Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Jak Diabeł z Diabłem

eliss ·

Pamiętał już tylko zimno. Ten okropny chłód, który oplątywał palce swym szalem, wywoływał dreszcze, zmuszał obite ciało do zgięcia się w pół, kiedy każdy ruch sprawiał kolejne uderzenie bolesnego zimna...
W jednej chwili zniknęła ciemność. Obraz szarzał, potem powoli zaczął nabierać właściwych kolorów. Otępiały umysł przepuszczał do świadomości tylko tykanie zegara i zapach dzikich róż niesiony przez ciepły wiatr. Nie, nie było nic, co rozgrzewało zdrętwiałe ciało. Ale nie było też mrozu. Ani mroku.
Chwilę później czyjaś ręka złapała za kark i wlała do ust płyn. Ciepły płyn...
Aren otworzył oczy. Pamiętał jak ma na imię, przypominał sobie też kilka innych szczegółów. Ale resztę spowijała nieprzenikniona mgła, a rzadkie obrazy były krótkie i nieuchwytne.
- Żyjesz, chłopcze, a jednak- odezwał się głos gdzieś z boku. Aren nie miał siły, by odwrócić głowę.- Twoi przyjaciele umierali z niepewności... Ucieszą się, mogąc zobaczyć cię wreszcie przytomnego.
Usłyszał odgłos otwieranych drzwi, a po chwili tupot kilku par butów. Obok jego łóżka usiadło parę osób. Mężczyźni i kobiety. Wszyscy jeszcze młodzi i wszyscy ubrani kolorowo. Turkusowa bluzka wysokiej brunetki, lekki granatowy płaszcz chłopaka z blizną na policzku, słonecznie żółta sukienka dziewczyny o złotych oczach i brązowych włosach, błękitna koszula opalonego blondyna... Aren nie zdołał objąć wzrokiem i umysłem wszystkich tych osób. Przyjaciele – tak nazwał ich tamten głos. Czuł, że ich zna, że oni go znają, ale on nic nie pamiętał... A tamci zaraz po wejściu zaczęli przekrzykiwać się nawzajem, wszyscy z tą samą nutą przyjaźni w głosie. Że dobrze go widzieć, że tęsknili, że każdy się niepokoił.
I nagle usłyszał krótkie, zdecydowane uderzenia w drewno. Stukot butów. Damskich obcasów. Dopiero ten dźwięk przebił na chwilę mur zapomnienia i błysnął obrazem. Ogień. Krzyk. Taniec kolorowych plam wśród stali. Zimne, metaliczne uderzenia szabli. I znów ciemność. I znów chłód. I znów ból...
W drzwiach stanęła czarnowłosa kobieta. Miała czerwony strój, lekką koszulę i spodnie. Pasek, przy którym wisiał miecz. I buty na koturnie.
- Erewis...- szepnął. Reszta, nie wiedział czemu, wyszła z pokoju. Została tylko kobieta i starzec, do którego należał głos.
- Obudziłeś się- stwierdziła dziwnym tonem. Aren nieswojo się czuł pod spojrzeniem jej ciemnych oczu.
- Miał szczęście- powiedział starzec.- Wielkie szczęście.
- Ojcze, dlaczego on jest taki blady?!
Spostrzeżenie z pewnością było trafne. Zwykle śniada skóra mężczyzny była teraz popielata.
- Nie wiem do końca, co się z nim działo po spadnięciu w przepaść... Całe ciało miał obite i zlodowaciałe. Obawiam się, że ten kolor skóry zostanie mu już do końca życia. To piętno śmierci...
Aren nie słuchał dalej. Zasnął.

