Xaliang cz.4
- Czyżbyś mnie szukał? – usłyszał za plecami męski głos, a tuż po chwili poczuł falę gorąca uderzającą w jego plecy. Jego szata zaczęła się palić, a chłopak rąbną twarzą prosto w podłogę rozbijając sobie przy tym nos – Wstawaj, gdyby to była prawdziwa walka już byś nie żył.
Rawen szybko pozbierał się z ziemi i odwrócił w stronę z której padł atak, jednak nikogo już tam nie było.
- Jesteś zbyt wolny – tym razem głos dobiegał gdzieś sponad niego. Gdy tylko uniósł wzrok zobaczył świetlistą błyskawicę zmierzającą wprost w niego. Szybkim zaklęciem utworzył ochronna tarczę, która ocaliła go przed kolejnym ciosem. Krew z rozbitego nosa ściekała po twarzy młodzieńca. Po chwili tuz przed nim wylądował siwy mężczyzna z okazała brodą i lekko zawziętym wyrazem twarzy. Rawen już był gotowy do odparcia kolejnego ataku, jednak jego mistrz tylko uniósł dłoń w geście przyjaźni.
- Na dziś wystarczy – powiedział starzec – Idź i opatrz swe rany.
- Mam jeszcze siłę – odparł wojowniczo chłopak
- O tak, wiem, że masz ale mam też inne sprawy na głowie, niż tylko ćwiczenie ciebie – mężczyzna poklepał swego ucznia po ramieniu – Jak już zatamujesz krew to przyjdź do mojego gabinetu. Chcę ci pokazać pewną księgę, która powinna cię zainteresować – po tych słowach odwrócił się i spokojnie ruszył w kierunku jednych z drzwi.
Rawen otarł cieknącą krew rękawem i skierował się ku przeciwległym drzwiom, za którymi znajdowało się niewielkie pomieszczenie, gdzie spodziewał się znaleźć jakiś opatrunek. Gdy tylko otworzył drzwi musiał przesłonić oczy dłonią, gdyż oślepiło go jasne światło. Cała arena pogrążona była w półmroku, co maiło utrudnić walczącym wzajemne dostrzeżenie się i gdy Rawen znalazł się w normalnym świetle jego oczy musiały się do tego przystosować. Młodzieniec podszedł do stojącej na stole misy i obmył w niej twarz. „Ależ boli” pomyślał gdy ponownie musiał dotknąć swego złamanego nosa, aby go umyć. W chwili gdy wycierał twarz usłyszał za sobą czyjeś kroki.
- Myślałem mistrzu, że będziesz na mnie czekał w swym gabinecie – odezwał się Rawen nadal delikatnie wycierając swoją twarz.
- Ernan zapewne czeka na ciebie tam, gdzie ci powiedział, ale ty zaprowadzisz mnie do niego – odezwał się męski głos, który jednoznacznie nie należał do nauczyciela Rawena.
Słysząc to chłopak aż podskoczył i gwałtownie odwrócił się w stronę drzwi. Stała tam zakapturzona postać, która trzymała w jednej dłoni sporych rozmiarów miecz. Nim chłopak zdążył zareagować nieznajomy wyciągnął rękę i w tej samej chwili młodzieniec nie mógł poruszyć żadna kończyną, a ni nic powiedzieć. Napastnik podszedł do niego bliżej.
- Przyszedłem tu po Ernana, nie po ciebie, więc jeśli będziesz współpracował ocalisz życie. Rozumiesz? – mężczyzna uniósł nieco swój miecz – Zadam ci jedno pytanie, pokiwaj głową jaka jest twoja odpowiedź. Zaprowadzisz mnie do swego mistrza?
Chłopak przez dłuższą chwilę stał nie ruchomo.
- Nim odpowiesz pozwól, że coś ci wyjaśnię. Z twoja pomocą czy bez niej i tak znajdę Ernana, ale jeśli mi pomożesz i ułatwisz to zadanie…ocalisz swe młode życie. A więc jaka jest twa odpowiedź?
