Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Zemsta Cz 1

orodruina ·

- Boże, spraw, niech to będzie ostatni…
Młody mężczyzna miał opuchnięte i poparzone dłonie, mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa, a bolesna sztywność całego ciała sprawiała, że najwątlejszy ruch sprawiał mu nieopisaną trudność i ból.
Zawalił się cały budynek. Zewsząd otaczał ogień, który płonął już chyba samym powietrzem. On jeden zdawał się nie czuć znużenia. Trawił zieleń, niszczył dzieła rąk ludzkich, plądrował domy i miażdżył je do samego fundamentu. Kruszył wszystko, co stawiało opór na jego drodze zniszczenia.
- Weronie, sumienie nie pozwala mi dawać ci się łudzić. Daleko jeszcze do końca. – Mekolesis zdawał się być spokojny, może trochę zmęczony, znudzony. Z żalem spoglądał na to, co tak niedawno budował własnymi rękoma. Na to, co było jeszcze 32 godziny temu okolicznymi budynkami, a teraz już tylko ich rozżarzonymi gruzami.
Mekolesis, jak orchmistrz widział to, czego spragnione odpoczynku i ukojenia oczy młodego Werona dostrzec nie chciały. Racjonalnie myślący umysł sprawnie obliczył, że mogli uzbierać nie więcej niż około 12% spośród zalegających pod każdym budynkiem trupów – żniwa ognistej zemsty. Łza zmyła cienką strużką nieco krwi i popiołu z oblicza Werona. Za przykładem Mekolesisa podniósł na plecach kolejne spalone doszczętnie, nie dające się zidentyfikować zwłoki. Ledwo powłócząc po ziemi nogami przeniósł je na jeden z wozów.
Już od wielu lat ziemię Lymphater nawiedzały ogniste „deszcze”, porywiste gorące wiatry i trzęsienia ziemi. Pojawiły się dawno temu, wraz z wygnaniem starego władcy, który zawinił jedynie dając ludziom wolność wyjścia z tej Krainy. On sam zamieszkał w górach. Ci, którzy pamiętali dobrze tamte czasy powiadali w najciemniejszych kątach swoich izb, że Acanthis nie spocznie, póki nas wszystkich nie zniszczy, póki nie zgaśnie pragnienie zemsty. Król jednak odszedł bez śladu, rozpłynął się niemalże w gnijącej mgle Gór Czaszek.
Przez dziesięciolecia kataklizmy nawiedzały ludność, a ona zdążyła się z tym pogodzić. Kilka razy do roku ginęły setki dzielnych chłopców, pięknych dziewcząt, mądrych starców i kochających babć, najczęściej spalanych żywcem pod zwałami budynków. Ich trupy orchmistrzowie zawozili na skraj przepaści Kuldoun, gdzie odmawiano modlitwę i zrzucano ciała. Od lat nie było w Lymphater ziemi, która zdolna byłaby przyjąć kolejne szczątki swoich synów. Nie było już matek, które mogłyby nad ich grobami lamentować. Nie można było uciec z przeklętej ziemi, nie można było znaleźć schronienia. „Pójdę za wami wszędzie, nigdy z wami nie będę…” – tak brzmiały ostatnie słowa spragnionego pomsty króla Acanthisa.
W Lymphater od 40 lat nikt nie słyszał o porze deszczowej, od 30 mawiano, że deszcze były nadzieją nadchodzącego jutra, od 10 lat ludzie uznając deszcz za narodziny „nowego jutra” doliczali się go nie częściej niż raz na rok. Ten dar z niebios odwiedzał popękaną ziemię na kilka minut, aby dać się beczkom napełnić, polom nawodnić, aby dać ludziom nieco źródeł dla życia, by mogli je spędzić w goryczy i smakować płonącej krwi.
