Ćwierć Przekleństwa- Prolog
Wzgórza pokryte były jeszcze mgłą, gdy mała grupa podróżników opuściła miejsce spoczynku. Po ich wizycie w Etharionie nie pozostał nawet najmniejszy ślad. Wędrowali powoli, mimo że władca Kraju Wzgórz wyznaczył nagrody za ich głowy. Nie byli jednak w stanie iść szybciej. Strome zbocza uniemożliwiały szybkie opuszczenie nieprzyjaznych ziem.
Słońce już było wysoko, gdy wędrowcy dotarli na szczyt jednego ze wzniesień. U jego podnóża płynęła Winna- najważniejsza rzeka Etharionu. Jedna z postaci ściągnęła kaptur i rozejrzała się po okolicy. Była to ciemnowłosa elfka, która najwyraźniej przewodziła bandzie. Nie wyglądała jak elfy z ludzkich bajek- wysoka, smukła, lecz na jej twarzy widać było zmęczenie życiem, cierpienie i ból. Przyglądała się beznamiętnie dolinie, którą właśnie opuściła. Nagle przywołała kompanów i wskazała im palcem małe kropki na horyzoncie.
- Patrzcie... tam są... Co za knury!... A mówią, że każdy, kto narazi się Murrahowi ginie...
- No rzeczywiście... są strasznie powolni... i namolni... –odezwał się jeden z jej kompanów i towarzysze elfki wybuchnęli śmiechem. Ona jednak skrzywiła się z niesmakiem.
- Tak jak ty, Neron- stwierdziła z przekąsem. Mężczyzna spojrzał na nią zimno.
- Co to niby miało znaczyć?
Elfka już chciała wyrzucić z siebie soczystą składankę pod jego adresem, gdy najniższy z wędrowców w obawie przed kolejną kłótnią postanowił zrzucić rozmowę na inny temat.
- Lao, co teraz zrobimy? –spytał pospiesznie, zrzucając z głowy kaptur. Brunet o wyraźnych rysach twarzy i dużych, piwnych oczach spojrzał uważnie na elfkę. Mężczyznę można by nawet uznać za urodziwego, gdyby nie duża blizna po prawej stronie twarzy. Pod wpływem spojrzenia Moriona dziewczyna szybko uspokoiła się, lecz nie odpowiedziała na jego pytanie. Wpatrzyła się w kropki i rozmyślała intensywnie. Nie wiedziała co robić- nie zastanawiała się jeszcze, gdzie pójdzie po wizycie w Bibliotece Nurthen. Nie chciała też okłamywać nikogo, a szczególnie towarzyszy broni.
- Morion, nie wiem... Póki co musimy opuścić Etharion. Nie mam zamiaru dłużej tu przebywać. Ale teraz przydałaby się nam przerwa... –mruknęła i usiadła na dużym kamieniu sterczącym na środku szczytu. Sennie spoglądała na mężczyzn, którzy szykowali się do odpoczynku. Nagle jej powieki stały się ciężkie, świat zmętniał i zbladł, a ciemność otuliła ją ciepłą kołderką...
Obudziła się, gdy ktoś mocno ją potrząsnął. Spojrzała nieprzytomnie i nagle rozbudziła się. Było już dobrze po południu. Nad elfką stał barczysty człowiek o regularnych rysach twarzy i jasnoniebieskich oczach. Lao leniwie przetarła oczy i wstała. Reszta drużyny była już gotowa do opuszczenia wzgórz Rayden. Szybko zebrała się i wspólnie zaczęli schodzić w dół zbocza.
Po kilku godzinach marszu wzdłuż Raydenu zatrzymali się. Przeszli już spory kawał drogi, mogli być pewni, że pościg ich nie dogoni. Bez zbędnych słów rozłożyli się i weszli w śpiwory.
Następnego dnia obudziło ich gorąco. Wszyscy z ulgą ściągnęli z siebie grube podróżne ubrania. Neron, mimo upału, pozostał jednak w pelerynie. Kaptur naciągnął sobie na twarz i bez słowa pogonił drużynę do dalszej drogi.