Chłopak pokiwał przecząco głową. Zakapturzony mężczyzna tylko wzruszył ramionami. Skinieniem dłoni odsunął stojący za młodzieńcem stół. Przy kolejnym geście ręki pojawiła się niewidzialna fala, która cisnęła ciałem Rawena o pobliską ścianę. Chłopak poczuł jak coś pęka w jego plecach od tego uderzenia. Postać ponownie podeszła bliżej. Napastnik wskazał palcem na ramie swej ofiary, które uniosło się do góry a zaraz po tym zostało przytwierdzone, na wysokości nadgarstka, do ściany jarzącym się na czerwono pierścieniem, który pojawił się jakby znikąd. To samo zostało uczynione z drugą ręką chłopaka, który nadal nie mógł się poruszać i tylko siedział na ziemi jak bezwładna marionetka z przytwierdzonymi nad głową rękoma.
- Pierścienie mają uniemożliwić ci ucieczkę gdybyś nagle jakimś cudem odzyskał władzę w kończynach – wyjaśnił napastnik – A teraz czas na finał. Mógłbym cię tak po prostu zabić, przebijając twe ciało mieczem, ale to byłoby zbyt proste.
Tuż obok mężczyzny pojawił się niewielki portal z którego wyszło stworzenie, którego wygląd wywołał przerażenie na twarzy ofiary. Było wielkości niewielkiego psa i wyglądało jak połączenie modliszki i skorpiona. Stworzenie od razu ruszyło w kierunku Rawena wydając przy tym dziwne dźwięki.
- Będziesz dziś kolacja dla mojego przyjaciela – powiedziała postać – Będzie cię zjadało powoli, może nawet przez parę dni. Jego ślina powoduje natychmiastowe krzepnięcie krwi, więc możesz być pewien że nie wykrwawisz się i będziesz wszystko doskonale czół do końca. A teraz pozwól, że zostawię was samych, obowiązki wzywają.
Napastnik lekko skinął zakapturzoną głową, po czym wyszedł z komnaty zamykając za sobą drzwi. Rawen widział jak potwór zbliża się coraz bardziej, aż w końcu poczuł uścisk szczypiec na swej nodze, a chwile po tym piekielnie bolesne ugryzienie w łydkę i odrywający się kawałek jego ciała. Stworzenie wyprostowało się i patrzyło mu w oczy przeżuwając jednocześnie kawałek jego nogi. Chciał się bronić, krzyczeć, jednak nic nie mógł zrobić.
Zakapturzona postać wspięła się schodami na piętro, a następnie ruszyła długim korytarzem sprawdzając po drodze każde drzwi. Gabinet Ernana musiał się gdzieś tu znajdować, jednak intruz nie znał jego dokładnej lokalizacji. W końcu dotarł niemal do ostatnich drzwi, które w przeciwieństwie do pozostałych, był uchylone. Przez niewielką szparę z wnętrza wydostawało się jasne światło. „Czas umierać magu” pomyślał mężczyzna po czym pchnął dłonią drzwi, które otworzyły się z cichym skrzypnięciem. W środku faktycznie znajdował się Ernan.
- Długo kazałeś na siebie czekać chłopcze – rzekł mag nie odwracając się
- Twój nędzny uczeń właśnie umiera na dole – napastnik wszedł do gabinetu
Słysząc to Ernan obrócił się jak oparzony i spojrzał na niespodziewanego gościa.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z Rawenem? – zapytał
- Oszczędźmy sobie gadaniny i przejdźmy do rzeczy – gdy tylko skończył wypowiadać te słowa przez pokój, w kierunku maga, pomknęła iskrząca się błyskawica, która ugodziła mężczyznę prosto w pierś odrzucając go na pobliską ścianę. W miejscy, gdzie mag został trafiony, pojawiła się czarna plama i dało się poczuć smród spalonego mięsa – Wstawaj Ernanie i walcz jak przystało na maga twojej klasy, chyba nie chcesz oddać mi życia bez walki? – kolejna błyskawica przeleciała przez pokój tym razem jednak trafiając w ścianę, gdyż ofiara zdążyła się uchylić.