Kiedy się obudził, zapadał już wieczór. Szybko wymigał się od odpowiedzi na pytania, o których nie miał najmniejszego pojęcia.
- Idę na spacer- powiedział zmęczonym głosem. I poszedł do lasu.
Wśród drzewa znalazł małe źródełko. Nabrał wody w dłonie, kiedy zobaczył w niej swoje odbicie. Kasztanowe dotąd oczy były teraz przerażająco wyblakłe. Aren wylał resztki wody, spojrzał na swoje zszarzałe dłonie. Wstał. W lesie zapadł już wzrok.
- Kim ja jestem?!- Krzyknął w ciemność.- Kim jestem, do wszystkich czartów piekieł!
Odpowiedziało mu dziwne, nienaturalne echo. Kim jestem, kim jestem, kim jestem... Na chwilę zapadła cisza, a potem jeszcze głośniej rozległ się głos echa. Mordercą, mordercą, mordercą, mordercą...
- Mordercą- powiedział ktoś za jego plecami. Aren odwrócił się. Nie zobaczył nic.
- Tutaj- głos należał do mężczyzny opartego o drzewo. Miał czarne jak smoła włosy i równie ciemne oczy.
- Nie jestem mordercą – powiedział cicho chłopak.
- Czyżby? Przecież nie wiesz, kim jesteś.
- A ty wiesz?- Zapytał. Nieznajomy uśmiechnął się lekko, ukazując ostre zęby. Aren odpędził od siebie myśl o wampirach, zamieszkujących stare lasy.
- Wiem. Mogę ci pokazać.
- Pokazać?- Chłopak czuł się coraz bardziej nieswojo.- Kim ty jesteś?
- Twoim przeznaczeniem. Twoją karą. Twoim wspomnieniem- powiedział mężczyzna i w jednej chwili do niego doskoczył, popychając do tyłu. A jednak Aren nie doczekał się miękkiej trawy pod plecami. Spadał...

Mrok rozjaśnił nagle blask ogniska, ale oni stali w cieniu wysokiego drzewa. Aren spojrzał na nieznajomego. Wyglądał inaczej, był mniej blady, a wśród włosów chłopak dostrzegł zarys rogów. To był Diabeł. Wskazał dłonią na ognisko.
A przy ognisku siedzieli ludzie w kolorowych strojach. Aren rozpoznał kasztanowłosą dziewczynę, chłopaka z blizną, blondyna... i Erewis. A chwilę później z mroku wyłonił się ciemnowłosy mężczyzna o śniadej skórze i kasztanowych oczach. Aren wstrzymał oddech. Widział siebie.
- Przyniosłem więcej chrustu- powiedział tamten sobowtór.
- Ty to masz wyczucie- powiedział ten z blizną, który właśnie wrzucił do ognia ostatnią gałązkę.- I tniesz też nieźle.
Aren wyszczerzył zęby.
- Gasta, nigdy nie przebiję ciebie ani Ere.
- Pewnie, że nie, ale wśród wszystkich innych tancerzy tej okolicy jesteś najlepszy- roześmiała się brunetka w turkusowym stroju.
- Przestańcie mi to wreszcie wypominać! Wejście do wioski jako wędrowny tancerz odpędziło wszelkie podejrzenia, co ci się nie podoba?
- Ależ nic, nic- tym razem wtrąciła się Erewis.- To był genialny pomysł. Nigdy nie przypuszczałam, że tak dobrze tańczysz...
Powietrze rozbrzmiało wybuchem śmiechu. Nagle wysoki blondyn uniósł w górę miecz i wrzasnął:
- Diabły panami świata!
- Diabły panami świata!- Odpowiedział chór innych głosów. Mężczyzna z blizną chwycił za gitarę, a reszta ruszyła do tańca. Diabelskiego tańca.