Koło południa wędrowcy dotarli do niewielkiego wrzosowiska na brzegiem Dunny- potoku, który w swoim dolnym biegu łączył się z Cibią- największą i najpotężniejszą rzeką Garathu. Słońce mocno grzało, więc skoczyli w wykrot i zrobili sobie przerwę. Pobłądzili chwilę w krzakach, po czym rozłożyli się pod olbrzymią wierzbą w pobliżu strumyka. Morion i Rothar- dwaj mięśniach- poszli mimo gorąca szukać drewna na opał, chęć zjedzenia czegoś pieczonego była u nich silniejsza niż opór przed ukropem. Neron został, by pilnować rzeczy. Lao spokojnie ułożyła się do snu. Po chwili jednak obudziła się. Neron mimo potwornego upału wciąż stał w swoim grubym płaszczu. Twarz miał zakrytą ogromnym kapturem. Lao prychnęła.
- Phh... i jak, wygodnie pod kapturkiem? Nie za gorąco?
Neron zadrżał.
- Nie komentuj- odparł i spojrzał na nią chłodno.
- Nie? Dlaczego nie? –Lao wstała i podeszła do niego. Patrzyła na Nerona z ledwo zauważalnym obrzydzeniem.– Beze mnie już dawno byłbyś trupem, zapomniałeś? Nie jesteś wcale taki mądry ani ważny... Wciąż jesteś moim sługą, nie pamiętasz?
Neron na te słowa spojrzał wściekle na Lao. Targała nim złość. Nie zamierzał wysłuchiwać elfki, miał dość jej ciętego języka i pozorowanej uprzejmości.
- Nie prowokuj mnie!- wykrzyczał ostrzegawczo. Elfka spojrzała na niego z nieukrywaną pogardą. W jej oczach zapłonęły niebezpieczne iskierki.
- Nie prowokuj? A ty to możesz?!- głos jej drżał, gdy wręcz wysyczała te słowa.- Nie podskakuj, bo to się źle skończy dla ciebie... a chyba tego nie chcesz?- rzuciła z paskudnym uśmiechem na twarzy. Neron milczał.
- Coo, nie odpowiesz mi? Może się czegos boisz?- elfka spojrzała mężczyźnie w oczy.-A może... wcale nie chcesz słuchać tego co mówię?- rzuciła ze śmiechem.
Tego już Neron nie wytrzymał.
- Zamknij się w końcu, cholerny mieszańcu!... –wrzasnął. Na te słowa Lao znieruchomiała.- Myślisz, że skoro mnie zmieniłaś to możesz mnie obrażać?!
- Mie... mieszańcu?!- zadygotała powtarzając te słowa. Drugiej części wyzwiska nawet nie słyszała, zaślepiona złością. Zacisnęła pięści i syknęła. Tęczówki elfki nagle zabłysły czerwienią, kły wydłużyły się, a z pleców wynurzyły się ogromne, błoniaste czarne skrzydła. Podeszła do Nerona, złapała za szyję tak mocno, że zaczął się dusić i bez trudu uniosła go w powietrze.
- Przeproś... –wyszeptała ze złością zbielałymi wargami. Neron nie odpowiedział. Nie zamierzał przepraszać za prawdę. Lao nie otrzymawszy odpowiedzi, jeszcze mocniej ścisnęła mu gardło i potrząsnęła nim. Człowiek z przerażeniem poczuł, jak kaptur zsuwa mu się z głowy. W tym momencie w powietrzu zagrały strzały. Wampirzyca obejrzała się. W jej stronę biegł Rothar i Morion. Oboje celowali swoimi kuszami w jej serce. Lao w ostatniej chwili puściła Nerona i wzbiła się w powietrze unikając nowej salwy pocisków. Nie czekając na następne, odleciała pospiesznie w stronę gór Mokkoru.
Rothar dobiegł do Nerona, który leżał na ziemi. Jego nieśmiertelny kaptur zsunął się z głowy. Wojownik z ulgą stwierdził, że jego przyjaciel wciąż żyje. Podniósł mu głowę i już zamierzał go cucić, gdy Neron sam otworzył oczy i wyszeptał:
- Rothar... musisz mnie wysłuchać... –jego głos był słaby, ale nie pozwolił się uciszyć- nie... nie powstrzymuj mnie... ja... ja... Lao... ona jest... ona jest wampirem... i ja byłem jej tworem... i... ja... ja... ja prze... przepraszam...
Ciało Nerona rozsypało się nagle w proch...##edit_bysclavia 2005-11-20 12:22:50##ed_end####edit_bysclavia 2005-11-21 17:13:34##ed_end##