Mag stanął na równych nogach. Poprawił swą szatę zupełnie jakby nic się nie stało. Napastnik nie czekając na jego reakcje posłał w jego kierunku kolejny pociska, jednak tym razem Ernan był na to przygotowany i w porę stworzył wokół siebie ochronną tarczę. Gospodarz uśmiechnął się tylko widząc, że jego osłona spełniła swe zadanie i przystąpił do kontrataku. Wykonał skomplikowany i niemal niedostrzegalny znak dłońmi i czekał na efekt. Ułamek sekundy później nad głową zakapturzonej postaci pojawiło się cos na kształt ognistej chmury i zaczęły z niej spadać małe pociski. Każda powierzchnia z którymi zetknęły się owe kule od razu stawała w płomieniach. Eranowi podobał się ten ognisty deszcz. Praktycznie cała szata napastnika już płonęła, jednak ten stał nieruchomo. Nie czekając na to, co się stanie mag rzucił kolejne zaklęcie. Tym u stóp napastnika pojawił się płonący krąg, którego płomienie urosły błyskawicznie zakrywając cała postać rywala. Eran spodziewał się krzyków. Miotania się rywala po gabinecie, jednak nic takiego najwyraźniej nie miało miejsca, gdyż gdyby ofiara się poruszała, chmura znajdująca się nad jej głową podążałaby za nią. „Jeszcze nie masz dość, to spróbuj tego”. Mężczyzna wyciągnął dłoń i wystrzeliły z niej dziesiątki ognistych kul, które popędziły ku miejscu, gdzie stał napastnik.
- Chcesz pokonać diabła ogniem? – rozległ się po chwili głos, ten sam który Eran usłyszał gdy postać zaszła go od tyłu. Chwile po tym ku zdziwieniu i przerażeniu maga wszystkie jego czary zostały rozproszone, a jego ofiara stała dokładnie tam, gdzie wcześniej i nie miała na sobie jakichkolwiek śladów po jego czarach. Mimowolnie Eran zrobił maleńki kroczek w tył. Jego pole ochronne wciąż działało, więc był nieco spokojniejszy.
- Widzę, że lubisz bawić się płomieniami. A więc zabawmy się- postać błyskawicznie wyprostowała oba ramiona i przez pomieszczenie przepłynęła fala gorącego powietrza. Eran czuł jak palący wiatr topi skórę na jego twarzy, ramionach. Spojrzał na siebie i dostrzegł, iż jego szata zaczyna się dymić, zupełnie jakby zaraz miała się zapalić. Nic nie dawała nawet ochronna tarcza, która nie potrafiła zatrzymać fali gorąca – I jak ci się podobają moje czary? To dopiero początek – ognisty pocisk ze świstem pomknął przez gabinet. Odbił się wprawdzie od ochronnej bariery maga, jednak Eran poczuł że w tym miejscu pole jest słabsze. Kolejny atak skierowany był dokładnie w to samo miejsce. I kolejny. I jeszcze jeden. Mężczyzna nie mógł odpowiadać swoimi ataki ponieważ wszystkie swoje siły koncentrowała na podtrzymywaniu swego pola.
- I jak ci się podobają moje fajerwerki? Ale nie bądźmy monotonni – postać podeszła nieco bliżej – Teraz czas na nieco chłodu – sporych rozmiarów niebieska kula wystrzeliła z dłoni atakującego. Gdy zderzyła się z zaporą maga, ten poczuł na swych palcach zimno oraz szron. Mag ponownie cofnął się, tym razem kilka kroków. – Wystarczy tej zabawy – napastnik wykonał gest dłonią i pieczołowicie podtrzymywana osłona maga prysła jak mydlana bańka. Sekundę później sporych rozmiarów lodowy sopel przeszył ciało Erana, przechodząc prosto przez serce. Mag poczuł ciepło w ustach poczym osunął się na podłogę. Konwulsje poruszał jego umierającym ciałem. Postać stanęła nad nim i dobyła swego miecza. Głowa Erana została oddzielona od reszty ciała, a przez podłogę popłynęła rzeka krwi.
*
Antran patrzył z obrzydzeniem na stojące na biurku pudło. Jego zawartość przyprawiała go o mdłości, jednak jeszcze bardziej wywoływała w nim wściekłość. Mag przysunął się bliżej i ponownie zajrzał do wnętrza. Smród wydobywający się z wnętrza sprawił iż mężczyzna musiał zasłonić dłonią usta i nos, aby nie zwymiotować. W środku znajdowała się odcięta głowa. Sądząc po zapachu i stanie w jakim się znajdowała, Antran wywnioskował że musiała zostać odcięta kilka dni temu. Jednak nie to miało dla niego znaczenie. Ważniejsze było to, czyja to była głowa. Należała ona Erana, jego brata. W usta wetknięty był niewielki kawałek kartki na którym widniał napis „Będziesz ostatni”. Zaraz po otrzymaniu tego makabrycznego podarunku i zapoznaniu się z wiadomością, mag podwoił straże w swym domu i wokół niego. Jego brat był czwartą ofiarą mordercy. W końcu Antran przywołał swego sługę i kazał zabrać pudło z głową. Gdy ponownie został sam w gabinecie przywołał niebieską kule, która teraz leniwie unosiła się nad biurkiem.
