Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Xaliang cz. 3

tifos ·

Graten zdążył rozgościć się w swojej komnacie, którą mu przydzielono na czas pobytu w siedzibie Rady. Kwatera, jak wszystkie inne, była urządzona z ogromnym przepychem i rozmachem. Arcymag przyzwyczajony był do luksusów i taki stan rzeczy jak najbardziej mu odpowiadał. Jego uczeń został ulokowany na dolnych piętrach siedziby, gdzie mieszkali także członkowie służby, oraz inni goście Rady, którzy jednocześnie nie byli jej członkami. Dostęp dla tych osób do najwyższych pięter był zabroniony, a ciekawskich powstrzymywały odpowiednie magiczne zapory. Gratenowi przypadła komnata na najwyższym piętrze, tuż obok największej i zawierającej najcenniejsze zbiory biblioteki. Kwatery na tym piętrze były zarezerwowane dla najważniejszych członków Rady. Najważniejszym spotkaniem, na które liczył Mag podczas swego pobytu w siedzibie Rady, było widzenie z Antranem, który od ponad czterdziestu lat przewodził Najwyższej Radzie. Jednak jak został poinformowany zaraz po przybyciu, Antran jeszcze się nie pojawił. Graten postanowił przespacerować się po znajdujących się nieopodal budynku ogrodach, aby zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Pogoda tego dnia była wyśmienita. Bezchmurne niebo, na którym królowało, lejące żar słońce. Ogrody, jak i cała posiadłość były otoczone wysokim murem, który strzegł przebywających wewnątrz, przed niepożądanymi i ciekawskimi spojrzeniami przechodniów.
Arcymag wybrał jedną z bocznych alejek, aby uniknąć gwaru panującego na głównych ścieżkach, gdyż jak zauważył, nie tylko on wpadł na pomysł spaceru. Mężczyzna zasiadł na ławce, która znajdowała się w cieniu potężnego drzewa. Rozsiadł się wygodnie poczym przymknął oczy, aby cieszyć się chłodnym powiewem, który owiewał jego twarz, dając tym samym miłe uczucie orzeźwienia.
- Relaksujesz się przed obradami Rady? – mag usłyszał kobiecy głos, jednak nawet nie otworzył oczu, gdyż doskonale wiedział do kogo należy.
- Staram się zebrać myśli – odparł, odganiając dłonią natrętną muchę, która właśnie bzyczała mu koło ucha.
- Doszły mnie słuchy, że chcesz się spotkać z Antranem – usłyszał mag i poczuł jak kobieta siada obok niego. – Jednak muszę cię zmartwić, gdyż Antran się nie pojawi.
Graten otworzył oczy i spojrzał na nią.
- Skąd ta pewność? – spytał, jednocześnie starając się, aby jego głos nie zdradzał żadnych emocji.
- Posłaniec przyniósł wiadomość z tą informacją – kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Jestem niepocieszony - rzekł spokojnie arcymag, ponownie zamykając oczy. – Miałem ważną sprawę do Antrana i myślałem, że załatwię ją przed posiedzeniem Rady.
- Jakaż to sprawa? – rozmówczyni poprawiła okulary na swym nosie. – Może ja będę mogła ci jakoś pomóc?
- Spodziewałem się tego pytania. Ciekawska jak zawsze.
- Wiesz, że lubię wszystko wiedzieć i trzymać rękę na pulsie.
- Oczywiście, jednak wpierw chciałem mój pomysł przedstawić Antranowi, ale skoro nie zaszczyci nas swoją obecnością nawet w tak ważnej sprawie, jak ostatnie morderstwa, w takim razie zaprezentuję mój pomysł na posiedzeniu Rady i wtedy właśnie go poznasz – mag uśmiechnął się sam do siebie, gdyż pomimo faktu, że miał zamknięte oczy, doskonale wiedział, jaką teraz minę ma jego rozmówczyni.
- Dobrze więc, nie będę zatem dłużej zakłócała twojego spokoju – kobieta wstała gwałtownie. – Posiedzenie Rady zapowiada się wielce interesująco – dodała, poczym odeszła szybkim krokiem.
Graten rozsiadł się wygodniej na ławce. Cień drzewa dawał przyjemny chłód. Przez głowę arcymaga przebiegały setki myśli.

