Zemsta Cz 1 C
Cad przeszukał ruiny i znalazł tylko stół, który stał kiedyś w wielkiej sali gdzie zawsze jedli i spędzali wolny czas. Znalazł także topór Gimila i buławę Slasha. Na wielkim głazie leżał miecz Cada. Nadzwyczajny, jedyny miecz. Wiedźmin nazywał go Lodowym Żądłem, ponieważ kiedy się w coś wbijał to zamrażał to. Cad czuł w powietrzu jakąś magie a jego zmysły nigdy go nie zawodziły.
Ruszył jak najprędzej do Gladiara, jego przyjaciela. Gladiar był czarodziejem.
Po długiej podróży przez różne krainy dotarł w końcu do gospody pod „Krwawym Mieczem”. Tam zazwyczaj przesiadywał Gladiar w wolnym czasie, a o ile wiadomo było Cadowi nie miał nic do roboty. Nie mylił się. W środku przy małym stole siedział stary mężczyzna w spiczastym kapeluszu i starym płaszczu.
- Witaj przyjacielu! – rzekł wiedźmin do maga siadając przy stole.
- Witaj! Zjesz coś? – spytał uprzejmie czarodziej wpatrując się w Caduceusa.
- Nie dziękuje. Mam do ciebie pewną sprawę. Posłuchaj mnie ...
- Doskonale wiem co się wydarzyło i nie myliłeś się, rzeczywiście ktoś użył tam magii. Ktoś zaklął twoje żądło. W każdej chwili może wysunąć się z pochwy i ugodzić cię gdzie tylko jego obecny pan zechce. I to nie Larenth chce Cię zabić tylko jego najwyższy generał Grubhart. Nie wiem po co mu to, ale się dowiem. Najlepiej znajdź go pierwszy, mieszka w małym zamku. To cztery dni drogi na północ. Lepiej znajdź sobie kompanów, bo sam sobie nie poradzisz. Tak, wiem że Slash i Gimil nie żyją. Tutaj jest wielu poszukiwaczy przygód, którym brak złota. – przerwał, bo miecz Cada wysunął się i zranił maga prosto w serce po czym zamachnął się w stronę Cada ale ten zrobił unik i chwycił prędko miecz.
Z wielkim trudem utrzymał go w dłoniach. Wziął zamach i uderzył nim w skalna ścianę. Miecz rozbił się na kilka części. Lodowa iskra przeszła po rękach wiedźmina. Spojrzał na martwego czarodzieja. Gladiar był zimny jak lód. Caduceus dotknął go, a ten rozsypał się na lodowe kawałki. Nie było chwili do zastanowienia. Na dworze słychać było tupot galopujących koni i grający róg królestwa Dormenda, którego królem był Larenth. Cad nie miał pojęcia jak go znaleźli, ale domyślał się, że to przez zaczarowany miecz. Mag który rzucił na niego zaklęcie mógł w każdej chwili go zlokalizować.
- Uciekaj, ja ich zatrzymam – krzyknął nieznajomy tajemniczy mężczyzna, który wpatrywał się w wiedźmina od samego jego przyjścia do gospody.
Cad był bezbronny gołymi rękoma nic nie zdziała. Podbiegł do okna i wyskoczył. Jak najprędzej mógł wsiadł na konia i ruszył w stronę powrotną. Zaś tajemniczy wojownik wyjął miecz, który zabłysnął w ciemnościach i zaczął ciąć wszystkich rycerzy. Wbijał im miecz w brzuchy, odcinał głowy, a sam był nie naruszony. Po dłuższej chwili wszyscy wojowie leżeli na martwi na ziemi. Tajemniczy chciał odsapnąć, ale nagle do tawerny wleciała następna porcja rycerzy. Nie miał siły walczyć. Musiał uciec. Tak też zrobił. Wyskoczył oknem wskoczył na nie swojego konia i pognał za wiedźminem. Rycerze, którzy nie zsiedli z koni pognali za nimi.
Caduceus obrócił się za siebie i ujrzał zdyszanego wojownika, który mu pomógł, a za nim pędzących wojowników, którzy chcieli go zabić. Zwolnił i poczekał aż dogoni go tajemniczy. Kiedy go dogonił wykrzyknął coś co Cad nie do końca zrozumiał, ale po chwili zorientował się o co chodzi i skręcił w lewo w gęsty las. Zakapturzony nadal wojownik wysunął się na przód i pędził co raz szybciej. Chyba znał ten las. Gnali przed siebie niczym pędzący pociąg kiedy nagle z tyłu dotarł do nich głos wyjących z bólu rycerzy. Cad obrócił się.
- Nie oglądaj się. Nie ma na to czasu. Jedź za mną. Za chwile sobie odpoczniesz. – krzyknął „czarny” mężczyzna.
Wiedźmin patrzył na niego ciągle i wtem jego towarzysz zapadł się pod ziemie tak mu się przynajmniej wydawało, ale po chwili go zobaczył. Nie rozumiał o co chodzi.
- Gdzie oni są? Znikli, to jakieś czary. – krzyknął jeden z wojów Larentha. Stanęli na chwile popatrzyli i zawrócili. Wtedy Caduceus zorientował się, że ktoś rzucił czar niewidzialności. I to dlatego zakapturzony tajemniczy zwolnił nagle. Po chwili zatrzymał się powiedział jakieś zaklęcie i przed nimi otworzyły się magiczne wrota. Weszli do środka. Wiedźmin bardzo się zdziwił. Zobaczył piękny las, a w nim mnóstwo zwierząt.
Jechali powoli kolorową ścieżynką. Ptaki naokoło śpiewały. Było tam po prostu jak w raju. Kiedy dojechali na koniec ścieżki przed nimi była wielka zielona polana, a na jej środku stał nie duży stół, przy którym siedział elf i brodaty niziołek.
Wszyscy zasiedli przy stole. Tajemniczy towarzysz wiedźmina zwał się Astral, elf Ethorian, a niziołek Gilmo. Astral opowiedział całą historie. Cad dowiedział się tylko tyle, że trójka przyjaciół też ma porachunki z Grubhartem.