- Darwenie słyszysz mnie – powiedział w kierunku kuli
- Tak słyszę cię mój mistrzu – w sferze pojawiła się twarz mężczyzny
- Mów czego się dowiedziałeś – Antran starał się nie dać poznać po sobie emocji, które nim targały.
- Udało mi się dotrzeć do kowala imieniem Redrik, który ma mknie skontaktować z tym Xaliangiem. Powiedziałem, że mam dla niego jakieś zadanie i mam się z nim spotkać za kilka dni – zaczął zdawać relację Darwen
- Doskonale – Antran poprawił się w fotelu – Powiedz, że działasz na zlecenie kogoś z krewnych Tharona i chcesz by odnaleziono mordercę.
- Oczywiście – mężczyzna skinął głową na znak, że zrozumiał rozkazy
- To jednak jeszcze nie wszystko. Musisz towarzyszyć temu Xaliangowi i gdy nadarzy się okazja pojmać go – mag uśmiechnął się przez chwilę – Gdy już to uczynisz przyprowadzisz go do mnie…żywego.
- Mogę nie podołać sam temu zadaniu.
- Nie obawiaj się. Wyślę do ciebie kilkoro ludzi, którzy będą podążali za wami i w odpowiedniej chwili udzielą ci niezbędnej pomocy. Pamiętaj, chcę mieć tego najemnika żywego.
- Jestem teraz w mieście Arekt, to tutaj ma dojść do spotkania – wyjaśnił sługa
- Doskonale, a więc niebawem wyślę ci pomoc, a tymczasem miej oczy i uszy otwarte i gdy tylko się czegoś dowiesz, natychmiast mnie informuj – powiedziawszy to Antran pstryknął palcami i kula znikła.
Mag wziął głęboki oddech i przywołał do siebie kapitana swej straży. Polecił mu wysłać żołnierzy do wskazanego przez Darwena miasta. Polecił, aby trzymali się w bezpiecznej odległości i tylko na wyraźny znak jego najwierniejszego sługi przystąpili do działania. Słońce powoli kryło się za horyzontem. Mag wydobył z szuflady kartkę papieru i przystąpił do pisania listu. „Być może Graten okaże się bardziej użyteczny niż myślałem”
*
Lorana usłyszała dziwny dźwięk. Coś jakby łamiące się gałęzie. Odgłos ten był bardzo cichy, jednak czuły słuch drowki odróżnił go od szmeru rzeki płynącej tuz obok. Kobieta poderwała się na nogi i już chciała zaalarmować swego towarzysza, gdy zorientowała się, że jego posłanie jest puste. Błyskawicznie chwyciła za łuk i wycelowała w stronę z której dobiegł dźwięk. Wszystkie mięśnie napięły się i była gotowa do ataku. Chwile później dostrzegła postać i opuściła swą broń. Był to Xaliang, który zbliżał się w jej stronę.
- Ależ mnie wystraszyłeś – powiedziała chowając strzałę do kołczanu
- Wybacz, nie chciałem cię obudzić, wydawało mi się że ktoś nas obserwował i byłem to sprawdzić – mężczyzna uśmiechnął się – Ale to tylko zwierzęta.
- Pomyliłeś odgłosy zwierząt z ludzkimi? – zdziwiła się Lorana – Oj chyba się starzejesz – zaczęła się śmiać
- Chyba tak, a może stałem się przewrażliwiony – Xaliang odłożył swój mecz obok swego posłania – A teraz lepiej się już kładźmy. Jak wyruszymy z samego rana i przyspieszymy tempo to jutrzejszą noc spędzimy już w jednej z gospód w Arekt.