*

Antran siedział w swym gabinecie pogrążony w zadumie, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Mężczyzna poprawił się w swym fotelu, poczym pozwolił wejść służącemu.
- Przybył gość, który życzy sobie widzenia z panem – rzekł lokaj, kłaniając się lekko.
- Któż to dokładnie jest? – spytał mag.
- Przedstawił się jako Xaliang.
- Xaliang…Xaliang – mamrotał pod nosem Antran. – Nie znam nikogo o tym imieniu, każ mu odejść. Powiedz, że jestem bardzo zajęty i nie życzę sobie żadnych gość.
- Poinformowałem już o tym pana Xalianga, jednak on twierdzi, że ma informacje na temat ostatnich morderstw, które mogą pana zainteresować – wyjaśnił służący.
Mag poczuł, jak na jego czole pojawiają się kropelki potu. Otarł szybko dłonią twarz, poczym rzekł do swego lokaja:
- Każ mu zostawić wszelką broń na dole. Sprawdź dokładnie, czy niczego nie ukrywa i przyślij do mnie kilku strażników.
Mężczyzna skinął tylko głową i wyszedł bez słowa. Po kilku chwilach w gabinecie pojawiło się czterech, odzianych w długie szaty mężczyzn, którzy zajęli miejsca w rogach pomieszczenia. Antran powiódł po nich wzrokiem, poczym rozsiadł się wygodnie i już znacznie spokojniejszy czekał na przybycie gościa. Jego oczekiwanie nie trwało długo, gdyż zaledwie po paru chwilach od przybycia strażników, do pomieszczenia wszedł kolejny mężczyzna. Odziany był w zbroję i okryty długim płaszczem. Nie czekając na zaproszenie gospodarza, zajął miejsce po drugiej stronie biurka. Xaliang spojrzał na jednego ze strażników i uśmiechnął się lekko.
- Czyżby wielki Antran obawiał się zwykłego wędrowca?
Mag roześmiał się donośnie, jednak Xaliang nie dał się tym zmylić, gdyż śmiech brzmiał aż nadto sztucznie.
- Moi strażnicy są tutaj po to, abym w razie konieczności nie musiał sobie brudzić rąk – odparł.
- Wolałbym, aby nasza rozmowa odbywała się bez świadków, ale skoro ich obecność jest niezbędna, zatem przejdźmy do rzeczy.
- Racja, powiedz co masz do powiedzenia i nie marnuj mojego czasu więcej, niż jest to konieczne – Antran spojrzał swemu rozmówcy prosto w oczy, jednak po chwili odwrócił wzrok, kierując go na znajdujące się za mężczyzna drzwi.
- Zapewniam, że czas, który mi poświęcisz, magu, nie będzie dla ciebie stracony – Xaliang uśmiechnął się tajemniczo. – Jestem tutaj z polecenia mojego mocodawcy, który oczywiście pragnie zachować anonimowość. Mam ci przekazać, że osoba, która stoi za niedawnymi morderstwami jest powiązana z twoja kastą.
Oczy Antrana momentalnie z szeroko otwartych, przybrały kształt wąskich szparek.
- Co masz na myśli? – spytał, starając się, aby ton jego głosu brzmiał zwyczajnie i bezbarwnie.
- Mówiąc wprost, osoba która zleciła te morderstwa jest członkiem Rady, której przewodzisz Antranie – wyjaśnił najemnik.
Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Antran spojrzał na swych strażników. Widząc to, Xaliang przerwał panujące milczenie.
- Nie martw się, w swym domu jesteś bezpieczny, nie ma pośród twych sług zdrajcy…na razie – wzrok maga ponownie spoczął na gościu. Widząc to, Xaliang mówił dalej: – Z informacji, które zdobyłem wynika, że twoje imię znajduje się na liście celów mordercy.
- Więc wskaż mi nazwisko tego człowieka, który czyha na moje życie, a sam rozwiążę ten problem – mag oparł się łokciami o biurko.
- To nie takie proste, Antranie – Xaliang również wsparł sięna biurku. – Sam nie znam tego nazwiska.
- Więc jednak marnujesz mój czas, gdyż to, że jestem potencjalnym celem, wiem już od jakiegoś czasu od moich informatorów.
- Czyżby? Więc dlaczego moje słowa wywarły na tobie takie wrażenie?
- O jakim wrażeniu mówisz? – mag ponownie rozsiadł się w swym fotelu.
- Nie starajmy się nawzajem oszukać Antranie, gdyż to nie ułatwi naszej rozmowy – mężczyzna oparł podbródek na dłoniach.
- Załóżmy, że twoje informacje są dla mnie nowością, jednak nadal nie wiem, dlaczego się nimi ze mną dzielisz. Czyżbyś oczekiwał za nie zapłaty? Podaj swoją cenę i zakończmy tę rozmowę.
- Nie przyszedłem tu po twoje złoto, acz kusząca to propozycja. Mój zleceniodawca zaproponował sumę, która w pełni mnie zadowala. Oferuję ci układ.
- Układ…jaki układ?
- Ja znajdę mordercę, którego jesteś celem, a w zamian ty zrzekniesz się przewodnictwa w Radzie na rzecz mojego pracodawcy.
Antran milczał przez chwilę, jakby rozważał propozycję swego gościa.
- Nie potrzebuję twojej pomocy, sam uporam się z tym problemem – mag machnął ręka, jakby odganiał natrętną muchę.
- Uwierz mi, że twoi nędzni strażnicy nie zdołają cię obronić – odparł najemnik
- Nie potrzebuję, aby ktoś mnie bronił, sam potrafię o siebie zadbać. A teraz bądź łaskawy opuścić mój dom, gdyż naszą rozmowę uważam za zakończoną.
- Jak uważasz magu – Xaliang wstał ze swego miejsca. – Wszak to nie moje życie jest tu kładzione na szalę. Pozwól, że udzielę ci małej rady na zakończenie naszego spotkania: uważaj komu ufasz i z kim przebywasz w jednej komnacie – mężczyzna skinął głową na pożegnanie, poczym opuścił pomieszczenie.
Antran odprowadził go tylko wzrokiem, poczym pospiesznie przywołał do siebie swego najbardziej zaufanego człowieka.
- Dowiedz się wszystkiego o niejakim Xaliangu. Kim on jest, dla jakiej gildii pracuje i kto jest jego obecnym zleceniodawcą. Nie szczędź złota, aby zdobyć te informacje – polecił swemu podwładnemu, gdy tylko ten znalazł się w pomieszczeniu.