Po trzech dniach pracy 15 orchmistrzów i 28 ochotników, pooblewanych ranami, oparzeniami i brudem, zalanych łzami, wyruszyło w kilkugodzinną podróż ze stosami trupów ku Kuldounowi. Gdy wrócili do tego, co było jeszcze niedawno ich domem, otrzymali wiadomość od dyżurujących dzieci, że ogień zgasł kilka godzin temu. Czas zacząć budowę od podstaw. Potrzebne były schronienia przed palącym słońcem. Ciszę wypełniały uderzenia młotów, wbijanie łopat w ziemię i ładowanie gruzów na taczki. Nagle przepełnione swądem powietrze rozdarł kobiecy krzyk, słabnący z każdą chwilą. Zdawał się docierać spomiędzy na wpół zburzonych murów kilkadziesiąt metrów dalej. Młoda kobieta rodziła niemowlę w popiołach swojego domostwa, między prochami pozostałymi z rodziny Hainy. Nesta trzymała wijącą się z boleści siostrę za rękę, kiedy ta prąc najmocniej próbowała wydać na świat dziecko. Na oczach orchmistrzów Mekolesisa i Darniego, oraz ledwo trzymającego się na nogach Werona, kobieta powiła niemowlę – chłopca, po czym zmarła. Ostatnim tchnieniem życia nadała mu szeptem imię – Valeres. Nesta zaniosła się płaczem, jednak zebrawszy ostatki silnej woli odcięła płaczącemu dziecku pępowinę, obmyła je wodą z beczki, po czym okryła siostrę czarnym suknem. Podeszła z nieobecnym wyrazem twarzy do Werona.
- Jest twój! Naucz go, jak być dobrym.
Nie rozumując trzeźwo mężczyzna odebrał dziecko z rąk Nesty, po czym ta uniosła wiotkie ciało ukochanej siostry i rzuciła się wraz z nią w stworzony kilka metrów dalej przez trzęsienie ziemi głęboki lej. Nikt jej nie powstrzymał, nikt nie słyszał jej krzyku.
II
Valeres był uczony od najmłodszych lat najlepszych technik przetrwania w Lymphater. Do Werona zawsze zwracał się „Krao”, co znaczyło „opiekun”. Weron zaś, w ciągu trzech lat od pamiętnej ognistej rzezi zdobył umiejętności i tytuł orchmistrza. Nie zmieniło to jednak wiele, może poza faktem, że potrafił władać wszelaką bronią dużo zręczniej i mógł udać się w Góry Czaszek, gdzie jako zwykły śmiertelnik bez Mocy nie miałby szans na przeżycie. W roku 529 ery Vaneo (którą rozpoczęły rządy rodu Acanthisa) Weron miał 32 lata, Valeres zaś był zaledwie 8letnim chłopcem.
– Słońce świeci dziś jaśniej niż wczoraj Krao, czy to coś znaczy? – chłopiec potrafił dojrzeć najmniejszy szczegół, dosłyszeć najcichszy szept i uczuć najwątlejszy powiew wiatru, nie miały na to bynajmniej wpływu szkolenia orchmistrzów.
- Nie powinieneś patrzeć w słonce Varsie – opiekun rzadko używał właściwego imienia, - ono rozpala łzy nieba, ono chce nas zabić, może zniszczyć i ciebie, i kiedyś zrobi to na pewno. Tak jak nas wszystkich.
- Ciekawość to natura rzeczy nieprawdaż? – pytał chłopiec nie przestając obserwować promieni igrających między sobą na twarzy niebios – Ciekawość sprawia, ze odkrywamy coraz to nowe rzeczy…
- Potrzeba Vars, potrzeba! Ona nam daje odkrycia. Gdyby nie ciekawość jeszcze trzy tygodnie temu nie musiałbym dźwigać trupów nad Kuldoun. Gdyby nie ona, nigdy byśmy nie musieli żebrać o wodę i walczyć z ogniem. Przestań wpatrywać się w Złotego Mordercę! – ręka Werona zrobiła zamach i trąciła głowę chłopca zmuszając go do spojrzenia w ziemię.
- Przepraszam… - cicho wypłynęło razem z krystaliczną łzą – Chciałem zobaczyć…
Opiekunowi zrobiło się smutno, żal mu było małego chłopca, któremu przyszło żyć i dorastać w takich czasach.
