Grace
- Złociutka , kochana ,królowo mego życia, no Grace , nie bądź taka niezdobyta twierdza. Żelazna Lady- prychnął ubawiony swym skojarzeniem- to do ciebie niepodobne .
Gracjana miała go już dosyć . Co ją podkusiło ,żeby zgodzić się na przyjazd tutaj i to jeszcze z Peterem, przed którym ostrzegały ją wszystkie przyjaciółki. Trzeba było posłuchać . Nie dość ,że lepił się do niej przy każdej nadarzającej się okazji,( to mogła wybaczyć – wiedziała jak wygląda i jak może na facetów działać), to jeszcze bezwstydnie i obleśnie od dwóch godzin , niemal nieprzerwanie atakował ją niedwuznacznymi propozycjami. I jeszcze ten słodziutki głosik …..brrrr wstrętne i ohydne….
- Przestań!!
Doszli właśnie do jej pokoju. Otworzyła drzwi weszła, odwróciła się…
- I żebyś nie miał żadnych złudzeń żigolaku- wypchnęła go z progu – czas z tobą to czas stracony
Peter otworzył usta ze zdziwienia- nie tak to sobie wyobrażał.
- I jeszcze jedno-rzuciła Gracja zatrzaskując drzwi- Kopernik nie była kobietą , smutasie…..
………R(...)
Gracja podeszła do barku. Z lustra spojrzało na nią odbicie jej owalnej twarzy, ciemne prawie czarne oczy, delikatnie wycięte usta odsłaniające perliste zęby i ten jej zadarty nosek. Potrząsnęła glową ze zniecierpliwieniem i szarpnęła za spinkę . Kaskada złotych, gęstych ,prostych włosów spłynęła aż do pośladków.
„ Ech….”-westchnęła w myślach-„ jak się ubzdryngolić to do końca”. Nalała do szklanki Jacka Danielsa , tak na trzy palce, dorzuciła kostkę lodu, zamieszała w ręku i wypiła duszkiem
Tak jak stała , w obcisłej ,błękitnej sukience podkreślającej jej kształty , rzuciła się na łóżko
„Och przenieść się gdzieś daleko stąd od tych namolnych facetów i pustych kobiet, choćby tysiące mil i lat stąd..”- pomyślała
Naścienny maszkaron w kształcie stylizowanego smoka rozjarzył się czerwonym blaskiem
-Wedle życzenia- rozległ się cichy głęboki szept………..
Ale tego już nie usłyszała . Zasnęła……R(...)
………R(...)
Obudziła się z potwornym bólem głowy
- Kuuuurcze... moja głowaaaa.....chyba zaraz mi pęknie-jęknęła
- A co ja mam z tym wspólnego??- rozległ się cieniutki głosik za plecami dziewczyny.
Gwałtownym ruchem zwróciła głowę w stronę głosu i skrzywiła się z wyraźnym udręczeniem .
- A ty kto ?!!!- warknęła
- Kurczę do usług- pisnął cicho malutki człowieczek w pomponiastej szlafmycy burego koloru, takimiż bufiastymi szarawarami i wściekle fioletowym kubraczku –zamkowy skrzat domowy
-Skrzat????
Dopiero teraz dotarło do niej ,że nie znajduje się w swoim hotelowym pokoju .
W wielkiej kamiennej komnacie panował półmrok ,rozjaśniony tylko ogniem palącym się na równie wielkim kominku zdobionym smoczymi łbami. Motyw smoka, o ile mogła dostrzec, powtarzał się na wielu elementach –choćby na narożnikach wielkiego łoża, na którym, leżała.
- Zaraz, zaraz.....- Zaczęła, ale nie dane jej było skończyć
-NIEEEE!!!!!! – Histerycznie zakrzyczał Kurcze- TYLKO NIE ZARAZ!!!!!
-Co nie zaraz???- zapytała nic nie rozumiejąc dziewczyna- o co biega, durnia ze mnie robisz ,czy może coś w tym stylu??
- Nie ,gdzieżbym śmiał o Pani...- tłumaczył człowieczek gnąc się w ukłonach .