Lorana przytaknęła głową. Nim się położyła udała się jeszcze na stronę, aby załatwić swe potrzeby. Skierowała się dokładnie w miejsce, z którego nadszedł Xaliang. Gdy się tam znalazła zauważyła że trawa w jednym miejscu jest zupełnie spalona, a ziemia tam była jeszcze ciepła. „Byłeś sprawdzić, czy ktoś nas nie obserwuje, tak? Chyba coś przede mną ukrywasz Xaliangu, ale ja się dowiem, co to takiego”.
*
- Przy ciele nie znaleziono głowy. Tradycyjnie została ona obcięta, jednak nie znaleziono jej w pobliżu zwłok – Graten powiódł wzrokiem po pięciu kulach unoszących się nad biurkiem. Znajdowały się w nich twarze mężczyzn, których arcymag wybrał do stworzonej przez siebie grupy. Poszczególni członkowie nie znali się wzajemnie.
- Wygląda na to, że morderca ja zabrał – odparł jeden z mężczyzn, a reszta przytaknęła mu głową, gdy usłyszeli jego zniekształcony głos. Graten dołożył wszelkich starań, aby chronić swych współpracowników – Jakie zamierzasz podjąć działania Gratenie?
- Jeden z was uda się na miejsce ostatniego morderstwa i zbada je dokładnie. Być może zostały tam jakieś ślady, które pozwolą nam wpaść na trop zabójcy. To będzie zadanie dla ciebie – mag wskazał dłonią na jedną z kul. – Ruszaj natychmiast, nie mamy czasu do stracenia – twarz w sferze lekko się uśmiechnęła, po czym kula rozproszyła się
- A co my mamy robić? – zapytał inny z rozmówców
- Ty sprawdzisz wszelkie powiązania między ofiarami. Musi je coś ze sobą łączyć – mag wskazał palcem na kolejna kulę – A reszta niech na razie czeka w gotowości. Wezwę was, gdy będziecie potrzebni – arcymag pstryknął palcami po czym wszystkie bańki znikły.
„To już czwarta ofiara” pomyślał Graten spoglądając przez okno. „Tym razem ofiarą był brat najwyżej postawionego maga w hierarchii. Czyżby morderca chciał uśmiercić także Antrana? Może należałoby go powiadomić o tej śmierci?”. Rozmyślania Gratena przerwało pukanie do drzwi.
- Wejść – zakomunikował mężczyzna odwracając się w ich stronę.
Do gabinetu wszedł Jeron trzymając w dłoni kopertę.
- Wiadomość od arcymaga Antrana – zakomunikował
Mężczyzna zasiadł za biurkiem i wziął kopertę od swego ucznia. Rozdarł ją i zaczął czytać.
„Przyjacielu
Zapewne wiesz już o mej stracie, jaka poniosłem w ostatnich dniach. Jeśli jednak ta straszna nowina jeszcze by do Ciebie nie dotarła, to pragnę Cię poinformować iż mój ukochany brat, Eran, został zamordowany. Taki sam los najprawdopodobniej spotkał także jego ucznia. Zastanawiasz się zapewne skąd o tym wiem. Otóż osoba, która uśmierciła mego ukochanego brata, jako dowód przysłała mi jego odciętą głowę. Jest to dla mnie nieodżałowana strata, gdyż brat mój był mi najbliższy na tym świecie. Pragę się dowiedzieć jakie kroki poczyniłeś już, mające na celu pojmanie zbrodniarza, który uśmierca naszych braci. Jeśli tylko będziesz potrzebował pomocy, wiedz że moi ludzie i środki są do Twojej dyspozycji. Jednocześnie byłbym Ci bardzo wdzięczny gdybyś zgodziła się na moją pomoc. Myślę, że wspólnie szybciej zakończymy tę sprawę, jednak wpierw musimy się spotkać i omówić szczegóły. Zapraszam Cię zatem do mojej posiadłości i zapewniam, że nie pożałujesz współpracy ze mną.
Z poważaniem
Antran”
Graten odłożył list na biurko. Spojrzał na Jerona, który nadal znajdował się w gabinecie. „Przekonamy się jak bardzo Antranowi zależy na współpracy ze mną, a raczej na informacjach, które jak sądzi posiadam”.
- Przygotuj się do drogi. Zaniesiesz wiadomość do arcymaga Antrana – Jeron uśmiechnął się słysząc to – Odejdź teraz i przygotuj się, a ja w tym czasie napisze odpowiedź, która zaniesiesz.