- Nasi ojcowie, prawie pół wieku temu zapragnęli zobaczyć Góry. Maluczcy wioskowi rolnicy przekonani, że są władcami świata postanowili wyruszyć w podróż lekceważąc tym samym odwieczne prawa orchmistrzów. Po kilkunastu tygodniach orchmistrzowie jedynie małą grupkę spośród tych, co wyszli, przywiedli do domu. Byli wycieńczeni, poranieni, głodni i śmiertelnie przestraszeni. Orchmistrzowie milczeli, bo podobnie tak jak ja dzisiaj, oni wtedy nie mogli powiedzieć co się kryje w Górach. Szczęśliwi głupcy milczeli, ponieważ ogarniało ich przerażenie na samą myśl, na samo wspomnienie tego, co przeszli z własnej woli. Nie byli jednak wdzięczni. Szybko ozdrowieli, a wtedy poczęli żywić nienawiść do swoich wybawców, twierdząc, że byli o krok od zdobycia władzy i pokonania Gór. We snach Czaszki szeptały im „bądźcie naszymi władcami”, „to wy jesteście panami tej ziemi”, „to wy powinniście rządzić, a króla z tronu strącić”, „on wami gardzi, on przed wami kryje tajemnicę swej władzy, tajemnicę, która tkwi w Dolinie Śmierci”. Acanthis nie chciał niszczyć ludzi, z których większość ukochał, zabronił ochmistrzom zabijać, kazał trzymać się z daleka i sam chciał odejść. Nam nakazał sprzątać tę ziemię, aż on sam wybaczy niewiernym zdrajcom. Jednak oni nie chcieli dać mu odejść w spokoju, oni nie pozwolili mu wrócić samotnie w góry. Kilkunastu buntowników postanowiło go poranić, obtoczyć w smole a dopiero wyrzucić na pożarcie Czaszkom.
- Czemu w smole? – w oczach chłopca było widzialne odbicie tych wydarzeń.
- Smoła zatyka skórę, dusi ją, lepi się do niej. Kiedy odchodzi, zabiera skórę i ciało. To bolesna i powolna śmierć. Jednak to obtoczenia w smole króla nigdy nie doszło. Ludzie rzucali w niego kamieniami, kiedy odchodził, a nikt nie mógł mu pomóc, nawet wierni mu poddani, ponieważ zabronił. Ten i ów zdrajca podbiegł i uderzył go, popchnął. Otoczył go tłum kopiących nóg, uderzających desek i kijów, jednak ktoś postanowił spalić go pochodnią, zanim odejdzie. Zbliżył się i rzucił w Acanthisa, jednak płomień ledwo musnął jego szaty, a cały król stanął w płomieniach. Jego mała i krucha wcześniej sylwetka, wyprostowała się i urosła, nabrała młodzieńczej, przeraźliwej siły. Ogień otaczał go szerokim kręgiem, a z krzyku jego powstały płomienne kule, które wystrzeliły w niebo. Straszliwa była jego furia.
Wtem zapaliło się niebo, a z chmur począł lecieć ognisty deszcz. Władca zabijał lub ranił wszystkich, którzy go zdradzili, wszystkich, którzy z zimną krwią pragnęli dla niego strasznej śmierci. Ostrza błyskawic bezbłędnie, zgodnie z jego zamysłami uderzały w ludzkie ciała i paliły wnętrzności. Opuścił ręce - wszystko ucichło. Przerażonym płonącym ludziom odebrało głos, zgasiło trawiący ich ogień. Ponad dachami domostw wzniósł się jego głos, który, choć dawniej chrapliwy i starczy, dzisiaj stał się władczy i przeszywający: „Nie odchodzę teraz, nie odejdę nigdy. I wy stąd nie uciekniecie. To będzie wasze ziemskie piekło, spełnienie waszych koszmarów. Żadne z was nie przeżyje, nie przeżyją wasze dzieci, nie przetrwa nikt, póki nie zostaną odkupione zniewagi Człowieczego Syna Smoków. Pójdę za wami wszędzie, nigdy z wami nie będę. Już dość!”.
- Nienawiścią chce zniszczyć nienawiść? – Krao był zdumiony tak dogłębnym rozumieniem słów małego chłopca. Jednak powinien się tego spodziewać. Zapomniał jak to jest być dzieckiem.
Weron pokiwał twierdząco głową.
Pomogę mu się wyzwolić. – Valeres nie mógł być świadomy swych słów.
- Tymczasem pomóż mi stawiać te mury, czeka nas dużo pracy.
Chłopiec ze swym opiekunem wrócili do naprawiania szkód, jednak w tej chwili w zamyśle żadnego z nich nie było wielkich wydarzeń, jakie miały się w ich życiu zdarzyć.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...