-No więc...?- zapytała lekko już poirytowana dziewczyna
- No więc..- zaczął zapytany- ten ... tego ... no.... znaczy się jakby to powiedzieć.....
- Tak jak jest i od razu ,bez krętactwa bo uszy pourywam – rzuciła , a wściekłość malującą się na jej twarzy podkreślił wypełzający od szyi rumieniec ledwo pohamowywanej furii
- Tak jest o Pani..Zaraz to taka wieeeeelka ,ale to naprawdę wieeeelka Bakteria- pokornie i z widocznym strachem odparł Kurcze
-Bakteria????
-Nooooo......takie wieeeeelkie zwierze .....co zobaczy to zabierze
-Ty mały to ze mnie znów jaja sobie robisz ?- zasyczała złowieszczo
Gwałtownym ruchem ręki chwyciła Kurczę za ucho i nie zważając na liczne protesty poparte energicznymi wymachami ramion przyciągnęła go bliżej swej twarzy
-Gadaj mi zaraz co tu się dzieje , bo tymi odrostami każę przyozdobić moją sakiewkę, ale już!!!!
-Pokornie proszę o chwilkę cierpliwości już wszystko wyjaśniam- wykrztusił pobladły człowieczek
Gracja puściła jego uszy i ciągle leżąc na łożu, podparła głowę i pocierając czoło w złudnej nadziei przegnania kaca słuchała opowieści.
- A więc ... no znaczy się ....tak , tak już mówię ..więc tak mniej więcej przed około dwustoma laty przyszwendała się na zamek pewna niewiasta. W zasadzie to nie taka sobie zwykła ,jak się później pokazało- Lilitta jej było na imię. Dość powiedzieć , że gdy tylko Wielmożny Azelhoff ją obaczył z miejsca się w niej rozkochał na zabój czemu i nietrudno się dziwić , bo urodna była pani że ho ho...- tu znaczący uśmiech rozjaśnił twarz skrzata, lecz zniknął jak ogień zapałki na wietrze pod surowym wzrokiem Gracji-
- to na czym ja..... aha , no więc Wielmożny Azelhoff z miejsca ogłosił zaręczyny. Panna nie protestowała, a do wypytywania nie było chętnych. Jedni, bo chcieli panu się przypodobać , inni nie próbowali bo i tak by to nic nie dało ,a jeszcze inni woleli milczeć aby niełaski na się nie ściągnąć. Wielmożny Azelhoff jako pan możny i z patrycjuszowskiego rodu ani dbał o to kto ona za jedna, wystarczyło , że mu się spodobała a on nie przywykł do tego by nie posiadać tego co mu się spodobało i ani dbał o to co będzie. A było oj było....
- A tak szybciej nie można do konkretów??
-Już już....no więc stanęło na tym ,że nim dwie niedziele minęły odbył się regularny ślub z regularnym balem i inną przynależną takim wydarzeniom pompą. No a potem się zaczęło......
-????
- Najpierw wszystko tak po cichu. Jak pana nie było to się panowie rada zebrali i stwierdzili ,że pańska małżonka zapewne nie za bardzo doświadczona w powinnościach żoninych a jako ,że mąż nieobecny to oni chętnie go w nauczaniu onych powinności wyręczą.
- A gdzie to się wielmożny zapodział?
-A jako zwykle na wojenkę wyruszył do zamorskich landów – pismo od swego stryja dostał ,że się regularne mordobicie szykuje. A, że żarcie , mordobicie i chędożenie , w dowolnej kolejności, to ciągnęły go od lat młodzieńczych to i pojechał…
-Hm..ale gdy Azelhoff wrócił to porządek zrobił? –przerwała
- Właśnie problem w tym ,że nie wrócił....
-???
- No , ten.....tego..... no .....nie wrócił wcale i słuch po nim zaginął- zająkał się skrzat spuszczając głowę
- I co? Nikt go nie szukał?