Diabeł uśmiechnął się paskudnie, patrząc na przerażoną twarz Arena.
- Ładną sobie nazwę wybraliście, nie ma co – powiedział rozbawionym głosem.- Ale Diabły z was były, rzeczywiście...
I znów znaleźli się w innym miejscu, znów ciemność rozświetlił blask ognia. Tym razem był to płomień kominka w wiejskiej gospodzie. Przy ladzie siedziało kilku mężczyzn, a w kącie siedziała grupa chłopców i dziewcząt zajętych rozmową.
Do karczmy wpadło nagle czterech mężczyzn, w tym Aren. Wszyscy byli rozbawieni, a w rękach trzymali długie miecze.
- Piwa, staruchu!- Krzyknął jeden z nich do gospodarza. Drugi, ten z blizną, kopnął stolik, przy którym siedziała grupka dzieci. Zataczając mieczem uderzył nim od niechcenia jedną z dziewcząt. W tętnicę.
Aren, zaraz po powaleniu karczmarza ruszył po schodach na górę, do jego mieszkania. Otworzył drzwi kopniakiem i zastał jasnowłosą kobietę, przyciskającą do piersi niemowlę.
- Zlituj się – szepnęła. Aren uśmiechnął się paskudnie.
- Zlituj... Błagam...– powtórzyła kobieta, cofając się pod ścianę, kiedy mężczyzna ze sztyletem w ręku zbliżał się do niej powoli. W jednej chwili chłopak doskoczył do niej i wbił nóż w plecy niemowlęcia. Powietrze rozdarł mrożący krew w żyłach wrzask matki.

Aren nie wytrzymał. Upadł na kolana i zwymiotował. Diabeł przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W końcu odezwał się:
- Idziemy dalej.
- Nie...- jęknął mężczyzna, łkając. Ale drewniana podłoga, na której klęczał, zmieniła się już w twardą glebę.
Byli przy gościńcu, Diabły najwidoczniej napadły na jakąś karawanę. Gdzieś dalej był las, a po drugiej stronie Aren widział przepaść. Zaraz, to nie przepaść... to jezioro. Wyglądało do złudzenia jak czarna otchłań i z pewnością było nienaturalnie głębokie. A kilka osób w kolorowych strojach walczyło na skraju tej otchłani...
Erewis próbowała pokonać zakapturzonego człowieka, blondyn imieniem Akkar uchylał się przed ciosami szybkiego krasnoluda, a Aren walczył z mężczyzną o czarnych jak smoła włosach i ciemnych oczach, który uśmiechał się szyderczo, ukazując ostre, wampirze zęby...
Spadł w przepaść jeziora. Ciemność. Zimno. Całe ciało obolałe, jakby obite kijem. Chłód, oplatający palce swym szalem...
Tym razem nie obudził się w ciepłym pokoju. Leżał przy źródełku, w lesie, gdzie spotkał Diabła. Przez chwilę miał nadzieję, że to wszystko było tylko snem, póki nie usłyszał znajomego głosu.
- Teraz już wiesz, kim jesteś.
- Czego ode mnie chcesz?!- Krzyknął Aren, odsuwając się od Diabła tak daleko, jak pozwalały mu na to siły. Czart powtórzył to, co powiedział wcześniej – wydawałoby się tak dawno.
- Jestem twoim przeznaczeniem. Twoją karą. Twoim wspomnieniem.
- Co chcesz zrobić?!
- Spójrz na swoje dłonie.
Chłopak uniósł lekko ręce. Jego skóra była jeszcze bardziej blada, zszarzała, wręcz przezroczysta. Po chwili zrozumiał, że blaknie z każdą sekundą. Co się dzieje..?, pomyślał.
- Umierasz - odrzekł Diabeł na głos.- A ja zabieram cię ze sobą.
- NIE! – Wrzasnął Aren.- Za co?! Przecież ja nic nie zrobiłem! Niczego nie pamiętam!
- Nie? W myślach sam przyznałeś, że zasługujesz na śmierć.
- ON zasługuje! To nie ja! Ja bym nigdy czegoś takiego nie zrobił! Nigdy!
- Za późno...- Demon nie mógł już powstrzymać iskierek radości w oczach.- Umrzesz, a twoja dusza trafi do piekła...
- Nie!
- Tak – odezwał się nagle zachrypnięty głos. Diabeł i chłopak odwrócili się i obaj wytrzeszczyli oczy ze zdumienia. To był Anioł... Brudne, połamane skrzydła, zmęczona, szara twarz. Ale jednak Anioł.
- Nie mogę nic zrobić – powiedział smutnym głosem.- Umierasz powoli, odkąd wpadłeś w przepaść.
- Pomóż mi!- Krzyknął po raz ostatni Aren rozpaczliwym tonem.
Ale Anioła już nie było.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...