*
Pomimo późnej pory na ulicach Arekt panował straszliwy ruch. Komuś, kto przybyłby do tego miasta po raz pierwszy mogłoby się wydawać, że życie w tym mieści zaczyna się dopiero po zmroku. Prawda była zgoła inna. Życie w Arekt nigdy nie zamierało. W mieście znajdował się największy w tej części królestwa targ, który funkcjonował bez przerwy bez względu na pogodę, porę dnia, czy stosunki polityczne z sąsiadami. Pomimo faktu, iż miasto nie raz ucierpiało już w wyniku działań wojennych, plac na którym znajduje się targ, oraz okoliczne domy nigdy nie zostały choćby zadrapane. Targ był swego rodzaju miastem w mieście. Lorana wraz z Xaliangiem przebijali się przez tłum płynący główna ulicą miasta. Kobieta jechała nieco za swym towarzyszem rozglądając się uważnie wokół i podziwiając starą zabudowę miasta. Co chwila ktoś do nich podbiegał oferując swe towary, jednak za każdym razem był zbywany machnięciem dłonią. Po przebyciu niemal całej ulicy Xaliang w końcu skręcił w boczną alejkę, gdzie znajdowało się zdecydowanie mniej ludzi i poruszanie się odbywało się sprawniej. W końcu zatrzymali się przed drzwiami gospody, nad którymi znajdował się szyld „Smocza karczma”. Mężczyzna zsiadł z konia, po czym kazał zaczekać Loranie na zewnątrz a sam wszedł do środka. Wrócił po kilku dłuższych chwilach.
- Zatrzymamy się tutaj. Akurat mają wolny pokój i nie mają nic przeciwko drowom – Xaliang uśmiechnął się lekko
- Miło to słyszeć. Nie będę musiała nikogo zabijać – kobieta zdjęła głęboko naciągnięty kaptur
W drzwiach pojawił się młody chłopak w brudnych łachmanach.
- Zajmę się waszymi końmi – powiedział lekko skrzeczącym głosem
Lorana zeskoczyła na ziemie, zabrała wszystkim niezbędne rzeczy i oddała uzdę chłopakowi. Xaliang uczynił to samo po czym oboje weszli do gospody. Znajdowali się w sporych rozmiarów sali, gdzie poustawiane były dębowe ławy, przy których siedzieli goście lokalu. Wejście nowych gości nie zwróciło niczyjej uwagi. Xaliang ruszył przez izbę w kierunku schodów. Zatrzymał się jeszcze na chwile i wymienił kilka zdań z mężczyzną, który zapewne był tu gospodarzem, po czym wspiął się schodami na górę. Lorana nie pytając o nic poszła za nim. Pokój, który im przydzielono nie należał do luksusowych. Znajdowały się w nim wyłącznie niezbędne meble. Dwa łóżka, para krzeseł i niewielki stół.
- Rozgość się, ja zaś musze załatwić pewna sprawę na mieście. Spotkamy się za parę godzin – Xaliang rzucił swe rzeczy na jedno z łóżek.
- Domyślam się, że nie mogę ci towarzyszyć? – Lorana nie liczyła żadna odpowiedź
- Wrócę tak szybko, jak to tylko możliwe – powiedziawszy to mężczyzna odwrócił się i wyszedł.
„Przekonamy się cóż to za ważną masz sprawę”. Kobieta otworzyła okno i wyszła na znajdujący się za nim dość szeroki parapet. Naciągnęła na głowę kaptur i czekała. Po chwili tuż pod nią pojawił się Xaliang i ruszył w kierunku głównej ulicy. Lorana zaczekała, aż trochę się oddali i zeskoczyła na ulice po czym ruszyła za swym towarzyszem.