- Szukał, szukał i to niejeden ,panowie rada, biskup i książę pan tyż poselstwa słał czy gdzie go kto nie widział, ale ani widu ani słychu. Od stryjaszka też wiadomość przyszła , że wojna się skońcowała i szanowny bratanek się był na stryjowych oczach wrócił nazad do dom
- I ?
- NO i się zaczęło ,panowie rada chodzili udzielać korepetycji tak dzieś przez trzy lata, a potem jeden po drugim zaczęli znikać
- Znikać???
-No może niezupełnie tak do końca. Z jednego została ręka rozpoznawalna tylko po pierścieniach, z drugiego głowa a i to nie kompletna, znaczy bez nosa oczu i uszu-tu odruchowo człowieczek złapał się za uszy-z innego to tylko pludry..
- A pani….??
- A pani , pewnego dnia kazała zwołać całe zgromadzenie i …… mam powiedzieć co rzekła??
- A jakże mów!
- Czy sprośności , tudzież epitety pominąć??
- Zdecydowanie tak… mówże!!!!!
- To … ten … tego…. noooooo …….to…...nic nie powiedziała…..
-Coooo???
- Nnnooo tak , jak zaczęła pierunami ciskać to i najprzedniejszy kmieć w oparach najlepszej okowity nie mógłby z nią stawać w szranki, w każdym razie zapowiedziała ,że teraz to się nam wywdzięczy za gościnę. No i się wywdzięcza do dziś…..napuściła tego Zaraza nie wiadomo skąd i od tamtej pory nie ma nocy coby czegoś nie zbroił ,a to krowę porwie z obory i na wpół strawioną wyrzyga na rynku, a to dziewice w kąpieli nastraszy aże się jąkać zacznie- się znaczy dziewica nie zaraz, a to pijanego chłopa po karku liźnie liszaje a wrzody ostawiając ,o innych sprośnościach nie wspomnę…
Gracja już od pewnego czasu zasłaniała usta nie mogąc powstrzymać śmiechu na widok żałosnych min skrzata
Nagle za drzwiami rozległo się szuranie, Kurcze zaczął się kurczyć, kurczyć ,aż znikł zupełnie.
Odrzwia otwarły się i stanęła w nich wysoka postać .Mężczyzna odziany w czarny kaftan z czerwono- złotymi wyłogami i takowoż zdobionymi nogawicami ,w lekkim półpancerzu oraz groźnie wyglądającym mieczem przy boku zatrzymał się jak wryty.
- A ty co tu robisz??- zapytał groźnie.
- A ty co taki ciekawy – książkę piszesz?- rzuciła czupurnie zrywając się na nogi i biorąc pod boki
- Hmm tego…- rzekł po niejakiej chwili rycerz, z figlarnym uśmiechem na twarzy - nie ,żeby ten widok był mi niemiłym , albo coś w tym stylu, ale radzę szczerze, narzuć coś na siebie, bo posądzą mnie jeszcze o jakieś nieszlachetne zamiary ,co jeśli dłużej przyjdzie mi na ciebie Pani patrzać, nie będzie, na honor, czczym posądzeniem……(...) dopiero teraz zauważyła że nie ma nic na sobie. Szybciutko schyliła się po kołdrę owinęła się nią szczelnie i siadając na skraju łoża rzekła:
- Więc gdzie ja jestem , kim ty jesteś i co to wszystko znaczy……̷(...)………R(...)
Siedzieli na bogato rzeźbionych karłach w komnacie, gdzie się obudziła. Teraz ubrana w leżące przy łożu rzeczy czuła się swobodnie aczkolwiek niezupełnie pewnie. Wszystko było takie dziwne. Wystarczyło , że pomyślała o ubraniu , a już się pojawiło. Wprawdzie krojem przypominało jej kreacje ze średniowiecza , ale rozmiar był idealnie dobrany .
Nieznajomy łypał na nią spod oka udając że tego nie robi co było tak subtelne jak napisane właśnie zdanie – czyli wcale.
- No dobra, zacznijmy od początku – rzekła- nazywam się Gracja, Gracja Lawson , dla przyjaciół Grace.
