Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Zemsta cz. III

orodruina ·

*********************

V

Vars, mimo że miał zamiar maszerować tylko jedną noc, szedł trzy noce i dwa dni z rzędu. Teren stawał się coraz bardziej pagórkowaty, coraz bardziej usiany dziurami i kamienisty. Doszedłszy do wysokiego na kilka i szerokiego na kilkanaście metrów głazu nieopodal wysokiej ściany skalnej położył się na ziemi. Ból powoli uchodził z ciała, rany szybko się zabliźniały i oparzenia schodziły. Był śmiertelnie zmęczony, więc nakrył się płaszczem i zasnął pierwszy raz od wielu dni. To było cudowne uczucie, nie wiedzieć co się dzieje z własnym ciałem, nie odczuwać męki. Miał wtedy może z 10 lat, a ukochany Krao na środku pola uczył go rzucać nożem do celu. „Jeszcze raz” – mówił co chwilę. „Nie w ten sposób, spójrz tylko jaka ta tarcza jest wielka” – powtarzał. Rzeczywiście, mały przedtem czerwony punkcik był coraz większy, rozrastał się, nie było mowy o chybieniu, ale rzucać należało szybko, bo ta czerwień chce pochłonąć cały świat. Rzucił, ostrze obracało się wielokrotnie i szybko, a cel się zmniejszał, choć nie miał szans uciec. Ale Vars nie mógł już patrzeć jak uderza, bo ktoś inny obserwował jego samego.

Otworzył oczy, nadal była noc. Nadal leżąc na ziemi spojrzał przed siebie. Zobaczył krwistoczerwone oczy pogrążone w ciemnościach. Złapał za klingę miecza, jednak nim zdążył podnieść głowę to coś już biegło w jego kierunku. Czuł strach, jakiego nie znał. Ta istota była mu zupełnie obca, był sam z daleka od jakiejkolwiek pomocy, na pustynnym żwirowisku. Był atakowany przez ogromną bestię. Zrobił jedyną sensowną rzecz – szybko poderwał się z ziemi i wyskoczył w powietrze, gdzie, około 3,5 metra nad ziemią jego ręka napotkała wystający kamień. Złapał za niego i podciągnął się wyżej tak, aby nie być dosięgniętym. Zwierze, bo to na pewno nie był człowiek, uderzyło w kamienną ścianę z impetem wywołując wielki huk. Samo siebie ogłuszyło i upadło na ziemię. Wtenczas Valeres zeskoczył na ziemię kilka metrów za bestią, jednak kiedy szybkim krokiem zbliżył się do niej z wyciągniętym mieczem, ta otrząsnęła się i wstała rozwścieczona. Widział wyraźnie łuski oplatające całe ciało tworząc jakby zbroję, rogi na całym pysku oraz ostrym kolcom ciągnącym się od szyi do końca ogona. Z zakrwawionej mordy wystawały kły, a tylne łapy zakończone były ostrymi sztyletowatymi pazurami. Przednimi opierał się o mały kamień – utrzymywał równowagę. Jego sylwetka przypominała ogromnego pół-lwa, pół-niedźwiedzia. Vars nie zatrzymał się jednak aby zastanawiać się czym jest ta bestia. Biegł ku niej a ostrze miecza wznosił w górę gotowe do cięcia. Ona była szybsza. Podskoczyłam do niego tak nagle, że nie zdążył zareagować i wymierzyła cięcie ogonem. Kolce rozerwały mu udo i zwaliły z nóg, co potwór uznał za zachętę do zmiażdżenia wojownika własnym cielskiem. Wyskoczył w górę, jednak trochę za wysoko. Valeres, choć nie mógł się ruszyć, wyciągnął długi miecz ku górze. Bestia spadała na niego z wyciągniętymi szponami, jednak nim one dosięgły klatki chłopca, jego miecz przebił ciało poczwary. Nie zdołał jednak uniknąć zranienia. Oboje zapłacili za ten atak wysoką cenę. Bestia trafiona w serce rozlała czarna posokę po ciele chłopca, ale zdołała rozszarpać jego nogę, wbić w ramię szablaste pazury i długie kły zagłębić nieznacznie w ramię. Nie miał siły zrobić nic więcej ponad odepchnięcie pyska bestii i wyjęcia jego szponów ze swojego ramienia. Rana przylgnęła do rany, krew zmieszała się z krwią, ciało przygniotło ciało.
Valeres szedł z odsłoniętym mieczem naprzód. Mgła, mgła – otaczała go zewsząd. Czuł ją w sobie. Jednak zauważył, ze wąski wąwóz się rozszerzał, kamienie układały się nadal wysoko – nie widział gdzie kończyła się ich linia. Było cicho i chłodno, powietrze stało w miejscu, nie było wiatru. Przystanął na chwilę próbując dojrzeć cokolwiek przed sobą, jednak mgła uniemożliwiała zobaczenie czegokolwiek. Jeszcze kilka kroków do przodu, kilka ruchów… Szept nie chciał dobyć się z jego ust. Co to… Stanął na krawędzi wąskiego, drewnianego mostu. Drugi koniec pogrążony był w szarzyźnie. Robiło się coraz zimniej, teraz zauważył, że niema płaszcza. Wiatr się wzmógł, zaczął rozwiewać zalegającą mgłę. Robiło się coraz jaśniej, za swoimi plecami dojrzał nawet bladozielony blask między kamieniami. Odwrócił głowę, jednak to nie były kamienie. Zewsząd otaczały go Czaszki, a z ich oczodołów bił blask zielonego ognia. Obrócił się całkowicie, stał przodem do wąwozu z którego wyszedł. Postąpił kilka kroków do tyłu i ziemia się pod nim ugięła. Rzucił się do przodu na ziemię… Poczuł ból zranienia w nodze, ale jak? Był odziany w zbroję…
VI