Śledzenie Xalianga nie było łatwą sprawą w takim tłumie. Po kilkunastu minutach ciągłego przedzierania się między przechodniami kobieta wspięła się na niewielki daszek z niego na większy i tym sposobem podążała dalej za mężczyzną. Było to znacznie łatwiejsze, tylko musiała uważać aby się nie zagapić i nie spaść z dachu. Najemnik przedzierał się między ludźmi aż w końcu zatrzymał się przy niewielkim straganie. Niestety Lorana nie miała możliwości podsłuchać jego rozmowy, jednak po chwili okazał się że chyba nie było to konieczne, gdyż mężczyzna kupił tylko niewielki owoc i gryząc go ruszył dalej. W końcu skręcił w boczna uliczkę po drugiej stronie drogi czym zmusił dworkę do opuszczenia dachu i ponownego przeciskania się między ludźmi. Udało jej się przejść na drugą stronę w samą porą aby zobaczyć jak Xaliang wchodzi do budynku. Nad drzwiami, z którymi zniknął wisiał szyld „Kuźnia Redrika”. Kobieta podeszła bliżej i zajrzała do środka przez okno. Zobaczyła jak mężczyzna rozmawia z brodatym krasnoludem, który właśnie cos do niego mówił mocno gestykulując przy tym rękoma. W końcu przestał po czym Xaliang wręczył mu sakiewkę w której, jak pomyślała Lorana, zapewne były monety. Kowal rzucił sakwę na stół i uścisnął dłoń najemnika. Wyglądało na to, że spotkanie dobiegło końca więc kobieta szybko opuściła swe miejsce i skryła się w głębi uliczki za stertą skrzyń. Chwile później w uliczce pojawił się jej towarzysz który spokojnie wrócił na główna ulicę i zniknął za rogiem. „Wizyta u kowala, czyżbyś kupował nową broń Xaliangu, a może inny był cel twej wizyty tutaj?” pomyślała po czym szybko ruszyła za mężczyzna aby go nie zgubić.
Przez następne około dwie godziny Lorana wynudziła się za wszystkie czasy. Xaliang chodził po mieście, kupując to jakieś owoce to znów zatrzymując się aby obejrzeć popisy ulicznych kuglarzy. W końcu jednak wszedł do jednej z karczm i Lorana miała przeczucie że tutaj może stać się coś ważnego. Odczekała chwile, naciągnęła na głowę kaptur i ryzykując zdemaskowanie weszła do środka. Gdy przestąpiła próg gospody, ku jej uciesze, okazało się iż w środku jest pełno różnej maści istot. Dostrzegła najemnika jak zasiadł przy jednej z ław obok kościstego gnoma. Kobieta zbliżyła się nieco i stanęła przy grupie osób udając że przysłuchuje się opowieści snutej przez barczystego krasnoluda.
- Powiedziałem mu wszystko tak jak mi kazałeś – powiedział gnom popijając swe piwo – Zareagował tak, jak przewidziałeś.
- Wspominał cos o naszym znajomym? – spytał Xaliang
Gnom pokiwał przecząco głową.
- Czego chce od ciebie ten cały Antran? – Tirkan przechylił się nieco ku swemu rozmówcy – Czyżbyś zalazł mu za skórę?
- Lepiej żebyś nie wiedział za dużo, chyb że znudziło cię już twe życie – Xaliang uśmiechnął się złośliwie.
- Dobrze już dobrze o nic więcej nie pytam. Powiedz mi tylko czy masz moją zapłatę?
- Czy kiedykolwiek cię oszukałem?
Gnom jednym łykiem dopił swe piwo.
- Jeśli nie jestem ci już potrzebny to pozwól że się oddalę. Rodzina czeka – gnom podniósł się ze swego miejsca i powoli ruszył przez sale ku wyjściu.
Xaliang siedział jeszcze przez chwile na swym miejscu po czym także wyszedł z gospody. Lorana poprawiwszy swój kaptur również wyszła na ulicę. Po krótkiej wędrówce za najemnikiem okazało się iż idzie on w stronę gospody w której się oboje zatrzymali. Kobieta pospiesznie wspięła się na okoliczne dachy i nie oglądając się już na mężczyznę ruszyła ku ich kwaterze. Gdy Xaliang wszedł do ich pokoju kobieta leżała na swym posłaniu i wyglądała jakby drzemała.
- Widzę że się nudzisz – stwierdził patrząc na nią
- Miałam iść na dół na jakiś trunek ale postanowiłam zaczekać na ciebie – odparła otwierając jedno oko
- A więc chodźmy, czas cos zjeść i napić się i wyjaśnię ci dlaczego tak długo miałaś na mnie czekać.
Drowka podniosła się i bez słowa poszła za najemnikiem. Reszta wieczoru minęła im na konwersacji i wspólnym pojeniu się słabym piwem. Pomimo iż Lorana zachowywała się na pozór normalnie, jej umysł cały czas analizował ostatnie godziny, które spędziła na śledzeniu Xalianga.