*

Sala, w której odbywało się spotkanie Rady, była największym pomieszczeniem w całym budynku. Przez ogromne okna do wnętrza wlewały się promienie słoneczne rozjaśniając całą komnatę. Ławy, w których zasiadali członkowie Rady, ustawione były wzdłuż dwóch ścian, zaś przed owymi ławami znajdowało się niewielkie podwyższenie, z którego przemawiali zabierający głos magowie. Miejsca liczyły kilka rzędów ustawionych kaskadowo, tak że każdy miał doskonały widok ze swego fotela. Każdemu spotkaniu Najwyższej Rady towarzyszył niezwykły gwar, zwłaszcza podczas omawiania ważnych kwestii. Członkowie rady przekrzykiwali się nawzajem, często nie pozwalając dokończyć zdania, aktualnie przemawiającemu. Zaledwie przemowy kilku osób wysłuchiwane były w kompletnej ciszy i skupieniu.
Podczas nieobecności Antrana panował jeszcze większy bałagan niż zwykle. Obradom przewodziła kobieta, która kilka godzin wcześniej rozmawiała z Gratenem w ogrodzie. Z trudem panowała nad zebranymi, kolejno udzielając głosu chętnym do jego zabrania. Co chwile zerkała w stronę arcymaga, zapewne czekając, kiedy właśnie on zechce przemówić, jednak jak dotąd Graten spokojnie siedział na swym miejscu, z uwagą przysłuchując się toczącej dyskusji, która dotyczyła niedawnych wydarzeń. Bez trudu można było dostrzec strach w głosie przemawiających. Część z nich starała się nawet rzucać podejrzenia na konkretne osoby, także obecne na sali, jednak takie zapędy szybko były tłumione okrzykami niezadowolenia obecnych oraz faktem braku dowodów na potwierdzenie tych słów. Po około godzinie od rozpoczęcia obrad i braku chęci Gratena do zabrania głosu, prowadząca spotkanie sama zwróciła się do niego z pytaniem, czy zechce przemówić. Po krótkiej chwili zastanowienia, co miało za zadanie jeszcze bardziej podenerwować przewodniczącą i doskonale spełniło to zadanie, mag zajął miejsce na mównicy.
- Szanowni zgromadzeni – zaczął swą mowę Graten. – Z uwagą przysłuchiwałem się waszej dyskusji i z przykrością muszę stwierdzić, iż poza rzucaniem wzajemnych oskarżeń, nic konkretnego z niej nie wynikało – mężczyzna przerwał na chwilę, spoglądając po zgromadzonych, którzy słuchali go w całkowitej ciszy. – Gdyby za niedawne morderstwa faktycznie odpowiedzialny był ktoś z tutaj obecnych, mógłby być z siebie zadowolony. Z waszych wypowiedzi bez trudu dało się wyczytać strach i panikę, co niewątpliwie dodałoby pewności siebie i zachęciło do jeszcze większych zbrodni tego, kto jest za nie odpowiedzialny. Nie możemy wykluczyć, że ta osoba faktycznie tu jest i to właśnie dlatego powinniśmy zachować spokój i opanowanie i nie dać po sobie poznać jak bardzo się boimy. Poza tym oskarżanie się nawzajem prowadzi tylko do powstawania kolejnych konfliktów, które teraz nie są nam potrzebne, gdyż mamy ważniejsze zmartwienia i sprawia, że dochodzi między nami do podziałów, a teraz, jak nigdy wcześniej, potrzebujemy, aby być jednością – po sali przebiegł delikatny szmer, jednak arcymag nie zwracał na niego uwagi i mówił dalej: – Proponuje, aby wybrać spośród nas najlepszych adeptów magii i stworzyć z nich grupę, której zadaniem będzie wytropienie i unieszkodliwienie mordercy, bądź morderców. Oczywiście dla bezpieczeństwa tych osób ich nazwiska nie zostaną ujawnione.
- W jaki sposób chcesz tego dokonać, Gratenie? – odezwał się jeden z obecnych. – Przecież nie wiesz, kto stoi za morderstwami, więc morderca może stać się członkiem tej grupy.
- Trafna uwaga – uśmiechnął się arcymag. – Jednak jest na to sposób. Ja mordercą na pewno nie jestem, a skoro pomysł jest mój, więc osobiście mogę podjąć się stworzenia owej grupy. Nazwiska jej członków będą znane tylko mnie, nawet osoby które wejdą w jej skład nie poznają tożsamości swych współpracowników tak długo, jak nie będzie to konieczne. Pragnę zapewnić wszystkich tu zgromadzonych, że jeśli moja propozycja zyska akceptację, dołożę wszelkich starań, aby wybrać odpowiednie osoby i szybko położyć kres tym morderstwom. Potrzebuje tylko przychylności Rady – Graten spojrzał na kobietę, która przewodziła spotkaniu.
- Interesujący to pomysł – odezwała się po chwili kobieta. – Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poddać go pod głosowanie, jednak jak zapewne wiesz, nawet w przypadku akceptacji twej propozycji przez członków Rady, musi ona jeszcze zyskać przychylność arcymaga Antrana.
- Oczywiście – Graten skinął głową. – Myślę jednak, że to nie powinno stanowić problemu.
- Dobrze więc. Nie traćmy czasu i głosujmy. Kto przychyla się do pomysłu arcymaga Gratena?
Mężczyzna obserwował jak kolejne ręce wędrują w górę. Ostatecznie jego propozycja została przyjęta jednomyślnie.
- Doskonale – kobieta zanotowała coś na leżącej przed nią karcie. – Sporządzę odpowiedni dokument i przedstawię go arcymagowi Antranowi. Jeszcze dziś skontaktuję się z nim w tej sprawie i poinformuję cię o wyniku.
Graten ukłonił się na zakończenie swej przemowy i wrócił na miejsce. Po jego wystąpieniu nikt już nie zabierał głosu, więc posiedzenie Rady zostało zakończone. Wracając do swej komnaty, Graten uśmiechał się sam do siebie, gdyż był pewien, że Antran poprze go w tej sprawie.

