Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Zaginiony skarb

bulkas ·

Wśród niedostępnych gór Grzbietu Świata, pomiędzy drzewami na Zachodniej Przełęczy, stoi wieża. Zapomniana, opuszczona, zniszczona… Wokół niej widać pozostałości po drewnianych domach – ich fundamenty. Odgradzają to wszystko szczątki drewnianego muru obronnego od nieokiełznanej natury. Ale ja wam mówię ta wieża kryje tajemnicę! Jeżeli chcecie ją poznać to tylko po następnej kolejce – przerwał swoją opowieść stary krasnolud. Wzrok zebranych wokół niego skierował się na młodego niziołka imieniem Weeh. On, wiedząc, co to znaczy, szybkim krokiem, wręcz biegiem skierował się do szynkowa prosząc o kolejne trunki. Po chwili stary krasnolud siedząc obok pustego kufla mówił dalej:
— Ta wieża kryje tajemnicę, olbrzymią tajemnicę! Wśród jej ruin znajduje się skarb chciwego krasnoluda – dawnego władcy tych ziem. Strzegą go nieumarli. Hordy nieumarłych. Co ja mówię? Legiony nieumarłych nie pozwalają się zbliżyć do wieży! Kiedyś wraz z moimi przyjaciółmi zbliżyłem się do niej. Wszedłem na górę i wtedy, i wtedy… - tu przerwał i spojrzał chciwe na szynkarza. Zapowiadało to następną kolejkę. Po wypiciu kolejnego kufla krasnolud wstał, walną pięścią w stół i dokończył swą opowieść:
— I wtedy, i wtedy ujrzałem dziesiątki, nie, setki… eee tak setki nieumarłych wokół mnie – w tym momencie beknął i usiadł na krzesło – stali oni wokół mnie, ale dzięki moim umiejętnościom przedostałem się przez nich i udało mi się uciec z tego przeklętego miejsca, tylko mi…
Przez chwilę panowała cisza, aż w końcu ktoś rzekł:
— Opowiedz nam jeszcze jakąś przygodę.
— Nie ma sprawy wiara!!! Ale opowieści kosztują – rzekł krasnolud i znów spojrzał na szynkarza.
Po kolejnej kolejce starzec zaczął znów opowiadać tajemnicze historie ze swojej młodości. Wszyscy słuchali uważnie oprócz młodego niziołka, który niezauważony wyszedł z karczmy i pognał do swego przyjaciela. Był on bardzo zafascynowany tą opowieścią, gdyż już słyszał podobną jednak myślał, że to tylko legenda. Bieg ile sił w nogach nie zważając na nikogo, mówiąc pod nosem:
— To prawda! To jednak prawda!
Nie minęło nawet dużo czasu, kiedy przybiegł na miejsce. Od razu skierował się w stronę swego przyjaciela Pesox’a – człowieka około osiemnastu lat, którego uważał za bohatera, gdyż wiele słyszał o jego wyczynach (ale tylko z jego ust). Po krótce niziołek opowiedział o historii w karczmie i dodał na zakończenie:
— Wyruszamy?
— A mówiłem, że to prawda! – odparł mu człowiek i po namyśle dodał:
— Wyruszamy jutro w nocy, bądź tutaj po zmierzchu.
A więc wyruszyli oni w nocy z Neverwinter na spotkanie przygody i po skarby, ukryte w okolicy wieży, aby poprawić swój byt. Nie była to łatwa wędrówka. Jednak w niespełna siedem dni młodzi bohaterowie dotarli na miejsce. Zapadał już wtedy zmierzch.
— Jesteśmy u celu! To, co pierw sprawdzamy? Ruiny? A może teren wokoło? – powiedział Pesox.
— Obojętnie, ale w dzień dobra? Już idzie noc a w ciemnościach lubią czaić się nieumarli… - odparł Weeh trochę ze strachem w oczach.
— Nie bądź głupi. Nieumarli to tylko bajeczka. Legenda!
— Ale on…
— Ten stary krasnolud może sobie gadać, co chce, szczególnie po kilku kolejkach. A nawet jak istnieje tu jakiś nieumarły to się go z powrotem zrobi umarłego. Masz tu miecz. Chyba umiesz się nim posługiwać, co?
— Tak umiem. Chyba masz rację… - odpowiedział niziołek nieśmiało a po chwili dodał:
— Może byśmy trochę odpoczęli?
— Niech ci będzie chwila odpoczynku a potem bierzemy się za poszukiwania. – odparł człowiek , usiadł pod drzewem na futrze i wyjął pożywienie ze swego plecaka.
Powoli noc stawała się coraz wyraźniejsza. Robiło się coraz bardziej cicho i zimno. Słychać było tylko wiatr szeleszczący pomiędzy ruinami i starymi drzewami.
— Nie sądzisz, że jest to jakieś dziwne miejsce? – zapytał niziołek – Nie słychać tu w ogóle zwierząt i czuć jakiś smutek i przygnębienie. Spójrz na te drzewa – wyglądają na wiekowe, ale według mnie mają może ze kilkanaście lat.
— Ja nic nie wyczuwam, a zwierząt tu nie ma, bo nie ma nic do jedzenia to chyba proste prawda?