*
Graten ostatecznie przyjął zaproszenie Antrana, acz zrobił to bardzo niechętnie. Obaj mężczyźni byli niezwykle wyrachowani i pomimo faktu, że wręcz się nie znosili przy innych zachowywali się jak wielcy przyjaciele. Graten otrzymał najbardziej luksusową komnatę, jaka mogła przypaść osobie goszczącej w domostwie arcymaga. Pomimo, że gość nie zamierzał zatrzymywać się tutaj dłużej niż to było konieczne przyjął oferowaną mu gościnę.
Obaj panowie spotkali się późnym popołudniem w gabinecie Antrana. Rozmowa odbywała się bez świadków a na pomieszczenie zostały nałożone bariery uniemożliwiające szpiegowanie.
- Zaprosiłem cię na tę rozmowę, więc ja zacznę – powiedział gospodarz popijając wino z dużego kielicha – Jak już informowałem cię w liście mój brat został zamordowany. Oferuje ci mą pomoc i mam nadzieje że z niej skorzystasz gdyż inaczej możemy sobie bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Jak zapewne się domyślasz podjąłem już pewne kroki mające na celu schwytanie mordercy mego brata, liczę że uczyniłeś to samo – zapadła chwilowa cisza po której Antran mówił dalej – Nie chciałbym aby prowadzone przeze mnie działania kolidowały z twoimi poczynaniami, dlatego oferuje współpracę i wymianę informacji. – Graten siedział spokojnie na swym miejscu bawiąc się trzymanym w dłoni kielichem. Na jego twarzy nie było widać żadnych emocji – Pozwól, że ja zacznę, na dowód moich dobrych chęci. Poza tym, co zawarłem w liście do ciebie jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, którą chce się z tobą podzielić. Jakiś czas temu skontaktował się ze mną człowiek, który twierdził że posiada pewne informacje na temat mordercy.
Na twarzy Gratena pojawił się cień zaciekawienia. Widząc to Antran uśmiechnął się nieznacznie, gdyż był pewien, że jego słowa odniosły zamierzony skutek.
- To zaiste bardzo ciekawe, kim był ten człowiek?
- Przedstawił się jako Xaliang. Kazałem moim ludziom dowiedzieć się wszystkiego o nim i okazało się, że ów Xaliang to najemnik, niestety jak dotąd nie wiem dla kogo obecnie pracuje. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem niebawem znów ten najemnik zagości w moim domu – Antran wziął spory łyk wina
- Co masz na myśli mówiąc o ponownej gościnie? – Graten przez chwile spojrzał na swego rozmówcę
- Moi ludzie maja go pojmać i sprowadzić tutaj. Chcę ponownie zamienić kilka słów z owym najemnikiem – na twarzy mężczyzny pojawił się paskudny uśmiech – I liczę, że będziesz przy tej rozmowie, gdyż może się ona okazać dla ciebie bardzo pomocna.
- Czego oczekujesz w zamian?
- Ja podzieliłem się z tobą moimi informacjami, teraz twoja kolej.
Ponownie zapadła dość długa cisza. Graten spoglądał przez okno na roztaczający się za nim ogród.
- Dobrze więc – powiedział w końcu – Ale muszę cię zmartwić, gdyż jak dotąd nie wiem nic, co mogłoby cię zainteresować. Przydzieliłem moim współpracownikom pewne zadania i dopiero ich wyniki mogą być pomocne, ale jak dotąd nie wiem nic, nie mam żadnego śladu, którego mógłbym podążać.
- Jestem rozczarowany. Myślałem, że w zamian za moje informacje, ty uraczysz mnie równie ciekawymi – Antran starał się zachować panowanie nad sobą gdyż był pewien iż Graten go okłamuje.
- Zapewniam cię, że jeśli się czegoś dowiem poinformuje cię o tym, w ramach rekompensaty za twoja szczerość.
- Dobrze więc – mężczyzna uśmiechnął się – Pragnę abyś pozostał nadal mym gościem i pomógł mi w…rozmowie…z gościem, który jak liczę niebawem pojawi się w mym domu.
Obaj mężczyźni podnieśli swe kielichy w geście toastu, jednak każdy z nich miał zupełnie inne powody aby tolerować obecność drugiego.