwili gdy kot szykował się do kolejnego skoku nagle wszystkie magiczne świece w pomieszczeniu zgasły. Tharon powiódł wzrokiem po ciemnym pomieszczeniu, jednak nie poruszył się nawet o centymetr. Jego magiczna kula także znikła zaś kot dał szybkiego nura pod znajdującą się tuż obok niego kanapę. Tharon poczuł po chwili, że ktoś, lub coś właśnie naruszyło magiczne bariery otaczające jego dom i ku zdumieniu maga intruzowi udało się przez nie przejść. Nie wzbudziło to szczególnego niepokoju gospodarza, gdyż owe zabezpieczenie nie były zbyt wymyślne a ich głównym zadaniem było odstraszanie zwykłych rabusiów i zbyt ciekawskich chłopów z pobliskiej wsi, a także miały informować maga o przybyciu gości i doskonale wywiązywały się z tej funkcji. Każdy, kto posiadał elementarna wiedzę magiczną mógł bez większego problemu sobie z nimi poradzić. Dzięki spowijającej posiadłość magii Tharon doskonale wiedział, gdzie znajduje się intruz, jednak ku swemu zdziwieniu nie potrafił go zidentyfikować.
- Mamy gościa mój mały przyjacielu – powiedział mag do siedzącego pod kanapą kota, którego tylko jarzące się czerwone oczy zdradzały jego obecność w tym miejscu – Wygląda na to, że będę musiał osobiście sprawdzić któż nas odwiedza w środku nocy.
Mężczyzna podniósł się ze swego miejsca i podszedł do najbliższego okna.
Intruz znajdował się dokładnie tam, gdzie wskazywały zmysły maga, stał przed frontowymi drzwiami. Tharon nie mógł dostrzec czy to kobieta, czy mężczyzna, gdyż postać spowita była płaszczem, a na głowie naciągnięty miała kaptur. Oczy maga błądziły po podwórzu w poszukiwaniu konia, którym przybył jego gość, jedna wszystko wskazywało na to, iż intruz przybył pieszo, lub ukrył gdzieś swego wierzchowca poza granicami posiadłości tak, że wzrok czarodzieja nie mógł go dostrzec. „No dobrze, zabawmy się” pomyślał Tharon i w tej samej chwili wokół intruza pojawiły się trzy jarzące się kule, podobne do tej, którą starał się złapać nieszczęsny kot. Postać nawet się nie poruszyła i po kilku sekundach od pojawienia się wszystkie kule zniknęły. Widząc to gospodarz tylko się uśmiechnął nieznacznie i ponownie skoncentrował swoje myśli na intruzie. Chwilę później z nieba spadła błyskawica uderzając o włos od stojącej u drzwi postaci. Jednak także i teraz postać nawet nie drgnęła. „Odważny jesteś” pomyślał mag zastanawiając się, czym tym razem powitać swego gościa. Tym razem mag wykonał krótki gest dłońmi, co spowodowało pojawienie się pod stopami gościa czegoś na kształt ruchomych piasków, jednak ku zdziwieniu maga postać nie zaczęła się zapadać a tylko wykonała mały krok w tył stając tuż obok. „Kimkolwiek jesteś, zaczynasz mnie irytować, a to nie wróży dla ciebie niczego dobrego”. W chwili gdy Tharon przygotowywał się do rzucenia kolejnego zaklęcia postać poruszyła się. Intruz odwrócił się i powoli szedł w kierunku bramy wjazdowej. Mężczyzna uważnie obserwował każdy ruch intruza, w każdej chwili będąc gotowym do rzucenia odpowiedniego czaru. Postać zatrzymała się tuż przed bramą, poczym ponownie odwróciła się w stronę domu maga. Nim Tharon zdążył zareagować cały dom spowiły płomienie. Mag cofnął się instynktownie jednak po chwili zorientował się, że płomienie nie pozostawiają na ścianach żadnego śladu, ani nie czuć od nich żaru. Mężczyzna podszedł bliżej, wyciągnął dłoń w stronę najbliższego płomienia i jego przypuszczenia potwierdziły się. To była iluzja. „Sprytnie, bardzo sprytnie” mag uśmiechnął się ponownie jednak zaraz uśmiech znikł a mina maga jednoznacznie świadczyła, że żarty się skończyły. Jednym ruchem dłoni rozproszył spowijającą dom iluzję. Tharon ponownie podszedł do okna, lecz po intruzie nie było już śladu i także zmysły maga nie wykrywały jego obecności. „Czyżbyś już uciekł, a zabawa dopiero się zaczynała” pomyślał mężczyzna odwracając się do okna plecami. Podszedł do biurka i miał zamiar zabrać się za składanie porozrzucanych po stole pergaminów jednak w tych ciemnościach nie było to możliwe. Mag pstryknął palcami mając zamiar zapalić znajdujące się w pokoju świece jednak jego gest nie przyniósł pożądanych efektów. Mag spojrzał na świecę i ponownie pstryknął palcami, jednak efekt był taki jak przed chwilą, czyli żaden. Przez krótką chwilę zastanawiał się nad tym, dlaczego jego zaklęcie nie zadziałało. Podniósł dłoń i chwile później pojawiła się nad nią jarząca się kula. Mag rozproszył przywołaną kule i ponownie pstryknął palcami, aby zapalić świece. Ponownie nie spowodowało to pożądanego efektu. Tharon obszedł biurko, odnalazł dłonią szufladę i wydobył z niej zapałki. Podszedł do najbliższej świecy i zapalił ją w tradycyjny sposób. To samo uczynił z pozostałymi świecami. Gdy tylko wszystkie świece dawały już światło mag ponownie zasiadł w swym fotelu i zaczął zastanawiać się kim mógł być ów intruz i dlaczego nie mógł zapalić świec przy pomocy magii. Gdyby stracił swą moc nie mógłby także wyczarować świetlistej kuli, co udało mu się bez problemów. Cała ta sytuacja wydawała się Charonowi podejrzana. Kim mogła być ta postać? Zapewne był to ktoś, komu sztuka magiczna nie jest obca. Mężczyzna oparł łokcie na biurku i zaczął głębiej się zastanawiać nad wydarzeniami sprzed kilku chwil. Ku jego zdziwieniu kot nadal siedział pod kanapą. Tharon doskonale wiedział, że jego kot do najodważniejszych nie należy i że chowa się jak tylko ktoś pojawi się na posiadłości maga, jednak teraz nikogo tu nie było, a pomimo tego kot nadal tkwił w swojej kryjówce.
