Tolmir cz.1
A więc siedział teraz w karczmie i rozmyślał, dlaczego każda rasa najbardziej jest przyciągana do karczm, gdzie podaje się wyroby ich produkcji? Zważając na to, że krasnoludy rzadko rozmyślają, a tym rzadziej na tak filozoficzne tematy, musiał już wypić niejeden kufel. Tolmir niedawno wkroczył na Ścieżkę Thora, boga błyskawic, burz i... krasnoludzkiego piwa. Nic więc dziwnego, że wybrał właśnie tę drogę, zamiast, np. Ścieżki Wojny, czyli całkowitego oddania swej wojowniczej naturze, lub Ścieżki Magii, czyli porzucenia umiejętności wojownika i rozpoczęcie studiów nad równie starożytną, jak i niebezpieczną magią. Tolmir wybrał drogę przez środek, czyli połączenie furii wojownika z furią błyskawic. No i oczywiście Thor wzmacnia każdy łyk piwa niemalże dwukrotnie, co jest dla krasnoluda DUŻYM plusem.
1 Można się dosiąść?- rzekł wysoki mężczyzna podchodząc do stolika Tolmira.
2 Oczywiście! Stolik jest przecież dwuosobowy!- odrzekł Tolmir i roześmiał się.
Tolmir zbadał człowieka wzrokiem. Był tęgi, nawet podobny do niego. Miał, tak jak on, brązowe włosy sięgające do ramion, również był wojownikiem, choć w jego czarnych oczach widać było mdły błysk magii. Ubrany był w skórzaną zbroję, uzbrojony zaś w piękny, długi, stalowy jednoręczny miecz i dużą tarczę. Na plecach miał też zawieszony kołczan pełen strzał, a na ramieniu łuk. Nosił brunatny płaszcz ze skóry dzika.
4 Ho, ho! Chylę czoła przed wojownikiem! Widać jesteś, człowieku, wytrawionym tropicielem.- Rzekł Tolmir lekko się unosząc i zaraz opadając na stolik.
5 Bez przesady. Najsilniejszy przeciwnik, jakiego zabiłem, to piętnastoletni ork, uzbrojony w i tak kiepski topór. To ty jesteś tu prawdziwym wojownikiem!- Opowiedział człowiek.
6 Tak naprawdę to wybrałem drogę pośrednią. Och, wybacz, zapomniałem się przedstawić! Zwą mnie Tolmir.- odrzekł krasnolud podając rozmówcy rękę.
7 Miło mi. Merkurian.- Merkurian odwzajemnił uścisk.
8 Merkurian? Oryginalne imię...
9 Nie sądzę. Tam, skąd pochodzę, wielu ludzi nosi takie imię.
10 A skąd pochodzisz?
11 Z miasta Angrad, z Doliny Ertruny.
12 Czytałem już gdzieś o tym mieście, ale... Nie znam tej doliny.
13 To pewnie, dlatego, że słyszałeś o Angradzie elfickim, naszym braterskim mieście. Angrad to ledwie miasto. Bardziej miasteczko.
14 Co więc cię tu sprowadza? Tu, na granicę?
15 Mam bardzo ważną sprawę w mieście Dorkaz Monde. Wiesz, gdzie to jest?
16 Ależ oczywiście! Pochodzę stamtąd! Posłuchaj- ty pomożesz mi załatwić pewną sprawę, a ja pomogę ci w twojej.
17 O co chodzi?
18 Związek Tropicieli Krasnoludzkich kazał mi zbadać, co sprawia, że niedźwiedzie przestały zapadać w sen zimowy. Upolowałem jednego wczoraj wieczorem. Zebrałem trochę skóry, przyszedłem tutaj i zrobiłem ten pas.- Mówiąc to Tolmir pokazał Merkurianowi swój nowy pas.- Potem przyszedłeś ty.
19 Zgadzam się. I wiem chyba, gdzie powinniśmy zacząć. Po drodze tutaj, a przybywam z południa, przebyłem las. W lesie tym aż roiło się od tych niedźwiedzi. Tam chyba powinniśmy zacząć. Szczerze mówiąc, mnie też zastanawiał ten fakt. Czym one się żywią?
20 Słyszałem plotki, że... ludzkim mięsem.
21 Ludzkim mięsem? Może dlatego zapuszczają się tak blisko dróg...
22 Racja. Póki co, musimy się przespać. Całą noc robiłem ten pas, jestem ledwie przytomny.
23 Dobrze. Chodźmy zarezerwować pokój.
Obydwaj podeszli do lady, by spytać właściciela karczmy o wolne miejsca.
33 Witam! Czym mogę panom służyć?- Powiedział głośno karczmarz, myjąc kufel.
34 Chcielibyśmy zarezerwować pokój. Najlepiej dwuosobowy.- rzekł Merkurian.
35 Macie panowie szczęście. Tylko takie nam zostały. Płacicie wspólnie czy osobno?
Człowiek i krasnolud wymienili spojrzenia.
37 Chyba osobno, prawda?- spytał Tolmir.
38 Tak. Pół na pół.- odpowiedział Merkurian.
39 Dobrze. To będzie was kosztować... Dwieście dwadzieścia pięć feniksów od łebka!
Wyjęli pieniądze. Sakiewka Merkuriana była znacznie większa. Po chwili doliczyli się wreszcie dwustu dwudziestu pięciu feniksów i zapłacili karczmarzowi.
42 Dziękuję. Wasz pokój nosi numer trzynaście. Idźcie po schodach na lewo od lady.
43 Dziękuję. Chodźmy.- rzekł Merkurian.
Ruszyli w stronę pokoju numer trzynaście. Odnaleźli go bez trudu, ponieważ drzwi były bardzo wyraźnie ponumerowane. Weszli do środka, rozpakowali swoje rzeczy i zjedli skromną kolację. Potem jeszcze trochę pogawędzili.
45 Skąd masz, Merkurian, tyle pieniędzy? Czym ty się właściwie zajmujesz?- krasnolud zaczynał być podejrzliwy wobec podejrzanie bogatego człowieka.
46 Handluję zwierzęcymi skórami. Sprzedaję je za morzem, dzikim plemionom. Płacą rozsądną cenę.
47 Rozumiem. A co to za ważna misja sprowadza cię do Dorkaz Monde?
48 Nie wiem, czy mogę ci to zdradzić, krasnoludzie. Czy na pewno mogę cię obdarzyć zaufaniem?
49 Ależ oczywiście! Na mnie możesz polegać! Jako wojownik Thora, przysiągłem nigdy nie łamać obietnic. Obiecuję ci, więc, że twej tajemnicy nie wydam.- ostatnie słowa Tolmir wymówił bardzo uroczyście.
50 Dobrze więc. Widzisz, nasz lud od wieków odpiera ataki orków, niekiedy nawet ogrów, o goblinach nie wspominając. Chcemy więc zwrócić się do waszych kowali o pomoc. Potrzebujemy lepszego uzbrojenia.
51 Co w tym takiego tajemniczego? Toż to żaden sekret.
52 Sprawa idzie dalej. Przynoszę też wiadomość od wielkiego maga ludzi. Niosę słowa zaklęcia, które ten oręż i zbroję mają dodatkowo zakląć.
53 Ach, to już jest coś.