-Voldan Taittinger-skinął lekko głową, po czym robiąc ręką zamaszyste półkole,rzekł- a to mój zamek, Dragbork
Gracja postanowiła sprawdzić prawdziwość skrzacich informacji.
- A Azelhofff i Lilitta to kto??- zapytała.
- Bajki - lekceważąco machnął ręką rycerz, ale ten gest nie zdołał skryć mimowolnego grymasu zaskoczenia jaki przemknął przez jego oblicze
- Zaraz to też bajki? – rzuciła zaczepnie
- Nie - odrzekł poważnie po chwili milczenia, a stalowe błyskawice wściekłości zastąpiły figlarne ogniki w jego oczach -ale w przeciwieństwie do tych dwojga można udowodnić jego istnienie
- Jak ?
Voldan wstał, luzackie zachowanie i kpiarski ton zupełnie go opuściły. Teraz wyglądał jak ktoś poważnie zaniepokojony. Zaniepokojony i groźny.
- Chodź- rzekł wyciągając do niej rękę.
Pochwyciła ją i ledwo udało jej się ukryć zdziwienie dotykiem jego dłoni, emanującej przedziwną kombinacją siły i delikatności.
Trzymając się za ręce wyszli z komnaty do przestronnego korytarza. Przeszli kilka kroków, nikogo nie napotykając i po kamiennych schodach zeszli dwa poziomy niżej, do wielkiego, okrągłego pomieszczenia. Na całym jego obwodzie rozmieszczono osiem solidnych dębowych drzwi . Voldan w milczeniu popchnął najbliższe. Otwarła się przed nimi owalna komnata bez okien Na jej środku stało wielkie łoże, a na nim spoczywał jakiś człowiek. Blask płonącego w kominku ognia oświecał rozrzucone bezwładnie ręce i zabandażowaną głowę – reszta ciała tonęła w półmroku.
Gracja podeszła ostrożnie do legowiska. Delikatnie odchyliła bandaż i odskoczyła z przerażeniem w oczach .
- Co??? …. Kto…???
-To ostatni który spotkał się z Zarazem czy Zarazą jak to zwał -machnął ręką- ale jedyny któregośmy znaleźli w całości z pięcioosobowego oddziału………
Dziewczyna stała pod ścianą mocno zaciskając powieki. Widziała i wiedziała ,że nie zapomni do końca życia widoku wyżartej jakby kwasem twarzy, i dyndających tylko na nerwach wzrokowych oczu, oczu przytomnych, oszalałych z bólu.
Voldan mówił dalej ,ale ona już go nie słyszała .Komnata zaczęła wirować, szybko ,coraz szybciej aż do obłąkanego wiru , który skończył się w swym apogeum gwałtownym trzaskiem.
Ocknęła się ,podeszła znów do łóżka- wiedziała już co robić.
Pan na Drakborku przyglądał się ze zdziwieniem tej drobnej długowłosej dziewczynie Przed chwilą sprawiała wrażenie jakby miała zemdleć lub zwymiotować i gotów już był rzucić się by ją podtrzymać. Teraz zaś biła z niej taka pewność i zdecydowanie ,
że nie odważyłby się nawet do niej odezwać .
Gracja pochylona nad rannym szeptała dziwne słowa, jej ręce przesuwały się w skomplikowanym rytmie ponad głową leżącego tworząc zawiły wzór o niebieskawej poświacie. Do uszu zdumionego Voldana dolatywały strzępki słów:
-….artemi…(.(...) poderwała ręce w gwałtownym geście. Ranny jęknął, ciało wyprężyło się w konwulsyjnym skurczu, blada poświata roziskrzyła się oślepiającym błyskiem……… i wszystko znikło.
Rycerz podszedł do łoża. Popatrzył na ciężko oddychającą Grację .Poza jej przyspieszonym oddechem nic nie świadczyło o tym co się tu przed chwilą wydarzyło. Potem popatrzył na człowieka na łożu , na jego ciemne oczy i nieskazitelnie gładką twarz, twarz którą znał tak dobrze
- Alkazar…- wyszeptał wzruszony osuwając się na kolana i biorąc jego ręce w swoje dłonie - bracie………
CDN…