*

- Uważaj, za tobą! – krzyknęła Lorana, jednocześnie zasłaniając się przed ciosem swego przeciwnika.
Xaliang odwrócił się w samą porę, aby uniknąć lecącego ku niemu bełta, który wbił się z impetem w pobliskie drzewo. Mężczyzna skoczył ku miejscu, z którego padł strzał. Napastnik nie zdążył nawet drgnąć, gdy ostrze rozpłatało mu brzuch. Nie czekając, aż trup opadnie na ziemię, Xaliang ruszył ku kolejnemu z bandytów. Ten uzbrojony był w długi miecz, jednak nie miał pojęcia, jak nim walczyć i wystarczyło jedno pchnięcie najemnika, aby jego rywal opuścił ziemski padół. Lorana radziła sobie nie gorzej, niż jej towarzysz. Właśnie ostrze jej sztyletu utkwiło w oku mężczyzny, który zamachnął się na nią swym mieczem. Kobieta wyszarpnęła swą broń z twarzy rywala i błyskawicznie zadała kolejny cios, tym razem prosto w serce.
- To chyba już wszyscy – rzekł Xaliang, rozglądając się po polu bitwy. Leżało tam sześć ciał.
- Najwyraźniej tak – odparła Lorana, wycierając krew ze swej broni o ubranie ostatniej ofiary.
- A więc ruszajmy w dalszą drogę – mężczyzna dosiadł swego konia, który dzięki nowym podkowom poruszał się znacznie sprawniej niż poprzednio.
- Powiesz mi w końcu, dlaczego nie chcesz już spotkać się z Antranem? – Lorana również siedziała już na grzbiecie swego wierzchowca. – Wydawało mi się, że bardzo zależy ci na tym widzeniu.
- Zmieniłem zdanie – najemnik uśmiechnął się do swej towarzyszki. – Pojedziemy do Arekt. Muszę się tam spotkać z kimś, kto może mieć dla mnie bardzo ważne informacje.
- Skoro spotkanie z Antranem przestało być dla ciebie istotne, to nie rozumiem, dlaczego upierasz się, abym nadal jechała z tobą.
- Twoje towarzystwo jest mi zawsze bardzo miłe. Poza tym razem łatwiej poradzimy sobie z bandytami.
- Nie kpij – kobieta uśmiechnęła się złośliwie. – Sam bez najmniejszego problemu poradziłbyś sobie z dwa razy liczniejszą grupą, ale skoro tak ci zależy na mojej obecności, to pojadę z tobą, w końcu nie robię tego za darmo.
- Oczywiście. Tak, jak obiecałem wynagrodzę ci twą pomoc. A teraz ruszajmy, gdyż noc się zbliża.
Xaliang spiął swego konia i pędem ruszył w dalszą drogę. Lorana stała jeszcze przez chwilę obserwując swego bądź, co bądź przyjaciela. „Obym tego nie pożałowała” – pomyślała, poczym ruszyła za oddalającym się najemnikiem.