— No chyba masz rację. Ale ten smutek…
— Przecież mamy Hammer (Styczeń), więc przyroda jest smutna i prawie nieżywa.
— Tak, ale to jest jakiś inny smutek… taka tęsknota…
— Wydaje ci się, wstawaj!
Po tych słowach oboje wstali, Pesox zapalił dwie pochodnie i podał jedną Weehowi mówiąc:
— Idziesz na wieżę a ja sprawdzę dół.
— Ale, ale…
— Weź przestań nikogo tu nie ma oprócz nas. Jak coś znajdziesz to krzycz, jasne?
— No dobra.
Niziołek wziął pochodnię, miecz i wyruszył powoli w stronę kamiennej wieży. Na jego twarzy widać było strach i przejęcie. Gdy znalazł się w środku rozejrzał się wokoło. Na wprost wejścia znajdowały się schody na piętro. Z prawej strony znajdowało się średniej wielkości pomieszczenie – prawdopodobnie była to kiedyś kuchnia. Lewa strona była zawalona gruzem. Ze zdenerwowaniem niziołek zaczął wchodzić po schodach. Z każdym jego krokiem skrzypiały coraz bardziej. Po chwili był już na górze. Przed sobą ujrzał korytarz z trzema wejściami – dwoma po prawej i jednym po lewej. Pierwsze pomieszczenie na prawo było kiedyś sypialnią pana wioski. Nie było już tak piękne jak kiedyś. Niziołek wszedł do środka. Na podłodze leżał śnieg, gdyż dachu nie było. Znajdowało się tam tylko jedno okno wychodzące na wioskę. Można było kiedyś z niego zobaczyć bramę, lecz teraz widać było tylko Góry Grzbietu Świata i Zachodnią Przełęcz. Kiedy podszedł on do okna zawiał nagle silny wiatr prawie gasząc pochodnię. Niziołek cofnął się szybko w głąb pokoju i znowu poczuł powiew. Ale tym razem był on łagodny i delikatny. Wydawało mu się wręcz, że to czyjś głos. Po chwili znowu to poczuł. Obrócił się on do wyjścia i natrafił wzrokiem na małe światełko. Stawało się ono coraz większe i większe, aż zniknęło. W tym momencie niziołek usłyszał smutny cichy głos zza pleców:
— Odejdź, błagam odejdź. To nie ty… Nie jesteś nim…
Weeh obrócił się szybko i zobaczył w kącie jakąś skuloną i niewyraźną postać trzymającą ręce na twarzy. Była to kobieta – elfka. Nie wiedział on, co ma zrobić. Kto to jest? Wpatrywał się tylko w nią a ona cały czas płakała. Po chwili znów usłyszał tym samym głosem:
— Odejdź, błagam odejdź…
Niziołek nie zdążył nawet wypowiedzieć słowa, gdy tajemnicza postać zniknęła mu z oczu. Zdumiony podszedł do kąta, dokładnie mu się przyjrzał i nie zauważył nawet choćby najmniejszego śladu po elfce. Przerażony tym wszystkim wstał szybko i spojrzał w kierunku drzwi. Stała tam ona ubrana w czarną, podartą szatę Jej ręce spoczywały na twarzy i wciąż powtarzała słowa:,, Kestal gdzie jesteś? Wybacz mi… Potrzebuję cię…”. W pewnym momencie zamilkła i odsłoniła twarz. Na ten widok niziołka przejął straszliwy strach i krzyknął. Usłyszał to Pesox i z zadowoleniem pobiegł do wieży. W tym momencie widmo przemówiło:
— To nie ty! Nie jesteś nim! Kocham cię Kestal, kocham…
Po tych słowach, wypowiedzianych wielką złością, niziołek dobył miecza i zaczął atakować ducha. Jednak widząc, że nie może go zranić odrzucił broń i zaczął uciekać. W drzwiach wejściowych minął on swego przyjaciela, jednak się nie zatrzymał tylko biegł dalej przed siebie jak najdalej od wieży. Kiedy znalazł się na skraju lasu przystanął i obrócił się. Pesox nadal stał w drzwiach wejściowych z pochodnią. Nagle krzyknął: - Ale tchórz z ciebie, słyszysz? Tchórz! – i wszedł do środka. Weeh stał tak jeszcze kilka chwil aż usłyszał olbrzymie zawołanie, wielki jęk smutny i nieszczęśliwy dochodzący z piętra wieży. Wtedy to dotarło do niego, że to miejsce nawiedza Banshee. Po chwili zaczął się zastanawiać czy naprawdę ma racje i co się stało z jego przyjacielem. Jeżeli niziołek miał rację to Pesox nie przeżył spotkania z duchem, lecz gdyby nie miał to powinien on już dawno wyjść. Nagle widmo pojawiło się w oknie. Niziołek już nie ryzykował kolejnego spotkania z duchem i odszedł. A ona płakała aż do świtu i w smutku przypominała sobie wydarzenia z przeszłości, ponurej i mrocznej przeszłości. W końcu mrok został pokonany przez światło i smutek zniknął z tego przeklętego miejsca, lecz tylko do spotkania z następnym poszukiwaczem przygód niebędącym jej miłością, jej wielkim skarbem - niebędącym człowiekiem o imieniu Kestal.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...