Purpurowe światło rozbłysnęło nagle, oślepiło oczy chłopca. Pojawiło się tak szybko i tak boleśnie, że ból przeszył całe ciało młodzieńca, a słoneczny ogień trawił jego oczy i nogę. Ruszył kończyną – spłoszył ptaki. To żarłoczne sępy poobgryzały kości bestii, a teraz najwyraźniej zabierały się za niego. Jednak w jego żyłach nadal płynęła krew, on nadal chciał żyć. Jego miecz nadal tkwił wbity w klatkę piersiową bestii, właściwie w jej szkielet. Wiele wysiłku kosztowało Valeresa zrzucenie z siebie pozostałości przeciwnika. Jego lewa noga była poszarpana przez ogon potwora, prawa przez przeklęte ptaki. W prawe ramie wbił się ostry pazur wyjęty jeszcze wczoraj, więc w tym miejscu widniała tylko wąska, ale za to głęboka szczelina. W miejscu gdzie kły dotknęły szyi chłopiec wyczuł palcami 3 szerokie rany zakończone głębszą dziurą – bestii udało się wbij zęby w jego szyję. Cud, że przeżył tą przygodę. Podczołgał się po bukłak i pociągnął łyk wody.
- Co się stało?... Co to było?… - ostatnio wpadł w nawyk rozmawiania ze sobą. Nigdy tak długo nie był sam, zawsze przebywał w towarzystwie Krao, lub któregoś z orchmistrzów.
- To jest, a raczej było, wielkie i silne… - teraz uderzył go fakt, że szkielet był monstrualnym wielkości. – Kto je tu przywiódł, kto je na mnie nasłał i w jakim celu?... Ale, co teraz? Przez tę przeklętą przygodę nie dojdę do gór przynajmniej w ciągu kilku następnych dni! Wszystko przez odrobinę nieostrożności. Niech więc zdycham z bólu na tym pustkowiu, otoczonym zewsząd tylko nagimi skałami. – Wcale nie były takie nagie. Jego wzrok spadł na półkę skalną nad zwłokami potwora. Zobaczył ciemna dziurę między skałami, coś jakby wejście do jaskini.
- Czy czeka mnie tam niespodzianka, czy nie, teraz ma to małe znaczenie. Jeśli tam nie dojdę, albo dojdę i spotka mnie kolejna przygoda – zginę tak czy inaczej. – Nie Czekał chwili dłużej, nie tracił czasu na rozmyślanie czemu wcześniej nie zauważył jaskini, ale zbliżył się do wejścia i podniósłszy kilka kamieni z ziemi zaczął nimi ciskać w głąb groty.
- Heej, glizdo! Hej! Wyłaź poczwaro! Wredny, brzydki, obślizgły szambojadzie! No już! Kici, kici bestyjko, chodź tu do mnie, jeśli tam jesteś! – krzyczał i tak zmęczony. Dopiero teraz zobaczył ślady ogromnych stóp prowadzące w dół, ku miejscu gdzie wcześniej zobaczył parę oczu… - A więc już zabiłem właściciela…

W świetle zapadającego zmierzchu Valeres wszedł w cień jaskini, udał się z wyciągniętym mieczem ku słyszalnemu z daleka źródłu wody. Ogarniała do cicha rozpacz, jednak wyjął z worka krzemień i suche drewno, rozpalił ogień. Płonące drewienka umieścił na jednym, dłuższym kiju i obwiązał je dobrze szmatą. To mogło być jego pochodnią przez najbliższe kilka minut. Znalazłszy wodę, zaczął przy świetle ognia opatrywać rany. Tej nocy nie dane mu było zasnąć, gdyż całe jego ciało przepełniał piekielny ból. Co chwilę powracały do niego widma świecących Czaszek, a wiele jeszcze w jego chłopięcym życiu miały te widma zmienić.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...