*

Tirkan siedział na swym zwykłym miejscu, czekając na przybycie osoby, z którą miał się spotkać w tej gospodzie. Gnom zawsze zajmował miejsce w rogu sali, z którego miał doskonały widok na resztę pomieszczenia. Tego wieczoru poza nim w karczmie było zaledwie kilku innych klientów, którzy skupili się przy jednym ze stołów w środkowej części izby. Po długim oczekiwaniu w końcu dostrzegł zmierzającemu ku niemu mężczyznę. Poznał go od razu, gdyż już nie raz przekazywał mu informacje, za które ów człowiek słono płacił. Mężczyzna usiadł naprzeciw gnoma.
- Bądź pozdrowiony, Tirkanie – zaczął. – Jestem ci niezmiernie wdzięczny, że mogliśmy się tu dziś spotkać.
- Taaa – rzekł gnom. – Powiedz lepiej, po co mnie tu ściągnąłeś.
- Jak zwykle potrzebuję twej pomocy.
- Jakie informacje tym razem są ci potrzebne? – Gnom przechylił kufel, dopijając resztki swego piwa – Jednak nim zaczniesz, chyba wiesz że nie lubię rozmawiać przy pustym kuflu.
- Naturalnie – mężczyzna skinął dłonią na barmana. Po chwili przy stole pojawiła się młoda dziewczyna. – Najlepsze piwo, jakie tu macie, dla mojego przyjaciela – słysząc to, Tirkan uśmiechnął się ironicznie.
Dziewczyna przytaknęła tylko i szybko odeszła. Po paru minutach wróciła, stawiając przed gnomem duży kufel pełen złotawego trunku.
- Teraz chyba możemy już zacząć rozmawiać?
- Taaa – gnom otarł dłonią resztki piwa z twarzy.
- Potrzebuje informacji o niejakim Xaliangu – mężczyzna pochylił się nieco i ściszył głos, aby nikt niepowołany nie usłyszał tego, co mówi. Mógłby użyć magii, aby otoczyć siebie i swego rozmówcę sferą, która uniemożliwiłaby podsłuchiwanie, jednak nikt tutaj nie przepadał za magami, a dodatkowe kłopoty nie były nikomu potrzebne.
Gnom wydał z siebie kaszlnięcie, zupełnie jakby zakrztusił się piwem, co mu się nigdy nie zdarzało. Przez chwilę starał się złapać oddech i gdy już doszedł do siebie powiedział.
- Nie wiem, z jakich powodów twój pan interesuje się Xaliangiem, ale lepiej niech da sobie z nim spokój.
- Możesz mówić jaśniej, Tirkanie?
- Xaliang to najemnik. Każdy, kto ma chociaż odrobię rozumu nie wchodzi mu w drogę. Ja też nie zamierzam tego robić. Przekaż swemu panu, aby posłuchał mojej rady i przestał się nim interesować, gdyż może przypłacić swą nadmierną ciekawość życiem – gnom rozejrzał się nerwowo po sali.
- Dlaczego tak się obawiasz o nim mówić?
- Dlatego, że jeśli ktoś za bardzo interesuje się Xaliangiem, a on tego nie lubi, zwykle rychło kończy swój żywot.
- Sam powiedziałeś, że jest najemnikiem. Przyjmijmy zatem, że mój pan ma dla niego pewne zadanie – mężczyzna uśmiechnął się lekko.