- Możesz już wyjść tchórzu, nikogo tu niema poza nami – mag przechylił się przez biurko aby spojrzeć na zwierzaka, jednak ten nawet nie drgnął – Zresztą jak chcesz to sobie tam siedź, mam ważniejsze sprawy na głowie niż twoja odwaga – mężczyzna pokręcił zniechęcony głową i ponownie zasiadł w swym fotelu.
Deszcz jeszcze mocniej dudnił o szyby w oknach, jednak uwaga maga była teraz całkowicie skierowana na niedawnego gościa. Tharona bardzo intrygowało, kim mogła być ta postać i myśl ta nie pozwalała skoncentrować się mu na niczym innym. Gdy myśli maga krążyły wokół niedawnych wydarzeń świece ponownie zgasły. Mężczyzna poderwał się ze swego miejsca i szybko podszedł do okna, jednak na podwórzu nikogo nie było. Nim zdążył ponownie odwrócić się do swego biurka, rozległ się głośny dźwięk i drzwi do gabinetu przemieniły się w miliony drzazg. Tharon błyskawicznie spojrzał w tamtą stronę, jednak zanim zdążył cokolwiek zrobić poczuł jak ogarnia go fala niemocy. Jego ciało przestało go słuchać. Znieruchomiały ręce, nogi, nie mógł poruszyć nawet głową. Mężczyzna zwalił się na podłogę z głośnym trzaśnięciem. Nie mógł zobaczyć, co spowodowało zniszczenie jego drzwi, gdyż twarz maga skierowana była ku podłodze i widział tylko pokrywającą je deski. Pomimo tego, że nie mógł się ruszyć pozostałe zmysły były w pełni sprawne i słuch Tharona wyłowił odgłos kroków, który zbliżał się ku niemu. Wiedział doskonale, że nie SA to kroki jego kota. Po chwili kątem oka dostrzegł kawałek misternie zdobionego, opancerzonego buta.
- Tharonie, zostałeś skazany cię na śmierć – rozległ się spokojny głos należący z całą pewnością do mężczyzny.
Gdy tylko słowa ucichły, mag usłyszał cichy szelest a po chwili zapadła całkowita ciemność. Głowa Tharona jeszcze do niedawna stanowiąca jedność z reszta ciała, teraz toczyła się po podłodze zostawiając za sobą krwawy ślad. Deszcz nieustannie dudnił w okna. Na zewnątrz panowała posępna noc. Siedzący pod kanapą kot obserwował nieruchome ciało swojego właściciela oraz leżącą kawałek dalej głowę, która teraz patrzyła w jego stronę, a na jej twarzy zastygł grymas przerażenia. Zwierze zaczekało, aż intruz odszedł poczym pośpiesznie opuściło dom maga uciekając jak najdalej od tego miejsca.
*
W komnacie panował półmrok. Jedynym źródłem światła była niebieska kula unosząca się nad centralnie umieszczonym stołem. Wokół niej zgromadziło się sześć zakapturzonych postaci, które wewnątrz kuli obserwowały wydarzenia dziejące się w domu Tharona. Gdy mag już nie żył kula znikła i w tej samej chwili zapaliły się świece umieszczone w świecznikach, które rozmieszczone były w rogach pomieszczenia.
- A więc kolejna przeszkoda została wyeliminowana – odezwała się jedna z postaci
- Tak – przytaknęła jej druga – Jednak nie cieszmy się przedwcześnie, zostało jeszcze siedmiu naszych braci, z którymi nie pójdzie już tak łatwo, gdyż każdy z nich jest potężniejszy od drugiego – słysząc te słowa pozostali zebrani w komnacie tylko przytaknęli głowami, o czym świadczył ruch naciągniętych na głowę kapturów.
- Nasz przyjaciel powinien sobie jednak z nimi poradzić – wtrącił inny z obecnych
- Jeśli tak się nie stanie, sami zajmiemy się tym problemem.
- Na kogo tym razem przyszła pora?
- Zaraz się o tym przekonacie, cierpliwości – jeden z magów wyciągnął do przodu ręce i nad stołem ponownie pojawiła się niebieska kula, w której tym razem widać było tylko zakapturzoną postać.
CDN
Autor: tifos
Mam nadzieję, że moje opowiadanie się spodoba, jeśli tak naturalnie pojawi się ciąg dalszy.