- Jeśli chcesz, aby wykonał dla ciebie jakąś robotę, zostaw wiadomość o tym u tutejszego kowala i czekaj. Jeśli Xaliang będzie zainteresowany, sam się zgłosi do twego pana.
- U kowala, mówisz – mężczyzna zamyślił się na chwilę. – A wiesz, dla jakiej gildii pracuje ten Xaliang?
- Dla żadnej – gnom wziął ponownie duży łyk piwa.
- Czyli wynika z tego, że nie jest aż tak dobry w tym, co robi, skoro żadna gildia go nie chciała.
Tirkan roześmiał się głośno.
- Jeśli nie wiesz, o czym mówisz, nie mów o tym wcale. Każdy z przywódców gildii bez mrugnięcia okiem pozbyłby się wszystkich swoich członków, jeśli miałoby mu to zapewnić, że Xaliang będzie pracował dla niego. Jednak on woli być wolnym strzelcem i zagarniać całe złoto dla siebie bez dzielenia się nim z jakąś gildią.
- Widziałeś kiedyś tego całego Xalianga?
- Jeśli go widziałem, to nawet jeśli teraz stanąłby przede mną, nie poznałbym go.
Na twarzy mężczyzny pojawiło się nieskrywane zdziwienie, gdyż nie bardzo rozumiał, o czym mówi gnom. Widząc to, Tirkan podjął:
- Plotka głosi, że jeśli Xaliang nie chce, aby ktoś zapamiętał jego twarz, to tak się stanie. Rozmowę będziesz pamiętał, ale nie jego twarz, ani nic z jego wyglądu.
- Jak to możliwe? – mężczyzna był szczerze zdziwiony, gdyż po raz pierwszy słyszał o czymś takim.
- Podobno używa jakiegoś czaru, jednak nawet najwięksi magowie, którzy mieli z nim styczność, nie wiedzą jakiego i co za tym idzie, nie potrafią zneutralizować tego zaklęcia. Mówiąc wprost, Xaliang musi sam chcieć, abyś go pamiętał.
- To nieprawdopodobne.
- Jest jedno wyjaśnienie tego zjawiska, ale równie nieprawdopodobne, jak sama ta umiejętność – gnom ponownie dopił swoje piwo.
- Jakie? – mężczyzna nie ukrywał swej ciekawości
- Podobno Xaliang to nie jest zwykły człowiek, ale jakiś demon czy półdemon. Są różne wersje tej historii – widząc zdziwienie pomieszane z przerażeniem na twarzy swego rozmówcy, gnom dodał – Ale ja myślę, że to zwykła bajeczka dla dzieci. Dość ci już powiedziałem, mam nadzieję że zapłata, na jaką się umówiliśmy, czeka tam, gdzie zwykle?
Mężczyzna nic nie odpowiedział, tylko pokiwał głową.
- Ciesz się, że tak tanio. Za te informacje powinienem zażądać kilkakrotnie większej sumy – informator wstał ze swego miejsca i tak szybko jak to było możliwe, opuścił karczmę. Gdy znalazł się na ulicy skręcił w zaułek za gospodą i ze sterty śmieci wygrzebał sakiewkę pełną złotych monet. Schował ją za pazuchę, poczym wrócił na główną ulice i spokojnym krokiem odszedł w stronę domu.

*

Graten przeglądał listę, którą sporządził zaraz po powrocie do swojej komnaty. Nie miał zamiaru czekać na akceptację swego pomysłu przez Antrana, gdyż wiedział że jest to tylko formalnością. Na liście znajdowało się dziesięć nazwisk, z których mag zamierzał wybrać pięć, które wedle jego oceny będą najbardziej przydatne w tym zadaniu. Miał już swoich faworytów, jednak przed podjęciem ostatecznej decyzji zamierzał jeszcze rozważyć wszystkie „za” i „przeciw” przemawiające za danym kandydatem. W chwili, gdy mężczyzna miał przystąpić do zaznaczania nazwisk, które wybrał, rozległo się donośne pukanie do drzwi. Graten szybko schował listę do szuflady biurka.
- Proszę – rzekł po chwili.
Do komnaty niepewnym krokiem wszedł Jeron.
- Kto cię tu wpuścił? – zdziwił się arcymag.
- Mam dostarczyć ważną wiadomość od arcymaga Antrana i dlatego pozwolono mi tu wejść – wyjaśnił młodzieniec.
- A więc nie stój tak, tylko wchodź – Graten zachęcił go gestem dłoni. – Domyślam się, jaką to wiadomość mi przynosisz.
- Jak to? – zdziwił się Jeron.
- Przedstawiłem na forum Rady pewien pomysł, mający na celu rozwiązanie sprawy niedawnych morderstw, jednak jak wiesz wszystko, co zaakceptuje Rada musi też zostać poparte przez jej przewodniczącego Antrana i o ile się nie mylę, właśnie niesiesz mi tę akceptację – mag wyciągnął rękę po kopertę. Gdy tylko znalazła się ona w jego dłoni rozdarł ją bezceremonialnie i przeczytał zawartą w niej informację – Tak jak przewidywałem – uśmiechnął się po chwili – Możemy przystąpić do działania.
- Co mam robić? – na twarzy Jerona pojawił się wyraz ekscytacji.
- Na razie wróć do swojej komnaty. Jak tylko będę miał dla ciebie jakieś zadanie, na pewno cię wezwę.
Słysząc to, młodzieniec momentalnie posmutniał, jednak nie zamierzał protestować, gdyż wiedział, że to i tak nie ma najmniejszego sensu. Skinął tylko głową, poczym bez słowa opuścił komnatę swego nauczyciela. Po jego wyjściu mag ponownie spojrzał na list od Antrana:

„Drogi Gratenie

Jestem pełen podziwu dla twych starań mających na celu rozwiązania zagadki niedawnych morderstw.
Pomysł, który został mi przedstawiony do akceptacji, jest zaiste bardzo interesujący i nazywano by mnie głupcem, gdybym go nie poparł. Oświadczam zatem, iż masz moje pełne poparcie i wolną rękę w swych działaniach. Do Twojej dyspozycji są wszelkie niezbędne środki, którymi dysponuje Rada. Moim jedynym warunkiem jest to, iż osoby które wejdą w skład Twojej grupy mają być mi znane, gdyż jako przewodniczący Rady osobiście będę nadzorował Twoje poczynania, ale w żaden sposób nie będę ich ograniczał, ani w nie ingerował. Proszę Cię abyś regularnie składał mi raporty z poczynionych postępów.

Z poważaniem
Antran”

„Nadęty starzec, jak zwykle wszystko chce wiedzieć” – Graten zmiął kartkę z wiadomością w dłoni – „Ale nie tym razem Antranie. Nie dostaniesz żadnej listy, gdyż ta informacja z założenia miała być poufna i taka pozostanie. A co do raportów, to dostaniesz je takie, jakie ja będę chciał” – mag uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Wyjął z szuflady czystą kartkę i przystąpił do pisania odpowiedzi na list Antrana.

*

Kowal Redrik znany był w całym Arekt i nie tylko. Wytwarzana przez niego broń, zbroje, a także zwykłe podkowy uznawane były za najlepsze we wszystkich zakątkach kontynentu. Za jakością szła oczywiście cena, zatem tylko nielicznych stać było na usługi słynnego krasnoluda.
W chwili gdy wysłannik Antrana wszedł do pracowni Redrika, ten właśnie pracował nad wykuwaniem kolejnego arcydzieła, które w ostatecznej formie miało być przepięknym mieczem. Snopy iskier wydobywały się z rozgrzanego metalu za każdym razem, gdy uderzał w nie ciężki młot rzemieślnika. Mężczyzna zbliżył się nieco, lecz zachował bezpieczna odległość tak, aby iskry nie przypaliły jego drogiej szaty.
- Echem – chrząknął głośno.
Krasnolud podniósł głowę znad kowadła i spojrzał na gościa.
- Czym mogę służyć? – Redrik odstawił swój potężny młot, poczym wytarł dłonie w brudną szmatę
- Szukam niejakiego Xalianga – mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu. Na każdej ze ścian prezentowały się dzieła rzemieślnika, które za odpowiednią sumę w każdej chwili mogły zmienić właściciela.
- Nie znam żadnego Xalianga. Jeśli nie jesteś zainteresowany kupnem, to bądź łaskaw opuścić mój warsztat i nie marnuj mojego czasu – krasnolud przyglądał się uważnie mężczyźnie.
- Mam pewne zadanie dla mości Xalianga. Oczywiście za odpowiednia sumę.
- Z całym szacunkiem panie, ale nie wyglądacie na kogoś, kogo stać na usługi Xalianga.
- Ja może tak nie wyglądam, ale zapewniam cię, że dysponuję odpowiednią sumą – mężczyzna spojrzał na wiszący na ścianie miecz. – Jeśli mnie z nim skontaktujesz, to kupie kilka twoich dzieł.
Redrik zastanawiał się przez dłuższą chwilę, poczym powiedział.
- Wróć tu za dziesięć dni i przynieś ze sobą odpowiednią sumę. Xaliang będzie na ciebie czekał, a teraz bądź łaskaw opuścić mój warsztat, gdyż muszę wrócić do pracy, a nie lubię jak mi się przeszkadza.
- Naturalnie – mężczyzna skłonił się, poczym wyszedł.
Rzemieślnik odczekał chwilę, poczym zamknął główne drzwi i skierował swe kroki na zaplecze, aby skontaktować się z Xaliangiem.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...